Słucham tej rozmowy i zaczynam rozumieć czemu moja roczna afirmacja przestała działać. Chyba nigdy nie wiedziałam do której kategorii ją zaliczyć. Po prostu powtarzałam bo przeczytałam że tak się robi. Czy to znaczy że muszę zacząć od początku i najpierw zdecydować jaki mam cel, a potem dopiero dobrać afirmację?
Przepraszam że się wtrącam, bo jestem tu bardziej z ciekawości. Ale to co czytam brzmi jakby afirmacje były bardziej psychologiczne niż... ezoteryczne? Tzn. tu się mówi o przekonaniach, celach, formie - to brzmi jak terapia a nie magia. Czy to jest tak po prostu czy mnie coś umknęło?
Wracając do tematu wielojęzyczności który gdzies sie zagubił w ostatnich postach - mam takie doswiadczenie że jak przestawiłam się na włoski (uczę się go od jakiegoś czasu), to afirmacja którą znałam po polsku na pamięć nagle wymagała ode mnie uwagi. Musiałam sie skupić na każdym słowie. I to chyba był ten efekt o którym pisała Kryska na początku - że zmiana języka rozbija automatyzm. Ale trwało to może miesiąc, potem włoski też stał się zbyt znajomy.
A jeśli ktoś nie zna żadnego innego języka na tyle żeby go używać do afirmacji, to co mu wtedy zostaje jako sposób na rozbicie automatyzmu? Pytam szczerze, bo nie każdy jest poliglotą.
Dodam do tego co Kryska napisała - zmiana osoby gramatycznej też robi dużo. Afirmacja w pierwszej osobie 'jestem spokojna' jest inna niż w drugiej osobie 'jesteś spokojna' mówiona do siebie w lustrze. Część osób reaguje silniej na tę drugą formę, bo brzmi jak coś co mówi ktoś z zewnątrz. To nie jest żaden ezoteryczny trik, po prostu inaczej dociera.
