Słucham tej rozmowy od dawna i jedno mnie uderzyło - piszecie o Neptunie w Lwie jak o czymś odległym, historycznym. Ale ta symbolika - miłość jako rytuał, partner jako portal do czegoś wyższego - to chyba nie jest tylko tamto pokolenie, prawda? Znam dużo młodych ludzi, którzy tak przeżywają związki.
Filomena.2 dotknęła czegoś ważnego i chcę do tego wrócić. Bo rzeczywiście - ta symbolika nie zniknęła razem z pokoleniem Neptuna w Lwie. Tylko gdzie ona teraz żyje? W kulturze masowej? W tym jak młodzi ludzie opisują swoje związki jako 'połączenie dusz' albo 'spotkanie przeznaczenia'?
To rozróżnienie między narracją a ucieczką jest dla mnie bardzo żywe. Ta kobieta, o której pisałam wcześniej - ona naprawdę budowała narrację. Każde wspomnienie o nim było opowiedziane jak scena z filmu. Po latach. To nie było zwykłe rozpamiętywanie, to było inscenizowanie.
Lyra stawia bardzo konkretne pytanie metodologiczne i właściwie nie mamy na nie prostej odpowiedzi. Astrologia jako system zakłada, że te wzorce są zakodowane w chwili urodzenia, ale nie wyklucza że kultura rodzinna je wzmacnia albo tłumi. Neptun w Lwie w rodzinie, gdzie emocje były wyrażane teatralnie, będzie wyglądał inaczej niż u kogoś z chłodnym wychowaniem - nawet przy identycznym chrarcie.
dobrze to ujmujesz i to jest właściwie stary problem astrologii jako systemu opisowego vs. predyktywnego. Moim zdaniem Neptun w Lwie opisuje potencjał i tendencję, nie determinuje. To jak z każdą pozycją - talent w chrarcie nie znaczy, że ktoś go wykorzystał.
Słucham tej wymiany i mam jedno pytanie do Zengui i Mistral - czy wy sami stosujecie te rozróżnienia kiedy czytacie czyiś chart? Bo jedno to mówić o tym na forum, a drugie to siedzieć z konkretną osobą i mówić 'tu masz Neptuna w Lwie, ale być może środowisko to stłumiło'. Jak to wygląda w praktyce interpretacji?
A czy ktoś brał pod uwagę, że ta dramatyczność Neptuna w Lwie może być też wyrazem duszy, która musi przeżywać życie intensywnie, żeby w ogóle czuć że żyje? Nie piszę o czakrach, żeby Wrotycz i Szeptucha nie protestowały :), ale o samej naturze tego Neptuna - może ta dramatyczność to nie patologia, tylko sposób na obecność?
Filomena.2 mówi o czymś ważnym - 'na początku'. Bo Neptun w ogóle jest planetą, która na początku daje poczucie błogości, uniesienia, wrażenie że to jest to. Trucizna przychodzi później, kiedy iluzja się nie utrzymuje. I w Lwie ten moment, kiedy partner przestaje być 'bramą' i okazuje się zwykłym człowiekiem z wadami - to chyba jest punkt krytyczny tej pozycji.
To co opisuje Anetta to jest chyba jedno z najczystszych neptunowych mechanizmów w ogóle - przeniesienie odpowiedzialności na siebie, żeby iluzja mogła trwać. I w Lwie to nabiera specyficznego kształtu, bo do zwykłego neptunowego 'on jest doskonały' dochodzi coś w stylu 'a ja muszę być godna tej historii'. Czy ktoś to rozpoznaje w kontekście Lwa właśnie?
Mistral bardzo precyzyjnie to ujął. Ten motyw 'bycia godną' jest lwi. Lew musi zasłużyć na swój tron, musi się sprawdzić jako protagonistka. Neptun daje z kolei partnera jako ideał, a Lew mówi - no to się wznieś na jego poziom. To jest kombinacja, która potrafi prowadzić do bardzo długotrwałego, ale też bardzo kosztownego wysiłku.
Ta kwestia 'bycia godną historii' uderza mnie mocno. Znam to z własnego doświadczenia i długo nie rozumiałam skąd. Nie mam Neptuna w Lwie, ale mam mocne aspekty Neptun-Wenus. Zastanawiam się teraz - czy Anetta pisała o osobie z Neptunem w Lwie czy z silnymi aspektami? Bo może rozmawiamy o nakładających się wzorcach?
Właściwie wróćmy do pytania z tytułu wątku - czy duchowość też przyjmuje tę dramatyczną formę, czy obsesja dotyczy głównie miłości? Bo Neptun to nie tylko partner, to też poszukiwanie czegoś wyższego. Czy ktoś zna osoby z Neptunem w Lwie, które tę energię skierowały na sztukę albo religię zamiast na związek?
Kalinei dotknęła czegoś istotnego. Moim zdaniem to nie jest kwestia czy Neptun znajdzie ujście przez miłość czy sztukę - on potrzebuje ujścia w ogóle. Jeśli go nie ma, energia kumuluje się i szuka wyjścia sama. Widziałem to nieraz - ludzie bez żadnego wyrazu twórczego, bez głębszej relacji, zaczynają przeżywać to przez chorobę, przez picie, przez cokolwiek co da im poczucie przekroczenia granic.
Słuchajcie, mam pytanie może naiwne, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro Neptun w Lwie to pokolenie urodzone konkretnie kiedy - piszecie o latach pięćdziesiątych - to czy wszyscy urodzeni wtedy mają ten wzorzec? Jak to możliwe, że aż tyle osób miałoby tę samą tendencję do dramatycznych związków?
To co mówi Zengui zgadza się z tym co obserwuję. Moja ciotka urodziła się w tym czasie i żadnej dramatycznej miłości w niej nie widzę - raczej jest bardzo praktyczna, trochę chłodna nawet. Ale za to jest bardzo oddana swojej społeczności, zaangażowana, lubi być w centrum uwagi lokalnych wydarzeń. Może to jest właśnie to, tylko w innym wydaniu?
Dobra, ale wróćmy do pytania z tytułu - duchowość jako dramat lub sztuka. Czy ktoś zna osoby z tą pozycją, które weszły w jakąś religię albo ścieżkę duchową i też przeżywały to z tą dramaturgią? Bo wyobrażam sobie kogoś, kto nawrócenie przeżywa jak scenę z opery.
Wrotycz celnie to ujęła. Nawrócenie jako scena z opery - to jest właśnie ta neptunowo-lwia matryca. I historycznie patrząc, wiele wielkich narracji religijnych z XX wieku miało w sobie tę teatralność. Ciekawe byłoby sprawdzić charty kilku znanych kaznodziejów albo charyzmatycznych liderów religijnych z tamtego pokolenia.
@Mistral Mistral, to co napisałeś o kaznodziejach mnie zatrzymało. Czy sprawdzałeś jakieś konkretne charty? Bo to by było naprawdę ciekawe potwierdzenie tej tezy - zobaczyć czy wielcy mówcy religijni XX wieku rzeczywiście mają tę pozycję. Albo chociaż coś neptunowo-lwiego.
Nie sprawdzałem systematycznie, to był pomysł na chwilę. Ale teraz gdy to piszę, myślę o Billy Grahamie - urodził się w 1918, Neptun był wtedy jeszcze w Raku. Więc akurat on nie pasuje. Trzeba by szukać wśród urodzonych po 1928.
To że charty konkretnych postaci nie zawsze pasują do teorii nie jest jeszcze argumentem przeciwko teorii. Neptun w Lwie to kontekst generacyjny, nie determinizm. Graham mógł mieć inne konfiguracje dające podobny efekt.
Słuchajcie, ja bym chciała wrócić do samego pytania o duchowość. Czy ktoś tutaj ma osobiste doświadczenie z osobą, która ma tę pozycję i wyraźnie żyje duchowością - nie przez związek, nie przez sztukę, ale przez jakąś ścieżkę, religię, praktykę? Bo mamy dużo teorii, ale mało konkretnych obserwacji.
Wydaje mi się, że dla niej to jedno i to samo. Intensywność jest praktyką. Trudno jej zrozumieć tych, którzy medytują spokojnie, cicho, bez dramatyzmu. Mówiła kiedyś, że chce czuć jak ziemia drży pod stopami gdy się modli. Coś takiego.
To co opisuje Talizmana brzmi jak zablokowana czakra serca wyrażająca się przez nadmiar, nie przez spokój. Neptun w Lwie może dawać ten rodzaj duchowości, który musi być odczuwany fizycznie, spektakularnie. Nie wiem czy to zdrowe.
Mnie bardziej uderza w tej relacji Talizmany ten motyw nauczyciela jako kogoś absolutnie wyjątkowego. To jest neptunowe przeniesienie - nie na partnera romantycznego, ale na przewodnika duchowego. Lew daje mu aurę królewskości, Neptun czyni go prawie przezroczystym, nieosiągalnym. Czy ta kobieta kiedykolwiek straciła wiarę w nauczyciela czy jest nieporuszona?
To jest przerażające trochę. To znaczy - ta osoba szuka ideału i za każdym razem kiedy go nie znajduje, zaczyna od nowa z kolejnym? I to nazywamy Neptunem w Lwie?
Czy w takim razie ktoś z tą pozycją może się z tego wzorca po prostu wyjść? Znaczy - czy świadomość że mam Neptuna w Lwie zmienia coś praktycznie, czy to tylko opis?
Dodam do tego co mówi Zengui - w praktyce widzę, że osoby które rozumieją swoje wzorce neptunowe, nie przestają szukać ideału, ale zaczynają go szukać w czymś co nie zawiedzie. Sztuka, przyroda, medytacja. Niekoniecznie w człowieku który prędzej czy później okaże się ludzki.
