Siedzę ostatnio nad pewną kwestią która mnie mocno zastanawia i chciałam to z wami przedyskutować. Chodzi o meteory i komety w kontekście astrologii - czy klasyczne systemy astrologiczne w ogóle biorą pod uwagę takie zjawiska,czy ograniczamy się tylko do planet i ich tranzytów? Bo coraz częściej widzę, że ludzie przypisują przelatującym meteorom jakieś znaczenie dla własnego życia i procesów wewnętrznych, jakby to był znak do zmiany czy odrodzenia. Czy to ma jakiekolwiek uzasadnienie w astrologii, czy to raczej myślenie życzeniowe? I czy ktoś z was rozróżnia w ogóle znaczenie meteoru od komety, bo to przecież zupełnie inne zjawiska?
Bardzo ważne pytanie i cieszę się, że ktoś to wreszcie poruszył. Tradycyjna astrologia rzeczywiście skupia się na planetach, Słońcu, Księżycu i węzłach, ale komety mają swoją historię interpretacyjną - w klasycznych tekstach traktowano je jako zwiastuny wielkich zmian, często przełomów cywilizacyjnych. Natomiast meteory to inna sprawa - krótkotrwałe, ulotne. Zastanawiam się, czy to ulotność nie jest właśnie kluczem do interpretacji ich wpływu na człowieka jako jednostkę. Czy masz na myśli jakiś konkretny kontekst osobisty, czy bardziej teorię?
Czytam tę rozmowę i muszę powiedzieć, ze z perspektywy historii wierzeń komety były traktowane bardzo różnie. w tradycji europejskiej - zwiastun nieszczęść. W niektórych kulturach azjatyckich - posłaniec bogów, niekoniecznie zły. A jeśli mamy mówić o odrodzeniu osobistym, to ciekawsza jest dla mnie symbolika cyklu komety - wyjeżdża, znika na dziesiątki albo setki lat i wraca. Czy ktos nie widzi w tym analogii do pewnych procesów które zachodzą w nas?? 🙁
Przepraszam że wchodzę bo jestem laik totalny, ale chcę zapytać - meteor to nie to samo co kometa? Bo ja zawsze myślałem że to synonimy, a tu czytam że to inne zjawiska. Możecie wyjaśnić w dwóch słowach, żebym wiedział o czym wogóle mówicie? 🙂
Czytam i jestem sceptyczna, przyznam szczerze. Ale mam pytanie do kogoś, kto to praktykuje - skoro klasyczna astrologia nie przewidywała narzędzi do interpretacji komet i meteorów w kontekście osobistym, to na jakiej podstawie wogóle przypisujemy im znaczenie? To jest intuicja, analogia, czy istnieją jakieś konkretne opracowania, które to systematyzują?
Mam w notatkach coś na ten temat, bo zbierałam materiały jakiś czas temu. Czytałam, że w hellenistycznej astrologii komety były przypisywane do konkretnych planet w zależności od koloru i kształtu warkocza - np. czerwonawa kometa odpowiadała Marsowi, biała Jowiszowi. To mogło potem przekładać się na charakter przepowiedni. Ale czy ktos wie, czy to podejście przetrwało do nowożytności i jest gdzies stosowane?
Mnie zawsze śniły sie komety jako sny ostrzegawcze, zanim miałem jakieś większe zmiany w życiu. Nie wiem czy to astrologia sensu stricte ale chyba nie jest bez znaczenia że ta symbolika comet i meteorów tkwi gdzies głęboko. Może to jest ten sam archetip który pojawia się w snach i w astrologi?
Ja miałam podobne doświadczenie, tylko nie przez sen, ale przez obserwowanie deszczu meteorów Perseidów kilka lat temu. Siedziałam wtedy w bardzo trudnym momencie życia i patrząc na te smugi miałam takie wyraźne poczucie, że coś się kończy i coś zaczyna. Nie wiem, czy to astrologia zadziałała, czy po prostu mój umysł szukał symbolu. Ale efekt był realny - coś się we mnie przestawiło.
Chcę tu trochę przyhamować,bo rozmowa robi się bardzo subiektywna. Przeżycia przy obserwacji nieba są realne i cenne, ale to nie to samo co astrologia. Astrologia to system z regułami, nie każde osobiste doznanie przy gwiazdach to astrologia. Żebym nie była źle zrozumiana - nie neguję wartości tych przeżyć. Ale jak chcemy rozmawiać o astrologii i kometach, to jednak powinniśmy trzymać się pytania o to, czy istnieje jakiś metodyczny sposób interpretacji, a nie zbierać subiektywne wrażenia.
i właśnie chciałam zapytać o tę C/2013 R1 - przez który dom ci przechodziła, jak nałożyłaś ją na natal? Bo to by mi dużo powiedziało o tym, czy ta metoda ma w ogóle sens do sprawdzenia.
Przez szósty i siódmy, akurat w tamtym czasie miałam duże zmiany w relacjach i coś w pracy się przewracało do góry nogami. Ale uczciwie mówię - nie wiem, ile z tego to kometa, ile to inne tranzyty które szły równolegle. Saturn robił swoje, Uran też. Nie umiem tego rozdzielić.
a czy próbowałaś patrzeć na to jako na aktywację, czyli kometa jako wyzwalacz dla tranzytów, które i tak by zadziałały, tylko może wolniej albo mniej wyraźnie? Czytałam gdzieś takie podejście, że komety nie tworzą nowych energii, tylko przyspieszają to, co już jest napięte w horoskopie.
Ojejku, właśnie o tym myślałam czytając poprzednie posty. Mnie się to przydarzyło z Perseidami kilka razy - coś się działo, ale czy na prawdę przez meteory, czy poprostu sierpień to ciężki miesiąc dla mnie energetycznie? Nie mam pojęcia jak to odróżnić i chyba nikt mi tego pewnie nie powie.
Czyli jak rozumiem cała ta metoda z kometami wymaga żebyś miał w życiu już trochę za sobą. Mnie się wydaje że im człowiek starszy tym te wzorce widzi wyraźniej. Ja dopiero w okolicach czterdziestki zacząłem rozumieć cykle które przez mnie przeszły. Jak ktoś ma dwadzieścia lat to skąd ma to widzieć?
Czytam to i mam wrażenie,że opisujecie coś, co mogłoby być po prostu wrażliwością na zmianę pór roku albo naturalnym rytmem biologicznym. Sierpień to koniec lata, człowiek naturalnie robi bilans. Czy na pewno to komety i meteory, a nie zwykła sezonowość? 🙁
Dobre pytanie. C/2013 R1 była widoczna jesienią i u mnie rzeczywiście tamten okres był intensywny. Ale to był też czas po równonocy, więc sezonowość nadal gra. Szczerze mówiąc nie wiem jak to odizolować i nie udaję, że wiem. Natomiast powracam do pytania Jadwisi z początku - czy data powrotu komety ma znaczenie dla kogoś, kto urodził się przy jej poprzednim przelocie. To mnie bardzo ciągnie, bo to jest naprawdę ciekawa idea z cyklem i odrodzeniem.
to jest według mnie najgłębszy wątek w tej rozmowie. Kometa jako marker cyklu życiowego konkretnej osoby. W tradycji buddyjskiej i niektórych szamańskich jest coś takiego jak "znak urodzenia" - ciało niebieskie albo zjawisko atmosferyczne w momencie przyjścia na świat, które potem wraca jako zapowiedź przełomów. Czy ktoś wie, czy w astrologii zachodniej jest jakiś odpowiednik tego podejścia?
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam takie pytanie,może trochę z innej strony - czy jeśli ktoś urodził się akurat podczas deszczu meteorów, to czy to ma jakieś inne znaczenie niż przelot komety? Chodzi mi o to, że deszcz meteorów jest jednak zjawiskiem bardziej masowym, dotyka wielu ludzi naraz. A kometa to rzadkość.
No właśnie, dodam jeszcze, że numerologicznie data deszczu meteorów ma swoją wartość i można ją czytać jako roczną liczbę wibracji. Jak ktoś się urodził podczas Perseidów w roku z konkretną numerologiczną liczbą, to ta kombinacja daje jasny obraz ścieżki życia. Sprawdzałam to na kilku osobach i wyniki były bardzo trafne.
Szczyt Perseidów to konkretna data, zwykle 12 albo 13 sierpnia, i tę datę biorę pod uwagę. Nie całe trwanie roju. Tak samo jak w numerologii bierze się konkretną datę urodzenia, a nie "okres urodzin". Myślę, że to logiczne.
Wracając do tego wątku o cyklach osobistych - zastanawiam się,czy ktoś z was próbował śledzić powracające roje meteorów jako osobiste markery roczne? Nie chodzi mi o urodziny pod rojem, ale o to, że każdego roku Ziemia wraca w to samo miejsce i przelatuje przez ten sam pył. To jest dosłownie cykl.
Mnie się wydaje że same obserwacje bez żadnego działania to za mało. Jak już widzisz wzorzec to można go przeciąć, a nie tylko patrzeć. Np ja miałem tak ze snami, rozpoznałem wzorzec i zaczołem świadomie pracować z tym co przynosił. Może tu jest podobnie??
Ametystka ma rację. Solar return już to robi i jest dobrze opisany w literaturze. Roje meteorów jako osobny cykliczny marker - to by wymagało jakiegoś uzasadnienia, czemu akurat one, a nie pełnia w danym znaku, która też co roku wraca. Skąd ta hierarchia?
Myślę, że to drugie - prywatna astrologia obserwacyjna - nie jest niczym złym, pod warunkiem, że się to traktuje jak dziennik energetyczny, a nie jak system pretendujący do ogólnej ważności. Ja tak pracuję z pewnymi zjawiskami i to mi służy, ale nie twierdzę, że to działa tak samo dla kogokolwiek innego
Właśnie to robiłam jesienią i o tym zaczęłam ten temat. C/2013 R1 weszła w obszar, który w moim natalu jest bardzo wrażliwy - okolice ascendentu i pierwszego domu. Zbiegło się z czymś, co mogę dziś nazwać początkiem poważnej przemiany, choć wtedy czułam głównie chaos. Ale jak mówiłam wcześniej - nie umiem oddzielić tego od innych tranzytów.
a jakie inne tranzyty były wtedy aktywne? Bo jeśli był np. Saturn na czymś ważnym, to on mógłby być tym głównym sprawcą, a kometa tylko dodatkowym symbolem. Zastanawiam się czy jest w ogóle sposób żeby wyizolować wpływ komety od reszty.
Przepraszam, może głupie pytanie, ale co to znaczy że kometa wchodzi w obszar ascendentu? Tzn. jak to się oblicza? Kometa ma jakąś pozycję zodiakalną i porównuje się ją z pozycją w natalu?
