Gotowe afirmacje z internetu mają tę wadę że są pisane pod ogół, a każdy z nas ma inną historię, inne blokady, inny język wewnętrzny. Poza tym w różnych tradycjach ezoterycznych afirmacja powinna uwzględniać aktualny stan energetyczny osoby, nie tylko cel. Jak mówisz coś co jest za daleko od twojej aktualnej energii, to tworzy dysonans.
A jak wrócić do języka z tego co tu omawiamy - to znaczy czy te 'afirmacje mostkowe' o których piszesz Kabalista powinny być po polsku czy nie ma to znaczenia na tym etapie?
Zgadzam się z tym co napisała Kryska57 i dodam jeszcze jeden kąt - jeśli ktoś mieszał języki głównie z przyzwyczajenia albo bo tak miał napisane w jakimś kursie, a nie z wyboru, to powrót do plateau jest świetnym momentem żeby się zastanowić nad tym od nowa. Nie jako problem do naprawienia, ale jako zaproszenie do świadomego podjęcia decyzji: w jakim języku ja naprawdę chcę z sobą rozmawiać.
A czy to plateau może się pojawić szybciej przy mieszaniu języków niż przy jednym języku? Bo z tego co tu czytam, to mieszanie chyba wymaga więcej uwagi żeby nie wpaść w automatyzm.
Dodam do tego co Kryska57 napisała - w tradycjach wedyjskich też jest to znane. Mantry tracą moc kiedy stają się nawykiem bez intencji. Dlatego nauczyciele zalecają przerwy albo zmianę kontekstu, nie koniecznie samej treści. To samo powinno dotyczyć afirmacji niezaleznie od języka.
Czyli rozumiem że jak ktoś od dziecka słyszał np. angielski w domu równolegle z polskim, to angielski też może mieć ten podwójny ładunek? Zastanawiam się bo znam osoby dwujęzyczne i u nich to pewnie wygląda zupełnie inaczej.
Mam wrażenie że dużo tu mówimy o angielskim jako tym 'drugim języku', ale wątek jest o wielojęzycznych afirmacjach szerzej. Czy ktoś próbował afirmacji np. po łacinie, w sanskrycie albo w innym języku który nie jest codziennym? Ciekawi mnie czy tam działa to inaczej bo nie ma emocjonalnego obciążenia ani w jedną ani w drugą stronę.
Próbowałam raz afirmacji po łacinie - z ciekawości, nie z przekonania. Efekt był taki że byłam bardzo skupiona na wymowie i w ogóle nie słyszałam treści. Może ktoś z większą praktyką językową miałby inne doświadczenie, ale u mnie to był bardziej trening wymowy niż praca z przekonaniami.
A co z afirmacjami napisanymi, nie mówionymi? Bo tutaj cały czas mówimy o wypowiadaniu, a ja gdzieś czytałem że pisanie własnym pismem ma inne działanie niż mówienie. Czy przy pisaniu też ma znaczenie język - czy może wtedy bardziej liczy się co piszesz niż w jakim języku?
A wracając do tego łaciny i sanskrytu co pytałam - to co Pajeczyna napisała o skupieniu na wymowie to mnie zatrzymało. Bo jeśli język niecodzienny sprawia że jesteś tak pochłonięty formą że nie słyszysz treści, to może właśnie o to chodzi? Tzn. może to nie błąd tylko inny rodzaj skupienia. Nie wiem, ale mam wrażenie że to jest ciekawy trop.
możliwe, ale nie nazwałabym tego skupieniem na treści - to było skupienie na technice. Są to dwa różne stany. Kiedy skupiasz się na tym żeby nie przekręcić słowa, to nie przetwarzasz znaczenia. To trochę jak czytanie tekstu w obcym piśmie - możesz składać litery, ale nie ma w tym żadnego przepływu. Nie twierdzę że to niemożliwe do przepracowania, ale wymaga sporego czasu z tym językiem zanim zadziała inaczej.
Wchodzę tu z boku bo ta dyskusja o kierunkach jest dla mnie trochę abstrakcyjna w praktyce. Mam pytanie bardziej użytkowe: czy ktoś z was przy plateau probował zmienić język nie dlatego że wierzył w wyższy efekt, ale żeby po prostu wyrwać sie z automatu? I czy samo to mechaniczne zerwanie z rutyną cokolwiek zmieniło, nawet jeśli nowy język był nieideany?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i zastanawiam się czy nie jest tak, że samo pytanie 'zmienić język czy treść' zakłada że wiemy co nie działa. A co jeśli problem jest zupełnie gdzie indziej - np. w porze dnia kiedy to robimy, w nastroju, w tym że robimy to za szybko? Czy ktoś tu sprawdzał te rzeczy zanim sięgnął po zmianę języka?
Mam wrażenie że w tej dyskusji trochę umknął jeden wątek - Rysiek82 pytał o mieszanie języków w formie pisanej. Mnie to też zastanawia od strony czakr, bo kiedy piszesz ręcznie to jest zaangażowane całe ciało inaczej niż przy mówieniu. Czy jeśli ktoś prowadzi dziennik afirmacji i pisze je w dwóch językach naprzemiennie, to jest to według was inna kategoria niż mówienie?
Czytam ten wątek i mam takie proste pytanie z innej strony - czy ktoś tu w ogóle mówi o afirmacjach w gwarze albo języku regionalnym? Nie mam na myśli obcego języka, ale swoją własną mowę z dzieciństwa. Bo u mnie parę słów po śląsku ma zupełnie inny ciężar niż te same słowa po polsku literackim i zastanawiam się czy to nie jest podobne do tego o czym tutaj rozmawiacie.
Mam wrażenie że ta dyskusja od jakiegoś czasu kręci się wokół pytania: skąd wiedzieć co nie działa. I szczerze - czy ktoś z was to kiedykolwiek sprawdzał jakoś metodycznie? Czy raczej chodzi o wyczucie że coś przestało działać i wtedy eksperymentuje się z zmianą?
u mnie to czyste wyczucie, żadnej metody. Ale zastanawiam się czy w ogóle da się to zmierzyć inaczej niż obserwując zmiany w samopoczuciu i zachowaniu przez dłuższy czas. Tzn. jakiego wskaźnika byś użyła żeby powiedzieć że afirmacja działa albo przestała działać?
Wracam do wątku który pojawił się wcześniej i trochę umknął - Halinka55 pytała o gwarę i to mnie uderzyło. Myślę że to jest inny rodzaj pytania niż całe to porównanie polskiego z angielskim. Gwara to nie jest obcy język, to jest wersja własnego języka, która może mieć bardzo konkretne zakorzenienie w ciele i w pamięci. Czy ktoś faktycznie to testował długoterminowo, nie tylko jako jednorazowy eksperyment?
Czytam ten wątek od dawna i mam pytanie może bardzo podstawowe: czy mieszanie języków w jednej afirmacji, tzn. dosłownie w jednym zdaniu część po polsku część po angielsku, to jest w ogóle praktykowane przez kogoś tutaj? Bo całość dyskusji dotyczy raczej przełączania się między językami w różnych sesjach lub afirmacjach, ale nie mieszania w obrębie jednego zdania.
Trochę z innej strony - Kabalista pisał wcześniej o mantrach bijakowych i o tym że działają przez dźwięk i tradycję, nie przez znaczenie słownikowe. Zastanawia mnie czy to nie jest argument za tym że sam język jest mniej ważny niż myślimy, a liczy się raczej spójność praktyki i intencja. Tzn. czy ktokolwiek widzi tu realne przeciwskazanie do praktykowania w języku który nie jest ojczystym, poza kwestią głębokości emocjonalnej?
myślę że raczej więcej możliwości, ale niekoniecznie w sensie że każdy język działa tak samo głęboko. Znam osoby dwujęzyczne które twierdzą że jeden język jest u nich bardziej emocjonalny a drugi bardziej analityczny, nawet jeśli oba są ojczyste. To by znaczyło że mogą dobierać język do rodzaju afirmacji - jedne bardziej uczuciowe, inne bardziej dotyczące konkretnych celów.
Właśnie pomyślałam że cały wątek o plateau i odświeżaniu praktyki sprowadza się trochę do jednego: kiedy afirmacja przestaje działać, szukamy technicznych rozwiązań - zmiana języka, zmiana pory, zmiana formy - a może warto najpierw sprawdzić czy sam cel afirmacji jest nadal aktualny. Bo może plateau oznacza że ta konkretna praca jest skończona, nie że technika się zużyła.
chodzi mi o to że afirmacja 'jestem spokojna' ma zupełnie inny efekt kiedy rzeczywiście dążysz do spokoju niż kiedy powtarzasz ją z przyzwyczajenia bo tak zaczęłaś rok temu. Cel może się zmienić a afirmacja zostaje ta sama. I wtedy żadna zmiana języka nie pomoże bo problem jest głębiej - po prostu ta afirmacja już nie opisuje tego czego naprawdę szukasz.
Właśnie czytam te ostatnie posty i zastanawiam się nad swoją sytuacją. Mam jedną afirmację którą powtarzam chyba od roku i nigdy nie myślałam żeby sprawdzać czy cel jest nadal aktualny. Czy to normalne że przez taki czas człowiek tego nie weryfikuje?
Mam może naiwne pytanie do całej dyskusji - czy ktoś próbował pisać afirmacje zamiast mówić? I czy zmiana z mówionej na pisaną albo odwrotnie działa podobnie jak zmiana języka, tzn. rozbija automatyzm?
A wracając do tematu języka - bo trochę zeszliśmy na formę. Padło tutaj wcześniej że osoby dwujęzyczne mogą mieć jeden język bardziej emocjonalny a drugi analityczny. Czy ktoś świadomie to wykorzystał? Tzn. wybrał język do afirmacji właśnie dlatego że jest u niego bardziej emocjonalny, nie dlatego że jest 'duchowy' albo brzmi poważnie?
a co jeśli ktoś chce obu? Tzn. i zmienić przekonanie i przy okazji mieć to dobre odczucie w trakcie. Czy to jest sprzeczne czy można to połączyć w jednej praktyce?
