To jest coś o czym mało się mówi przy tym układzie - ten wewnętrzny obserwator który nie znika. Pluton daje głębię ale też nieufność. To może być jedno z najtrudniejszych napięć - chcesz się zanurzyć ale coś w środku pilnuje wyjścia ewakuacyjnego.
Westalka, raz. Przy tym drugm związku który się potem skończył tak totalnie. I teraz jak o tym myślę to może właśnie dlatego ten koniec był tak niszczący - bo odpuściłam kontrolę i byłam w tym całkowicie, bez wyjścia ewakuacyjnego jak Hania powiedziała. I nie było dokąd uciec.
To co teraz powiedziałaś jest dla mnie kluczem do całego tematu. Nie chodzi o to że Pluton w piątce nie daje radości czy spontaniczności - chodzi o to że kiedy już ją daje, to stawka jest absolutna. Nie ma częściowego wejścia. To jest wszystko albo nic i chyba właśnie temu te relacje kończą się jak śmierć.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i chcę zapytać - czy jest jakiś sposób żeby to złagodzić? Mam na myśli, czy ktoś próbował jakiś rytuał albo pracę z kartami żeby ta energia była mniej destrukcyjna? Bo to co opisujecie brzmi jak coś z czym można by spróbować jakoś pracować, nie tylko obserwować.
Seid, rozumiem że to nie choroba, ale pytałam nie żeby wyciszać energię tylko żeby jakoś ją ukierunkować. Czy praca z kartami na przykład mogłaby pokazać kiedy jest dobry moment żeby wejść głębiej, a kiedy się wstrzymać? Bo to co opisuje Tamarka brzmi jakby ta energia przychodziła bez ostrzeżenia i człowiek nie ma wyboru.
Jadzia_N, tutaj akurat karty mogłyby pomóc, ale nie jako ostrzeżenie tylko jako zwierciadło. Jeśli ktoś z Plutonem w piątce robi regularny reiding, to może zauważać wzorce - kiedy wchodzi w tryb otwarcia, kiedy wznosi zapory. Ale to jest praca własna, nie ochrona przed układem.
Mam pytanie do Pelagiuszy i w ogóle do wszystkich, bo siedzę i myślę nad tym co powiedziałam o tym jednym razie kiedy obserwator zamilkł. Czy wy sądzicie że to było złe że on zamilkł? Bo z jednej strony skończyło się niszcząco, ale z drugiej - czułam się wtedy po raz pierwszy jakby naprawdę żywa. I nie wiem czy żałuję.
To jest chyba serce całego tego tematu. Czy transformacja bez ryzyka jest jeszcze transformacją? Myślę że przy Plutonie w piątce odpowiedź brzmi nie. Ale to rodzi pytanie które zadaję głównie sobie - czy można świadomie wybierać kiedy się ryzykuje i kiedy nie, czy to zawsze decyduje za ciebie sam układ?
Seid, to się stało samo. Nie było momentu decyzji. Był moment kiedy zorientowałam się że już nie obserwuję, że już jestem w środku. I wtedy było za późno żeby wracać. Nie wiem czy to dobrze czy źle.
A czy to 'za późno żeby wracać' brzmi jak opis czegoś pozytywnego, czy bardziej jak opis pułapki? Pytam szczerze, bo słyszę oba tony jednocześnie w tym co piszesz.
Lubon, myślę że to jest właśnie specyfika tego układu - że te dwie rzeczy nie są rozdzielone. Pułapka i wejście w pełnię jednocześnie. Ja miałam coś podobnego nie z seksem tylko z twórczością, taki moment gdzie przestałam kontrolować rysunek i wyszło coś co mnie samą przeraziło, bo było tak naprawdę. Ale też było najlepsze co zrobiłam.
To jest bardzo precyzyjny opis plutonowskiego wymiaru twórczości. Nie chodzi o mroczną estetykę, chodzi o niemożność skrycia się za formą. I to wraca do pytania Rgielki sprzed chwili - to nie jest kwestia stylu, to kwestia że przy tym układzie forma przestaje być tarczą w momencie prawdziwego tworzenia.
Wracam do wątku który zostawiliśmy - Tamarka mówiła o kontrolowaniu siebie w tych głębokich momentach. Chcę zapytać czy ta kontrola była bardziej ochroną siebie, czy kontrolowaniem sytuacji? Bo to jest duża różnica przy analizie plutonowskiego wzorca.
Iwetka01, musiałabym się chwilę zastanowić... Myślę że to była ochrona. Jakby gdybym pozwoliła żeby to wyszło do końca, coś by się stało. Nie wiem co. Ale ten obserwator pilnował żebym nie przekroczyła jakiegoś progu. Może progu gdzie nie da się udawać że wszystko w porządku po tym co było.
To jest bardzo świadoma analiza. I pasuje do Plutona w piątce w tym sensie, że piąty dom to jest też tożsamość - kim jesteś gdy się bawisz, gdy kochasz, gdy tworzysz. Przy Plutonie ten dom jest strefą transformacji tożsamości, więc strach przed przekroczeniem progu to może być strach przed tym że nie będziesz już tą samą osobą po drugiej stronie.
Czytam ten wątek i mam jedno pytanie, może naiwne - czy Pluton w piątce zawsze był dla was tak wyraźny, czy dopiero jak zaczęłyście czytać astrologię to pojawiło się to rozumienie? Bo zastanawiam się czy znajomość własnego wykresu zmienia doświadczenie tych rzeczy, czy tylko daje im nazwę.
Mirta, to jest bardzo dobre pytanie i wcale nie naiwne. U mnie wiedza astrlogiczna nie zmieniła doświadczenia, tylko mi pokazała że to co czuję ma jakiś wzorzec. Wcześniej myślałam że to ze mną coś nie tak, że jestem przesadna albo zbyt intensywna. Teraz wiem że tak po prostu działa ta energia. Czy to ulgą? Trochę tak.
Tamarka, to co napisałaś o wzorcu - że wcześniej myślałaś że coś jest z tobą nie tak - to mnie bardzo uderzyło. Mam pytanie może trochę z boku: czy teraz, kiedy już wiesz że to wzorzec, czujesz że masz na to jakiś wpływ? Czy wiedza astrlogiczna dała ci jakieś sposób do pracy z tym, czy tylko wyjaśnienie?
Mirta, szczerze? Bardziej wyjaśnienie niż kontrolę. Ale to wyjaśnienie dało mi coś ważnego - przestałam walczyć z sobą że jestem 'zbyt intensywna'. I paradoksalnie jak przestałam walczyć, to te momenty kiedy obserwator odpada stały się rzadsze. Jakby napięcie malało kiedy przestajesz z nim wreszcze walczyć.
To jest paradoks typowy dla plutonowskiej energii - im mocniej trzymasz, tym bardziej eksploduje. Tamarka, czy masz też jakieś aspekty do tego Plutona? Bo samo posadowienie w piątce to jedno, ale napięciowe aspekty do niego mogą właśnie potęgować ten mechanizm trzymania i eksplozji.
To rozróżnienie ma ogromne znaczenie moim zdaniem. Strach działający jako rozsądek to jest jeden z klasycznych plutonowskich mechanizmów obronnych. Chroni, ale też zamraża. Ciekawe jak to wyglądało u was, u tych co mają Plutona w piątce bez tak ciężkich aspektów - czy ten obserwator w ogóle się pojawia?
Krysztal, to co napisałeś o technicznie dobrym ale ukrytym - dokładnie to czułam z tym rysunkiem który opisywałam wcześniej. Przed tamtym momentem robiłam technicznie lepsze rzeczy i były puste. Czy to znaczy że Pluton w piątce wymaga jakiegoś kosztu żeby twórczość była prawdziwa?
Słuchając tej rozmowy o twórczości zaczynam się zastanawiać nad czymś co nie padło wprost. Czy przy Plutonie w piątce twórczość i seksualność działają podobnym mechanizmem, czy to są jednak dwie osobne energie tylko z tym samym znakiem? Bo o twórczości mówicie tu dużo, ale wróćmy na chwilę do pytania z tytułu - ta śmierć i odrodzenie przez seks.
Iwetka01 pyta o to co mnie też chodzi po głowie. Dla mnie te dwa obszary - seks i twórczość - są przy tym układzie jednakowo niepokojące w tym sensie że oba prowadzą do tego samego miejsca. Tego samego progu. Nie wiem czy to jest jeden mechanizm z dwiema twarzami czy dwa osobne.
Myślę że to jest jeden mechanizm. Piąty dom to w obu przypadkach kwestia wyrażenia siebie bez filtru. Seks i twórczość są różnymi formami tego samego ruchu - wyjścia poza ego kontrolowane. Przy Plutonie ten wyjazd ma inną stawkę niż przy innych planetach.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie może bardziej praktyczne: jak wy w ogóle wchodzicie w związki przy tym układzie? Znaczy czy jest jakiś sposób żeby wejść powoli, poznać kogoś stopniowo, czy Pluton w piątce po prostu nie daje tej opcji i od razu jest głęboko?
Jadzia_N, u mnie jest tak że pozornie wchodzę powoli - dużo rozmów, dużo obserwowania - ale emocjonalnie jestem bardzo głęboko zanim fizycznie cokolwiek sie stało. I potem ta dysproporcja bywa problematyczna. Zewnętrznie wyglada na stopniowe, wewnętrznie od dawna jest bez dna.
