Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad rolą oddechu w sesjach bioenergoterapeutycznych i chciałam zobaczyć, co inni o tym myślą. Pracuję z energią od kilku lat i coraz bardziej dochodzę do wniosku, że sposób oddychania podczas sesji — zarówno terapeuty, jak i osoby leczonej — ma realny wpływ na przepływ energii. Ale jest jedna kwestia, która mnie zatrzymuje: co z osobami, które noszą głębsze doświadczenia traumatyczne? Afirmacje, które często idą w parze z oddechem, potrafią wtedy działać zupełnie inaczej niż się spodziewamy. Czy ktoś pracował w takich sytuacjach i miał podobne obserwacje?
To bardzo ważne pytanie, bo oddech to jedno z niewielu zjawisk fizjologicznych, które stoją na pograniczu tego, co świadome i nieświadome. W kontekście bioenergoterapii mówi się, że świadomy oddech może otwierać blokady w czakrach, szczególnie sercowej i gardłowej. Ale zgadzam się z tym, co zasygnalizowałaś — przy traumie sprawa się komplikuje. Afirmacje wypowiadane przy płytkim, napiętym oddechu mogą wręcz wzmacniać dysocjację, zamiast pomagać. Mam pytanie do Ciebie, bo piszesz o tym z własnej praktyki: czy zauważyłaś jakiś konkretny moment sesji, w którym oddech 'się zmienia' u osoby z traumą?
a czy próbowałaś wtedy najpierw poprowadzić oddech, zanim w ogóle przyszła pora na afirmacje? Chodzi mi o to, żeby ciało trochę 'otworzył' oddech, a dopiero potem wchodzić ze słowem. Bo ja w pracy z runami zauważyłam coś podobnego — kiedy ktoś jest wewnętrznie zaciśnięty, żaden symbol nie trafia tak jak powinien.
Przepraszam że się wtrącam, bo jestem zupełnie początkująca w tych tematach. Czy możecie mi wytłumaczyć, co dokładnie macie na myśli mówiąc o 'przepływie energii' w oddechu? Zastanawiam się, czy to jest coś, co można poczuć fizycznie, czy raczej trzeba to sobie wyobrazić?
O, to mnie też interesuje! Czytałam o afirmacjach połączonych z oddechem i gdzieś trafiłam na ćwiczenie, gdzie przy wdechu myślisz pozytywną myśl, a przy wydechu 'wypuszczasz' to, co negatywne. Ale teraz jak czytam o tej traumie, to się zastanawiam — czy takie ćwiczenia są bezpieczne dla każdego? Nikt mi wcześniej nie mówił, że może to działać inaczej przy jakichś trudnych przeżyciach.
Wchodzę tu, bo temat mnie interesuje, ale chcę zapytać wprost: czy rozmawiamy o bioenergoterapii jako samodzielnej praktyce, czy o wspomaganiu np. psychoterapii? Bo to robi kolosalną różnicę, szczególnie przy traumie. Jeśli ktoś pracuje sam z sobą na afirmacjach i oddechu, to jedno. Ale jeśli ktoś prowadzi sesje z osobami po poważnych urazach — to moim zdaniem jest to obszar, gdzie same techniki energetyczne mogą być niewystarczające albo wręcz nieodpowiednie bez współpracy ze specjalistą.
Mam wrażenie, że afirmacje przy traumie to trochę jak naklejenie plastra na coś, co wymaga głębszego leczenia. Nie mówię tego złośliwie, sam używam afirmacji przy rytuałach, ale tam kontekst jest inny — zazwyczaj praca z intencją, a nie z bólem. Ciekawi mnie, czy są jakieś konkretne formy oddechowe, które lepiej działają w tej wrażliwej pracy? Bo może problem nie leży w samej afirmacji, tylko w tym, jak jest zakotwiczona w ciele.
Słucham tej rozmowy i nasuwa mi się pytanie praktyczne: czy przy pracy z traumą w ogóle powinno się używać afirmacji w formie słownej, czy może lepiej działają bodźce niewerbalowe — właśnie oddech, dotyk, praca z kamieniami czy zapachem? Bo słowo potrafi trafiać w miejsca, których dotknąć jeszcze nie czas.
Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Zawsze wydawało mi się, że afirmacje to po prostu pozytywne myślenie i nie mogą zaszkodzić. Ale teraz to trochę inaczej widzę. Czy możecie powiedzieć, skąd wiecie, że coś 'nie trafia'? Jak to rozpoznać podczas sesji, że afirmacja nie działa tak jak powinna?
A czy nie jest tak, że po prostu niektórzy ludzie nie wierzą w afirmacje i dlatego nie działają? Bo mój kolega mówi, że to wszystko to autosugestia i wystarczy po prostu chcieć. Może przy traumie też chodzi o to, że ktoś nie chce naprawdę się zmienić?
Cieszę się, że to padło, bo sama miałam kiedyś epizod, gdzie afirmacje przy bardzo trudnym dla mnie okresie zamiast pomagać, sprawiały że czułam się jeszcze gorzej — jakbym kłamała sama sobie. Teraz widzę, że to mogło być właśnie to, o czym piszecie. Ale skoro oddech ma tyle znaczenia, to co robić, gdy ktoś po prostu nie potrafi oddychać 'na komendę'? Mnie to też sprawia problem.
Czytam tę rozmowę i widzę, że wszyscy skupiają się na tym, kiedy afirmacje nie działają. Ale może warto zapytać inaczej: czy w ogóle przy głębokiej traumie powinno się pracować afirmacjami podczas sesji energetycznej — czy może raczej dopiero po, jako forma utrwalania? Bo obserwując różne przypadki dochodzę do wniosku, że afirmacja na początku sesji może zamykać, a na końcu — po przepracowaniu energetycznym — otwierać.
tak, pamiętam osobę, która przychodziła z bardzo ciężkim bagażem z dzieciństwa. Przez kilka sesji w ogóle nie używałyśmy żadnych słów — tylko oddech, praca z energią, cisza. Dopiero po jakimś czasie, gdy ciało zaczęło się otwierać, pojawiły się krótkie, proste zdania — nie gotowe formułki, ale jej własne słowa. I to działało zupełnie inaczej niż gdyby zaczęła od afirmacji z pierwszego spotkania. Oddech był mostem, nie afirmacja.
Właśnie tu jest sedno tej całej rozmowy, moim zdaniem. Mówimy o oddechu jako wskaźniku gotowości — i to jest coś, co ma sens niezależnie od tego, czy pracujemy energetycznie, czy nie. Układ nerwowy mówi przez oddech. Pytanie brzmi: czy w bioenergoterapii ten sygnał jest traktowany jako punkt wyjścia, czy raczej efekt uboczny pracy?
A jak wy oceniacie ten oddech na początku sesji? Pytam bo ja zazwyczaj po prostu siedzę chwilę razem z tą osobą i obserwuje — ale nigdy nie jestem pewna, czy to co widzę to jest to, co powinnam widzieć. Nie mam jakiegoś konkretnego sposobu na to żeby to zmierzyć.
Przepraszam, że znowu pytam o podstawy, ale oddech piersiowy a przeponowy — czy możecie mi powiedzieć, na czym polega ta różnica i czemu to ważne przy pracy energetycznej? Słyszałam te terminy, ale nie wiem, jak to wygląda w praktyce.
Ale jak ktoś po prostu nie umie oddychać przeponą, to co, sesja nie może się odbyć? Bo mój znajomy mówi, że on tak nigdy nie oddychał i nie czuje żadnicy różnicy między jednym a drugim.
Zastanawiam się nad czymś innym. Wszyscy tu mówimy o oddechu jako przygotowaniu do pracy — ale czy nie jest też tak, że sam oddech w czasie sesji energetycznej może ją głęboko zmienić? Nie jako wstęp, tylko jako aktywny element. Przy rytuałach sam tego używam — zmiana rytmu oddechu zmienia intensywność koncentracji na intencji. Czy w bioenergoterapii jest coś podobnego?
A to, że energia zatrzymuje się w okolicach gardła — czy to ma jakiś związek z tym, że przy traumie ludzie często mówią, że 'nie mogą tego wypowiedzieć'? Zastanawiam się, czy to jest coś symbolicznego, czy dosłownie coś dzieje się w tym miejscu energetycznie.
Wracam do wcześniejszego wątku o afirmacjach jako zamknięciu sesji, bo Felicja84 poruszyła coś ważnego. Czy przy pracy z traumą nie jest tak, że to zamknięcie sesji jest nawet ważniejsze niż otwarcie? Tzn. jeśli praca poruszyła coś głębokiego, to jak to się domyka? Tylko oddechem, słowem, czy potrzebujesz czegoś jeszcze?
O właśnie! To mnie uderzyło. Jak ktoś sam znajdzie swoje słowo na koniec sesji, to to napewno nie jest to samo co afirmacja podana z gotowca. Ale jak wy w ogóle dochodzicie do momentu, że ta osoba może sama coś powiedzieć? Co się musi wydarzyć wcześniej, żeby to było możliwe?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie do Gwiazdarka97 i Felicja84. Mówicie o oddechu jako kluczu do gotowości ciała. Ale co z osobami, które potrafią kontrolować oddech świadomie i mogą go 'ułożyć' nawet w dużym napięciu, bo np. ćwiczyły jogę albo techniki oddechowe? Czy to nie zaburza waszego odczytu gotowości, jeśli ktoś oddycha spokojnie, ale wewnętrznie jest bardzo zamknięty?
No właśnie, i to jest moment, kiedy oddech przestaje być wskaźnikiem, a staje się maską. Ale mam pytanie do Gwiazdarka97 — piszesz, że czujesz to w dłoniach mimo wyrównanego oddechu. Jak to opisać komuś, kto zaczyna z pracą energetyczną i jeszcze nie ma tego wyczucia? Bo nie chcę żebyśmy tu znowu weszli w 'po prostu poczujesz', bo to nikomu nie pomaga.
To pytanie mnie też nurtuje, bo właśnie tego brakuje w większości opisów bioenergoterapii — konkretnych kroków dla kogoś, kto jeszcze nie ma wyrobionej wrażliwości w dłoniach. Mam wrażenie, że oddech jest tutaj łatwiejszym punktem wejścia niż pole energetyczne właśnie dlatego, że jest obserwowalny bez żadnych zdolności. Widzisz, słyszysz, możesz policzyć.
Właśnie o to chciałam zapytać. Jak czytam o tym polu energetycznym i o tym, że 'czuć w dłoniach', to zawsze mnie to trochę blokuje, bo ja nic nie czuję. Ale oddech to jest coś, na co mogę zwrócić uwagę nawet teraz przy sobie. Czy to znaczy, że mogę się tego nauczyć zaczynając właśnie od obserwacji oddechu, zamiast od razu próbować czuć energię?
Moim zdaniem tak, własny najpierw. Sama przez długi czas pracowałam tylko na sobie zanim w ogóle pomyślałam o pracy z kimś. I właśnie przez ten oddech zaczęłam rozumieć, co to znaczy 'wejść głębiej' albo 'zablokowanie'. U siebie to czuć wyraźniej, bo masz dostęp do całego kontekstu — wiesz, co się działo, wiesz, jak się czujesz. Przy innych musisz to odczytywać z zewnątrz.
A wracając do tego, co mówiła Gwiazdarka97 o czakrze gardła — zastanawiam się, czy praca z oddechem może dosłownie 'odblokować' tę ekspresję, czy to zawsze wymaga dodatkowej pracy, na przykład słownej albo z afirmacjami? Bo mam wrażenie, że sama zmiana oddechu to za mało, jeśli tam jest coś głębokiego.
