Hej, mam takie pytanie bo ostatnio zaczynam coraz więcej czytać o bioenergoterapii i pracy z energią i zastanawiam się czy w ogóle można sobie zrobić krzywdę robiąc to samodzielnie. Bo z jednej strony wszędzie piszą że to naturalne i bezpieczne, ale z drugiej strony słyszałam że można np. wziąć na siebie czyjąś negatywną energię albo przeciążyć własną aurę. Czy ktoś miał jakieś nieprzyjemne doświadczenia? I przy okazji mam pytanie o afirmacje bo podobno afirmacja która do nas nie trafia może być nawet szkodliwa, to prawda?
Sama się nad tym zastanawiałam i szczerze nie wiem co myśleć. Z jednej strony to brzmi logicznie że energia może się jakoś zachwiać, ale z drugiej strony trochę sceptycznie do tego podchodzę. Skąd w ogóle wiadomo że coś nam 'nie służy' energetycznie? Że to nie jest po prostu zmęczenie albo stres?
To nie takie proste rozróżnić. Ja miałam raz sytuację że po intensywnej medytacji skupionej na czakrze sercowej czułam się dosłownie rozbita przez kilka godzin. Serce biło szybciej, byłam płaczliwa, jakby coś się otworzyło za mocno. Nie wiem czy to była 'krzywda' ale na pewno coś się wydarzyło czego nie planowałam.
Odpoczęłam, wypiłam dużo wody, trochę pospacerałam boso po trawie żeby się uziemić. Minęło po kilku godzinach. Ale gdybym wtedy wiedziała więcej, to pewnie bym wcześniej zakończyła medytację zanim zrobiło się tak intensywnie.
Pytanie jest dobre, tylko trzeba je trochę rozłożyć. Bo 'zrobić sobie krzywdę' to jedno, a 'poczuć nieprzyjemne rzeczy' to drugie. Czy ktoś z was wie w ogóle jaka jest różnica między przesileniem energetycznym a faktycznym przeciążeniem? Bo to nie jest to samo.
No właśnie, jak bez doświadczenia mam wiedzieć co mi się przydarza? To trochę błędne koło. Żeby wiedzieć trzeba doświadczenia, żeby zdobyć doświadczenie trzeba próbować, a próbując można trafić na coś nieprzyjemnego.
Muszę powiedzieć że brzmi to wszystko dość mgliście. Nie mówię że nie wierzę w żadne energie, ale jak nie ma żadnego sposobu żeby sprawdzić czy to przesilenie czy przeciążenie to jak w ogóle ta wiedza jest użyteczna? To jak mówić że ból brzucha może być głód albo wyrostek, bez żadnego sposobu na odróżnienie.
A wracając do afirmacji bo o to też pytałam na początku, to słyszałam że afirmacja która jest w konflikcie z naszymi przekonaniami może wręcz wzmacniać blokady zamiast je rozkładać. Czy ktoś miał coś takiego? Bo jak w ogóle poznać że afirmacja do nas trafia?
O, to ciekawy wątek. Bo ja kiedyś robiłam afirmacje 'jestem bogata i spełniona' i po każdym razie czułam się gorzej, jakby mój mózg od razu odpowiadał 'nie, nie jesteś'. Rzuciłam to po tygodniu.
Myśle że tu nie ma aiż takiej różnicy między psychologią a energią, bo jedno wpływa na drugie. Jak masz blokade emocjonalną to ona siedzi też w ciele i w energii, nie ma sensu rozdzielać. Ważne że działa a nie żeby to miało etykietke.
Jedno kryterium które stosuję to obserwacja przez czas, nie przez jeden dzień. Jeśli po kilku tygodniach regularnej pracy widzisz zmiany w zachowaniu, w podejściu do sytuacji, w tym jak reagujesz, to coś pracuje. Może być psychologia, może energia, może jedno i drugie. Ale coś się rusza.
Wróćmy jeszcze do pierwotnego pytania o krzywdę, bo mnie ono bardziej niepokoi niż afirmacje. Czy ktoś z was słyszał o kimś kto faktycznie doznał czegoś poważniejszego przez pracę z energią bez przygotowania? Pytam serio, nie żeby straszyć.
Pytam serio, bo trochę mnie niepokoi że rozmawiamy o afirmacjach i odczuciach, a pierwotne pytanie było właśnie o to czy można sobie zrobić krzywdę. Czy ktoś zna jakiś konkretny przypadek, nie z internetu, ale z własnego otoczenia?
Nie znam z otoczenia, ale słyszałam od osoby która regularnie chodzi na bioenergoterapię że jej terapeutka raz wzięła na siebie zbyt dużo od klienta i przez kilka dni miała silne bóle głowy i coś jakby stany lękowe. I to podobno jest znane ryzyko zawodowe u terapeutów, nie u osób które same pracują ze sobą.
Drugie. Intensywność ma znaczenie. Ktoś kto zaczyna od dziesięciominutowej medytacji oddechowej raczej nic sobie nie zrobi. Ktoś kto od razu wchodzi w kilkugodzinne sesje skupione na konkretnych czakrach albo bierze udział w intensywnych warsztatach bez żadnego przygotowania, może poczuć coś nieprzyjemnego. Czy to krzywda w trwałym sensie, tego nie wiem.
Ale chwilę, bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówimy o tym że 'można sobie zrobić krzywdę' i nadal nie padła żadna konkretna odpowiedź co ta krzywda miałaby oznaczać. Basieńka powiedziała o bólach głowy i lęku u terapeutki. To jest ta krzywda? Kilka dni złego samopoczucia?
Malachitka ma trochę rację, ale też myślę że rozdzielanie tego na psychologię kontra energię nie jest takie proste. Jak miałam tę sesję medytacyjną przy czakrze sercowej i byłam potem płaczliwa przez pół dnia, to co to było? Emocje czy energia? Dla mnie to był jeden proces.
Przeczytałem całą rozmowe i mam pytanie do tych co muwią o czakrach. Czy wy celowo skupiacie sie na jednej konkretnej podczas sesji, czy raczej idziecie przez wszystkie po kolei? Bo słyszałem ze praca na jednej czakrze bez uwzglednienia pozostałych może właśnie powodować te nieprzyjemne efekty o których piszecie.
A jak to obserwować jeśli się dopiero zaczyna i nie wiadomo na co zwracać uwagę? To jest mój problem. Nie wiem co powinnam czuć, więc nie wiem kiedy pójść dalej a kiedy się cofnąć. Skąd macie tę intuicję?
O to samo chciałam zapytać. Bo Oskar mówi 'obserwuję' i 'nie wymuszam' ale to zakłada że wiesz co obserwować. Co konkretnie czujecie w ciele kiedy pracujecie z czakrami? Ciepło, mrowienie, coś innego?
Przepraszam że wchodzę bo jestem tu raczej obserwatorem, ale mam pytanie. Cały czas mówicie o czuciu, o odczuwaniu energii. A co jeśli ktoś po prostu nic nie czuje? Czy to znaczy że ta praca go nie dotyczy, czy że jest jakoś zablokowany, czy może że po prostu nie ma do tego predyspozycji?
Wracając do pytania Zorzy o afirmacje i krzywdę, bo mi sie to połączyło. Jeśli afirmacja wzmacnia blokadę zamiast ją rozkładać, to czy to jest forma robienia sobie krzywdy przez energie? Czy to tylko nieskuteczna praktyka bez negatywnych efektów?
To jest właściwe pytanie i myślę że dużo ludzi myli te dwie sytuacje. Afirmacja która nie pasuje do ciebie raczej po prostu nie działa, nie wzmacnia blokady aktywnie. Ale jest jeden wyjątek który mnie niepokoi: afirmacje które zaprzeczają temu co faktycznie czujesz. Jeśli mówisz 'jestem spokojna' a jesteś w środku w silnym lęku, to możesz ten lęk przykryć zamiast przepracować. Czy to krzywda energetyczna? Nie wiem. Ale coś tam się dzieje.
To co Zorza opisuje to jest moim zdaniem kluczowe. Jak czujesz afirmacje inaczej to znaczy że twoje ciało czy energia już to rozróżnia, tylko jeszcze nie masz języka żeby to opisać. Ja to poznaje po tym że jedna afirmacja brzmi jak coś obcego, mechanicznego, a inna od razu siedzi gdzieś głębiej. Czy wy macie podobne odczucie?
A czy można świadomie wyćwiczyć to rozróżnianie? Bo mam wrażenie że wy już to po prostu czujecie, a ja jak powtarzam afirmacje to głównie myślę czy robię to dobrze, czy dobrze odetchnęłam, czy odpowiednia pora dnia. Może za dużo myślę i dlatego nic nie czuję?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że wszyscy zakładacie że to co czujemy podczas afirmacji jest miarodajne. Ale co jeśli nasze odczucia są po prostu naszymi oczekiwaniami? Skoro wiem że ta afirmacja jest 'o miłości do siebie' to może dlatego czuję coś ciepłego w klatce, bo tego oczekuję, nie dlatego że to działa?
Dobra ale wróćmy do tego co powiedział Vladi wcześniej o tej afirmacji przykrywającej lęk. Bo to mnie uderzyło. Jeśli powtarzam 'jestem spokojna' kiedy się boję, to czy to aktywna krzywda czy tylko zmarnowany czas? To jest różnica która ma dla mnie znaczenie praktyczne.
