Edek, wróćmy do tego co mówiłeś o ciele i somatoterapii. Bo to jest coś, czego nie rozumiem w kontekście Plutona. Pluton jest o głębokiej, niewidocznej transformacji - dlaczego miałaby ona wychodzić przez ciało? Wydaje mi się, że to raczej domena Saturna albo Marsa.
Edek, to co opisujesz - napięcie zakodowane w ciele - ja to czuję dosłownie. Jak wchodzę w bliską relację, to pierwsze co się dzieje, to coś w żołądku. Nie myśl, tylko reakcja. I dopiero potem mózg nadrabia. Czy to jest właśnie ten wzorzec, który ma związek z Chironem w pierwszym domu?
Gabrysia, tak, to jest bardzo charakterystyczne dla Chirona w pierwszym domu. Ciało reaguje zanim świadomość zdąży. Bo rana jest na poziomie tożsamości, a tożsamość żyje w ciele. Ale mam do ciebie pytanie - czy ta reakcja jest zawsze negatywna, ostrzegawcza? Czy zdarza ci się czuć coś odwrotnego, otwierającego?
To co Gabrysia opisuje jest pięknym przykładem tego, dlaczego astrologia jako język jest wartościowa - nie dlatego, że wyjaśnia przyczynę, ale dlatego, że daje ramy do zobaczenia wzorca. Guslarz, czy to cię przekonuje do tej 'mapowej' funkcji? Bo tutaj widać to w działaniu, nie w teorii.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam jedno spostrzeżenie. Psychologia mówi 'masz taki wzorzec i możesz go zmienić'. Astrologia mówi 'masz taki wzorzec i on jest wpisany w twój czas urodzenia'. To drugie jest inne - nie lepsze, nie gorsze. Ale inne. Może to jest ta różnica, której Guslarz szuka?
Kalinei, ale to co mówisz - że astrologia mówi 'wpisany w twój czas urodzenia' - to mnie właśnie zatrzymuje. Bo jeśli wzorzec jest wpisany, to po co w ogóle cokolwiek robić? Gdzie tu jest wolna wola? To brzmi jak fatalizm, tylko ładniej opakowany.
Dokładnie to, co Kalinei mówi. I wracając do Teodozji - pytałaś wcześniej o Chirona w Byku. Jeśli on jest w jakimś domu, dom powie ci więcej niż znak. Byk i wartości to tylko jeden poziom. Dom wskaże, gdzie ta rana się przejawia w życiu codziennym. Sprawdziłaś w jakim jest domu?
Czytam tę wymianę i myślę o sobie - ja też nie byłam pewna godziny. Ale kiedy zobaczyłam Chirona w pierwszym domu, to coś we mnie powiedziało 'tak, to to'. To jest nieracjonalne i wiem, że Guslarz zaraz mi powie, że to efekt potwierdzenia. Ale czy każde rozpoznanie musi być weryfikowalne z zewnątrz, żeby było prawdziwe?
Gabrysia, nie atakuję, serio. Ale tak - to jest klasyczny efekt potwierdzenia, i warto to wiedzieć, nawet jeśli opis jest pomocny. Można go mieć i jednocześnie coś z niego wyciągnąć. Tylko mnie niepokoi, kiedy ludzie przestają to rozróżniać. Przepraszam, że znowu gram adwokata diabła.
To jest pytanie, na które psychologia też nie ma łatwej odpowiedzi. Projekcja i rozpoznanie wyglądają od wewnątrz identycznie. Ale może nie to jest tu ważne - Gabrysia powiedziała, że doszła do czegoś dla siebie istotnego. Czy środek dotarcia tam musi być 'zwalidowany', żeby efekt był prawdziwy?
Wracając do sedna - mamy tutaj pokolenie Plutona w Wadze, które na różne sposoby przepracowuje wzorce relacji. Gabrysia opisała swój mechanizm przez Chirona w pierwszym domu. Ale zastanawiam się, czy ktoś tu z Chironem w innym miejscu miał podobne przebłyski? Czy ta praca wygląda inaczej, gdy rana siedzi gdzie indziej?
@Pajeczyna Ja mam pytanie w związku z tym - jak można miec chirrona w tym samym miejscu co pluton? Bo sprawdziłem i u mnie są blisko siebie w charcie. Czy to cos znaczy czy to przypadek? Nie wiem czy dobrze czytam ten wykres.
Wracam do pytania Pajeczyny, bo ono mnie uderzyło. Mam Chirona w szóstym domu. I moja wersja tej 'pracy relacyjnej' nie wygląda jak strach przed bliskością - wygląda jak wypalanie się w służeniu innym. Wpuszczam ludzi przez pracę, przez pomoc, przez bycie potrzebnym. Czy to jest nadal Pluton w Wadze, tylko przez inny filtr?
Edek, to co opisujesz - wchodzenie przez bycie potrzebnym - to też brzmi znajomo, ale u mnie jest odwrócone. Ja raczej wchodziłam w relacje, bo ktoś potrzebował ratowania. Myślę, że to dwie strony tego samego. Albo ratujesz, albo jesteś ratowany. Obie pozycje omijają coś, co jest po środku - po prostu bycie z kimś bez roli.
Gabrysia, to jest coś, co chciałam powiedzieć od dłuższego czasu w tym wątku. Masz bardzo dużą świadomość wzorca. I zastanawiam się - czy to jest efekt pracy, czy chart dał ci tę świadomość, czy jedno i drugie jednocześnie? Bo wydaje mi się, że tu jest właśnie odpowiedź na pytanie Guslarz o to, czego psychologia nie daje sama.
@Zaklinaczka Słucham i myślę, że ten wątek zaczął od pytania o pokolenie, a doszedł do czegoś bardzo osobistego. I to jest chyba najlepsza odpowiedź na pytanie z tytułu - transformacja Plutona w Wadze nie jest abstrakcją. Ona się dzieje tutaj, w tym konkretnym wątku, przez konkretnych ludzi opisujących konkretne wzorce. Czy wy też tak to czujecie?
Kalinei, ale właśnie to mnie zastanawia w tej rozmowie - jeśli psychologia i astrologia dochodzą do podobnych opisów wzorca, to co daje nam astrologia ekstra? Bo jak słucham Edka czy Gabrysi, to mogłoby to być z sesji terapeutycznej jeden do jednego. Serio pytam, nie złośliwie.
Właśnie o to mi chodziło od początku, tylko nie umiałam tego tak ładnie ująć jak Antek. Czuję, że moja osobista praca nad relacjami nie jest tylko moja - jakby coś nas pcha jako grupę w tym samym kierunku. I zastanawiam się, czy inni w tym wątku, urodzeni w podobnym czasie, mają wrażenie, że ta praca z relacjami to coś, z czym się zmagają inaczej niż np. ich rodzice.
Gabrysia, moi rodzice naprawdę inaczej podchodzili do relacji - bardziej 'jest jak jest, trwamy'. A u mnie i moich znajomych jest ciągłe analizowanie, czy ta relacja mnie rozwija, czy mi coś odbiera. Nie wiem czy to Pluto, czy po prostu kultura. Ale pytanie jest uczciwe.
Jeszcze wrce do mojego pytania bo Antek nie odpowiedzial - mam Chirona i Plutona blisko w charcie, sprawdzilem i oba sa gdzies w okolicach 7 domu chyba. Moze zle czytam. Czy to oznacza ze ta transformacja relacji jest u mnie jakos bardziej intensywna niz u innych?
Czytam i zastanawiam się - ja mam Chirona w drugim domu, Pluto w Wadze jak wszyscy w tym pokoleniu, i moje 'problemy relacyjne' zawsze kręcą się wokół pieniędzy i wartości. Kłócę się w związkach zawsze o finanse albo o to, co jest ważne. Czy to może być akurat ten układ?
Zatrzymuję się na chwilę przy tym co Kalinei powiedziała o rodzicach. Bo moi też 'trwali'. I mam wrażenie, że nasze pokolenie dostało od nich wzorzec trwania bez narzędzi do rozmowy o tym, co boli. I ta transformacja Plutona w Wadze to może być właśnie rozbijanie tego milczącego trwania. Tylko czy to nie brzmi jak coś, o czym można by powiedzieć o każdym pokoleniu w stosunku do poprzedniego?
Guslarz, słyszę twój sceptycyzm i nie próbuję go zbijać. Ale mam inne pytanie do ciebie - jeśli i tak sama przepracowujesz te wzorce, bez względu na to skąd 'naprawdę' pochodzą, to czy język, w którym to opisujesz, zmienia coś w samym procesie?
Gabrysia, to jest dobre pytanie i uczciwie - nie wiem. Może zmienia. Może 'mam Chirona w pierwszym domu' daje ci inne zasoby do działania niż 'mam lękowy styl przywiązania'. Ale może też daje fałszywe poczucie, że rozumiesz więcej niż rozumiesz. Oba kierunki są możliwe.
@Gabrysia92 Ta rozmowa doszła do czegoś, co mnie osobiście bardzo interesuje - różnica między rozumieniem a działaniem. Ja mogę rozumieć, że Chiron w szóstym domu i wypalanie przez pomaganie to \'mój wzorzec\'. Ale co z tym zrobić konkretnie? Gabrysia, ty mówiłaś wcześniej, że coś się zmieniło kiedy to zobaczyłaś - jak to wyglądało w praktyce?
To co mówi Gabrysia przypomina mi coś z pracy z cieniem w psychologii jungowskiej - samo uświadomienie nie zmienia, ale tworzy przestrzeń do zmiany. I tu chyba astrologia i psychologia mówią naprawdę podobnym językiem. Ciekawi mnie - czy ktoś tu korzystał z obu jednocześnie? I czy to jakoś koliduje, czy raczej się uzupełnia?
Wracając do głównego wątku, bo trochę odpłynęliśmy - Pluto w Wadze i transformacja relacji. Mamy tu kilka osób z różnymi Chironami i każda opisuje inną twarz tego samego pokoleniowego tematu. Gabrysia - ratowanie, Edek - służenie, Teodozja - wartość i pieniądze. To jest właśnie ta pokoleniowa presja przełożona na osobiste warianty. Ktoś jeszcze chce dodać swój?
