ta metafora z palcem i ksiezycem jest stara jak swiat i rozumiem skad sie bierze, ale mam z nia problem praktyczny. w gabinecie nie moge powiedziec klientce „to jest palec a nie ksiezyc” bo ona przyszla po pomoc a nie po filozofie. wiec jak pogodzic te swiadomosc z praca na co dzien?
no i tu jets ten sam problem co wczesniej z uczciowoscia wobec klienta. ale Piwoniowa - moze wlasnie chodzi o to, ze ta swiadomosc jest twoja wewnetrzna robota, a nie cos co musisz klientowi wyjasnic na pierwszej sesji?? ty wiesz ze uzywasz mapy, klient ufa ze mapa prowadzi do celu
Halka, rozumiem ze to siedzi i dobrze ze siedzi. ale zamien „energie” na „stres”. kiedy psycholog mowi „masz bardo duzo stresu w ciele” to tez uzywamy metafory - stres niema masy ani lokalizacji dokladnej. i nikt nie mowi ze to nieuczciwe. granica chba jets gdzie indziej - przy obiecywaniu konkretnych rezultatow i pobieraniu kasy za gwarancje. nie przy samym uzyciu niedoskonalego jezyka.
