Chciałem tu poruszyć temat,ktury mnie od jakiegoś czasu chodzi po głowie. Mianowicie - czy trauma, szczególnie ta z PTSD, zostawia jakiś ślad w polu energetycznym człowieka?? pytam bo sam miałem przez parę lat dość ciężki okres po pewnym wypadku i zauważyłem, że pewne blokady w czakrach utrzymywały się mimo regularnej pracy z energią. Bioenergoterapeuci z którymi rozmawiałem mówili różne rzeczy. Jeden twierdził, że to zablokowana czakra splotowa (manipura), inny że to problem z czakrą sercową. a ja mam wrażenie, że to jets coś głębszego, jakby ta trauma dosłownie weszła w ciało energetyczne i tam zostaje. Ktoś miał podobne obserwacje? czy ktoś pracował z kimś po traumie i widział jak to wygląda z zewnątrz?
No i tu dotykasz bardo ciekawego tematu, bo trauma energetyczna to nie jest to samo co zwykłe zablokowanie czakry. Z moich obserwacji w pracy - i pracowałam z kilkoma osobami, które miały diagnozowane PTSD - to trauma dosłownie robi wyłom w polu auralnym. Widzę to jako takie rozdarcia albo zagęszczenia, zależy od osoby i od rodzaju traumy. Przy PTSD szczególnie widzę problem w warstwie eteru, takiej pierwszej warstwie aury, bo ona jest jakby najbliżej ciała fizycznego i tam emocje się krystalizują. Czakra splotowa i sercowa są przy tym bardzo często oba zaatakowane, nie musisz wybierać jednego wyjaśnienia. Ale mam pytanie do ciebie - czy te blokady czujesz w ciele fizycznym też? Czyli jako napięcia mięśniowe, ból, coś konkretnego w okolicach brzucha albo klatki?
Slyszalam o tym ze trauma zostaje w ciele,ale zaawsze myslalam, ze to bardziej psychologiczne niz energetyczne. macie na mysli ze to jest naprawde odcisk w aurze, ze mozna go zobaczyc albo wyczuc? Bo to brzmi juz dosc powazanie. jak to sie rozpoznaje, jak sie przy tym pracuje? pytam szczerze, bo mam bliska osobe po bardo trudnych przejsciach i zastanawiam sie czy bioenergoterapia mogla by jej w czymkolwiek pomoc
No własnie mnie tez to nurtuje co Jacek napisal. Ja tam nie ogarniam za bardo tego jak wyglada aura i czy mozna ja zobaczyc, ale kumpel mial PTSD po wojsku i on ciagle mowil ze czuje sie jak wyczerpana bateria. Nie ma energii, nic go nie cieszy, ciagle napiecie. To by pasowalo do tych blokad o ktorych piszecie?? Chodzi mi o to czy to co on czuje jest tym samym co wy opisujecie od strony energetycznej
Ja dodałabym, że trauma energetyczna często objawia się też jako pewien rodzaj dysocjacji energetycznej - człowiek nie jest „zakorzeniony”, jego energia jest jakby rozproszona, nie trzyma się ciała. I to jest chyba nawet ważniejsze niż to gdzie konkretnie jest blokada. Przy PTSD ta dysocjacja jest bardzo wyraźna, bo to jest mechanizm obronny, który się utrwalił. Ciało energetyczne uczy się uciekać od bólu. Właśnie dlatego praca z uziemieniem jest tu tak ważna, zanim w ogóle sięgnie się do czakr.
Zatrzymajcie sie na chwile. Kilka rzeczy naraz. Po pierwsze, Szanta trafnie mowi o dysocjacji i uziemieniu, to dobry trop. Po drugie, Jacek ma racje pytajac o weryfikacje, to jest uczciwe pytanie i warto je zostawic otwarte zamiast zbywac. Po trzecie, i to mnie tu najbardziej interesuje: czy ktokolwiek z was pracuje z bioenergoterapia RAZEM z psychoterapia przy PTSD, czy osobno? Bo mam powazne watpliwosci czy samo „czyszczenie aury” bez pracy ze wspomnieniami i emocjami w ogole ma sens przy traumie.
O, to dobre pytanie tej Plejadki. Bo ja slyszalam od znajomej, ktora chodzila do bioenergoterapetuty po bardo trudnych przejsciach, ze po pierwszej sesji bylo jej gorzej, nie lepiej. Plakala, miala koszmary, znowu sie pojawialy rzeczy ktore mysliala ze ma za soba. Terapeuta jej powiedzial ze to „oczyszczanie” ale ona sie strasznie przestraszyła. zastanawiam sie czy to normalne czy cos poszlo nie tak?
To co opisuje znajoma Centy to niestety czesty blad niedoswiadczonych terapeutow. Przy traumie nie wolno „z grubej rury”. Pole energetyczne przy PTSD jets jak skaleczona skora, nie mozna tam od razu silnie ingerowac. To co opisuje - koszmary, nawrot emocji - to moze byc znak ze sesja byla za intensywna albo za gleboka jak na ten etap. Przy traumie pracuje sie bardzo ostroznie, stopniowo, czesto zaczyna sie tylko od stabilizacji i uziemienia, bez dotykania „rdzen” blokady. Plejadka ma tez racje ze bez psychoterapii bioenergoterapia moze byc niewystarczajaca przy glebokich traumach.
Ok rozumiem logike tego co piszesz Energetyczka i nie kwestionuje tego co czujesz na sesjach. ale wracajac do meritum - przy PTSD mamy bardo konkretne mechanizmy opisane przez psychologie: hiperaktywacja ukladu nerwowego, flashbacki, unikanie. czy bioenergia „widzi” te mechanizmy jako cos energetycznego? Bo jezeli tak to ciekawi mnie jak to koreluje. nie mowie ze nie, pytam serio
Dla mnie osobiscie ta korelacja jets dosc wyrazna i to jest jeden z powodow dla ktorych to robię. hiperaktywacja ukladu nerwowego - w jezyku energetycznym to nadaktywnosc czakry solar plexus,taki stan ciaglego pogotowia. Flashbacki - mozna to opisac jako przebicia energetyczne ze starych zapisow w polu auralnym, ktore nagle sie „odpalaja”. unikanie - to klasyczna dysocjacja energetyczna o ktorej mowila Szanta. czy to sa „te same” zjawiska opisane innym jezykiem czy cos odrebnego, tego niewiem. ale wzorce sa podobne
Hmm czytam to i chetnie bym dopytal bo jestem laikiem w temacie. Mowicie o zapisach w polu auralnym, o wyciekaniu energii. Jak to wyglada w praktyce na sesji?? Tzn. osoba przychodzi do terapeuty i co sie dzieje? Jak ten terapeuta wogole wie od czego zaczac? Bo brzmi to jakby wymagalo bardo duzo... no wlasnie czego? intuicji, wiedzy, umiejetnosci? I skad te umiejetnosci sie bierze, ze szkolenia, z praktyki?
A propos tego co pyta Skrzat - tez mam to pytanie. Bo widzialem roznych „uzdrawiaczy” i czesc z nich to po prostu klada rece i nic nie mowia, inni to robia cos jak masaz, jeszcze inni pytaja o wszystko. Naprawde niewiem jak rozpoznac kogoś kto wie co robi od kogoś kto po prostu... no, naciaga ludzi. Szczeg. przy takiej wrazliwej sprawie jak trauma to chyba szczegolnie wazne?
Bolo, to jest sluszne pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi, ale pare rzeczy mozna sprawdzic. Dobry bioenergoterapeuta przy traumie bedzie zawsze pytal o historię, nie rzuci sie od razu „naprawiac”. Bedzie informowal co robi i dlaczego. Nie bedzie obiecywal cudow ani gwarantowal efektow. I ważne, bedzie wiedział kiedy powiedziec „to nie dla mnie, idz do psychologa”. Jezeli ktos mowi ze wyleczy PTSD bioenergoterapia w pieciu sesjach, to bym uciekala.
no nie wiem, ojej czytam ten watek i troche mi sie robi nieswojo bo mialam sama trudny okres i pare razy myslalam zeby pojsc do kogos takiego. Ale nie wiedzialam czy to bedzie bezpieczne, czy nie zaszkodzi. Po tym co piszecie - ze moze byc „gorzej po pierwszej sesji” - troche sie boje. Czy to znaczy ze ktos bez traumy jest bezpieczny a ktos z trauma juz niekoniecznie? Przepraszam ze tak wprost pytam, ale po prostu chce wiedziec.
No to wracajac do tego co pytalem wczesniej bo troche sie zgubilem w dyskusji - powiedzieliscie ze terapeuta „skanuje” pole,ale nadal niewiem jak to wyglada od strony osoby ktora przychodzi. Czy ona cos czuje w trakcie? Czy poprostu lezy i nic sie nie dzieje?
Hmm czytam ten watek i mam wrażenie ze cały czas krecicie sie wokol tego czy to działa czy nie. A mnie bardziej ciekawi inne pytanie - czy PTSD w ogole ma sens traktowac inaczej niz trauma psychologiczna? Bo wszystkie te opisy z czakrami i aurą brzmia jak metafory tego co psychologia i tak opisuje normalnym językiem. Moze to poprostu inny jezyk na to samo?
Radgost dotknął czegoś ciekawego. I tak i nie. To nie jets tylko inny jezyk. Metafora ma to do siebie ze mozna ja odrzucic kiedy jest niewygodna. Energetyczne podejscie do traumy ma konkretne implikacje praktyczne - gdzie i jak pracujemy co robimy najpierw. kiedy widze ze ktos ma zamknieta czakre sercowa i przeciazony solar plexus,to inaczej planuje sesje niz gdybym tego nie widział
A ja mam pytanie troche z boku,bo czytam i mysle o tej dysocjacji energetycznej ktora Szanta opisywala. Czy to ze ktos jets „nieuziemiony” to jest cos stalego po traumie, czy to sie zmienia zaleznie od dnia, nastroju? Bo moj maz po jednym trudnym wydarzeniu - nie PTSD, ale cos trudnego - mowi ze czasem czuje sie przy ziemi a czasem jakby go tu nie bylo
Ta rocznica to ciekawa sprawa bo moj kumpel o ktorym pisalem - on zaawsze w okolicach maja jets gorzej i dopiero po dluzszym czasie sami doszlismy ze w maju to sie stalo. On sam nie laczyl tych rzeczy. Wiec moze cos w tym jest z tym ze ciało pamięta nawet jak glowa nie pamieta.
To co Bolo opisuje to jest dobrze znany mechanizm i ma pokrycie nawet w mainstreamowej psychologii, nie tylko energetycznej. Ciało i układ nerwowy rejestruja wiecej niz swiadoma pamiec. Kwestia interpretacji czy to „energia” czy „somatyczne zapisy nerwowe” - tu sie mozna sprzeczac dlugo. Ale sam fakt jest opisany. 😀
Mam jeszcze pytanie bo nie do konca rozumiem - mowilyscie o tym ze przy traumie nie mozna „z grubej rury”. Ale co to znaczy w praktyce ze terapeuta idzie delikatnie? Jak wyglada ta ostrożnosc? Bo dla mnie brzmi to trochę abstrakcyjnie.
Dorzuce cos do watku o uziemieniu i traumie bo nie bylo tego powiedziane wprost. Przy ciezkim PTSD praca energetyczna bez równoległego wsparcia psychologicznego moze byc po prostu niewystarczajaca. Nie dlatego ze energia niema znaczenia, ale dlatego ze czlowiek potrzebuje tez kogos kto pomaga mu przeprocesowac slowami to co sie wydobywa. Energia i psychika to nie sa oddzielne pola, to jest jedno. I dlatego wazne jest zeby terapeuta wiedział czego nie powinien ruszyc sam.
No i to jets chba pierwsza rzecz w tym watku z ktora sie w calosci zgadzam. Plejadka dobrze to ujela. Rozne podejscia moga sie uzupelniac, pytanie o kompetencje i swiadomosc granic. moj niepokoj przez cały czas byl o to ze ktos z PTSD idzie do bioenergoterapetuty zamiast do psychologa. Jesli to jest „i” a nie „zamiast” to mniejszy problem
A czy bioenergoterapeuci wogole maja jakies formalne wyksztalcenie czy to jets tak ze kazdy moze se powiedziec ze jest terapeutą? Bo jak Galaktyka piszała o tym jak rozpoznac dobrego - to bylo pare wskazowek ale nadal nie wiem czy jest jakis certyfikat, egzamin, cokolwiek.
Hej,ja tu trochę z innej strony. Mam snów sporo odkąd mialam stresujący okres w zyciu,koszmary, budzenie sie w nocy w panice. To jets tez cos energetycznego czy raczej poprostu nerwice?? Bo czytam ten watek i niewiem do konca gdzie jest granica miedzy tym co energia a co juz po prostu psychika
Kasztanko, ja tez mialam taki etap i mi pomoglo wtedy kiedy zaczelam przed snem robic proste cwiczenia oddechu, doslownie 10 minut. Nie wiem czy to energetyczne czy zwykle uspokojenie ukladu nerwowego - ale koszmary byly rzadziej. Moze sprobuj, nic nie kosztuje.
o rany, słuchajcie wracam do pytania Jacka o to „i” a nie „zamiast” bo to jest ważne. Z mojego doswiadczenia wielu ludzi trafia do bioenergoterapeuty wlasnie dlatego ze psychologia im nie wystarczyla albo ze terapia utknela w miejscu. I to nie zawsze jest zle. Czasem wlasnie praca z ciałem energetycznym odblokowuje tez terapie słowna. Jedno popycha drugie. Ale zgadzam sie ze na poczatku przy ciezkim PTSD sama energia to za malo.
