Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Pracuję nad zmianą zawodu - chcę przejść z pracy biurowej do czegoś kreatywnego, ale wciąż myślę o sobie jako o 'tej od Excela'. Czytałam, że afirmacje mogą pomóc w zmianie postrzegania siebie, ale nie wiem, jak to działa, kiedy stara wersja siebie jest jeszcze żywa. Czy można afirmować nową tożsamość, zanim ona w ogóle istnieje? Czy nie jest to zwykłe okłamywanie siebie?
To pytanie o granicę między afirmacją a autosugestią, które nurtuje chyba każdego, kto zaczyna tę pracę. Ja się z tym mierzyłam przy zmianie stylu życia. Kluczowe dla mnie było to, żeby afirmacja nie brzmiała jak zaprzeczenie temu, co jest, tylko jak opis kierunku. Zamiast 'jestem artystką' - 'coraz śmielej wyrażam siebie przez twórczość'. Czy próbowałaś budować je w ten sposób?
No właśnie, i tu jest pułapka. Jeśli afirmujesz coś, w co absolutnie nie wierzysz, mózg to odrzuca jak fałszywy sygnał. To zbadane. Powinna działać przez wibrację - jak wysyłasz energię niezgodną z tym, co czujesz, to ta afirmacja odbija się od twojego pola energetycznego. Trzeba najpierw wyrównać częstotliwości, a potem dopiero afirmować nową tożsamość.
dobra reguła, którą stosuję: afirmacja powinna wywoływać lekki opór, ale nie śmiech. Jeśli myślisz 'to niemożliwe' - za daleko. Jeśli myślisz 'hmm, może...' - jesteś w dobrym miejscu. Chodzi o to, żeby umysł miał skąd zacząć budować mostek między tym, co jest, a tym, co chcesz.
Mnie zastanawia jedna rzecz w tym, co piszesz, Milenka. Piszesz, że stara tożsamość 'jest wciąż żywa' - ale co konkretnie przez to rozumiesz? Że wracasz myślami do starego zawodu? Że inni wciąż tak cię postrzegają? Że sama sobie tak mówisz? Bo to trzy różne problemy i każdy wymaga trochę innego podejścia przy afirmacjach.
Słucham tej rozmowy i mam podobny problem, tylko u mnie to nie zawód, a styl bycia - byłam bardzo zamknięta w sobie i chcę to zmienić. Próbowałam afirmacji w stylu 'jestem otwarta i towarzyska', ale po kilku dniach przestałam, bo czułam się głupio, powtarzając to przed lustrem. Czy to normalne, że na początku jest tak dziwnie?
Wchodzę do rozmowy, bo to mnie też dotyczy. Miałam etap, kiedy afirmowałam zupełnie nową siebie - i przez długi czas czułam coś w rodzaju rozdwojenia. Jakby jedna część mnie rozumiała, dokąd zmierza, a druga ciągnęła do tyłu. Nie wiedziałam wtedy, czy to naturalny etap przejścia, czy znak, że robię coś źle. Czy ktoś miał podobnie?
to 'nie masz do tego prawa' to nie jest problem z afirmacją, to jest przekonanie korzeniowe. Afirmacja nałożona na przekonanie korzeniowe działa jak tynk na mokrą ścianę - nie trzyma. Czy próbowałaś najpierw popracować nad samym tym przekonaniem, zanim zaczniesz afirmować nową wersję siebie?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mnie to 'przekonanie korzeniowe' zatrzymało. Co to znaczy w praktyce? Jak się do niego w ogóle dobieramy, skoro często go nawet nie widać?
Słucham i mam wątpliwość. Mówicie o afirmacjach tak, jakby to był sprawdzony mechanizm. Ale ile z tego jest efektem placebo, a ile realną zmianą? Jak ktoś zaczyna myśleć lepiej o sobie po afirmacjach, to skąd wiemy, że to afirmacje, a nie po prostu czas albo inne zmiany w życiu?
A wracając do tego, co mówiłam o sobie - próbowałam tego, co sugerowała Szafranka, żeby afirmować jak się chcę czuć, nie kim chcę być. I to trochę pomogło. Ale mam problem, że kiedy jestem w sytuacji towarzyskiej i mi idzie źle, to potem wracam do domu i te afirmacje brzmią jak kpina. Jak sobie z tym radzić, żeby nie tracić wszystkiego przy pierwszej trudnej chwili?
Milenka, czytam to, co pisałaś wcześniej o tym poczuciu, że 'nie masz do tego prawa', i bardzo to rozumiem. U mnie to było podobne - przez długi czas myślałam, że chcę się zmienić, ale gdzieś w środku traktowałam tę zmianę jako coś, co mi się nie należy. Jakby były jakieś niepisane zasady, kto może kim być. Czy ty też masz coś takiego?
to poczucie braku pozwolenia, o którym piszesz - to jest klasyczny blok karmiczny. Dusza ma zakodowane wzorce z poprzednich żyć i kiedy próbujesz wyjść poza nie, pojawia się opór właśnie takiego rodzaju. Afirmacje mogą pomóc, ale przy bloków karmicznych często potrzeba głębszej pracy, np. regresji.
Szczerze? Nie wiem, kiedy to się zaczęło. W domu zawsze byłam tą 'konkretną', 'praktyczną'. Kreatywność była dla kogoś innego - dosłownie, dla mojej siostry. Może tam gdzieś to siedzi. Ale nie wiedziałam, że forum o afirmacjach zaprowadzi mnie do rozmowy o rodzinie.
Ale właśnie o to chodzi - afirmacja 'jestem osobą kreatywną' nie przeskoczy czegoś, co jest ułożone w ciebie od lat przez otoczenie. Nie mówię, że nie zadziała nigdy, ale rozumiem, dlaczego coś w tobie mówi 'to nie dla ciebie'. To nie jest irracjonalne, to jest odpowiedź na konkretną historię.
I to jest chyba clou tego tematu, do którego ciągle wracamy. Afirmacja o nowej tożsamości działa inaczej niż afirmacja o nowym nawyku. Nawyk jest zewnętrzny - wstaję o szóstej, ćwiczę. Tożsamość jest przypisana do tego, kim 'wolno mi być'. I to jest inne piętro problemu.
Dobra, przyjmuję to rozróżnienie. Ale mam dalej jedno pytanie - czy 'staję się osobą kreatywną' nie jest dalej afirmowaniem czegoś, czego nie ma? Bo jeśli nie mam dowodów na to, że 'staję się', to wciąż mówię coś, w co nie wierzę. Gdzie jest granica między afirmacją a po prostu kłamstwem w lepszym opakowaniu?
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się - czy to w ogóle ma znaczenie, jak to nazwiemy? Blok, przekonanie, narracja... Efekt jest ten sam. Ja wiem, że gdzieś to siedzi, i wiem, że te afirmacje w stylu 'jestem kreatywna' nie działają. Spróbuję tego trybu procesowego, o którym mówi Irenka. Ale mam pytanie - jak długo czekać, żeby zobaczyć czy coś się zmienia?
nie ma jednej odpowiedzi, bo to zależy od tego, jak głęboko zakorzenione jest przekonanie i jak często je powtarzasz. Ale jeśli po kilku tygodniach regularnego powtarzania nic się nie zmienia w tym, jak reagujesz na sytuacje, to warto się zastanowić, czy afirmacja dociera do właściwego miejsca - czy tylko 'przykrywa' to, co pod spodem.
Wracam do tego, co powiedziała Milenka o rozmowie o rodzinie - że nie spodziewała się tego tutaj. I myślę, że właśnie to jest clou afirmacji na zmianę tożsamości: one zawsze gdzieś dochodzą do miejsca, gdzie zadajesz sobie pytanie, kto w ogóle zdecydował, że jesteś 'taka, a nie inna'. I to pytanie jest trudniejsze niż sama afirmacja.
To, co piszecie, bardzo mi pomaga poukładać. Chyba przez te tygodnie szukałam jakiegoś gotowego zestawu afirmacji, który zadziała, a tymczasem wychodzi na to, że to jest bardziej osobista robota niż myślałam. Ta różnica między 'jestem' a 'staję się' - spróbuję. I ta obserwacja reakcji, nie słów. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Mam jeszcze jedno pytanie, bo zostało niezamknięte - co z sytuacją, kiedy ta 'stara tożsamość' jest ważna dla kogoś bliskiego? Milenka mówiła, że w domu była 'tą praktyczną'. Czy afirmowanie nowej wersji siebie nie tworzy jakiegoś napięcia, jeśli otoczenie nadal traktuje cię po staremu i wciąż aktywuje ten stary obraz?
Mam jeszcze jedno pytanie, bo zostało niezamknięte - co z sytuacją, kiedy ta 'stara tożsamość' jest ważna dla kogoś bliskiego? Milenka mówiła, że w domu była 'tą praktyczną'. Czy afirmowanie nowej wersji siebie nie tworzy jakiegoś napięcia, jeśli otoczenie nadal traktuje cię po staremu?
Właśnie o to mi chodziło z tym pytaniem o otoczenie - bo moja mama naprawdę bardzo ceni tę moją 'praktyczność'. I kiedy próbuję mówić o zmianie, to ona pyta 'a co z tym, co już umiesz?', jakby to się wzajemnie wykluczało. Czy afirmować 'mogę być kreatywna I praktyczna' ma sens, czy to jest zbyt skomplikowane zdanie?
To ma sens i to jest nawet dobry kierunek. Afirmacja nie musi kasować tego, co było - może rozszerzać. 'Jestem osobą, która łączy praktyczność z kreatywnością' jest uczciwa, bo nie zaprzecza czemuś, co naprawdę masz. A dla twojego umysłu to zdanie nie aktywuje oporu, bo jedna część - praktyczność - jest już znana i bezpieczna.
Czytam od początku i mam pytanie, które może być głupie, ale nie rozumiem jednej rzeczy - jeśli afirmujemy 'staję się', to w którym momencie przestajemy mówić 'staję się' i zaczynamy mówić 'jestem'? Czy to w ogóle jest ważne, czy można zostać na 'staję się' w nieskończoność?
Właśnie to jest dla mnie najbardziej pomocne w tej rozmowie - że nie ma jakiegoś jednego właściwego momentu, że to jest ruch, a nie przełącznik. Spróbuję zacząć od tego zdania o praktyczności i kreatywności razem, i zobaczyć, jak to siedzi. Dziękuję wszystkim za tę rozmowę - naprawdę dała mi więcej do myślenia niż się spodziewałam.
