Zatrzymałam się przy tym pytaniu dłużej niż przy większości. Myślę... że oba. Są momenty, kiedy coś między nami otwiera we mnie jakiś pokój, który nie wiedziałam, że istnieje. Ale ta jasność, o której mówiłam - ta przychodzi głównie później, gdy już jestem sama. Czy to znaczy, że on jest tylko katalizatorem, a nie partnerem w tym?
Katalizator to nie jest małe słowo. To jest ktoś, kto uruchamia reakcję, której bez niego by nie było. Tylko że katalizator sam nie zmienia się w procesie - i tu jest pytanie. Czy on się zmienia przez tę relację tak samo jak ty?
Ale chwila - czy każdy Mars Lew musi być płytki emocjonalnie? Znam osoby z tym położeniem i potrafią być bardzo oddane, tylko inaczej to wyrażają. Przez działanie, przez lojalność, przez bycie tam. Nie przez rozmowy o głębi.
To jest właśnie to. Anesja, czy czujesz że możesz przy nim być w tym miejscu, w którym teraz jesteś - tym miejscu po tym pytaniu Vladiego, tym zamyśleniu? Czy raczej przy nim jesteś inną wersją siebie?
Ta czujność to jest bardzo konkretny sygnał ciała, który warto wziąć serio. W synastrii kwadrat Wenus-Mars bardzo często objawia się właśnie tak - jako stan podwyższonej gotowości, który jest jednocześnie ekscytujący i wyczerpujący. Ale Anesja, ta czujność - czy ona jest skierowana na niego, na siebie, na sytuację?
Wracam do wątku, który trochę urwaliśmy - bo Szaman mówił o kompozycie i o tym, co w nim łagodzi ten kwadrat. Paradoxa mówiła, że planety kompozytowe można wyciągnąć nawet z przybliżonym czasem. Czy ktoś mógłby powiedzieć, jakie konkretnie konfiguracje w kompozycie sugerują, że ta intensywność się ustabilizuje, a nie spali? Pytam ogólnie, bo to by pomogło każdemu kto ma ten układ.
Koziorożec przy Księżycu kompozytowym to akurat ciekawe - daje pewną powagę emocjonalną, poczucie że relacja ma coś do zbudowania. Ale Wenus w Strzelcu w kompozycie przy tym wszystkim to lubi wolność, lubi nie być trzymana za mocno. Czy on daje ci dużo przestrzeni, może za dużo?
Przepraszam że wchodzę z innym pytaniem, ale zgubiam się przy tych kompozytach - jak odróżnić, czy coś co widzę w kompozycie to jest cecha relacji, czy to jest po prostu średnia z dwóch map? Czytałem że kompozyt to nie jest to samo co synastra, ale nie rozumiem czym się różni w praktyce.
Nigdy tego tak nie rozumiałam i to mi naprawdę coś wyjaśniło. Ale to znaczy że można mieć bardzo trudną synastrię a łatwy kompozyt? Albo odwrotnie?
I właśnie dlatego wróciłbym do sedna tego wątku - bo Wenus kwadrat Mars w synastrii to napięcie między dwojgiem ludzi, ale co z tego napięcia rośnie, co się z nim buduje - to już jest pytanie o kompozyt, o domy, o resztę mapy. Kwadrat sam w sobie to nie jest odpowiedź. To jest tylko otwarte pytanie.
To jest jedno z ważniejszych pytań w całej tej rozmowie. I ono właśnie dotyka sedna kwadratu Wenus-Mars - to aspekt, który uruchamia procesy. Pytanie tylko czy uruchamia coś, co w tobie już było i czekało, czy rzeczywiście tworzy coś nowego i obcego.
Oba jednocześnie. I właśnie to jest najbardziej dezorientujące. Chciałabym móc powiedzieć jednoznacznie jedno albo drugie.
Ta niejednoznaczność to nie jest słabość ani znak że coś jest nie tak. Kwadrat w synastrii żyje właśnie w tym miejscu między tak a nie. Ale jest różnica między dyskomfortem który cię rozwija a tym który cię powoli wyczerpuje. Które to jest dla ciebie, jak myślisz?
Mogę zapytać coś z boku? Skoro Wenus Skorpion tak mocno wpływa na to jak Anesja odczuwa tę relację, to czy w synastrii liczy się bardziej Wenus osoby, która kocha intensywniej, czy tej która kocha inaczej? Bo rozumiem że Mars Lew to jest inny język miłości kompletnie.
W synastrii nie ma hierarchii planet - każda rejestruje napięcie na swój sposób. Ale jest coś takiego jak kierunkowość aspektu. Wenus Anesji kwadratuje Marsa jego - to ona przyciąga, on odpowiada. To nie znaczy że jedna strona jest ważniejsza, ale że każda z nich inaczej odczuwa ten sam aspekt. Ona może czuć go jako pragnienie z niepokojem, on jako pobudzenie bez zakorzenienia.
A czy ktoś wie, jak ta dynamika zmienia się gdy Mars jest dominującą planetą w jednej z map? Bo jeśli on ma silnego Marsa w całej swojej mapie urodzenia, nie tylko w Lwie, to czy ten kwadrat jest przez niego w ogóle odczuwalny tak samo?
To mogłoby tłumaczyć dlaczego on nigdy nie wydaje się szczególnie poruszony tym co między nami. Jakby traktował to jako coś naturalnego. A ja wychodzę z każdego spotkania przetworzona.
Przetworzona. To słowo mówi bardzo dużo. Czy po tych spotkaniach masz wrażenie że coś straciłaś, czy raczej że coś się w tobie przemeblowało?
I to jest pytanie, na które astrologia może dać wskazówkę, ale nie odpowiedź. Kwadrat Wenus-Mars to jest napięcie które wchodzi w życie - i jak każde napięcie, zależy co z nim robisz. Czy ono was prowadzi do rozmowy, do głębszego zrozumienia? Czy zostaje tylko na poziomie przyciągania?
Nie zgodzę się że to jest niemożliwe - ale wymaga, żeby oboje mieli świadomość tej różnicy. Bez tego można latami rozmawiać obok siebie. On mówi przez działanie, przez energię, przez obecność fizyczną - ona szuka słów, znaczeń, głębi. Kwadrat nie wyklucza miłości, ale wymaga tłumaczenia między językami.
Tłumaczenie między językami - to mi dało do myślenia. Czy to jest coś, co w ogóle można się nauczyć w relacji, czy to jest zawsze trochę jak mówienie do kogoś w obcym języku i nigdy nie masz pewności czy rozumie?
