Czytam i myślę o tym, czy babcia używała kalendarza księżycowego podobnie. Ale nie, u niej nigdy nie chodziło o relacje, tylko o konkretne czynności. Nigdy nie słyszałam żeby mówiła "nie pogadam z sąsiadką bo Księżyc zły". To mnie uderza dopiero teraz.
Oj tam, czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie, może naiwne - czy ktos tu wogóle planuje codzienne relacje według Księżyca? Bo ja myślałam że to raczej dotyczy większych decyzji, nie każdego telefonu. albo źle rozumiem o czym mówicie?
Ale to co Feliks mówi o rozszerzaniu się zakresu - czy to nie dzieje się tak z każdym systemem? Jak zaczęłam numerologię, to na początku sprawdzałam tylko daty ważnych wydarzeń, a potem weszło mi to w każdy tydzień. I nie czułam że coś jest nie tak.
Stella, wlasnie to jest cos o czym myślę od początku tego wątku. Może problem nie leży w samym Księżycu, ani nawet w tym że się rozszerza - może leży w tym że w którymś momencie system zaczyna odpowiadać na coś innego niż na pytanie "kiedy najlepiej działać". Zaczyna odpowiadać na pytanie "czy wogóle muszę działać".
To zdanie Egzorcysty jest chyba najlepszym podsumowaniem tego wątku jak dotąd. Zmiana pytania z "kiedy" na "czy" - to jest punkt zwrotny. Tylko że to musi być strasznie trudne do wychwycenia u siebie, prawda?
Erazm trafia w coś konkretnego. Jak zaczynasz liczyć ile razy miałeś pod rząd nieodpowiedni moment i to liczenie nie ma końca, to chyba jest jakiś sygnał. Przy pracy z tarotem miałem podobnie - pewien moment kiedy układ kart zaczął mi "potwierdzać" to czego się bałem tak regularnie, że zacząłem podejrzewać że to ja zadaję złe pytania, nie że karty odpowiadają źle.
