Właśnie. Bo ja przez integrację DC rozumiem coś innego niż wchłonięcie tej energii w siebie. Raczej chodzi mi o to, żeby przestać tę energię odszczepiać i projektować wyłącznie na zewnątrz. Ale czy to oznacza, że po integracji DC przestaje przyciągać określony typ ludzi? Tego nie wiem.
To jest jedno z fundamentalnych pytań w astrologii relacji i uczciwie powiem że nie ma na nie prostej odpowiedzi. Są astrolodzy, którzy twierdzą, że po przepracowaniu DC zaczynamy przyciągać inne typy partnerów - takich, którzy nie niosą już tak intensywnej projekcji. Inni mówią, że DC pozostaje aktywne, ale zmienia się jakość relacji z tą energią. Nie wiem, która szkoła ma rację, bo żadna nie ma twardych dowodów.
Oj, mam takie poczucie że ta rozmowa lubi odpowiadać na pytania innym pytaniem. Co nie jest złe,ale chciałbym wrócić do konkretnego punktu: czy DC jako opis energii relacyjnej naprawdę wyjaśnia coś, czego nie wyjaśnia zwykłe powiedzenie "ta osoba mnie irytuje, bo jest inna niż ja"? Gdzie jest ta wartość dodana?
Ale czy nie jest tak, że każdy system symboliczny dałby ten sam efekt? Tarot też by powiedział "to jest twój cień" albo "to jest twój nieświadomy wzorzec". dlaczego DC jest tu czymś szczególnym?
Czytam tę rozmowę i mam takie skojarzenie z numerologią - tam tez jest pojęcie liczby karmicznej, ktora opisuje obszary trudności w relacjach. I też nie jest to portret partnera, tylko opis twojego wzorca. Więc może tu chodzi o coś universalnego w każdym systemie symbolicznym, a nie o coś specyficznego dla DC?
Przepraszam że znowu wejdę z czymś podstawowym, ale nie do końca rozumiem - jeśli DC to opis energii relacyjnej, a nie partnera, to po co w ogóle mówi się o "typie partnera" w kontekście DC? Bo jednak w wielu książkach i na wielu stronach to właśnie tak jest opisywane.
I tu jest właśnie serce całego problemu który chciałam poruszyć na początku tego wątku. Te książkowe opisy "twój DC w Skorpionie przyciąga tajemniczych i intensywnych partnerów" są uproszczeniem, które może być wygodne, ale myślę, że prowadzi do błędnego rozumienia. Łatwiej sprzedać "jaki masz typ partnera" niż "z jaką własną energią nie dajesz sobie rady".
No ale to uproszczenie niekoniecznie jest bez sensu, nie? Jeśli projektuję energię Skorpiona na zewnątrz, to faktycznie będę ją "widzieć" u partnerów. Więc w praktyce przyciągam - albo raczej wybieram - właśnie takich ludzi. Opis "przyciągasz tajemniczych partnerów" jest więc fenomenologicznie trafny, tylko przyczyna jest inna niż sugeruje uproszczenie. 🙂
Ale czy to jest wyłącznie wina opisu? Bo ja mam wrażenie że nawet jeśli ktoś rozumie mechanizm projekcji, to i tak w praktyce wychodzi mu szukanie "właściwego człowieka". Może to jest głębszy problem niż terminologia?
Mam pytanie, które może brzmieć naiwnie, ale naprawdę chcę zrozumieć: jeśli DC to projekcja naszych wypartych cech, to czy oznacza to, że "idealna" relacja to taka, gdzie partner wcale nie ma tych cech, tylko my je sobie przypisujemy? Bo to brzmi dość niepokojąco.
Właśnie to pytanie zadawałam sobie przez długi czas. I szczerze - nie sądzę, żeby dało się to odróżnić z zewnątrz ani z góry. Najczęściej widać to dopiero po czasie, kiedy ta intensywność opada i zostajesz z pytaniem "co ja właściwie w tej osobie widziałam".
I tu jest ten moment, o którym mówiłam od początku - DC przyciąga tę konkretną intensywność. Nie wiem, czy to jest "konflikt w uczuciach" ale na pewno jest w tym jakaś selekcja. Wybieramy właśnie tych ludzi, którzy uruchamiają coś bardzo konkretnego. I to "coś" jest często niekomfortowe. 🙂
Ale czy to złe, ze jest niekomfortowe? Zastanawiam sie, czy nie robimy tu zbyt szybko znaku równości między "niekomfortowy" a "konfliktowy". Bo niekomfort może tez być wzrostem, nie?
Wow, no właśnie. Mam znajomą, która dosłownie każdego partnera tłumaczy "on jest moim DC w Skorpionie, muszę przez to przejść". To trwa już trzecia relacja z rzędu. W pewnym momencie to nie jest już praca nad DC, to jest poprostu powtarzany schemat bez żadnej refleksji.
Przepraszam, że przerywam - ale jak w ogóle poznać, że coś się zmieniło w kontekście DC? Czy to jest subiektywne odczucie, czy jest jakiś bardziej konkretny sygnał? Pytam, bo sama mam DC w Byku i zupełnie nie wiem, czy "pracuję" nad czymś, czy po prostu żyję.
To jest naprawdę trudne do rozróżnienia i myślę, że nie ma tu jednej odpowiedzi. Ale jest pewna różnica: zobojętnienie to brak reakcji na coś, co wcześniej poruszało. Integracja to raczej reakcja obecna, ale nie porywająca - widzisz, rozumiesz, nie tracisz gruntu. Choć przyznam, że w praktyce granica bywa płynna.
No, ja miałam coś takiego. Przez jakiś czas byłam przekonana, że ten związek był właśnie "lekcją DC" - intensywny, trudny, ale znaczący. Po czasie doszłam do wniosku, że to była po prostu relacja z kimś, kto miał poważne trudności emocjonalne, a ja szukałam sensu w bólu, żeby go zracjonalizować. DC było wygodnym wytłumaczeniem.
Klimcia ma rację, że to ważne rozróżnienie. Ja miałam na myśli oba jednocześnie, bo z mojego doświadczenia wynikają z siebie. Wewnętrzny konflikt z tym, czego chcę, ale czego sobie nie pozwalam - i potem ta energia wychodzi w relacji jako tarcie. Ale może to jest zbyt uproszczone??
To pytanie Maciejosa jest chyba najważniejsze w tym wątku i nikt jeszcze nie odpowiedział na nie wprost. Myślę, że każda relacja jest w jakimś stopniu projekcją. Pytanie nie brzmi "czy projektuję", tylko "ile z tego, co widzę, jest naprawdę tą osobą". 🙂
Eh, zastanawiam się, czy ta cała rozmowa o projekcji nie prowadzi nas w ślepy zaułek. Bo jeśli DC to zawsze projekcja, to każda próba "pracy nad DC" jest właściwie pracą nad sobą w próżni. A co z realnymi cechami partnera? Czy one wogóle są brane pod uwagę w tym modelu?
Mam pytanie do Tekli - jeśli to jest tylko filtr,to dlaczego tak wiele osób doświadcza tego jako coś wręcz fizycznie intensywnego? Znaczy, ta chemia, to przyciąganie, to nie wygląda jak "filtr". To wygląda jak coś bardzo realnego.
I wlasnie tu jest ten moment, który mnie zawsze zatrzymuje. To przyciąganie do kogoś z DC jest naprawdę inne niż zwykłe "lubię tę osobę". Jest w tym jakiś przymus, coś, co trudno racjonalnie wytłumaczyć. Czy to jest właśnie ta siła projekcji, czy coś więcej?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Czy wy mówicie, że im silniejsze przyciąganie do kogoś, tym większa szansa, że to DC, a nie "normalna" miłość? Bo jeśli tak, to wychodzi, że intensywne uczucia są podejrzane, co brzmi trochę dziwnie. 🙂
Mysle, ze to nie jest kwestia analizy w jednym momencie. Raczej obserwujesz siebie przez dłuższy czas w tej relacji. Gdzie tracisz siebie? Co cię w tej osobie irytuje nieproporcjonalnie do sytuacji? Co idealizujesz wbrew ewidentnym dowodom? To są pytania które pomagają zobaczyć, gdzie działa projekcja - i to niezależnie od tego, czy masz horoskop pod ręką.
Ojoj, to jest uczciwe pytanie i nie ma na nie łatwej odpowiedzi. DC daje pewien konkretny wzorzec - mówi, z jakim rodzajem energii będziesz się mierzył w bliskich relacjach. Psychologia da ci narzędzia do pracy, ale nie powie ci, że Baran na DC będzie miał określony typ napięcia z autonomią partnera. To jest ta specyficzność, której sama psychologia nie oferuje.
Ale czy ta specyficzność coś zmienia? Serio pytam, bez złośliwości. Bo jeśli i tak trzeba to przepracować, to czy wiedza że masz DC w Baranie, faktycznie zmienia coś w procesie, czy tylko daje mu nazwę? 🙂
Tekla dotknęła czegoś, o czym rzadko się mówi. Że konflikt może nie przychodzić od partnera z DC, tylko że my sami go generujemy bo ta wyparta energia szuka ujścia. Mam wrażenie, że to właśnie jest sedno pytania, od którego zaczęłam ten wątek. Czy DC skazuje nas na konflikt, czy my sami go zapraszamy? 🙂
