O właśnie, to jest bardzo dobre spostrzeżenie i masz racje że to może byc koło, z ktorego trudno wyjsc. Ale ja nie miałam na mysli że te relacje muszą byc idealne. Chodzi bardziej o to żeby byl ktos kto w razie czego odbierze telefon i porozmawia. Nie musi rozumiec energetyki, wystarczy że bedzie.
Właściwie chciałam się zapytać Vladi, bo rzadko się tu wypowiadasz w stylu 'nie rób tego'. Czy z twojej perspektywy są rzeczy które naprawdę odradzasz osobie samodzielnej, bez żadnych wyjątków?
Mogę się tu odnieść bo miałam coś podobnego. Afirmacja o tym że zasługuję na dobre relacje wydawała mi się bardzo prosta i pozytywna. A potem przez kilka nocy śniłam o mamie i budziłam się z takim ściskiem w klatce piersiowej. Zupełnie nie spodziewałam się że to tam dotrze.
Sny to dla mnie jeden z najciekawszych wskaźników w całej tej pracy. Ale tez jeden z najtrudniejszych do interpretacji samemu. Bo sen może byc reakcją na afirmacje, na stres, na to co obejrzałeś wieczorem. Jak Leszczynka odróżniała że te sny są związane z praktyką a nie z czymś innym?
Właśnie ta niepewność którą Leszczynka opisuje jest dla mnie kluczowa dla całego pytania w tym wątku. Nie wiemy czy to przez nas, nie wiemy czy to minie, nie wiemy czy to głębsze. I w tej niewiedzy możemy albo się zatrzymać albo iść dalej. Czy jest jakiś sposób żeby tę niepewność zmniejszyć bez terapeuty?
Dziennik to dobry pomysł ale mam pytanie praktyczne, co tam właściwie zapisywać? Bo jak mam notować 'zrobiłam afirmacje' to to nie jest za dużo informacji. Jakie szczegóły są ważne?
Ja bym zapisywał: co dokładnie robiłaś i jak długo, jak sie czułaś bezpośrednio po, jak sie czułaś wieczorem, i jak spałaś. I ewentualnie rano jakiś krótki komentarz. Nie musisz pisać dużo, wystarczy kilka zdań. Po tygodniu można już zobaczyc jakiś wzorzec.
Ale czy to nie jest tak że skupiając się na zapisywaniu każdego odczucia, zaczynamy za bardzo analizować i wchodzimy w głowę zamiast w ciało? Pytam szczerze, bo sama mam tendencję do nadmiernego analizowania i zastanawiam się czy dziennik nie nasilałby tego u mnie.
A ja chce wrócic do pytania Zorzy z początku wątku, bo mam wrażenie że troche odpłyneliśmy. Pytała czy można sobie zrobić krzywdę. I po całej tej rozmowie mam poczucie że tak, można, ale raczej przez zaniedbanie sygnałów niż przez samą praktykę. Czy to jest uczciwe podsumowanie tego co tu mówimy?
No właśnie, to jest moje pytanie do reszty. Czy mozna sobie zrobić krzywdę przez samą praktyke, czy raczej przez ignorowanie tego co sie dzieje? Bo mam wrazenie ze te dwie rzeczy sa traktowane jak jedno, a to nie jest to samo.
To dobre rozróżnienie. Praktyka sama w sobie rzadko jest problemem. Problem zaczyna się kiedy ktoś widzi że coś się dzieje i albo tłumaczy to jako sukces, albo udaje że nie widzi. Obydwa błędy są możliwe i obydwa mogą prowadzić do miejsca, z którego trudno wyjść bez pomocy.
Ale jak to rozróżnić w praktyce? Tzn. skoro mówisz Vladi że obydwa błędy są możliwe, to co jest tym sygnałem, że to już nie jest 'normalne falowanie' jak pisała Basieńka wcześniej, tylko coś co trzeba zatrzymać?
Jedno kryterium które uważam za dość niezawodne to czas. Jeśli coś intensywnego trwa więcej niż kilka dni i nie odpuszcza, to już warto się zatrzymać. Niezależnie od tego czy to sny, drażliwość, płaczliwość, czy cokolwiek innego. Czas trwania jest ważniejszy niż intensywność.
To jest dobre pytanie bo w praktyce bardzo trudno to oddzielić. Ja bym powiedział ze kluczowe jest czy to się nasila od kiedy zacząłeś pracować, czy jest na podobnym poziomie. Jezeli regularnie bywasz drażliwy to trudno powiedziec ze afirmacja cie 'zniszczyła'. Ale jak wcześniej byłes w miarę spokojny a teraz cos sie zmieniło, to warto zwrócic na to uwage.
To jest bardzo celne Jasminka. I to właśnie dlatego dziennik ma sens, nie po to żeby diagnozować, ale żeby w ogóle zacząć mieć jakiś punkt odniesienia. Bez tego nie wiadomo od czego liczyć.
Dokładnie to miałam. Nie wiedziałam jaki jest mój 'normalny' poziom bo byłam przyzwyczajona do pewnego napięcia jako tła. Dopiero po kilku tygodniach prowadzenia notatek zobaczyłam że są dni kiedy jest lżej i to mnie zaskoczyło, bo wcześniej myślałam że zawsze jest tak samo.
Mam pytanie trochę z boku, bo czytam ten wątek od początku i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Cały czas mówimy o sygnałach wewnętrznych, snach, drażliwości, ciele. Ale czy jest coś co widać z zewnątrz? Tzn. czy bliskie osoby mogą zauważyć że ktoś idzie w złą stronę wcześniej niż on sam?
Zgadzam sie z Malachitka. I dodam ze bliscy czesto widza zmiany zanim my sami je zauwazymy, ale czesto mysla ze to 'nowa pasja' i nie komentuja. Szczegolnie jesli czuja ze to temat na ktory nie maja wstepu.
To trochę smutne bo wychodzi na to że właśnie kiedy trzeba by mieć kogoś kto to widzi z zewnątrz, te osoby zazwyczaj milczą. Czy jest jakiś sposób żeby to zmienić, tzn. żeby powiedzieć komuś bliskiemu 'hej, obserwuj mnie i powiedz mi jeśli coś się zmieni'?
To jest trudne bo wymaga bardzo konkretnego zaufania. Musisz tez wiedziec co prosisz tę osobe żeby obserwowała. Nie mozesz powiedziec 'obserwuj czy nie zwariuje' bo to zbyt ogolne i straszace. Ale mozesz powiedziec 'powiedz mi jesli zauwazysz ze bywam bardziej zamknieta albo bardziej rozdrażniona niz zwykle'. To jest konkretne.
Ale czy to nie przenosi odpowiedzialności za naszą praktykę na innych? Tzn. jeśli pracuję z energią, to chyba moja rola to monitorować siebie, a nie delegować to do znajomych, nie?
Wracam do tego co mówił Vladi na początku o traumach, bo mnie to nie daje spokoju. Jak rozpoznać czy dana afirmacja dotyka traumy zanim zacznie się dziać coś nieprzewidywalnego? Czy jest jakiś sposób żeby to sprawdzić wcześniej?
Czyli ta reakcja ciała może być tymczasowa i nie znaczy od razu 'nie dotykaj tego'? Bo ja miałam jedną afirmację której prawie nie mogłam wymówić głośno, ale czułam że jakoś mi chodzi po głowie i nie wiedziałam co z tym zrobić.
To co opisujesz Zorza69 brzmi jak coś co niektórzy nazywają oporem, ale to słowo jest trochę za bardzo załadowane. Powiedziałbym raczej że ciało sygnalizuje że temat jest nieobrobiony. Pytanie jest inne, czy ta afirmacja dotyka czegoś co jest gotowe być dotknięte, czy czegoś co wymaga najpierw innej pracy?
Ja mysle ze cialo to wlasnie wie i ze problem jest taki ze my nie umiemy go sluchac, nie ze ono nie mowi. Jak mnie cos sciska w zebrach jak czytam afirmacje to to jest sygnał, tyle ze ja przez lata uczyłam się ze sygnaly ciala to przeszkoda a nie informacja.
Przepraszam że wchodzę z głupim pytaniem, ale co znaczy 'obejść'? Tzn. mówisz żeby nie pracować z daną afirmacją, czy żeby dojść do tego samego miejsca inną drogą?
To jest ciekawe bo z zewnątrz takie obejście może wyglądać jak unikanie. Jak odróżnić że faktycznie idę inną drogą do tego samego miejsca, a nie że po prostu uciekam od tematu?
