Zastanawiam sie nad czyms co siedzi mi w glowie od dluzszego czasu. Kiedy pracuje z energia... czuje cos wyraznego - cieplo, mrowienie, jakis przepyw. Ale jak mam to komus opisac, to nagle nie mam slow. Mowie „energia” i juz wiem ze to zbyt szerokie, ze kazdy pod tym rozumie co innego. W bioenergoterapii to jets „bioenergia”, w reiki to „ki” albo „rei”, w ajurwedzie „prana”, w chinskiej medycynie „qi”. Czy to sa rozne rzeczy czy ta sama rzecz opisywana inaczej? I czy w ogole wazne jest jak to nazwiemy, skoro dziala? Chcialabym sie dowiedziec co wy o tym myslacie, bo wydaje mi sie ze to nie jest tylko kwestia semantyki.
ojej no i tu jets pies pogrzebany. Ja jak zaczalem sie interesowac tym tematem, to przez pierwsze pare miesiecy mialem totalny miks w glowie wlasnie przez te nazwy. Czytasz o prane, potem o qi, potem o orgonie, potem jeszcze o jakims eterze i sie zastanawiasz czy to jest osobna tradycja czy po prostu inaczej piszaca o tym samym. Jakby ktos powiedzial konkretnie: oto jest lista i oto co miedzy nimi wspolne, to by mi zaoszczedzilo duzo czasu 🙂
szczerze? mam wrazenie ze te nazwy sa wlasnie po to zeby utrudniac. jak cos sie inaczej nazywa to brzmi jakby bylo inne... a moze poprostu chodzi o to samo zjawisko tylko opisane przez rozne kultury w roznych epokach. nie twierdze ze wogole nie istnieje, bo sam czulem cos podczas medytacji, ale ta wielosc nazw bardziej mnie dezorientuje niz pomaga.
to jest wlasnie zagwozdka i nie jest wcale takie proste jak sie wydaje. Chcialabym tu rozroznic dwie rzeczy. Pierwsza: czy te pojecia opisuja to samo zjawisko. Druga: czy sama nazwa cos zmienia w pracy z energia. Co do pierwszej kwestii,tradycje sa rozne i naprawde nie ma sensu wrzucac wszystkiego do jednego worka. Qi w teorii piec przemian to cos bardo konkretnego, z okreslonymi kanalami i ruchami, prana w systemie jogi jest powiazana z oddechem i kosmosem w sposob specyficzny dla tej tradycji. Mozna szukac analogii i pewnie sa, ale czy to identyczne, tego bym nie twierdzila. Co do drugiej kwestii, to juz ciekawsze. Czy nazwa ma znaczenie przy samej pracy? Moje doswiadczenie mowi ze tak, bo intencja i obraz mentalny ktory za nazwa stoi, ksztaltuje jak z ta energia pracujesz.
wlasnie to mnie zastanawia najbardziej. bo z jednej strony mam wrazenie ze te wszystkie tradycje „trafialy” w to samo, tyle ze z roznych stron. jak slepcy dotykajacy slonia z roznych stron. ale z drugiej strony jak zaczynam porownywac szczegoly, to juz nie jest takie oczywiste. qi naprawde ma inne „zachowanie” niz to co opisuje sie jako prane, przynajmniej w teorii.
moze to glupie co powiem ale ja poprostu mowie na to „cos”. serio, przez lata nie wiedzialem jak to nazwac, wychodzi mi ze rece sa cieple jak pracuje z pacjentem, ze cos plynie, ze po sesji czuje sie wyczerpany. zanim trafilem na jakakolwiek teorie to uzywale tego „czegos” bez nazwy i dzialalo. teraz mam wiecej nazw i... nadal nie wiem lepiej co to jets 😀 powiem wam ze czasem mysle ze te wszystkie nazwy to bardziej dla nas zeby mozna bylo o tym rozmawiac, a nie zeby opisac rzeczywistosc.
Bogdan trafil w cos istotnego. W religioznawstwie jets taki termin „numinus”, czyli to co swiete, nieuchwytne, niedefiniowalne, a jednak odczuwalne. Rudolf Otto pisac o tym ze czlowiek napotyka cos co przekracza jezyk i musi mu nadac nazwe wlasnie po to zeby sie z tym komunikowac, a nie po to zeby to opisac dokladnie. Mozliwe ze „energia” w sensie ezoterycznym to jedno z takich doswiadczen, gdzie kazda nazwa jest tylko przyblizona
a moze chodzi o cos innego - moze te nazwy sa jak mapy? 😛 mapa nie jets terenem, ale bez mapy sie zgubisz. qi, prana, bioenergia to mapy do poruszania sie po tym doswiadczeniu. co ciekawe, i rozne mapy moga pokazywac ten sam teren, tylko inaczej zaznaczone drogi.
tak jets mapa to swietna metafora,chociaz troche przeczytana z nowej ery haha. ja dodam ze jeszcze wazne jest skad pochodzi nazwa bo ona ciagnie za soba caly kontekst. jak ktos mowi „prana” to automatycznie wchodzi w swiat jogi, asan, pranajamy. jak ktos mowi „qi” to wchodzi w akupunkture, wu wei, pisc przemian. te konteksty sa naprawde rozne i moga dawac rozne efekty w praktyce. wiec mowiac ze to ta sama rzecz troche za duzo sie upraszcza.
To jets sedno sprawy i dobrze ze Edmund to wyciagnal. Z mojego doswiadczenia, i pracuje z tym od ponad dwudziestu lat, nazwa i tradycja nie sa konieczne do tego zeby cos przekazac. Ale sa konieczne do czegos innego, mianowicie do swiadomej i powtarzalnej pracy. Osoba ktora „ma cos w rekach” bez tradycji i nazwy moze to robic ale czesto nie wie kiedy wlasciwie uzyc tej zdolnosci, kiedy odpuscic, jak sie regenerowac. Tradycja z jej nazwami i terminologia to skumulowana wiedza o tym jak z tym zyc, a nie tylko co to jest. Czy energia ma nazwe? Nie. Czy nadajemy jej nazwy? Tak. Czy te nazwy sa bezuzyteczne? Tez nie
ale czy nie jets tak ze te tradycje tez moga ograniczac? ze jak sie nauczysz pracowac tylko w jednym systemie to póżniej nie mozesz wyjs poza jego ramy? slyszalam o bioenergoterapeutach kto uczyli sie jednoczesnie reiki i qi gong i mowili ze to sie kłoci, ze nie mozna tego laczyc bo rozne logiki
tu pojawia sie taki problem ktory mnie zaawsze irytuje w tych dyskusjach. mowimy ze energia „plynie”, „przeplywa”, „jets przekazywana”, ze jest „ciepla” albo „gesta”. to wszystko sa metafory zapozyczone z fizyki klasycznej. ale energie w sensie fizycznym mozna zmierzyc,ma jednostki, zachowuje sie zgodnie z prawami termodynamiki. to co opisujecie to nie spelnia zadnego z tych kryteriow. wiec albo mowimy o czyms zupelnie innym niz energia i uzywamy blednej nazwy, albo mamy do czynienia z czyms co fizyka jeszcze nie opisuje. i to nie jest ten sam problem.
no dobrze ale to jets wlasnie problem z calym tym tematem. jak zjawisko nie daje sie opisac, nie daje sie zmierzyc, a kazda nazwa jest tylko przyblizeniem, to skad wiemy ze rozmawiamy o tym samym?? ja z toba moge gadac o „energii” przez godzine i okazac sie ze ty czujesz cos zupelnie innego niz ja a jedyne co nas laczy to to ze oboje uzywamy tego samego slowa
Jachna ma punkt. kiedys po sesji powiedzialem pacjentce ze „poczulem blokade w okolicach barku” a ona mowila ze akurat tam od lat ma problemy. i to bylo przed tym jak cokolwiek mi powiedzala. niewiem jak to nazwac. ale tez nie wiem czy to co ja nazywam „blokada” to to samo co ona rozumie pod tym slowem. moze to wogole inne rzeczy a zbieglismy sie w odczuciu??
hmm, to co Bogdan napisal na koncu jets wlasnie takie ciekawe. ze poczul „blokade” i to sie pokrylo z tym co pacjentka miala naprawde. ale tu jest pytanie ktore mnie gryzie - czy to znaczy ze nazwa „blokada” jest poprawna? czy moze Bogdan po prostu wyczul ze tam jest problem i jego mozg dobral najlepsza dostepna etykietke? bo te dwie rzeczy to jest zupelnie cos innego.
ale to jets wlasnie problem z ta cala dyskusja. jezeli kazdy czuje „cos” i nazywa to swoim slowa, to jak mamy stwierdzic ze rozmawiamy o tym samym zjawisku a nie o kilku roznch rzeczach?? Bogdan czuje gestosc, ktos inny cieple, ktos inny wibracje. moga to byc trzy rozne rzeczy albo ta sama rzecz opisana inaczej. niema zadnego sposobu zeby to sprawdzic.
no ale fizyaka tez kiedys nie miala matematyki. i grecy gadali o czterech zywiolach i wbrew pozorom mieli jakis konsensus co do tego co opisuja. moze jestesmy po prostu za wczesnie zeby miec taki wspolny jezyk i to bedzie dopiero budowane. nie wszystko co jeszcze nie jets opisane przestaje istniec
Frezja porusza wazny punkt, ale jets tu pewna pulapka myslowa. Mowimy o opisie doswiadczenia subiektywnego, nie o opisie obiektywnego zjawiska fizycznego. Jesli powie ci ze jestem smutny, nie mozesz tego zmierzyc ani falsyfikowac, a jednak to doswiadczenie jest realne i ma skutki. pytanie o nazwe energii jest bliższe pytaniu „jak opisac smutek” niz pytaniu „jak zmierzyc temperature”. To rozne klasy problemow. nie mowię ze energia nie potrzebuje lepszego opisu, mowie ze nie mozemy oceniac go wedle kryteriow dla fizyki.
Pustelnik a ja sie jednak nie do konca zgadzam. bo smutek mozemy przynajmiej pokazac ze istnieje przez zachowanie,mimike, zmierzyc kortyzol w slinwie. ma korelaty. czy energia w sensie bioenergoterapeutycznym ma jakies korelaty ktore mozna pokazac niezaleznie od subiektywnego czucia? pytam serio bo niewiem i chcialybm wiedziec.
Runiarka mowi o czymsc waznym. ale chcialbym wrocic na chwile do pytania z tytulu watku bo troche odpynalem. czy energia ma nazwe. mysle ze odpowiedz jets taka: ma wiele nazw i zadna nie jest wlasciwa bo wszystkie sa metaforyczne. ale metafory nie sa zlymi opisami - sa jedynym dostepnym narzedziem dla doswiadczen ktore wyprzedzaja pojecia. to nie jest wada, to jest poprostu etap na ktorym jestesmy
ale jesli kazda nazwa jets metafora to dlaczego jedne dzialaja lepiej niz inne? mam na mysli ze jak pracuje z czakrami to cos mi sie „kliknie” w tym obrazie, a jak slyszalam o qi to bylo dla mnie bardziej abstrakcyjne. czy to znaczy ze czakry sa „prawdziwsze” czy poprostu lepiej pasowal mi ten system?
przekopałam się przez całość i zastanawia mnie jedna rzecz ktorej nikt jeszcze nie powiedzial wprost. czy moze byc tak ze sama dyskusja o nazwie juz zmienia nasze doswiadczenie energii?? ze jak zaczynam analizowac czy to qi czy prana to jakbym wychodzila z odczuwania i wchodzila w myslenie. i wtedy trac kontakt z tym co chcę opisac. troche paradoks
to co Chryzoprazka pisze to mi sie bardzo zgadza. to jets chyba ten problem z kotem Schrodingera haha - jak obserwujesz to zmieniasz. moze energia jest wlasnie czymsc co trzeba poczuc a nie nazwac i jak tylko zaczniesz szukac nazwy to ci sie wymknie.
tylko ze to jets troche zbyt latwa odpowiedz, sorki. „nie mozna opisac, trzeba czuc” to jest wymowka zeby nie musiec nic wyjasnic. kazde doswiadczenie mozna probowac opisac, nawet jesli opis bedzie niedoskonaly. a jesli ktos mowi „nie pytaj, czuj” to jak wtedy odroznic bioenergoteraupete ktory naprawde cos robi od takiego ktory gra role?
Jachna pyta o rzecz fundamentalna i zasługuje na prosta odpowiedz. Rozpoznanie kompetencji rzeczywistej od pozorowanej nie pochodzi z nazwy ani z systemu. Pochodzi z konsekwencji i z doswiadczenia wielu sesji. 🙂 terapeuta ktory cos robi, bedzie mial powtarzalne wyniki, bedzie sie mylil w przewidywalny sposob, bedzie powiedzial ze czegos nie wie. Ten ktory gra role, bedzie mial odpowiedz na wszystko i trafial zawsze. To jest paradoks ale bardo dobry wskaznik.
przepraszam ze wskakuje ale czytam ten watek od dłuższego czasu i mam pytanie moze glupawe. czy energii mozna sie nauczyc czuc, czy to cos z czym sie przychodzi na swiat?? pytam bo chcialabym sprobowac bioenergoterapii nie jestem przekonana czy mam „to”
ojej, przepraszam ze pytanie moze nie na temat ale naprawde ciekawi mnie to - czy tej wrazliwosci na energie mozna sie poprostu nauczyc?? bo czytam ten watek i wy wszyscy piszecie o tym co czujecie recami, a ja jak probowalem przykladac rece to... nic. zero. czy to znaczy ze nie mam tego „czegos”?
