Tamarka, to co opisujesz z tą dysproporcją - głęboko wewnętrznie zanim cokolwiek na zewnątrz - czy to nie jest właśnie ta plutonowska pułapka? Że niby wchodzisz powoli ale w pewnym momencie ta druga osoba odkrywa że ty jesteś już zupełnie gdzie indziej. I reakcje bywają... różne, powiedzmy.
To jest chyba jeden z najtrudniejszych aspektów tego układu w relacjach. Tamarka, czy ta osoba z którą tak było miała może jakiś silny Pluton u siebie? Bo zastanawiam się czy ktoś z podobną energią by to wyczuł wcześniej, czy też by się zagubił tak samo.
Pluton w siódmym versus Pluton w piątym - to jest ciekawe zderzenie. Piątka to ty sam i twój wyraz, siódemka to relacja jako taka. Jedna osoba transformuje przez siebie, druga przez partnera. Przy takim połączeniu dynamika musiała być bardzo napięta.
To 'kogo zauważamy' jest moim zdaniem kluczowe przy tym układzie. Pluton w piątce przyciąga - i jest przyciągany przez - ludzi którzy sami mają w sobie jakąś przepaść. I nie zawsze to jest zdrowe, bo przepaść przepaści nierówna. Czy ktoś z was miał doświadczenie że ta plutonowska intensywność przyciągnęła kogoś kto był bardziej niszczący niż transformujący?
Zatrzymałbym się przy tym co Westalka powiedziała o kartach. Bo to ciekawe rozróżnienie - ogień jako spontaniczność i woda jako głębia. Przy Plutonie w piątce mamy plutonowską wodę wlaną w dom który naturalnie jest ognisty, słoneczny, ekspresyjny. To samo w sobie tworzy napięcie. I może właśnie dlatego ta spontaniczność o której mówi tytuł wątku tak często gdzieś ucieka - bo ogień jest przykryty wodą zanim zdąży wybuchnąć.
Seid, to jest chyba najlepsze ujęcie tego o czym mówię od początku. Ten ogień przykryty wodą. Bo jest ciepło, jest żar nawet, ale nie ma tego płomienia który po prostu wybucha bez ostrzeżenia. Wszystko jest głębsze i wolniejsze. I teraz pytanie do wszystkich - czy wy w ogóle tęskniecie za tą spontanicznością której Pluton nie daje, czy już się z tym pogodziliście?
