Mam Plutona w piątym domu i zastanawiam się czy inni z tym samym układem mają podobnie do mnie. Bo u mnie każdy związek, każde zakochanie to jakby wchodzenie w ogień. Nie ma czegoś takiego jak lekkie flirtowanie czy romans dla zabawy. Od razu idzie w głębię, w obsesję prawie, i albo zmienia mnie to całkowicie, albo zostawia jakiś ślad na całe życie. Z twórczością tak samo - jak piszę albo maluję, to muszę się dosłownie rozebrać ze wszystkiego co myślę o sobie. Czy wy to tak odczuwacie?
Dokładnie tak. Piąty dom to dom zabawy i radości, ale z Plutonem tam siedzi coś co sprawia, że ta radość nigdy nie jest beztroska. Pytanie mam do ciebie - czy to 'wchodzenie w ogień' u ciebie jest czymś czego szukasz, czy raczej po prostu przytrafia ci się bez twojego wyboru?
Czytam z ciekawością bo nie mam Plutona w piątce, ale mam go w silnym aspekcie do Wenus i coś podobnego czuję w relacjach. To co opisujesz, ta niemożność robienia czegoś 'po łebkach', czy to naprawdę wynika z Plutona w domu, czy może raczej z jego aspektów do innych planet? Bo zastanawiam się czy dom to w tym przypadku ważniejszy wskaźnik niż aspekty.
A czy Pluton w piątce ma związek z tym że człowiek przyciąga bardzo intensywnych partnerów? Bo moja koleżanka ma ten układ i dosłownie co chwilę trafia na kogoś kto albo jest żonaty, albo ma jakieś mroczne tajemnice, albo jest w jakiś sposób zakazany. To przypadek?
Pluton w piątce to praktycznie karta Śmierci w tarocie rozłożona na życie erotyczne, to symbol totalnej przemiany przez Erosa. Każdy kto to ma jest tak naprawdę szamanem miłości, powołanym do głębszych doświadczeń niż przeciętny człowiek.
Przepraszam że wchodzę ale mam pytanie bo trochę zgubiłam wątek - czy ten Plutno w piątym domu to jest coś co się ma od urodzenia i nie można zmienić? I czy to znaczy że taka osoba nigdy nie może mieć normalnego, spokojnego romansu?
Słucham i myślę że to co opisujecie z tą intensywnością jest bardzo bliskie temu co ja przeżywam, choć u mnie Pluton jest w siódmym. Ale pytanie mam do Tamarki - piszesz że 'kierujesz świadomie'. Jak to wygląda u ciebie w praktyce? Bo to brzmi jakbyś znalazła jakiś sposób, a chętnie bym posłuchała.
A numerologicznie ciekawi mnie czy osoby z Plutonem w piątce mają jakieś konkretne wibracje ścieżki życia które to wzmacniają? Bo czytałam gdzieś że wibracja 8 albo 9 może działać podobnie. Czy ktoś sprawdzał swój wykres razem z numerologią?
Czytam ten wątek i zastanawiam się - czy to co opisujecie to nie jest po prostu cecha wielu wrażliwych ludzi, niezależnie od Plutona? Pytam bo sama też tak czuję w relacjach i w robieniu czegoś twórczego, a nie wiem czy mam Plutona w piątce.
Mam Plutona w piątce i nigdy jakoś o tym nie myślałam w tym kontekście. Ale to prawda że moje dwa największe związki totalnie mnie zmieniły, jakbym była inną osobą po każdym. Nie zawsze na lepsze od razu, ale po czasie - tak.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że wszyscy skupiacie się na relacjach romantycznych, a temat dotyczy też twórczości. Pluton w piątce to nie tylko miłość i seks - piąty dom to też zabawa, ekspresja, dzieci. Czy ktoś z was ma ten układ i czuje to bardziej przez twórczość niż przez związki?
Twórczość przy Plutonie w piątce to moim zdaniem kontakt z podziemiem zbiorowej nieświadomości. Dlatego tacy artyści tworzą rzeczy które dotykają innych do żywego - bo sami czerpią z głębszych warstw.
Wracam do tego co Tamarka mówiła o kierowaniu energią świadomie. Ja mam wrażenie że u mnie w relacjach jest podobny mechanizm co opisujesz, i zastanawiam się - czy ta świadomość przyszła sama z czasem, czy robiłaś coś konkretnego żeby ją wypracować? Terapia, praca z wykresem, coś innego?
Przepraszam mam może głupie pytanie ale - jak ktoś ma Plunota w piątce to czy to widać od razu w horoskopie progresowanym też? Znaczy czy jak przychodzą jakieś tranzty to ten Pluton 'budzi się' bardziej? Pytam bo mam koleżankę co ostatnio przeszła coś bardzo ciężkiego w związku i zastanawiam sie czy to nie jest powiązane.
Mam pytanie trochę z boku - czy jeśli ktoś ma Plutona w piątce i jest świadomy tego układu, to ta świadomość naprawdę coś zmienia? Czy to nie jest tak że wiemy co nas dotyczy, a i tak wchodzimy w te same wzorce?
Powojka, to bardzo dobre pytanie i szczera odpowiedź jest taka: świadomość nie chroni automatycznie. Nadal wchodzę czasem w stare schematy. Ale coraz krócej w nich siedzę. Kiedyś mogłam tkwić w czymś destrukcyjnym latami, teraz rozpoznaję to po kilku tygodniach. Może to i jest postęp przy Plutonie.
Czytam ten wątek i zastanawia mnie jedna rzecz której nikt jeszcze nie poruszył - Pluton w piątce a kwestia dzieci. Piąty dom to też płodność, potomstwo. Czy ktoś z was z tym układem miał jakieś specyficzne doświadczenia w tym obszarze? Nie pytam żeby zbaczać z tematu, bo Pluton jako transformacja przez piąty dom to przecież też tworzenie życia, nie tylko erotyka i sztuka.
Seid, świetnie że to podniosłaś. Bo ja miałam z tym spory kawał historii. Dwa poronienia zanim urodziłam córkę. I nie mówię że to od razu Pluton - ale ten dom piąty u mnie to naprawdę było przejście przez coś bardzo ciemnego zanim przyszło nowe życie. Dosłownie śmierć i odrodzenie, tylko że nie metaforyczne.
Dziękuję że to napisałaś, bo to jest właśnie ten wymiar Plutona w piątce, o którym rzadko się mówi wprost. Ale mam pytanie - czy po urodzeniu córki coś się u ciebie zmieniło w tym schemacie? Pluton w piątce potrafi transformować przez samo rodzicielstwo.
Synastria między rodzicem a dzieckiem może być naprawdę intensywna, szczególnie gdy w grę wchodzi Pluton. Ale wróćmy na chwilę do samego pytania o dzieci - pytałem bo słyszałem że Pluton w piątce może oznaczać trudną drogę do rodzicielstwa albo bardzo skomplikowaną relację z własnymi dziećmi. Czy ktoś inny z tym układem ma doświadczenia w tym obszarze?
Słucham tej rozmowy o dzieciach i myślę o tym co Tamarka pisała wcześniej - o tej transformacji przez rodzicielstwo. Czy to nie jest tak, że Pluton w piątce potrzebuje jakiegoś 'obiektu' tej intensywności? Kiedyś to miłość, potem twórczość, potem może dziecko?
Wracam do głównego tematu bo czuję że trochę odpłynęliśmy. Ten wątek zaczął się od pytania o seks i twórczość jako śmierć i odrodzenie. I zastanawiam się czy ktoś poza Tamarką przeżywał to dosłownie - że po seksie albo po skończeniu jakiegoś projektu twórczego czuł coś w rodzaju żałoby? Takiego smutku że to się skończyło?
Powojka, z mojego doświadczenia - zaczęłam to rozumieć dopiero gdy nauczyłam się śledzić transyty. Jak Pluton robił coś ważnego w moim wykresie, to rzeczy które opisuję tutaj działy sie z podwójoną siłą. To dawało mi potwierdzenie że to nie przypadek. Ale nie rób tego sama na początku bo można sie pogubiś w interpretacji.
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie - czy ta plutonowska intensywność w twórczości i seksie zależy też od tego jaki znak jest na cusp piątego domu? Bo chyba nie każdy Pluton w piątce działa tak samo, prawda?
Wracając do tego co pisała Westalka - bo to dotknęło czegoś we mnie. Ten smutek po seksie... ja to zawsze tłumaczyłam sobie że jestem 'dziwna'. Dopiero jak zaczęłam czytać o Plutonie w piątce, zobaczyłam że to jest wzorzec, że nie chodzi o to że coś jest ze mną nie tak. Czy ktoś z was też przez to przechodził - takie poczucie że wasza emocjonalność po bliskości fizycznej jest jakoś nieodpowiednia?
To co Tamarka opisuje z tym poczuciem dziwności - tak bardzo to rozumiem, choć nie wiem czy to plutonowski wzorzec w moim przypadku. Ale to uczucie że twoja głębokość emocjonalna jest 'za dużo' dla kogoś... to bardzo samotne doświadczenie.
A jak sie sprawdza gdzie jest Pluton w wykresie jeśli sie nie zna godziny urodzenia? Bo ja nie wiem dokładnie kiedy się urodziłam, tylko date mam i miejsce, i nie wiem czy wolno mi w ogóle interpretowac swój pity dom w takim przypadku?
