O matko, to jest smutne. Ale też ciekawe, że rozumiesz to dopiero po czasie. Czy astrologia ci w tym pomogła, czy raczej już po fakcie zaczęłaś szukać wyjaśnień?
Słucham tego i robi mi się niedobrze trochę. Bo właśnie sprawdziłam Saturn. Jego Saturn jest w koniunkcji z moim Księżycem. To dobrze czy źle? Bo brzmi jak coś poważnego.
Spokojnie. Koniunkcja Saturna z Księżycem to jeden z tych aspektów, które można czytać bardzo różnie. Powiedz mi - czujesz przy nim, że możesz być sobą emocjonalnie? Czy raczej jest jakaś hamulcowość, jakbyś pilnowała, co mówisz i jak reagujesz?
To jest klasyczne działanie Saturna na Księżyc. Ta osoba nieświadomie uruchamia twój wewnętrzny mechanizm oceny. Niekoniecznie z jego winy - on po prostu niesie tę energię. Ale mam pytanie, które może być ważniejsze niż aspekty: czy ten filtr to dla ciebie coś nowego, czy może zdarzyło ci się to w innych relacjach?
A to nie mogłoby być po prostu to, że on jest ważniejszy niż poprzedni? Że bardziej ci zależy, więc bardziej się pilnujesz? Nie wszystko musi być od razu aspektem.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i chcę powiedzieć jedno. Mieliśmy z byłą dokładnie tę konfigurację - kwadrat Wenus-Mars i jej Saturn na moim Księżycu. I to co opisuje Anesja to jest jedno do jednego moje doświadczenie. Czułem się cały czas jakbym musiał zasłużyć na bliskość. To nie było dobre uczucie.
To jest ważna funkcja synastrii, której czasem nie doceniamy. Nie chodzi tylko o to, żeby przewidzieć co będzie, ale żeby zrozumieć mechanizm i ewentualnie przestać szukać kozła ofiarnego w sobie albo w drugiej osobie. Wracając do Anesja - ten Saturn-Księżyc razem z kwadratem Wenus-Mars to spora mieszanka. Co jeszcze masz w tej synastrii?
Jowisz na Słońcu to bardzo ciepły aspekt. Daje dobre samopoczucie przy tej osobie, poczucie, że się rozwijasz, że świat jest większy. To mogłoby być ten element, który sprawia, że mimo trudności zostajesz - bo naprawdę przy nim coś kwitnie. Czy tak to czujesz?
Sinusoida to chyba najlepszy opis kwadratu Wenus-Mars w synastrii jaki tu padł. I teraz rozumiem, czemu nie potrafisz tej relacji ani zostawić, ani w pełni się w nią zanurzyć. Masz jednocześnie Jowisza, który ciągnie w górę i Saturna, który przygniata, i kwadrat, który destabilizuje. To naprawdę skomplikowany układ.
Nie wiem, czy można zatrzymać sinusoidę. Ale myślę, że można nauczyć się rozpoznawać, w którym miejscu się jest. I to już robi różnicę - bo przestajesz się zaskakiwać tym dołkiem, kiedy on przychodzi. Wiesz, że przyjdzie, i wiesz, że znowu przyjdzie góra.
Siedem miesięcy to akurat taki moment, kiedy ten kwadrat Wenus-Mars zaczyna być naprawdę widoczny. Pierwsze tygodnie są zbyt intensywne, żeby w ogóle cokolwiek oceniać. A potem właśnie tak - zaczyna się to filtrowanie, o którym mówiłaś.
Wracając do Anesja i tej sinusoidy - mam pytanie, które może brzmieć ostro, ale zadaję je uczciwie. Czy w tych momentach, kiedy jesteś na dole, masz poczucie, że chcesz z tego wyjść, czy że chcesz żeby on to naprawił?
To brzmi jak opis uzależnienia, nie tylko astrologicznego napięcia. Mówię to bez oceniania - sama byłam w czymś podobnym. Czy ktoś z was wie, czy kwadrat Wenus-Mars w synastrii jest w jakiś sposób związany właśnie z tym mechanizmem przyciągania-odpychania, który wciąga?
Dobrze powiedziane. I właśnie dlatego ludzie w takich relacjach często mówią, że partnerowi "nigdy dość" albo że sami nigdy nie czują, że naprawdę dotarli do tej osoby. To nie jest wina żadnego z nich. To jest geometria aspektu.
Słucham tego i zastanawiam się, czy nie pomijamy czegoś istotnego. Kwadrat Wenus-Mars jest napięciowy, tak. Ale czy ktoś tu brał pod uwagę znaki, w których te planety stoją? Bo kwadrat Wenus w Bliźniętach i Marsa w Pannie to zupełnie inna historia niż Wenus w Byku kwadrat Mars w Lwie.
Znaki nadają koloryt. Sam aspekt mówi o napięciu między tym, czego pragniesz w miłości, a tym, jak ta osoba działa i dąży. Ale żywioły znaków powiedzą ci, czy to napięcie jest jak ogień z wodą - gdzie jedno gasi drugie - czy jak ogień z powietrzem, gdzie jedno rozpala drugie. Sprawdź to i wróć, bo to może dużo powiedzieć.
Właśnie to mnie zatrzymuje w tej dyskusji - przez chwilę rozmawialiśmy o tym, czy kwadrat Wenus-Mars to wyrok na relację, a teraz okazuje się, że to może być tylko punkt wyjścia do głębszej analizy. Więc wracam do pierwotnego pytania Anesja z początku wątku - czy to naprawdę tylko seks bez miłości, czy to jest coś bardziej skomplikowanego?
Dobrze, sprawdziłam. Moja Wenus jest w Skorpionie, jego Mars w Lwie. Czy to ma sens? Bo dla mnie te dwa znaki brzmią jakby były z różnych światów.
To jest bardzo wymowna kombinacja. Wenus w Skorpionie chce fuzji, głębi, bycia widzianą do samego dna. Mars w Lwie chce sceny, podziwu, bycia gwiazdą. To nie jest sprzeczność, która się godzi po czasie - to są dwie potrzeby, które strukturalnie ciągną w przeciwnych kierunkach. Anesja, czy masz poczucie, że on cię widzi, czy raczej że jesteś częścią jego świata?
Wenus Skorpion kwadrat Mars Lew to jeden z tych układów, gdzie napięcie jest bardzo konkretne i bardzo osobiste. Skorpion chce oddania bez granic, Lew daje - ale na swoich warunkach i przy publiczności. Pytanie do Anesja jest następujące: czy czujesz, że on jest przy tobie bardziej kiedy macie wspólne towarzystwo, niż kiedy jesteście sami?
Mars w Lwie bez wsparcia od reszty mapy faktycznie może tak działać - relacja staje się rodzajem performansu. Ale Anesja, jedna ważna rzecz: co jest w jego mapie blisko tego Marsa? Bo sam Mars w Lwie to nie wyrok, to dopiero kontekst zaczyna mówić więcej.
Przepraszam, że przerwę - ale jak sprawdzić w jakim domu jest Mars kogoś innego? Muszę mieć jego dokładny czas urodzenia, czy da się to oszacować?
To mi mówi coś dodatkowego o tej relacji. Nie o astrologii, tylko o samej dynamice. Czy on w ogóle angażuje się w rzeczy, na których ci zależy? Mówię to bez złośliwości, ale to jest dosyć charakterystyczna reakcja - bagatelizowanie.
Zatrzymajmy się na chwilę, bo rozmowa zaczyna iść w stronę oceny tej konkretnej relacji i tego konkretnego mężczyzny - a nie mamy prawie żadnych danych poza synastrią. Mam pytanie do bardziej doświadczonych: czy Wenus Skorpion kwadrat Mars Lew ma jakieś charakterystyczne wyjście? Jakiś aspekt w kompozycie, który mógłby ten kwadrat łagodzić?
Kompozyt bez dokładnego czasu to bardzo niepełny obraz - domy będą niepewne, a Ascendent i MC nieobliczalne. Ale planety kompozytowe, ich wzajemne aspekty - te można wyciągnąć nawet z przybliżonym czasem. Radzę wpisać południe dla niego i zobaczyć przynajmniej jakie planety wychodzą w kompozycie i jakie aspekty między nimi. To da jakiś zarys.
Jedna rzecz, którą chcę dodać do tej rozmowy o znakach: Wenus Skorpion w kwadraturze do Marsa Lew to układ, który ma bardzo silny potencjał transformacyjny - w obu kierunkach. Albo ta relacja zmienia cię w coś głębszego, albo zdziera z ciebie kolejne warstwy i nic za sobą nie zostawia. Anesja, czy po tych siedmiu miesiącach czujesz się bogatsza czy bardziej wyprana?
Jedno i drugie to może być najuczciwsza odpowiedź, jaką można dać w takiej sytuacji. Ale chcę dopytać - kiedy mówisz "widzę siebie wyraźniej", to co konkretnie widzisz? Bo Wenus Skorpion właśnie tak działa w trudnych aspektach - zmusza do konfrontacji z własną głębią, często przez ból. Tylko pytanie, czy ten proces idzie razem z nim, czy mimo niego.
