Moim zdaniem to zależy jak długo i jak intensywnie. Raz czy dwa razy to nic. Ale jeśli przez tygodnie tłumisz tym afirmacjami konkretny strach i on się nie rozwiązuje tylko chodzi pod spodem, to to może narastać. Nie przez energię samą w sobie, ale przez to że problem nie dostaje przestrzeni. Czy to jest 'krzywda przez energie' czy zwykłe psychologiczne tłumienie? Może jedno i drugie.
Mam takie skojarzenie do tej dyskusji. Czy nie jest tak że bioenergoterapia i psychologia pracują na tym samym materiale, tylko wchodzą od innej strony? Jak dwie drogi do tego samego miejsca? Wtedy nie ma sensu pytać która jest prawdziwa, bo obie tam dochodzą, tylko różnie.
Oskar, a co konkretnie przepracowałeś? Pytam bo to jest dla mnie abstrakcja, chciałabym to jakoś zobaczyć na przykładzie. Nie musisz wchodzić w szczegóły, chodzi mi o typ sprawy, nie o samą sprawę.
Wchodzę w temat bo mi się coś narzuciło. Czy ktoś próbował afirmacji na głos i po cichu i porównał efekt? Bo słyszałem że wibracja dźwięku robi różnicę przy pracy z energią. Sam nie wiem czy to prawda ale byłem ciekaw.
Dobra, Zorza pytała o konkrety, to spróbuje. Miałem bardzo silny lęk przed odrzuceniem, taki który blokował mnie w relacjach od lat. Terapia słowna pomagała, rozumiałem skąd to pochodzi, ale to rozumienie nie przekładalo sie na zmiane w ciele. Dalej czułem ten sam ścisk w klatce jak zbliżała sie trudna rozmowa. Po pracy energetycznej z tym miejscem, kilka sesji, coś puściło. Nie zniknęło całkiem, ale stało sie lżejsze. Jakby ciało to naprawde odpuściło, nie tylko głowa. Nie wiem czy to energia czy coś innego, ale efekt był inny niż po samej rozmowie.
Część z terapeutą, część sam. I powiem ci że sam tez coś czułem, choć słabiej. Więc relacja mogła coś wnosić, ale nie sądzę że to jedyne wyjaśnienie. Choć masz racje że tego nie da sie oddzielić czysto.
Do tego co Oskar opisuje, mam podobne doświadczenie z blokadam w gardle, i też przez długi czas "wiedziałam" skąd to pochodzi ale to wiedza nie robiła różnicy w codziennym zyciu. Myślę że ciało trzyma coś inaczej niż głowa i do ciała trzeba inaczej dojść. Czy to energia czy coś innego, nie wiem, ale praca przez ciało a nie przez słowa to inna droga.
Wejdę tu bo ta rozmowa chodzi w kółko wokół jednego pytania i nikt go nie nazwie wprost. Czy energia jest metaforą czy dosłowną rzeczywistością? I moje zdanie jest takie: dla praktyka nie ma to znaczenia podczas samej pracy. Jak nakładam ręce i coś czuję, i osoba po drugiej stronie też coś czuje, to czy to jest pole elektromagnetyczne, projekcja czy coś innego, to pytanie na potem. W trakcie pracy pytanie o definicję nie pomaga ani mi ani osobie która przyszła.
Właśnie, bo jeśli to metafora to ryzyko jest psychologiczne, emocjonalne. A jeśli to dosłowna energia to może być coś jeszcze innego. To nie jest tylko pytanie akademickie.
Faye, to jest właśnie to czego się bałam. Że coś się otworzy i nie będę wiedziała co z tym zrobić. Czy ta osoba miała kogoś do wsparcia po tej sesji? Bo to brzmi jakby zostało bez opieki.
Nie miała. I myślę że to był błąd. Terapeuta po prostu zakończył sesję i tyle. Nie uprzedził że może tak być. To mnie bardzo zastanawia bo może sam fakt nieprzygotowania był większym problemem niż to co się otworzyło.
To jest ważna rzecz którą Faye mówi. Dobry terapeuta energetyczny powinien powiedzieć co sie może dziać po sesji i być dostępny przynajmniej na krótki kontakt. Jak tego nie ma to ja bym sie dwa razy zastanowiła czy wracać do tej osoby. To nie kwestia energii tylko podstawowej odpowiedzialności.
Słucham tej rozmowy i wracam do tego pytania Zorzy o afirmacje, bo mi to cały czas siedzi. Jeśli afirmacje mogą przykryć lęk zamiast go rozwiązać, to jak w ogóle sprawdzić czy ta konkretna afirmacja mi pomaga czy szkodzi? Czy jest jakiś sygnał który to rozróżnia?
Okej, to może wróćmy do konkretnego pytania które zadał Elfin, bo ono jest dokładnie tym o co mi chodziło od początku. Czy jest jakiś wewnętrzny wskaźnik, coś w ciele albo w głowie, który mówi: ta afirmacja jest dla ciebie odpowiednia, a ta nie? Poza tym co czujemy w trakcie bo już wiemy że to może być mylące.
Mam na to swój sposób, choć nie wiem czy to bioenergoterapia czy po prostu obserwacja. Zanim powiem afirmację, sprawdzam jak moje ciało reaguje na samo zdanie czytane bez ładowania intencją. Jakby testowałam zdanie na neutralnie. Czasem już wtedy coś się ściska albo odwrotnie, odpuszcza. I to dla mnie lepszy sygnał niż to co czuję podczas powtarzania, bo podczas powtarzania już wiem co chcę poczuć.
To co opisuje Malachitka brzmi bardzo konkretnie. Czyli to jest jakby cichy test przed właściwą pracą. Ale mam pytanie, bo się zastanawiam, czy to nie jest tak że jak ktoś jest naprawdę przekonany że dana afirmacja jest dla niego, to i tak to ściśnięcie zignoruje? Bo przecież można sobie powiedzieć 'to opór, trzeba przejść przez dyskomfort'. Jak ty odróżniasz opór od sygnału że to nie jest dla ciebie?
Zorza, właśnie to jest najtrudniejsze. Uczciwie mówiąc, przez jakiś czas też to myliłam. Dla mnie zaczęło być jasne dopiero gdy zaczęłam sprawdzać nie tylko co czuję ale jak to czuję. Opór to dla mnie coś bardziej ruchliwego, jakby coś chciało się wycofać ale jest energia pod spodem. A sygnał że coś jest nie dla mnie to jest jakby pustka albo twarde zamknięcie bez energii. Ale nie mówię że to jest zasada dla wszystkich.
Jeden sygnał który jest dość czytelny nawet bez dużego doswiadczenia to sen i energia następnego dnia. Jak po jakiejś praktyce śpisz gorzej, budzisz sie w nocy albo masz rano jakieś dziwne zawieszenie, to dla mnie to jest wczesny sygnał że coś zostało ruszone za mocno. Nie że złe, ale że za dużo na raz.
A ja mam inne pytanie do tego co Oskar mówi. Czy to nie jest tak że KAŻDA zmiana na początku trochę destabilizuje sen? Bo jak zaczynam cokolwiek nowego, medytację, ćwiczenia, coś z afirmacjami, to zawsze przez pierwsze dni jest jakaś zmiana w śnie. Więc jak mam wiedzieć że akurat to jest sygnał ostrzegawczy a nie po prostu adaptacja?
Wracam do tego co Malachitka mówiła o testowaniu zdania neutralnie. Próbowałam tego i mam pytanie, bo nie jestem pewna czy dobrze to rozumiem. Mówisz że czytasz afirmację bez intencji. Ale czy to w ogóle jest możliwe? Jak już wiem że to zdanie ma być afirmacją to mam wobec niego jakąś postawę zanim je przeczytam.
Słuchajcie, ale chcę wrócić do pytania które wydaje mi sie kluczowe dla całego wątku. Czy można sobie zrobić krzywdę. Bo rozmawiamy teraz dużo o tym jak rozpoznać że coś nie działa, ale to nie jest jeszcze krzywda. Czy ktoś ma przykład że coś z tej pracy z energią, z afirmacjami, przyniosło coś co można nazwać realną szkodą, nie tylko brakiem efektu?
Mam pytanie do Faye. Ta osoba kontynuowała pracę z tym terapeutą po tym co się stało, czy zakończyła? I czy dowiedziała się co było według terapeuty powodem tej destabilizacji? Bo to zmienia ocenę czy to był błąd w pracy czy po prostu coś trudnego ale koniecznego.
Mnie zastanawia coś innego. Mówimy o terapeutach, ale Zorza pytała też o pracę samodzielną. I wydaje mi sie że samodzielna praca z intensywnymi afirmacjami, szczególnie z tymi które dotykają trudnych rzeczy jak wartość własna, relacje z rodzicami, to jest zupełnie inne ryzyko niż praca z kimś. Czy ktoś tu pracował samodzielnie z czymś trudnym i co z tego wyszło?
Właśnie to mnie interesuje, bo ja jestem w takiej sytuacji że nie mam dostępu do terapeuty energetycznego i zastanawiam się co mogę robić bezpiecznie sama. I boję sie sięgnąć po coś mocniejszego bez wiedzy co może się stać.
Zorza, mam podobne doświadczenie z pracą samodzielną. Przez jakiś czas robiłam afirmacje związane z poczuciem bezpieczeństwa i to było w miarę spokojne. Ale jak zaczęłam pracować z czymś związanym z relacjami z matką, to po kilku dniach miałam takie emocjonalne wahnięcia że sama byłam zaskoczona. Nie powiem że mi to zaszkodziło, ale byłam nieprzygotowana.
To co Leszczynka opisuje to jest chyba jakaś praktyczna wskazówka, żeby zawsze mieć coś 'na dół', jakąś afirmację albo ćwiczenie które działa uziemiająco, zanim zacznie się coś głębokiego. Ale czy to jest wystarczające zabezpieczenie? Bo to nadal jest sama ze sobą bez wsparcia.
To co Feniksa55 mówi o stabilnych relacjach mnie trochę zatrzymało. Bo rozumiem że chodzi o to żeby mieć kogoś do kogo można się odezwać jak coś się dzieje. Ale co jeśli ta praca energetyczna dotyczy właśnie trudności w relacjach? Wtedy te relacje mogą nie być takim stabilnym oparciem, przynajmniej nie zawsze.
