Siedzę ostatnio nad tym tematem i nie daję rady znaleźć sensownej rozmowy na ten temat nigdzie. Chodzi mi o to, jak to w ogóle działa od strony energetycznej, kiedy jesteś sam. Nie mówię o partnerstwie, mówię o sobie jako osobie, która ma i pierwiastek żeński, i męski, i jakoś musi z tym żyć na co dzień. U mnie wyraźnie widać, że jak jestem w trybie działania, zadań, logiki, to czuję się odcięty od czegoś miękkiego. A jak wchodzę w stan odbioru, wyciszenia, to zaczyna mi brakować sprawczości. Macie podobnie? Albo wiecie, jak to w ogóle zdiagnozować, gdzie u siebie jest ten brak równowagi?
To co opisujesz brzmi znajomo. Ja to czuję szczególnie w okolicach nowiu i pełni, jakby cykl księżycowy wyraźniej pokazywał, gdzie jest napięcie między tymi dwoma energiami. Ale mam pytanie, bo mnie to ciekawi: czy ty to czujesz w ciele, w jakimś konkretnym miejscu? Bo dla mnie to często okolice serca i splotu słonecznego, jakby dwie strefy ciągnęły w różne strony.
Weszłam tu przez przypadek i zostałam, bo to opisuje dokładnie to, co sama przeżywam. Jestem po rozstaniu, sama, i kompletnie nie wiem, gdzie jest ta równowaga. Przez całe życie byłam tą 'silną', zorganizowaną, działającą. A teraz sama ze sobą nie wiem, jak siedzieć. Czytałam o tym trochę, że samotność może być momentem integracji, ale jak do tego w ogóle podejść praktycznie? Co robić, żeby nie siedzieć tylko w głowie?
No i tutaj jest sedno. Samotność jako przestrzeń integracji to jedno, ale większość ludzi w tej przestrzeni wpada w pętlę myślenia, a nie czucia. To nie jest praca z energią, to jest analiza energii, co jest zupełnie czymś innym. Zaneczka, a co konkretnie próbowałaś robić? Bo 'czytanie o tym' i robienie czegoś to przepaść.
A co z czakrami? Bo ja rozumiem, że ta energia żeńska i męska to nie jest coś oddzielnego, to są dwie kolumny, ida i pingala, i one muszą się spotkać w sushumnie. Czy nie o to tu chodzi? Bo jak się skupić na równoważeniu konkretnych czakr, to może idzie szybciej? Mam wrażenie, że bez tego to się kręci w kółko.
no dobra, masz rację, nie powinienem był pisać 'szybciej'. Chodzi mi o to, że bez jakiegoś konkretnego punktu odniesienia to jest jak wróżenie z fusów. Czakry dają przynajmniej jakiś schemat. Ale powiedz, jak ty konkretnie pracowałeś z czakrą serca? Bo ja próbowałem wizualizacji i po kilku minutach wylatuje mi z głowy.
Wtrącę się, bo ta rozmowa idzie w kieronku praktyki i to dobrze. Mnie uczy doświadczenie, że energi żeńska to nie jest 'bycie miękką', to jest zdolność do przyjmowania. A energi męska to nie jest 'bycie twardym', to jest zdolność do kierowania. I problem jest taki, że wiele osób, szczególnie kobiet które były samodzelne, ma przez lata ćwiczoną energię męską i kompletnie zaspaną żeńską. I to nie jest kwestia równoważenia czakr tylko uznania, że jest coś do obudzenia. Zaneczka czy ty w ogóle pozwalasz sobie na 'odbieranie'? Nie dawanie, nie działanie, tylko odbieranie?
Słucham tej rozmowy i chce się upewnić, że dobrze rozumiem. Czy wy mówicie, że każdy człowiek, niezależnie od płci, ma w sobie te dwie energie i chodzi o to, żeby obie były aktywne? Bo ja zawsze myślałam, że kobieta powinna rozwijać żeńską, a mężczyzna męską. To jest błędne myślenie?
Przepraszam, że się wtrącam, bo jestem tu nowa w tym temacie. Ale mam takie naiwne pytanie, jak to się ma do samotności konkretnie? Czyli jeśli ktoś jest sam przez dłuższy czas, to ta integracja jakoś się zatrzymuje, czy wręcz przeciwnie, jest łatwiejsza? Bo słyszałam różne opinie.
Wracając do tego co Galaktyka mówiła o budzeniu energii, mam pytanie praktyczne. Czy macie jakieś konkretne ćwiczenia, które nie są medytacją siedzącą? Bo to co opisuje Zaneczka z tą analizą zamiast czucia, to mi się też zdarza przy siedzeniu nieruchomo. Zastanawiam się, czy ruch nie byłby tu lepszy, praca z ciałem.
ruch zdecydowanie. Szczególnie taki bez celu, bez choreografii. Próbowałeś kiedyś zwykłego, wolnego poruszania się w ciszy, bez muzyki, bez instrukcji, po prostu słuchając co ciało chce robić? To brzmi abstrakcyjnie, ale po kilku minutach coś się odblokawuje. Energia męska potrzebuje kierunku, a żeńska potrzebuje przestrzeni bez kierunku. Jak dajesz ciału swobodę, to często samo zaczyna balansować.
Czytam ten wątek od początku i myślę sobie, że brakuje tu jeszcze jednego kąta. Mówicie dużo o tym, jak to czuć i obserwować, ale mało o tym, co konkretnie blokuje tę integrację. W mojej praktyce widzę, że często są to przekonania wyniesione z domu, że kobiecość znaczy słabość, albo że bycie emocjonalnym jest złe u mężczyzn. I te przekonania siedzą głębiej niż jakakolwiek medytacja sięga na początku. Czy ktoś z was pracował nad tym warstwie przekonań, nie tylko energetycznie?
Gardło to piąta czakra, Vishuddha, i ona jest właśnie o wyrażaniu siebie. Ale nie wchodząc teraz za bardzo w czakry, bo to osobny temat, to chcę powiedzieć że to co opisuje Zaneczka jest bardzo typowe dla osób które nauczyły się, że pewne uczucia są 'nieakceptowalne'. Ciało to pamięta lepiej niż głowa.
To co mówi Dadzbog jest ważne, bo wielu ludzi podchodzi do tego jak do listy zadań. Odznaczam czakrę serca, odznaczam gardło, gotowe. A to nie działa tak mechanicznie. Ja to porównuję do rozplątywania węzła. Nie ciągniesz za jeden koniec, bo się tylko zacieśni.
A ja mam pytanie, bo słucham i coraz bardziej się gubię. Czy to co opisujecie, ta praca z ciałem, oddechem, ruchem, to jest właśnie ta bioenergoterapia z tytułu kategorii? Czy to są dwie różne rzeczy i ja coś mylę?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i chciałam się odezwać, bo sama mam podobną sytuację do Zaneczki. Jestem sama od ponad roku i w tej samotności zamiast integracji wpadłam w jakieś zawieszenie. Nie smutne, nie szczęśliwe, po prostu... płaskie. I nie wiem, czy to jest ta równowaga o której piszecie, czy właśnie jej brak.
To co opisuje Fiolek69 to jest właśnie problem z odbiorem. Mówiliśmy wcześniej z Zaneczką o tym, że energi żeńska to zdolność do przyjmowania. Jeśli ktoś przyjmuje tylko od innych ludzi i nie potrafi przyjmować od czegoś co jest dostępne przez całą dobę, to zawsze będzie ta przepaść między byciem z innymi a byciem samą. Pytanie, co cię karmilo kiedyś, jak nie potrzebowałaś innych do tego żeby czuć się żywa?
Wracając jeszcze do tego ruchu bez celu, bo Galaktyka to wcześniej poruszyła. Próbowałem ostatnio i muszę powiedzieć, że to jest trudniejsze niż wygląda. Przez pierwsze minuty cały czas kontroluję, czy to co robię 'wygląda sens'. Jak wy przechodzicie przez ten etap oceniania?
to jest właśnie moment, w którym wychodzi ta dominacja energii męskiej. Kontrola, ocena, potrzeba żeby miało sens. Ja sobie z tym radziłam przez to, że zaczynałam od bardzo małych ruchów, które trudno ocenić. Palce, nadgarstki, żuchwa. Coś tak drobnego, że mózg nie zdąży tego oceniać, bo nie wie od czego zacząć.
Czytam to wszystko i jestem pod wrażeniem jak konkretna jest ta rozmowa. Mam tylko jedno pytanie do Centy, bo chcę dobrze zrozumieć. Mówisz, że kontrola to energia męska. Ale czy to znaczy, że chcąc zintegrować te dwie energie, musimy tę kontrolę w sobie osłabić? Bo to brzmi trochę niepokojąco, jakbyśmy mieli się stać mniej 'sobą'.
To ciekawe z tą ciszą, bo ja mam z nią trudność. W ciszy zaczyna się gadanina w głowie i zamiast poczuć ciało, słyszę komentarz do każdego ruchu. Czy wy też tak macie, czy to jest coś, co przechodzi z czasem?
gadanina w ciszy to klasyka. I tak, u większości przechodzi, ale nie dlatego że głos znika, tylko przestajesz go słuchać z taką samą uwagą. To trochę jak radio w tle, które leci, ale ty skupiasz się na czymś innym.
Ja mam pytanie, które może jest trochę z boku, ale mnie nurtuje. Mówimy dużo o balansie między energią żeńską a męską, o przyjmowaniu i dawaniu. A co jeśli ktoś przez długi czas żył tylko w trybie dawania, opiekował się innymi, i teraz w tej samotności nie wie co z sobą zrobić, bo nie ma kogo obsłużyć? Czy to jest właśnie ten brak odbioru, o którym Galaktyka mówiła?
A można zapytać jak to się w ogóle przełożyć na pracę z czakrami? Bo słucham i mam wrażenie, że to co opisuje Fiolek69 to chyba czakra splotu słonecznego, ta odpowiedzialność, kontrola nad otoczeniem? Czy się mylę?
Nie chcę przerywać, ale mam poczucie że zaczęliśmy robić z Fiolek69 przypadek kliniczny, a ona tu jest i może ma własne zdanie na ten temat. Fiolek69, co ty o tym czujesz? Czy te kategorie które tu rzucamy, shadow side, manipura, coś ci pasuje, czy to jest obok?
Słucham od jakiegoś czasu i mam takie podstawowe pytanie, może naiwne. Mówimy o energii żeńskiej i męskiej jako o czymś, co każdy ma w sobie, niezależnie od płci. Ale czy to jest jakoś powiązane z tym, czy ktoś jest sam czy w związku? Czyli czy samotność zmienia proporcje tych energii, czy to działa inaczej?
To co mówi Galaktyka bardzo mi pasuje, bo jak byłam z poprzednim partnerem, to on był tym decyzyjnym i ja się jakoś rozluźniałam w tej jego strukturze. A teraz sama nie wiem co z tą strukturą zrobić. Muszę ją sama tworzyć i jednocześnie w niej odpoczywać, i to jest trudne.
