To jest pytanie które też mnie od dawna chodzi po głowie. I moja odpowiedź po kilku latach pracy jest taka, że nie tyle inne efekty, co inne wejście. Psychoterapia często idzie przez głowę, przez rozumienie. Praca z ciałem i energią idzie przez odczuwanie, zanim pojawi się słowo. I niektórzy ludzie potrzebują najpierw jednego, inni drugiego. Ja osobiście dużo bardziej ruszam się kiedy coś czuję fizycznie, niż kiedy to rozumiem.
Mnie to co pisze Dadzbog trafia. Ja długo rozumiałam swoje problemy intelektualnie, potrafiłam je ładnie opisać, ale nic się nie zmieniało. I dopiero jak zaczęłam pracować z oddechem i z ciałem, to zaczęło się ruszać. Nie wiem czy to była energia, czy soma, ale coś tam siedziało i nie chciało wyjść przez słowa.
To co Esoterica opisuje, to brzmi bardzo podobnie do tego co w pracy z czakrami nazywa się blokadą w czakrze serca. Nie chcę narzucać ram, ale to napięcie w klatce przy próbie wejścia w ciszę, to jest bardzo charakterystyczne. Dadzbog, czy pracujesz z czakrami w kontekście tego balansu o którym piszesz?
Tak, czakry są dla mnie jednym z języków którego używam. Ale nie traktuję ich jak osobnych bytów, bardziej jak mapę obszarów. I faktycznie czakra serca jest ciekawa w tym kontekście, bo jest między dolnymi, które są bardziej uziemiające, działaniowe, i górnymi, które są bardziej receptywnymi. To taka naturalna granica między tym co nazywamy tu energią miękką i twardą.
A jak to działa jak ktoś ma zablokowaną tę czakrę serca? Bo to mnie ciekawi, bo jak słucham co Esoterica i Fiolek69 piszą, to coś mi to mówi o sobie samej. Tylko że nie wiem czy to blokada czy po prostu taki charakter.
To co Romualda opisuje, to jest dokładnie środek tego tematu. Ta niemożność bycia samemu w ciszy to jest według mnie kwestia balansu między tym co przyjmujące a tym co działające. Jak mamy za dużo tego działającego bez zakorzenienia w tym cichym, to cisza zaczyna się kojarzyć z zagrożeniem, nie z odpoczynkiem.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam takie wrażenie że mówimy o balansu, ale każdy rozumie przez niego coś trochę innego. Dla mnie balans to nie jest po równo z obu stron. To jest raczej umiejętność przechodzenia między nimi kiedy sytuacja wymaga. Czy tak to rozumiecie, czy macie na myśli coś innego?
To co Dadzbog napisał o balansu jako procesie, a nie stanie, chyba najlepiej trafia do mnie z całej tej rozmowy. Bo jak myślałam o tym wcześniej, to wyobrażałam sobie że to jest jakiś punkt do osiągnięcia, że dojdę tam i będę tam już zostać. A tu wychodzi że to jest raczej ciągłe... kalibrowanie? Tylko że jak tego nie umiałam, to jak się tego uczyłam?
To ciekawe co Romualda mówi o lesie, bo to chyba nie jest przypadek. W pracy z energią ziemi jest takie przekonanie że kontakt z naturą wspiera ten receptywy biegun, ten który jest cisza i przyjmowaniem. Może dlatego na zewnątrz jest łatwiej. Ale mnie bardziej ciekawi to co powiedziała o zmęczeniu. Zmęczenie jako moment kiedy ta aktywna energia po prostu nie ma już siły dominować? Dadzbog, czy spotkałeś się z takim wzorcem?
Tak, i to jest chyba jedna z ważniejszych obserwacji w tej rozmowie. Kiedy wyczerpujemy zasoby tej energii działaniowej, to ta druga nie znika, ona po prostu wychodzi na wierzch bo nie ma już co jej tłumić. To dlatego niektórzy odkrywają medytację po wypaleniu, nie przed. Ciało niejako wymusza zatrzymanie. Problem polega na tym żeby nie czekać na to wyczerpanie żeby mieć do niej dostęp.
Ok ale to brzmi jakby ta energetyczna praca była tylko po to żeby nie dojść do wypalenia. To znaczy czy nie możemy po prostu powiedzieć, że chodzi o regenerację? Bo to jest zwykła psychologia i fizjologia. Nie rozumiem co tu jest specyficznie energetycznego.
Ja też chcę wiedzieć co konkretnie, bo to jest moje pytanie od samego początku tej rozmowy. Mówi się dużo o tym żeby być w ciszy, ale jak ktoś tak jak Romualda w tej ciszy czuje napięcie, to sama cisza nie pomoże, prawda? Co z tym napięciem się robi?
Jak zaczęłam pracę z oddechem, to mi powiedziano że pierwsze tygodnie będą trudniejsze niż nic nierobienie. I tak było. To napięcie które opisuje Romualda, jak je próbowałaś siedzieć z nim zamiast uciekać do zajęcia, to na początku robiło się mocniejsze. Dopiero potem coś się przestawiało. Nie wiem czy to jest odpowiedź na pytanie o konkretne techniki, ale z mojego doświadczenia samo bycie z tym napięciem było techniką.
To co Esoterica mówi o twardości i przepływaniu, to mi coś mówi. Mam takie wrażenie że to napięcie jest jak zablokowany ruch. Jakby energia chciała gdzieś iść ale nie może. I wtedy albo się uwolni, albo robi się twardsza. Pytam się, bo u mnie to napięcie jest głównie w ramionach, nie w klatce. Czy to coś zmienia?
To jest właśnie ten aspekt który mi się wydaje kluczowy dla całego tematu balansu. Te dwa bieguny, ten aktywny i ten receptywny, potrzebują wyrazu, każdy na swój sposób. Jak aktywny nie ma gdzie pójść, to się gromadzi i robi napięcie. Jak receptywny jest zablokowany, to nie ma skąd czerpać. I jedno bez drugiego nie działa. Centa, to co opisujesz z ramionami i mówieniem, to może być właśnie ta sytuacja gdzie aktywna energia nie ma pełnego wyrazu.
Słucham i mam takie poczucie że ta rozmowa coraz bardziej idzie w stronę symptomów, a coraz mniej w stronę pracy. Wielu z was opisuje co czujecie, ale mało kto mówi co z tym robi poza oddechem i siedzeniem z napięciem. Czy ktoś pracuje z tym aktywnie, na przykład przez ruch, przez rytuał, przez pracę z ciałem?
Myślę że Zaneczka trafia w coś ważnego. Bieganie i siłownia to jest kanał dla aktywnej energii, i to jest dobre, potrzebne. Ale jak masz już za dużo tego aktywnego i idziesz biegać, to dajesz mu kolejny kanał zamiast pracy nad tym co jest po drugiej stronie. To nie znaczy że to złe, to znaczy że może nie wystarczy samo w sobie.
A ja mam pytanie do tego co Tajemniczka napisała o dawaniu kolejnego kanału. Czyli rozumiem że problem nie jest w samym bieganiu, tylko w tym że robię to z niewłaściwych powodów? Że zamiast integrować to po prostu wyrzucam?
To jest chyba ten moment żeby wrócić do kwestii balansu tych dwóch biegunów, bo nam trochę rozmowa zaczęła się kręcić wokół jednego bieguna, aktywnego. Ale ten receptywny ma też swoje mechanizmy obronne. Zielarz, pytałeś o aktywną pracę, to co ty konkretnie masz na myśli poza ruchem?
Mam na myśli pracę z intencją, nie z ruchem ciała. Na przykład rytuał oczyszczenia energetycznego gdzie świadomie zapraszasz ten receptywny biegun, stawiasz mu jakiś symbol, coś co go reprezentuje dla ciebie. To jest coś innego niż siedzenie i czekanie aż coś minie.
Księżyc to ciekawy przykład bo w numerologii ta luna energia to jest dwójka, przyjmowanie, odbieranie, nie działanie. Może dlatego tak wiele tradycji w ogole kojarzy ten biegun receptywny z cyklem księżycowym a nie solarnym. Czy ktoś z was pracuje z fazami?
Wróćcie na chwilę do Zielarza i tego skupienia intencji. Bo mnie interesuje ten przedmiot jako kotwica. Czy wy macie jakiś konkretny przedmiot którego używacie do takiej pracy? Czy to musi być coś specjalnego, czy może być cokolwiek?
Mam pytanie do całej grupy bo to jest coś co mnie drąży od jakiegoś czasu. Mówimy dużo o tym jak rozwijać ten biegun receptywny, ale mało o tym co się dzieje jak ktoś ma za dużo tego receptywnego. Czy ktoś ma doświadczenie kiedy problem był odwrotny, że działanie i inicjatywa były tym czego brakowało?
Ja miałam taki okres. Nie mogłam nic zacząć, wszystko odkładałam, siedziałam dużo sama i mi z tym było... nie wiem czy dobrze. Raczej taka mgła. Czy to jest to o czym mówisz?
szczerze? Nie wiem czy wyszłam w pełni. Ale było trochę lepiej jak zaczęłam robić cokolwiek, nawet małego. Chodzić na spacery z konkretnym celem, gotować coś nowego. To brzmi banalnie ale naprawdę coś ruszało.
To co Romualda mówi o robieniu czegokolwiek to mi przypomina coś co słyszałam że czasem żeby aktywować ten biegun aktywny, wystarczy małe działanie z intencją, nie wielkie. Jakby zacząć od iskry a nie od ogniska. Czy macie podobne obserwacje że małe działanie mogło pociągnąć coś większego?
To co powiedziałam o własnym działaniu kontra działaniu z poczucia powinności to chyba coś większego niż tylko intencja. Bo jeśli mam za dużo tego receptywnego jak Romualda mówiła, to czy ta iskra o której pisała Esoterica może w ogóle zadziałać jeśli ktoś ją z zewnątrz podpali? Czy musi wyjść od środka?
