Czytałem ostatnio o tym, że Księżyc zmienia znak co dwa i pół dnia, i zacząłem się zastanawiać, czy naprawdę powinniśmy to brać pod uwagę przy planowaniu codziennych spraw. Mam na myśli nie tylko duże rzeczy, ale też zwykłe rozmowy, spotkania, sprawy uczuciowe. Wielu astrologów twierdzi, że Księżyc w Skorpionie to zły czas na wyznania miłosne, a Księżyc w Raku sprzyja bliskości. Ale czy ktoś z was faktycznie to stosuje w praktyce? I czy nie wychodzi z tego, że niemal zawsze jest jakiś powód, żeby czegoś nie robić, bo akurat zły znak? Bo mnie to troche niepokoi - czy taka uważność na tranzyty Księżyca nie skazuje nas na wieczne czekanie i przez to na izolację uczuciową??
To bardzo dobre pytanie i cieszę się, że ktoś je wreszcie zadał wprost. Wędrówka Księżyca przez znaki to jeden z tych tematów, który jest mocno upraszczany w popularnych horoskopach tygodniowych. W klasycznej astrologii Księżyc rzeczywiście odpowiada za emocje, nawyki i to, jak przetwarzamy relacje - ale nie działa w próżni. Jego pozycja w aktualnym znaku to tylko jedna warstwa. Trzeba patrzeć też na to, jakie aspekty tworzy do natalnego Księżyca danej osoby, czy jest w domu siódmym czy dwunastym, czy właśnie mija Wenus czy Saturna. Samo "Księżyc w Koziorożcu" nic nikomu nie mówi bez reszty mapy. Ale rozumiem skąd to pytanie - bo jeśli ktoś zaczyna planować życie tylko według tranzytu Księżyca przez znaki, to faktycznie może wpaść w pułapkę nieustannego odkładania. 🙂
Szczerze? Trochę mnie to wszystko dziwi. Znaczy rozumiem, że Księżyc ma wpływ na pływy morskie, na cykle biologiczne i tak dalej - to nauka potwierdza. Ale że dwa i pół dnia w danym znaku zodiaku ma decydować o tym, czy wyznać komuś uczucia? Nie wiem. Może ktoś mi wyjaśnić, skąd w ogóle wzięło się przekonanie, że znaki zodiaku a nie na przykład fazy Księżyca mają tu kluczowe znaczenie? Bo fazy przynajmniej mają jakieś fizyczne przełożenie.
Czytam i myślę że to jest chyba mój temat, bo sam ostatnio patrzę na różne horoskopy i nie bardzo wiem, co z tym zrobić. Jak Księżyc jest w Skorpionie, to wiele stron pisze, żeby "nie wchodzić w nowe relacje". Ale ja w tym czasie akurat poznałem kogoś ciekawego. I teraz zastanawiam się na poważnie - czy powinienem był poczekać? Albo czy to jest w ogóle logiczne, żeby tak myśleć??
To jest dobry przykład. Rozumiem, że astrologia może być cenną wskazówką, ale wskazówka to nie rozkaz. Znam osoby, które naprawdę dużo wiedzą o astrologii i właśnie one zazwyczaj mówią - obserwuj, ale nie blokuj sobie życia. Te dwa i pół dnia w znaku mijają zanim zdążysz zastanowić się dwa razy. Jeśli czekasz na "dobry" Księżyc w każdej dziedzinie jednocześnie, możesz czekać długo.
Nie do końca się zgodzę. Księżyc w Skorpionie ma bardzo konkretne działanie na emocje - intensywność, zazdrość, trudność w otwarciu się. To nie znaczy że nie wolno nic robić, ale że wchodzisz na głębsze wody. Jeśli ktoś jest na przykład Rakiem z ascendentem Ryb, taki tranzyt może go emocjonalnie dosłownie rozbić. Więc ja uważam, że planowanie według Księżyca ma sens, szczególnie dla wrażliwych znaków. Kwestia tylko żeby wiedzieć, kiedy to stosować, a kiedy odpuścić.
Pozwolę sobie wejść z trochę innej strony. w hellenistycznej astrologii Księżyc był traktowany jako "przekaźnik" energii planet - zbierał aspekty po drodze i "oddawał" je. Dlatego jego wędrówka przez znaki miała znaczenie nie tyle ze względu na cechy znaku,co ze względu na to, z jakimi planetami się łączył. Dzisiaj ta wiedza jest często gubiona w popularnych "kalendarzach księżycowych", które sprowadzają wszystko do cech znaku zodiakalnego. Więc ta sprzeczność, którą widzi autor tematu, jest jak najbardziej realna - popularne zastosowanie jest uproszczeniem, które może prowadzić do zupełnie fałszywych wniosków
Oj tam, to bardzo dobre rozróżnienie. sam przez jakiś czas próbowałem planować spotkania z ludźmi według faz i znaków Księżyca. Po kilku tygodniach zauważyłem że w gruncie rzeczy odkładam rzeczy, które były mi niewygodne, i szukałem w astrologii uzasadnienia. Kiedy to do mnie dotarło, przestałem tak rygorystycznie podchodzić do tematu. Teraz używam Księżyca bardziej jako tła - widze, że jest w Koziorożcu, i staram się być troche bardziej ostrożny w planowaniu, ale nie rezygnuję z kontaktów. 🙂
O rany, czytam tę rozmowę i mam pytanie,które mnie męczy od początku - skąd w ogóle wiemy, który moment jest "dobry", a który "zły"? Kto to ustalił i na jakiej podstawie? Bo to nie jest zarzut, naprawdę pytam. Ktoś kiedyś zebrał dane, porównał, czy to empiryczne obserwacje przez wieki, czy po prostu umowna symbolika znaku?
Dobra, przyjmuję że uprościłam wcześniej. Ale nadal uważam, że tranzyt Księżyca przez znaki da się odczuć, jeśli ktoś jest na to wrażliwy. Mam przyjaciółkę, która jest silną Rybą i naprawdę inaczej funkcjonuje przy Księżycu w Bliźniętach niż przy Księżycu w Skorpionie. To nie jest kwestia przekonania, ona po prostu tak mówi i obserwuje siebie od lat.
Hmm, a może to nie jest problem planowania według Księżyca,tylko wogóle nadmiernego planowania w relacjach? Jak ktoś jest skłonny do unikania, to znajdzie powód - Księżyc, Merkury w retrogradacji, zły sen. Czy astrologia nie staje się tu poprostu pretekstem, który pasuje do głębszego wzorca?
To wszystko brzmi bardzo teoretycznie. Mnie interesuje konkretnie - są jakieś znaki, przy których faktycznie lepiej działać w miłości? Bo czytam wszędzie różne rzeczy i nie wiem, komu wierzyć.
No i tu wracamy do tego,co mówiłem kilka postów wcześniej. Większość ludzi planujących według Księżyca nie ma pojęcia o swoich tranzytach, nie ma opracowanej mapy, nie wie co robi Saturn w ich Byku. Kierują się ogólnymi opisami ze stron, które i tak są uproszczeniem uproszczenia. Więc pytanie z tematu wątku można przeformułować: czy planowanie według czegoś, czego się nie rozumie, daje jakikolwiek sens?
Muszę przyznać że ta rozmowa jest ciekawsza niż myślałam. Ale mam wrażenie, że im głębiej wchodzicie w szczegóły, tym bardziej wynika, że "planowanie według Księżyca" bez mapy natywnej i znajomości tranzytów to po prostu losowanie. A skoro losowanie, to trudno mówić o świadomym planowaniu - to raczej rytuał dający złudzenie kontroli. I może to ma swoją wartość psychologiczną, nie mówię że nie, ale nie mylmy tego z astrologią jako systemem.
No właśnie ale czy to nie sprowadza całą astrologię księżycową do czegoś w rodzaju kalendarza z ładniejszą filozofią? Bo jeśli chodzi tylko o rytm i strukturę,to brzmi jak argument za każdym dowolnym systemem.
Ja cos takiego widziałam - u siebie. Przez jakiś czas bardzo pilnowałam Księżyca przed każdą rozmową, którą powinnam przeprowadzić. I naprawdę odkładałam rzeczy. W pewnym momencie zauważyłam, że zawsze znajdę "niedobry" tranzyt jeśli będę dość uważna. Przestraszyłam się trochę.
Ale to może też być tak, że ta rozmowa poszła dobrze właśnie dlatego, że byłaś gotowa. Nie wiem czy to był zły Księżyc, czy może on już przeszedł. Trudno to ocenić z zewnątrz
Słuchajcie,nie za bardzo rozumiem tego "niefalsyfikowalności" - możecie to powiedzieć po ludzku? Chodzi o to, że zawsze można to tłumaczyć w obie strony? 🙂
Ale przecież w numerologii jest podobnie i nikomu to nie przeszkadza. Czemu przy astrologii to nagle problem?
Wracając do pytania Egzorcysty67 o izolację - myślę, że to jest realny problem, ale nie dotyczy astrologii jako takiej. Każdy system przekonań, czy to Księżyc, biorytmy, dni tygodnia, może stać się mechanizmem unikania. Pytanie które warto sobie zadać brzmi: czy używam tego systemu żeby działać lepiej, czy żeby mieć powód żeby nie działać? To jest indywidualne i nikt poza osobą zainteresowaną nie jest w stanie tego ocenić za nią.
Właśnie dlatego myślę, że to mniej kwestia systemu, a bardziej kwestia tego, kto i po co go używa. Ten sam Księżyc w Skorpionie dla jednej osoby będzie sygnałem do uważności, a dla innej wymówką żeby nie zadzwonić do mamy od miesiąca. System nie zmienia człowieka, człowiek zmienia system.
U nas w domu babcia nigdy nie mówiła nic o znakach zodiaku, ale sadzenie, strzyżenie, zbieranie ziół - to wszystko szło po Księżycu. I nikt się nad tym za bardzo nie zastanawiał, po prostu tak się robiło. Jakoś nie wydaje mi się, żeby to było alibi, to był po prostu rytm.
To mi przypomina pytanie które ktoś tu zadał wcześniej - czy Księżyc coś zmienia,czy jest tylko etykietką. Bo jeśli unikanie jest stare, a Księżyc jest nową etykietką, to czy leczenie tego unikania ma coś wspólnego z astrologią, czy to poprostu praca z własnym lękiem?
Ale chwila, bo ja tu coś pomijam. Mówimy cały czas o złym użyciu Księżyca, o ucieczce, o alibi. A co z ludźmi, dla których to po prostu działa? Nie jako wymówka, tylko naprawdę lepiej im idzie jak planują? Czy ich też wrzucamy do tej szuflady??
Czytam tę dyskusję i mam wrażenie że dotknęliśmy czegoś ważnego, ale chcę wrócić do początku. Pytałem czy wędrówka Księżyca przez znaki skazuje nas na izolację uczuciową. I chyba odpowiedź brzmi: nie skazuje, ale może do niej prowadzić, jeśli stosujemy ją w określony sposób. Tylko jak w takim razie stosować ją dobrze? Czy ktoś ma jakiś konkretny przykład, gdzie planowanie relacji po Księżycu realnie mu pomogło, a nie tylko dawało poczucie kontroli?
To pytanie Erazma jest chyba kluczowe dla całego wątku. I myślę że nie ma na nie jednej odpowiedzi, bo zależy od tego co się dzieje po tym czekaniu. Jeśli dobry moment przyszedł i zadzwoniłeś, to było planowanie. Jeśli dobry moment przyszedł i znalazłeś kolejny powód żeby poczekać, to było unikanie.
To co Eweliniunia opisuje przypomina mi mechanizm, który widziałam też przy pracy z innymi systemami - tarotem, runami. Nie chodzi o sam system, tylko o to, że używasz go do zarządzania lękiem, a nie do planowania. Księżyc daje poczucie że masz kontrolę nad tym, kiedy coś się wydarzy. I dopóki patrzysz na następny tranzyt, to właściwie nic nie musi się wydarzyć.
