Jadzia88, to co piszesz o mamie - czuję to. Też mam podobne tło. I właśnie dlatego przez długi czas myślałam że to 'tylko' wychowanie. Astrologia mi nie zabrała tego wyjaśnienia, raczej dodała kolejną warstwę. Dzięki temu mam poczucie że to nie jest 'moja wina że jestem taka', bo to coś głębszego. Czy to ma sens czy brzmi jak wymówka?
Dziękuję za to co napisałaś, Jadzia. I właśnie to zdanie 'kolejna warstwa, nie zamiana' chcę zapamiętać. Bo naprawdę długo czułam że wybierając astrologię jako sposób rozumienia siebie, porzucam to co mi mama przekazała. A tu chyba nie ma takiego wyboru? Selenka, czy Ty też tak to czujesz - że te wyjaśnienia mogą współistnieć?
Jadzia, to mocne zastrzeżenie i rozumiem skąd idzie. Ale chcę zapytać - czy jedno konkretne wyjaśnienie rzeczywiście daje poczucie sprawczości? Bo jeśli mówię 'to przez mamę' to też trochę zdejmuję z siebie odpowiedzialność, prawda? Nie bronię tu astrologii, naprawdę pytam.
Zastanawia mnie jedno - czy ktoś tu ma Wenus w szóstce i NIGDY nie czuł tego 'dawania serca' w pracy? Czytam całą tę rozmowę i prawie każda osoba która mówi 'mam tę pozycję' od razu opisuje ten wzorzec. Ale może ktoś ma ją i jest wobec pracy chłodny, zdystansowany? Czy wtedy by w ogóle trafił do tego wątku?
Astrolab, to jest właśnie ciekawy przypadek. Pytanie czy on nie angażuje serca dlatego że ma jakiś trudny aspekt do tej Wenus, albo inną konfigurację która to blokuje. Czy znasz jego pełniejszy horoskop? Bo sama pozycja to naprawdę tylko część obrazu.
I właśnie tu wracamy do tego co mówiłam o aspektach. Wenus w szóstce bez napięć może się wyrażać przez przyjemność z codzienności, porządku, dobrej atmosfery - niekoniecznie przez emocjonalne przepracowanie. Może ten znajomy Astrolaba właśnie to ma - ceni pracę, bo mu daje konkretne rezultaty, ale nie 'krwawi' z powodu niej. To też jest Wenus w szóstce.
Rokita, polecam astro.com - po wpisaniu danych urodzenia możesz zobaczyć pełny wykres z aspektami. Aspekty do Wenus widać w zestawieniu aspektów lub graficznie. Ale zanim zaczniesz to czytać - czy znasz swoją Wenus z domu i znaku? Od tego by warto zacząć.
Czytam ten wątek od początku i chcę się odważyć i spytać coś może głupiego. Czy ta Wenus w szóstce działa też jeśli ktoś nie pracuje zarobkowo, tylko na przykład opiekuje się rodziną? Bo moja mama nigdy nie pracowała 'oficjalnie', ale całe życie dawała z siebie wszystko dla domu. Czy dom to też może być 'szósty dom' w tym sensie?
Glicynia, widzisz, i tu wracamy do pytania Obserwatorki sprzed chwili. Może po prostu każda osoba która całe życie poświęca innym poczułaby że 'pasuje' do Wenus w szóstce, niezależnie od horoskopu. Nie mówię złośliwie, serio zastanawiam się jak odróżnić pozycję od zwykłego życiowego wzorca.
Obserwatorka, to mi dało do myślenia. Bo może właśnie o to chodzi - nie że 'tylko' osoby z Wenus w szóstce dają serce pracy, ale że one robią to jakby głębiej wbudowane, jakby bez wyboru. Ja przez długi czas nie rozumiałam dlaczego nie potrafię po prostu 'odciąć się' po godzinach. Inne osoby jakoś to robiły. Może tam właśnie jest różnica?
I właśnie to co Eufemia napisała wraca mnie do tematu który gdzieś nam uciekł - Lew w ukrytym domu. Selenka, czy możesz powiedzieć więcej o tym wątku z opisu tematu? Bo mamy sporo o dawaniu serca, ale to 'potajemne chcenie bycia gwiazdą' to chyba osobny, bardzo ciekawy wymiar tej konfiguracji.
@Edek Edek, cieszę się że to wróciło, bo też chciałam to rozwinąć. Lew w dwunastym domu to konfiguracja, która mnie samą mocno zastanawia - mam ją w swoim wykresie i długo nie wiedziałam co z tym zrobić. Ten paradoks wygląda mniej więcej tak: na powierzchni jesteś skromna, nie wystajesz, nie zabiegasz o uwagę. Ale gdzieś bardzo głęboko jest potrzeba bycia widzianą, docenioną, może nawet podziwianą. I to \'głęboko\' jest kluczowe, bo dwunasty dom to właśnie to co ukryte, może nawet przed samym sobą.
Lew w dwunastce to jeden z tych układów które pojawiają się w klasycznych opisach jako 'ukryte pragnienie sceny'. Von Franz pisała o cieniu jako o tym co zepchnięte, ale nie znikłe - i Lew w dwunastce doskonale to ilustruje. Ale chcę zapytać Selenki - czy to 'chcenie bycia gwiazdą' rozumiesz jako coś wstydliwego? Bo to zmienia całą interpretację.
Selenka, to co napisałaś o tej złości - to mnie mocno uderzyło. Bo ja też tak mam, choć nie wiem czy to Lew w dwunastce (muszę sprawdzić). Robię coś, daję z siebie wszystko, ale jakby równocześnie mówię 'nie patrz'. I potem kiedy nikt nie patrzy, jest ta dziwna pustka. Czy to w ogóle da się rozwiązać, czy to jest coś z czym się po prostu żyje?
hej, chcę się wtrącić bo to mnie bardzo ciekawi. czy to znaczy że ktoś z Lwem w dwunastce NIGDY nie szuka uwagi otwarcie? bo znam osobę która non stop jest centrum zainteresowania na każdym spotkaniu i zawsze myslałam że ona ma silnego Lwa gdzies. czy dwunastka to wyklucza?
Chcę wrócić do kwestii którą Selenka postawiła w opisie tematu, bo mam wrażenie że trochę nam umknęła w rozmowie o Lwie. Pytanie brzmiało: czy Wenus w szóstce i Lew w dwunastce mogą być powiązane w jednej osobie, i czy to tworzy jakiś szczególny wzorzec. Bo dajesz serce pracy, ale potajemnie chcesz za to być widziana - to brzmi jak spore napięcie wewnętrzne.
Jadzia88, tak, właśnie to miałam na myśli i cieszę się że to wróciłaś. Mam obie te pozycje i rzeczywiście to napięcie jest realne. Wenus w szóstce mówi 'daj, służ, bądź pomocna'. Lew w dwunastce mówi 'chcę żeby ktoś to zauważył i powiedział że jestem wyjątkowa'. Ale ta druga część jest tak głęboko schowana, że sama siebie łapię na tym dopiero z opóźnieniem.
@Selenka To co Selenka opisuje jako napięcie między dawaniem a chceniem bycia widzianą - czy nie jest to po prostu bardzo ludzka dynamika, niezależnie od horoskopu? Pytam serio, nie złośliwie. Bo wiele osób które dużo dają w pracy i relacjach jednocześnie pragnie docenienia. Jaki byłby dowód że to specyficznie konfiguracja Wenus szóstka plus Lew dwunastka, a nie ogólna cecha pomagaczy?
Przepraszam że wchodzę z czymś bardzo konkretnym, ale właśnie sprawdziłem na astro.com jak mi podpowiedziała Selenka i mam Słońce w Lwie w dwunastym domu. To nie jest Lew jako znak ascendentu, tylko właśnie Słońce tam. Czy to działa podobnie jak Lew jako znak dwunastego domu? Bo nie do końca rozumiem różnicę.
Rokita, to jest akurat piękny efekt uboczny takich rozmów. Ale mam pytanie do Piolun albo Leonory - czy Słońce w dwunastce u Rokity wchodziłoby w interakcję z Wenus w szóstce gdyby ją miał? Bo to by była ciekawa oś dwunastka-szóstka, czyli domy opozycyjne.
Rokita, pusta szóstka nie znaczy że dom nie działa. Władca szóstki, czyli tu Wenus bo Byk, i jej pozycja w wykresie - to nadal opisuje twój stosunek do pracy i codzienności. Gdzie masz Wenus w swoim wykresie? To by dało odpowiedź na to czy masz podobną dynamikę do tej o której rozmawiamy.
Wracam do tego co Obserwatorka pytała wcześniej, bo mi to siedzi w głowie. Mamy tu teraz kilka osób które coś odkryły o sobie przez tę rozmowę. Rokita, Eufemia, wcześniej Selenka. I rozumiem że Obserwatorka pyta skąd wiemy że to astrologia a nie po prostu rozmowa o sobie. Ale może te dwie rzeczy nie wykluczają się? Może horoskop jest pretekstem który pozwala zadać sobie pytania które normalnie by się nie pojawiły?
@Selenka Ale to jest właśnie to pytanie, które mnie nie puszcza. Czy ta rozmowa działałaby tak samo bez horoskopu? Gdybyśmy po prostu napisali temat \'czy chcesz być doceniana w pracy ale się tego wstydzisz\' - czy Rokita, Eufemia i Selenka też by tam coś odkryły? Nie mówię że astrologia nic nie robi. Mówię że może robi coś innego niż myślimy - daje język i ramy, żeby w ogóle zacząć o tym mówić.
Słuchajcie, wracam do czegoś praktycznego bo ten wątek filozoficzny jest ważny ale chcę się upewnić że Rokita dostał odpowiedź. Rokita, sprawdziłeś gdzie masz Wenus w swoim wykresie? Bo to naprawdę by domknęło to czego szukałeś na początku, zanim weszliśmy głębiej.
Selenka, tak, właśnie sprawdziłem jeszcze raz uważnie. Mam Wenus w Rybach, w czwartym domu. Nie mam pojęcia co to znaczy ale jakiś znajomy powiedział mi kiedyś że to dobra pozycja dla Wenus. Czy to w ogóle ma związek z tym co tu omawiamy czy to już zupełnie inna bajka?
Chcę wrócić do tego co Astrolab pisał o języku i ramach, bo to mnie bardzo dotknęło. Wcześniej nie umiałam powiedzieć nikomu co czuję w pracy - że daję z siebie dużo ale chcę żeby ktoś to zobaczył i jednocześnie się tego wstydzę. A teraz mam na to słowa: Lew w dwunastce, oś szóstka-dwunastka. To zmienia coś w rozmowie z samą sobą. Czy to nie jest właśnie wartość astrologii?
Mnie się zdarzyło. Przez jakiś czas używałam Wenus w szóstce jako usprawiedliwienia dla tego że nie zadbałam o siebie w pracy - 'no bo mam tę pozycję i po prostu tak mam'. I wtedy jedna osoba mi powiedziała coś co bardzo zapamiętałam: wykres opisuje tendencję, nie wyrok. To trochę zmieniło jak na to patrzę.
