Mam Wenus w szóstym domu i od zawsze zastanawiam się, czy to właśnie dlatego praca musi mi sprawiać przyjemność, żebym w ogóle mogła funkcjonować. Nie chodzi mi o to, że szukam wymarzonego etatu - chodzi o to, że jeśli nie ma tam żadnej relacji, żadnego ciepła, żadnego kontaktu z ludźmi, to dosłownie zaczynam więdnąć. Wy też tak macie? Czytałam, że Wenus w szóstce często oznacza, że partnerzy pojawiają się przez pracę albo że codzienne obowiązki stają się czymś w rodzaju rytuału miłosnego wobec siebie. Nie wiem, czy to ja dopasowuję życie do astrologii, czy astrologia faktycznie coś tutaj opisuje.
@Selenka O, właśnie tego szukałam do przemyśleń na ten tydzień. Mam podobne odczucia, choć u mnie Wenus jest w piątce, więc może trochę inaczej to przeżywam. Ale to co piszesz o więdnięciu - to mi się klika. Czy ktoś z was miał sytuację, że zmienił pracę na bardziej \'na papierze dobrą\', i coś się po prostu urwało? Bo znam kilka osób, które opisują dokładnie to uczucie.
@Piolun To ciekawe, bo z perspektywy czakr - i wiem, że to inny system - ale Wenus w szóstce chyba jakoś koresponduje z pracą czakry serca na poziomie codzienności. Czyli nie wielka miłość, nie uniesienie, ale to czy serce jest otwarte w drobiazgach. Pytanie do Selenki: czy ty czujesz, że jesteś bardziej zaangażowana emocjonalnie w pracę niż twoi współpracownicy? Bo to by pasowało.
@Edek Wenus w szóstym domu to klasyczna pozycja dla kogoś, kto pracuje w zawodach pomocowych - pielęgniarki, terapeuci, nauczyciele. I tu właśnie wchodzi kwestia Lwa w tym domu, bo Lew w domu szóstym to według mnie taki pracownik, który chce być doceniany, chce lśnić nawet w codzienności. Tylko że szóstka to dom pokory, więc jest pewna sprzeczność.
@Gnostyk Ojej, dzięki za ten wątek, bo ja mam właśnie Lwa w szóstym domu i zastanawiałem się czemu tak reaguję na to kiedy nikt nie mówi \'dobra robota\'. Serio, dziękuję że to opisujecie, bo sam bym tego nie sformułował.
@Gnostyk no właśnie tak że jak robię coś dobrze w robocie i nikt tego nie skomentuje, to zaczyna mi to chodzić po głowie. Nie mówię szefowi nic, nie proszę o uznanie, ale w środku czuję taką pustkę. I z drugiej strony jeśli ktoś pochwali, to cały dzień mi jakoś świetlniej. Mówiłem znajomym i śmiali się, że jestem próżny. A ja nie czuję się próżny, po prostu to jest dla mnie ważne.
@Rokita To co Rokita opisuje brzmi bardzo znajomo. Ale mam pytanie do grupy - czy to jest specyfika Lwa w szóstce, czy może każdy Lew tak ma niezależnie od domu? Bo zastanawiam się, czy dom naprawdę tak mocno modyfikuje zachowanie.
@Piolun Nie znam się za bardzo na astrologii, ale to co tu piszecie o Lwie w szóstce i tej ukrytej potrzebie uznania - czy to nie jest trochę jak karma? Pytam serio, bo w kontekście kart, które czytam, często wychodzi mi Cesarz w odwróceniu przy pracy i zastanawiam się czy to związane.
@Gnostyk a ja mam pytanko bo trochę zgubiłam wątek - jak ktoś ma Wenus w szóstce to czy zawsze bedzie sie zakochiwał w pracy bo słyszałam że to jest takie znaczenie tej pozycji? pytam bo moja siostrzenica chyba ma coś takiego i miała romans z szefem
@Macierzanka Jestem pod wrażeniem tej dyskusji, naprawdę. Tyle się tu dowiedziałam w ciągu kilku minut czytania. Mam właśnie Wenus w szóstce i zawsze czułam, że praca to dla mnie coś więcej niż zarabianie, ale nie umiałam tego nazwać. Dziękuję wszystkim za te przemyślenia, serio, to mi bardzo pomaga.
@Rokita Słucham tej wymiany o Merkurym i Pannie i mam wrażenie, że schodzi nam na temat. Wracając do Lwa w szóstce - Rokita, pytałam cię wcześniej o konkret, ale to co napisałeś otwiera jeszcze jedno pytanie. Czy ta pustka, którą czujesz gdy nikt nie chwali, pojawia się tylko w pracy, czy też poza nią, w zwykłych relacjach?
@Edek szczerze to myślę, że głównie w pracy. W domu jakoś mi to nie przeszkadza. Ale jak teraz o tym myślę, to może dlatego, że w domu nikt niczego ode mnie \'nie oczekuje w sensie zadaniowym\' i nie ma tej atmosfery oceniania. Nie wiem czy to ma sens to co mówię.
@Obserwatorka To co Rokita i Obserwatorka tu rozwijają jest według mnie kluczem do całego wątku. Szósty dom tradycyjnie wiąże się z miejscem, gdzie pełnimy jakąś rolę wobec innych - sługa, pracownik, pomocnik. I właśnie w tej roli Lew chce błyszczeć. Nie w życiu prywatnym, bo tam nie pełni roli. Czy ktoś z was ma inne obserwacje które by temu przeczyły?
@Gnostyk a propos tego co Gnostyk mówi o nieświadomości - to trochę tak jak z czakrą solarną co nie? jak jest zablokowana to też osoba nie czuje że chce byc ważna, ale jej zachowania o tym krzyczą. pytam bo mam takie skojarzenie tylko nie wiem czy łączenie astrologii z czakrami ma sens
@Edek Słyszę teraz dwa systemy na raz i trochę mi to miesza. Czy w ogóle łączenie astrologii z systemem czakr daje spójne wyniki, czy każde z tych podejść lepiej działa osobno? Pytam bo nie chcę wyciągać błędnych wniosków z takiego mieszania.
Wracam do sedna, bo trochę nam uciekło. Tytuł wątku pyta o Wenus w szóstce i pracę serca - i chciałam zapytać wszystkich, którzy mają tę pozycję: czy wasze zaangażowanie w pracę kiedykolwiek was skrzywdziło? Że daliście za dużo z siebie, bo praca była dla was jak bliski związek?
To pytanie mnie zatrzymało. Tak, skrzywdziło. Przez lata myślałam, że jak będę się bardziej starać, dawać więcej, być niezawodna, to praca mi to odda jakimś sposobem. A praca to nie człowiek, nie odda. I nikt mi nie powiedział, że to może być właśnie ta pułapka Wenus w szóstce.
Przepraszam że wchodzę może trochę z boku, ale to co Eufemia pisze bardzo do mnie trafia i chciałabym zapytać - skąd w ogóle wiadomo, w którym domu ma się Wenus? Patrzę na swój horoskop i widzę Wenus w Rybach, ale nie rozumiem jak to się ma do domów.
Dobra, spróbuję na astro.com. A jeśli godzina urodzenia wyjdzie gdzieś przybliżona, powiedzmy że rodzice mówią 'rano, chyba przed ósmą' - to wpisać np. 7:00 i traktować wynik jako orientacyjny?
Piolun, dobre pytanie i właściwie zmuszasz mnie do szczerości. Jeśli godzina jest niepewna, to nie twierdzę że ktoś 'ma' Wenus w szóstce, raczej pytam czy dane zagadnienie im 'pasuje'. Wtedy rozmowa idzie od doświadczenia do horoskopu, a nie odwrotnie. Eufemia na przykład napisała o dawaniu siebie pracy - i to pasowanie, nie certyfikat z godziny urodzenia, jest dla mnie ważniejsze.
To co Selenka napisała bardzo mnie uderzyło. Faktycznie - ja nie zaczęłam od 'mam Wenus w szóstce, co to znaczy', tylko od tego co przeżyłam. I dopiero potem ktoś tu powiedział żebym sprawdziła pozycję. Wyszło że mam. Ale czy to coś potwierdza astrologię, czy tylko to że dobrze opisałam swoje zachowanie? Nie wiem, szczerze.
Rokita poruszył coś co chciałem powiedzieć od jakiegoś czasu. Tranzyt Saturna przez szósty dom to klasycznie czas próby w obszarze pracy i zdrowia. To nie wróżba, to cykl. Ale właśnie - czy ktoś to śledził aktywnie i wyciągnął jakiś praktyczny wniosek, zanim coś się stało?
a ja wogóle nie wiedziałam że planety mogą 'przechodzić' przez domy. myślałam że masz znak w domu i tak jest. czy to znaczy że za kilka lat Wenus może mi wejść do szóstki i wtedy znów poczuję to co Eufemia opisuje?
To porównanie z falą i szumem mi się podoba. Ale wracając do sedna wątku - mamy tu sporo osób które opisują Wenus w szóstce przez ból, przez dawanie za dużo. Czy ktoś ma tę pozycję i jest z niej zadowolony? Pytam szczerze, bo każda pozycja ma chyba jakiś potencjał pozytywny.
Leonora, 'podwójne ostrze' to dobre określenie. Ale chcę dopytać - czy widzisz różnicę między kimś kto ma Wenus w szóstce dobrze aspektowaną, a kimś kto ma do niej kwadrat albo opozycję? Zastanawiam się czy ten ból o którym mówi Eufemia może wynikać właśnie z trudnych aspektów, a nie z samego umiejscowienia.
Selenka, to trafne pytanie. Kwadrat Wenus z Saturnem w szóstce to już zupełnie inne doświadczenie niż Wenus trygoralna z Jowiszem. Ale powiem szczerze, że nawet 'łatwa' Wenus w szóstce może prowadzić do zatarcia granicy między dawaniem a wypalaniem się, jeśli ktoś nie ma świadomości tej tendencji. Aspekty modyfikują, ale nie zmieniają podstawowej dynamiki.
@Leonora Mam pytanie może naiwne, ale czy nie jest tak, że każdy kto naprawdę angażuje się w pracę \'daje serce\' niezależnie od Wenus? Bo czytam te opisy i zastanawiam się gdzie kończy się astrologia, a zaczyna po prostu ludzka natura.
