Progresje Neptuna, Urana i Plutona są przez wielu astrologów pomijane właśnie z tego powodu. Jeden stopień w progresji wtórnej to rok życia, a te planety poruszają się tak wolno że w ciągu całego życia zrobią dosłownie parę stopni. Dlatego w progresji wtórnej liczy się głównie Słońce, Księżyc, Merkury i Wenus, ewentualnie Mars. Czarna Luna jest wyjątkiem bo choć wolna, to jednak coś robi w ciągu życia. Ale Neptun progresywny to może być na tym samym stopniu co w natalu przez całe urodziny.
To może naiwne ale powiem - właśnie to mnie gubi w całej tej metodzie. Czytam i rozumiem co piszecie o Słońcu progresywnym i Księżycu, ale kiedy pojawia się Czarna Luna progresywna to mi się miesza z natalną h12. Jak macie te dwa wykresy naraz na ekranie, czyli natal i progresja, to jak odróżniacie którą Czarną Luną się w danym momencie zajmujecie?
Ja mam może podstawowe pytanie bo nie jestem pewien czy dobrze to ogarniam. Jak Frydka mówiła wcześniej o trzech nogach analizy to w jednej z nich jest aspekt progresywnej h12 do natalnej planety. Ale czy mogą też być aspekty odwrotne, czyli tranzytująca planeta do progresywnej h12? Bo jakby logicznie myśleć to powinno działać w obie strony, no nie?
To mi chyba tłumaczy dlaczego te metody że sobą współpracują, a nie wykluczają się. Progresja pokazuje gdzie jesteś teraz z tym tematem, natal skąd to pochodzi, a tranzyt kiedy to uderza. Chyba zaczynam rozumieć po co w ogóle łączyć te dwa podejścia zamiast patrzeć na jedno.
Edytka powiedziała ważną rzecz i chcę ją podkreślić bo to chyba sedno całego wątku. Astrologia progresywna plus Czarna Luna to nie jest system który sam mówi co przeżyjesz. To jest język do opisania tego co już odczuwasz albo co ma dla ciebie sens. Jeśli ktoś szuka w tym kalendarza wydarzeń to raczej się rozczaruje. Ale jeśli szuka sposobu żeby zobaczyć własne wzorce z dystansu, to te dwa podejścia razem naprawdę coś dają.
Frydka, to co napisałaś na końcu chyba jest najważniejszą rzeczą w całym wątku. Ale mam pytanie - jeśli to jest głównie język do opisywania, a nie przewidywania, to po co w ogóle patrzeć na przyszłe progresje? Czy to nie jest wtedy trochę bez sensu, skoro i tak zrozumiesz dopiero po fakcie?
Ta analogia z pogodą mi się podoba, bo oddaje tę niepewność co do szczegółów. Ale mam notatki z kilku takich momentów u siebie i zastanawiam się - czy ten 'temat' który wychodzi przy progresji do Czarnej Luny jest zawsze związany z tym co symbolizuje planeta, czy z tym w jakim domu jest Czarna Luna natalna?
Ja bym się nie zgodziła z tym że oba działają tak samo mocno. Z mojego doświadczenia dom natalny Czarnej Luny jest ważniejszy, bo to jest ta podstawowa sfera gdzie masz wyparcie. Planeta która robi aspekt to bardziej styl uruchomienia niż treść.
Mogę się wtrącić z podstawowym pytaniem? Bo nie jestem pewien czy dobrze rozumiem czym jest ta 'sfera wyparcia' w praktyce. Szósta to zdrowie i praca, to co dokładnie jest w niej wyparte? Że ktoś ignoruje zdrowie? Czy to jest coś głębszego?
To ciekawe że mówicie o wyparciu, bo wydawało mi się że Czarna Luna to raczej coś co jest zablokowane zewnętrznie, nie wewnętrznie. Że to jest punkt gdzie spotykasz się z odrzuceniem że strony świata, a nie że strony siebie. Czy mieszam dwie różne interpretacje?
Mieszasz dwie szkoły i obie mają swoje racje. Jest podejście psychologiczne gdzie Czarna Luna to wewnętrzny cień, i jest podejście bardziej tradycyjne gdzie to jest punkt trudności i odbicia że strony otoczenia. W praktyce te dwa wymiary się nakładają - to co wyparłaś wewnętrznie często przyciąga podobne reakcje na zewnątrz.
Ale jeśli te dwa wymiary się nakładają, to jak w ogóle wiesz z którym masz do czynienia w danym momencie? Jak Saturn tranzytuje Czarną Lunę i masz trudności, to czy to jest twój wewnętrzny opór czy coś zewnętrznego? Brzmi jakby to było nierozróżnialne.
Mam wrażenie że im dłużej czytam ten wątek, tym mniej pewna jestem jak to stosować w praktyce. Tyle warstw, tyle wyjątków. Czy jest jakiś w miarę prosty punkt startowy dla kogoś kto chce zacząć pracować z progresją i Czarną Luną ale nie ma doświadczenia? Coś od czego w ogóle zacząć?
Przepraszam że wchodzę bo śledzę ten wątek od początku i jestem totalnie zielona w astrologii ale mam pytanie - czy Czarna Luna to jest to samo co Lilith? Bo widziałam oba symbole w różnych miejscach i nie wiem czy to jest to samo czy coś innego, a tu nikt tego nie wyjaśnił wprost
Właśnie, dobrze że Pati zapytała bo ja też to miałam w głowie. I teraz kolejna wątpliwość mi się pojawiła - skoro jest kilka Lilith, to w progresji progresujemy tę samą którą wzięliśmy do natalnego? Czy to jest oczywiste?
I tu wracamy do sedna całego wątku bo te różne Lilith to jest też jeden z powodów dla których opinie o użyteczności Czarnej Luny w progresji są tak podzielone. Jak jedni badacze używają Średniej a inni Prawdziwej, to ich obserwacje mogą nie być porównywalne i trudno wyciągać wspólne wnioski.
I właśnie dlatego ja zawsze zostaję przy Średniej. Przynajmniej jest przewidywalna i można ją sensownie progresować. Prawdziwa w progresji to już w ogóle jest temat sam w sobie, bo to apogeum skacze w tę i z powrotem i nie jestem pewna czy tradycyjna wtórna progresja w ogóle do niej pasuje jako metoda.
Czekaj, czyli wy sugerujecie że możliwe jest że progresowanie Czarnej Luny to jest po prostu błąd metodologiczny? Że może lepiej patrzeć tylko na transyty planet do natalnej Czarnej Luny zamiast w ogóle jej progresować?
Ale to znaczy że przez całą tę rozmowę założyliśmy że progresja Czarnej Luny jest możliwa i sensowna, a teraz wychodzi że to nie jest pewne? Trochę mi się to miesza. Jak mam w ogóle ocenić czy progresja aktywuje Czarną Lunę skoro nie wiemy czy metoda jest dobra?
Ale to chyba jest odpowiedź na moje wcześniejsze pytanie o punkt startowy? Czyli nie ma jednej zatwierdzonej metody i w sumie trzeba samodzielnie sprawdzić co daje wyniki u siebie?
A ja mam pytanie może głupie ale czy da się w ogóle sprawdzić z opóźnieniem? Jak mam datę urodzenia i wiem że w jakimś roku miałam duże zmiany, to mogę sprawdzić wstecz co robiły Lilith i transyty? Czy to nie ma sensu bo można sobie dopasować cokolwiek do czegokolwiek?
To wcale nie jest głupie pytanie. Analiza wsteczna ma swoje miejsce właśnie po to żeby kalibrować interpretacje, ale masz rację że jest pułapka. Jak już wiesz co się wydarzyło, mózg automatycznie szuka potwierdzenia w wykresie. Dlatego bardziej wartościowe jest jak zapiszesz co widzisz w wykresie zanim sprawdzisz co się wtedy działo.
Ale jak masz z góry hipotezę to też możesz ją potwierdzić bo jesteś na nią nastawiona. Serio, mam wrażenie że ten problem jest nie do ominięcia jeśli jesteś jednocześnie obserwatorem i obserwowaną osobą.
Dobra ale wróćmy do sedna tematu bo trochę nam uciekło. Mam konkretne pytanie: czy ktoś z tu piszących miał sytuację gdzie jednocześnie progresja dotknęła Czarną Lunę I był do niej silny tranzyt i coś konkretnego z tego wyciągnął? Bo dużo tu teorii a brakuje mi jednego konkretnego przykładu.
Ja próbowałam kiedyś taką metodę. Wypisałam sobie przed rokiem wszystkie kluczowe konfiguracje jakie miałam nadchodzić i robiłam notatki co się dzieje w tych oknach. Przy Czarnej Lunie miałam dwa momenty zaznaczone. Jeden był wyraźny, drugi przeszedł bez echa. Ale nawet to nie jest czyste, bo sama decydujesz które konfiguracje wpisać jako kluczowe.
Trudno opisać bez zbytniej psychologizacji. Powiedzmy że pojawił się temat który zwykle omijałam szerokim łukiem i nagle byłam zmuszona się z nim skonfrontować. Nie dramatycznie, ale wyraźnie. Czarna Luna to dla mnie w praktyce to: co tłumisz, co wychodzi kiedy nie chcesz. I w tym oknie właśnie to miałam.
Hej, czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie może zbyt podstawowe. Czy Czarna Luna to jest zawsze ten temat który tłumimy, czy to zależy od znaku i domu w którym stoi natalna? Bo jak stoi na przykład w Pannnie w szóstym, to co to oznacza że tłumimy?
