Siedzę od dłuższego czasu nad tym tematem i nie mogę przestać myśleć o tym że przez lata interpretowałam Descendant zupełnie odwrotnie niż powinnam. Mówi się,że to punkt partnera, punkt związku, a ja coraz bardziej skłaniam się ku temu, że to raczej opis tego, czego w sobie nie akceptujemy i co projektujemy na innych. I stąd właśnie biorą się te wszystkie relacje, gdzie partner jest jakimś przeciwieństwem nas samych, a my się dziwimy, że ciągnie nas do kogoś, z kim zaraz zaczynamy walczyć. Czy ktoś jeszcze miał podobne przemyślenia? Bo jeśli DC nie jest "naszym idealnym partnerem", tylko raczej naszą ciemną stroną wyświetlaną na innej osobie, to cały sposób czytania synastrii powinien się zmienić
Eh, właśnie to jest moim zdaniem najczęstszy błąd w astrologii popularnej. Ludzie patrzą na Descendant jak na metkę,którą mają przyklejoną do przyszłego partnera, a to zupełnie inna historia. Ale mam pytanie bo chcę się upewnić, że dobrze rozumiem Twój tok myślenia - mówisz o projekcji psychologicznej w sensie jungowskim, tak? Bo jeśli tak, to to na prawdę zmienia odczyt całego VII domu.
A ja się zastanawiam, czy to nie jest troche zbyt wygodna interpretacja. Znaczy, rozumiem koncepcję projekcji, ale jeśli powiemy, że DC to tylko "nasza nieświadoma część", to co w ogóle mówi nam o realnych partnerach? Czy DC w Skorpionie po prostu oznacza, że mamy w sobie nieświadome skłonności skorpionowe, i już? Bez żadnego związku z tym, kogo faktycznie przyciągamy?
Mam DC w Byku, Ascendent w Skorpionie. I przez lata ciągnęło mnie do ludzi bardzo ziemskich, stabilnych, takich co to wiedzą czego chcą w życiu, mają plan, dom, rutynę. A ja sama jestem z natury chaotyczna, intensywna, wszystko albo nic. I wie co? Każdy taki związek rozpadał się dokładnie przez to, że po roku ta ich "stabilność" zaczynała mnie dusić. Więc to co mówisz Wiciokrzew ma sens. Ja to teraz czytam jako: DC pokazuje mi, co mam w sobie integrować, a nie kogo szukać na rynku matrymonialnym.
Zależy mi żeby powiedzieć jedno, bo w tej rozmowie gubi się ważny niuans. DC owszem wskazuje na projekcje, ale to nie jest jedyna jego funkcja. VII dom to też dom relacji jako takich - nie tylko romantycznych. Widziałam mapy ludzi, których DC perfekcyjnie opisuje partnera biznesowego albo terapeutę, a nie romantycznego partnera w ogóle. Więc zanim powiemy "DC to nie partner" - może precyzyjniej byłoby powiedzieć: DC to nie wyrocznnia w sprawie partnera? Bo to jest jednak coś innego.
Czytam tę rozmowę i mam mieszane uczucia. z jednej strony ta interpretacja projekcji jest słuszna, z drugiej strony - kiedy zaczynam tłumaczyć komuś "twój DC to twoja cień", to ta osoba patrzy na mnie jak na kosmitę. Większość ludzi przychodzi do astrologii z konkretnym pytaniem: kiedy spotkam kogoś, czy ta osoba jest dla mnie, co mówi synastria. I wtedy powiedzenie "ale to nie jest tak naprawdę o partnerze" brzmi jak wymigiwanie sie od odpowiedzi. Więc jak wy to komunikujecie na praktyce?
Hej ale to nie jest alternatywa. Rozumienie DC jako własnej nieświadomej energii to nie zamiast szukania partnera, tylko dodatkowy poziom czytania. Zresztą paradoks jest taki, że jak ktoś zintegruje swoją "descendantową" energię, to jego relacje zmieniają charakter. Przyciąga innych ludzi, wchodzi inaczej w konflikty. To jest właśnie praktyczna wartość tej interpretacji.
Dokładnie. I właśnie tu wracam do tytułu tematu - czy powinniśmy inaczej myśleć o DC. Moim zdaniem tak, i to właśnie z powodu tego co Ignaś napisał. Jeśli ktoś ma DC w Baranie i całe życie wchodzi w relacje z bardzo dominującymi, asertywymi ludźmi, a potem się kłóci z nimi o władzę - to może warto zapytać: w jakich sytuacjach sam tę baranią energię blokujesz? Bo konflikt w relacji to często echo konfliktu wewnętrznego.
Przepraszam że wchodzę w środek, bo dopiero zaczęłam czytać ten wątek. Mam pytanie może podstawowe, ale nie do końca rozumiem - Ascendent to jest to jak się pokazuję światu, tak? A Descendant to punkt dokładnie naprzeciwko? Czyli jesli mam Ascendent w Strzelcu, to DC jest automatycznie w Bliźniętach?
Wow, a nie jest tak że te projekcje dotyczą też konfliktu w obrębie samej relacji? Bo jak DC pokazuje energię której nie integrujesz, to partner, który tę energię uosabia, prędzej czy później stanie się źródłem napięcia. Nie dlatego że jest zły, tylko dlatego że dosłownie pokazuje ci twój własny nierozwiązany problem. Czytałem o tym w kontekście Junga i synchroniczności, ale nigdy nie myślałem o tym przez pryzmat astrologii.
Ojejku, chcę się upewnić,że dobrze to rozumiem - piszecie że DC wskazuje na to, czego w sobie nie akceptujemy. Ale co jeśli ktoś MA tę energię DC świadomie, tzn. jest np. Rakiem z DC w Koziorożcu i jest bardzo zorganizowany, ambitny, strukturalny? To czy wtedy DC traci swoje znaczenie w relacjach? Czy to znaczy, że taka osoba nie będzie miała tych projekcyjnych problemów?
Wracając do samego sedna tej dyskusji - myślę, że najważniejsza rzecz, którą tu powiedziano, to że DC opisuje rodzaj energii w relacjach, a nie konkretną osobę. I to ma ogromne przełożenie na to, jak rozumiemy dynamikę konfliktu w związkach. Tradycyjne podejście mówi: partner będzie miał cechy DC. Podejście głębsze mówi: konflikty z partnerem będą często odzwierciedlać napięcie między tym co pokazujesz (AC) a tym co projektujesz (DC). To drugie jest moim zdaniem o wiele bardziej użyteczne, bo daje sposób do pracy nad sobą, a nie tylko do przewidywania z kim będziemy. Ale zastanawiam się - czy ktoś z was faktycznie pracował z tym świadomie? Tzn. zidentyfikował energię swojego DC i próbował ją integrować, i obserwował co się działo z relacjami?
Ale to mnie bardziej dezorientuje niż wyjaśnia, szczerze. Czyli mapa mówi ci jednocześnie kilka różnych rzeczy o relacjach i masz sam zdecydować, które jest "właściwe"? Jak to praktycznie ugryźć??
Ale chwila bo tu jest ważne pytanie. Jeśli ta projekcja jest tak automatyczna i nieuświadomiona,to czy w ogóle można ją wychwycić zanim się wejdzie w relację? Bo te wszystkie mechanizmy brzmią sensownie z perspektywy czasu, ale czy astrologia może tu ostrzec z wyprzedzeniem??
A jak w takim razie odróżnić normalny etap zakochania,gdzie wszyscy trochę idealizują, od tej neptunowej projekcji DC? Bo brzmi jakby każda nowa miłość była z automatu projekcją, a to trochę przesadzone chyba?
To brzmi jakby każda relacja DCowa była skazana na porażkę, a tego chyba nie chcemy mówić bo to by było depresyjne. Czy jest jakaś wersja, w której ta dynamika jest zdrowa?
No ale jak to wygląda w praktyce, ta "gotowość"? Bo to brzmi pięknie w teorii, ale znam sporo osób, które chodzą na terapię latami i nigdy nie dochodzą do żadnej integracji DCowej energii. A relacja tymczasem albo trwa w bólu, albo się kończy.
To teraz mam inne pytanie,bo ta rozmowa mnie nakręciła. Czy jeśli dwie osoby mają wzajemne DC na swoich Ascendentach, czyli tzw. nakładka DC w synastrii, to ta projekcja jest obustronna? I czy to znaczy, ze konflikt jest wtedy podwójnie silny, czy może sie jakoś równoważy?
A mnie tu uderza coś innego. Rozmawiamy o projekcji,o DC, o tym kto kogo widzi ale cały czas zakładamy, że te mechanizmy działają niezależnie od woli. Czy można w ogóle świadomie wyjść z tej roli? Bo jeśli jestem "nośnikiem" czegoś dla partnera, to czy mogę mu powiedzieć wprost "hej, projektujesz" i to cokolwiek zmieni? 😛
Czytając tę rozmowę myślę, że gdzieś po drodze zaczęliśmy zakładać, że integracja DC zawsze musi być bolesna. A co jeśli są relacje, gdzie ta praca dzieje się bardzo organicznie, bez wielkich kryzysów? Albo czy takie relacje w ogóle istnieją przy mocnej nakładce DC?
Też mam to pytanie od jakiegoś czasu. Czy mocna dynamika DCowa zawsze oznacza, że będzie trudno? Bo znam parę, która jest razem dużo lat i wyglądają... normalnie, spokojnie. A mają właśnie takie wzajemne nakładanie się AC i DC. 🙁
Okej,ale to jest nieweryfikowalne, nie? Możemy powiedzieć o każdej parze albo "jeszcze nie weszli w kryzys" albo "już go przeszli". W ten sposób każdy przypadek pasuje do teorii. Jak astrologia radzi sobie z tym problemem?
Ale wtedy po co wogóle używać mapy do relacji? Jeśli nie możemy przewidzieć ani zagwarantować niczego konkretnego,to co nam daje synastria poza ładnym opisem po fakcie? 🙂
No, dokładnie tak to rozumiem. I wracając troche do tytułu tego wątku: jeśli DC to nie portret partnera, tylko opis energii relacyjnej, to mapa przestaje być wyrocznią "z kim ci będzie dobrze", a staje się mapą tego, z czym ty pracujesz w każdej bliższej relacji. To zmienia pytanie z "czy on mi pasuje" na "czy jestem gotowa spotkać to, co moje DC wywołuje".
Przepraszam, że wchodzę tu może z bardziej podstawowym pytaniem, bo śledzę tę rozmowę od dawna i jest dla mnie za szybka w kilku miejscach. Czy DC zawsze opisuje "ciemną" stronę, coś trudnego? Bo tu dużo mówicie o konflikcie, projekcji, pracy. A może DC może być też czymś po prostu pięknym, czego nam brakuje? 🙂
A mi się śniło niedawno coś, co chyba miało związek z tą energią, o której tu piszecie, taka postać która była do mnie podobna ale odwrócona, jakby lustrzana. Czy to mogłoby być symboliczne wyobrażenie DC? 😉
To jest dokładnie to pytanie,które powinniśmy sobie zadawać. I mam wrażenie, że większość ludzi zakłada, że DC przyciąga konflikt dlatego, że "taki jest ten człowiek z DC". A nie dlatego, że to my sami jesteśmy podzieleni wewnętrznie. Relacja tylko to ujawnia.
