hmm, i zastanawiam się właśnie czy to uczucie bycia „obok” to jest coś co można w ogóle przepracować przez ciało, bo rozmawialam kiedys z psycholozka i ona mówiła o przywiązaniu i schematach z dzieciństwa, a tutaj słyszę o muladharze i przynaleznosci plemiennej, i te dwa opisy jakos mi sie nakładają na siebie, jakby mowily o tym samym ale innym jezykiem, i nie wiem co o tym myslec szczerze
ja rozumiem co mowi Leokadia i w sumie sie zgadzam ze jedno nie wyklucza drugiego ale chcialam dopytac Gustlika o to co napisal wczesniej o przynaleznosci rodzinnej,bo w moim przypadku wlasnie dom rodzinny byl miejscem gdzie nigdy nie czulam sie bezpiecznie i zastanawiam sie czy to mozliwe ze korzeniowka byla zaklocona od urodzenia praktycznie?
ojej, to wazne pytanie. troche oba bo z jednej strony juz nie mieszkam z rodzina i jets lepiej, ale z drugiej jakby nadal nosze to ze soba, czyli to takie wewnetrzne, nie zewnetrzne juz. dziekuje ze tak to ujeles, bo to mi cos uswiadomilo.
wracając do pytania o kamienie bo troche zgubiłem watek - Oracula napisała że obsydian nie śnieżny przy korzeniówce ok, a Ksiezycnaa powiedziała że morze aktywowac za mocno. to jak to jest w koncu? bo widze sprzeczność.
przy okazji kamieni - Cesarzowna pytala wczesniej o kamien od mamy. jesli to czarny turmalin to jest na prawde dobry wybor na poczatek, bo on raczej chroni i stabilizuje niz gleboko oczyszcza, wienc niema tego ryzyka o ktorym mowi Ksiezycnaa przy obsydianie. mozna go po prostu trzymac w kieszeni albo postawic w rogu sypialni od strony wejscia
sprawdziłam właśnie i to jets chyba turmalin bo spytałam mamę i ona powiedziała „ten czarny minerał z Brazylii” 😀 więc chyba tak, ale i tak nie jestem pewna jak go używać przy tej pracy z czakrą, bo rozumiem że można trzymać ale czy też kłaść na ciele?? gdzieś czytałam że kładzie się go między stopami albo u podstawy kręgosłupa?
a jak długo kłaść kamien podczas takiej pracy? bo mi nikt jeszcze nie powiedzial czy to jest 5 minut, 20 minut, godzina, po prostu nie mam pojęcia od czego zaczac.
Przylaszczka,to nie jets sztywna regula, ale na start 10-15 minut wystarczy. Wazniejsze jest to zebys byla spokojna, miala zamkniete oczy i skupiala uwage na miejscu kontaktu kamienia z cialem. Jesli po 5 minutach sie nudzisz albo rozpraszasz, to jest sygnal ze na dzis tyle. jesli po 15 minutach dalej czujesz spokoj i cieplo, mozesz zostac dluzej. Sluchaj ciala, nie zegarka.
mam pytanie kture morze byc głupie ale jednak zapytam bo się zastanawiam od jakiegoś czasu. te wszystkie praktyki z kamieniami, ruchem, uwagą, afirmacjami, to ile czasu mija zanim czlowiek faktycznie poczuje jakąś zmianę? bo czytam tu o tym od dobrych paru tygodni i zaczynam probowac trudno mi ocenić czy robie to dobrze bo nic spektakularnego nie czuję
przy okazji tego co Bniec pyta, to chcę powiedzieć że akurat tutaj zgadzam się z Oracula. zmiana przez pracę z ciałem i uważnością jets zazwyczaj powolna i nieefektowna. to nie jest wada, to po prostu jak działa układ nerwowy. problem z oczekiwaniem spektakularnych efektów polega na tym, że jak ich nie ma to ludzie rezygnują, albo szukają kogoś kto obieca szybkie rezultaty i to jest dopiero kłopot
no dokładnie,to jest ten moment gdzie wchodzą różni „terapeuci” którzy obiecują że po jednej sesji zablokowana czakra odpada jak suchy liść. widziałam takie ogłoszenia. i potem ludzie są rozczarowani albo co gorsza wydają dużo pieniędzy na kolejne sesje bo „jeszcze trochę zostało”
a propos tych ogloszen to pytanie do tych co korzystali z sesji z bioenergoterapeuta: po czym poznac ze ktos jets uczciwy a nie tylko kasa?? bo serio nie mam pojecia jak to ocenic z zewnatrz.
okej, to teraz pytanie praktyczne bo ciągle nie wiem, czyli turmalin kładę u podstawy kręgosłupa kiedy leżę ale jak mam leżeć? na plecach? bo wtedy kamień jest pod mną i to chba niewygodne, albo na boku? sorry że takie podstawowe pytanie ale serio nikt tego nigdzie nie pisze.
a czy ta praca z kamieniem wymaga jakiegoś stanu skupienia na starcie czy można se po prostu leżeć i myslec o czymś innym? bo jak leżę to mi glowa jedzie po całym kalendarzu dnia.
wracam do pytania o czas bo Oracula i Leokadia trochę to rozwinely. to co mówicie o wolnej zmianie ma sens ale zastanawiam sie czy jets jakis sygnał ze cos wogole idzie w dobra strone, zanim ta zmiana będzie widoczna? cos małego, jakis znak że to nie jest kompletne zero.
o, to ciekawe co Oracula pisze o snach. ja ostatnio snilam o domu dziecinstwa ale nie bylo to przyjemne. czy to znaczy ze cos sie rusza, czy raczej ze poprostu mam duzo nierozwiazanych rzeczy z tamtego czasu i to nic wspolnego z praca z czakra?
ale to jest wlasnie ten moment kiedy muladhara zaczyna puszczac zablokowany material, sny o domu i dziecinstwie sa klasycznym objawem aktywacji korzeniowej, to jest opisane w wielu zrodlach i u mnie tak wlasnie bylo kiedy zaczelam prace z czerwonym jaspisem.
no tutaj Leokadia ma rację, to jest ważne żeby nie wpadać w pułapkę „wszystko co mi sie dzieje to jest efekt pracy energetycznej”. czasem sen o domu to po prostu sen o domu. to nie umniejsza tej pracy, po prostu nie trzeba każdego snu wciągać w narrację o czakrach
nie chcę psuc dyskusji alemoże głupie, czytam ten wątek od poczatku i chciałam zapytac, czakra korzeniowa to jest fizyczne miejsce w ciele czy tylko takie powiedzmy umowne? bo niewiem czy ona ma jakis odpowiednik anatomiczny czy to czysto energetyczna sprawa
To nie glupie pytanie, Mamuno. Tradycyjnie muladhara jest lokalizowana u podstawy kregoslupa, w okolicach kosci krzyzowej i krocza. W ujeciu energetycznym to punkt w subtelnym ciele, a nie struktura anatomiczna - nie znajdziesz jej w atlasie anatomii. ale wiele osob czuje tam cieplo, napiecie albo mrowienie podczas pracy co morze byc odpowiedzia twojego ukladu nerwowego na skupiona uwage w tamtym miejscu.
hej,ja tez czytam od jakiegos czasu i mam podobne pytanie co Mamuna,ale inne. wszyscy mowia o „czuciu” czakry ale ja kompletnie nic nie czuje jak probuje medytowac na to miejsce. zero. czy to znaczy ze cos ze mna jets nie tak czy poprostu to nie dla kazdego?
ja też na poczatku nic nie czułam. poprostu nic. myślę ze to normalne i że to kwestia czasu albo praktyki, chociaż nie jestem ekspertem więc może ktos lepiej odpowie
to mnie troche uspokaja bo też nic nie czuję i zaczynalem myśleć że robie coś nie tak. ale to otwiera inne pytanie,jak wtedy wogóle wiesz czy praca idzie w dobrym kierunku jak niema zadnego informacji zwrotnej z ciala?
chcę dorzucić coś z własnego doświadczenia do tego wątku o „braku czucia”. u mnie był długi czas kiedy kompletnie nic, a potem nagle raz podczas zwykłego chodzenia boso po trawie poczułam takie ciepło od ziemi, bardzo konkretne. zaskakujące bo nie robiłam wtedy nic specjalnego. myślę że kontakt z ziemią fizycznie jest niedoceniany przy pracy z korzeniówką.
a w zimie?? bo teraz mamy nie najlepsza porę na chodzenie boso po trawie, i zastanawiam się czy jets jakiś zamiennik dla miesiecy kiedy ziemia jest zamarznięta albo poprostu mokro i zimno
zamiennik dla zimy, no to dobre pytanie. sama się zastanawiam. chodzenie boso po zimnej podłodze w domu to chba nie to samo co trawa ale morze coś dziala?? albo co z piachem w piaskownicy jeśli ktoś ma dzieci albo blisko plac zabaw 🙂
a wizualizacja korzeni to co konkretnie?? jak to wygląda w praktyce, poprostu wyobrażasz se ze z podstawy kregoslupa wyrastają korzenie jak z drzewa?
