Siedzę nad tym od jakiegoś czasu i nie mogę się zdecydować, jak formułować swoje afirmacje. Bo z jednej strony słyszę, że mają być bardzo konkretne - 'zarabiam 8000 zł miesięcznie do marca', 'jestem w szczęśliwym związku z osobą, którą poznaję na wiosnę'. Z drugiej strony mam wrażenie, że jak za bardzo przypinam datę i kwotę, to zaczyna mnie to bardziej stresować niż motywować. Chciałam zapytać, jak wy to robicie - czy trzymacie się konkretu, czy wolicie zostawić sobie furtkę?
To jest jedno z tych pytań, gdzie odpowiedź 'to zależy' jest jedyną uczciwą. Konkretność w afirmacji daje umysłowi wyraźny obraz do pracy - mózg lepiej przetwarza coś namacalnego niż abstrakcję. Ale jest jeden warunek: ta konkretna wersja musi ci nie wywoływać napięcia. Jak czujesz ścisk w klatce na samą myśl o kwocie czy dacie, to afirmacja zaczyna działać przeciwko sobie - zamiast otwierać, zamyka. Ogólna wersja bywa lepszym punktem startowym, dopóki nie masz wewnętrznego luzu wobec tego, czego chcesz.
Ale jak to - ogólna wersja? Czytałam, że afirmacja musi być precyzyjna, inaczej podświadomość nie wie, co ma realizować. Jak powiem 'mam dużo pieniędzy', to co to znaczy dla podświadomości? Może uznać, że wystarczy mieć 50 zł w portfelu.
To, co pisze Anahata o moście i przepaści - to czuję na własnej skórze. Kiedyś robiłam bardzo szczegółowe afirmacje i po tygodniu je porzucałam, bo wywoływały frustrację zamiast spokoju. Dopiero jak zaczęłam pisać ogólniej, to coś zaczęło 'chodzić'. Ale mam pytanie do Anahaty - czy to znaczy, że nigdy nie powinno się używać konkretnych dat lub kwot? Bo gdzieś mi się kręci po głowie, że przy celach zawodowych konkret może jednak pomóc.
Nie powiedziałam 'nigdy'. Konkret ma sens, gdy dwa warunki są spełnione jednocześnie: po pierwsze, masz już jakieś przekonanie, że to możliwe, po drugie, konkret cię nie blokuje, tylko organizuje. Przy celach zawodowych - tak, data projektu, awansu, konkretna umiejętność - to działa lepiej, bo mózg ma coś do chwycenia. Ale i tutaj testuj zawsze przez ciało: powiedz afirmację głośno i sprawdź, czy się rozluźniasz, czy spinasz.
A czy to nie jest tak, że jak zostawiamy afirmację zbyt ogólną, to sami sobie robimy wymówkę żeby nie działać? Bo niby 'żyję w spokoju finansowym', ale co to znaczy - nie ma żadnego celu do sprawdzenia, czy cokolwiek się zmieniło.
Przepraszam, że się wtrącę - czytam was od jakiegoś czasu i mam pytanie może trochę z innej beczki. Czy afirmacje ogólne dotyczące emocji, na przykład 'jestem spokojna', 'czuję harmonię' - działają inaczej niż te dotyczące celów zewnętrznych jak pieniądze czy praca? Bo mam wrażenie, że w tych emocjonalnych łatwiej mi uwierzyć.
To ciekawe, co piszesz Anahata. Ja zawsze myślałam, że afirmacja musi opisywać fakty, które chcemy osiągnąć - czyli przyszłość mówiona w czasie teraźniejszym. Ale czy jeśli mówię 'jestem spokojna' i w ogóle nie czuję spokoju, to nie jest po prostu kłamstwo, które podświadomość odrzuci?
Słucham tej dyskusji i próbuję zrozumieć jedną rzecz - jak w ogóle sprawdzić, czy afirmacja działa? Mam na myśli: po czym poznać, że podświadomość ją 'przyjęła', a nie tylko mechanicznie przetwarza dźwięk?
A ja mam pytanie bo chyba robię coś nie tak - czy powinno się mieć jedną afirmację na raz, czy można kilka jednocześnie? Bo czytałam gdzieś, że za dużo naraz rozprasza uwagę, ale nie wiem czy to reguła czy opinia.
Dobra, ale to teraz mam pytanie do wszystkich - bo wróciłam myślami do początku. Anahata mówiła o tym, że afirmacja powinna zaczynać się od czegoś, w co trochę wierzysz, i 'rozciągać o krok'. Ale ile to jest 'krok'? Bo jak chcę zarabiać pięć razy więcej niż teraz, to czy robię pięć małych afirmacji, czy jedną większą?
Właściwie to mam pytanie do całej dyskusji - czy wyobrażenia, które pojawiają się podczas afirmacji, też powinny być konkretne? Bo jak mówię sobie 'jestem spokojna', to w głowie mam jakiś rozmyty obraz siebie przy herbacie. Czy to wystarczy, czy to obrazowanie też wymaga doprecyzowania?
Mam takie doświadczenie, że jak próbuję sobie wyobrażać coś konkretnego, to bardziej skupiam się na tym, żeby dobrze wyobrazić, niż na samym odczuciu. I potem wychodzi z tego napięcie zamiast spokoju. Czy ktoś miał podobnie?
Ale właśnie - i tu wracamy do punktu wyjścia. Jeśli afirmacja jest 'mam wystarczająco', to jak stwierdzić, że zadziałała? Bo 'wystarczająco' to dla każdego co innego. Czy to nie jest ucieczka od odpowiedzialności za konkretny cel?
Słucham tego wszystkiego i mam wrażenie, że afirmacje to trochę jak nastawianie się przed ważnym spotkaniem. Mówisz sobie 'dam radę' zanim wejdziesz - i to coś zmienia w postawie. Czy to jest właśnie ten mechanizm, czy to zbyt uproszczone?
A mam pytanko - czy afirmacje można mieć w formie pytanai? Czytałam gdzis, ze pytanie otwarte lepiej działa niż twierdzenie, bo umysł zaczyna szukać odpowiedzi. Na przykłąd 'dlaczego jestem taka pewna siebie' zamiast 'jestem pewna siebie'. Coś w tym jest?
Wracając do tego, co mówiła Czesia o emocjach przy obrazie - zastanawiam się, czy to znaczy, że osoby, które słabiej wizualizują, mają trudniej z afirmacjami? Bo ja jak zamykam oczy, to często nie mam żadnego obrazu, jest czarno. Czy to dyskwalifikuje całą metodę?
A wracając do tego nagrywania - mam pytanie praktyczne. Jak długo takie nagranie powinno trwać? Bo wyobrażam sobie, że jak nagrasz trzy minuty swojego głosu i słuchasz tego codziennie, to po tygodniu chyba mózg zaczyna to ignorować jak tapetę na ścianie?
A jak to jest z afirmacjami przed snem? Slyszalm ze wtedy umysł jest bardziej otwarty i lepiej wchodzi. Czy lepiej mówić je głosem czy w myślach jak już się lezy?
Mnie zastanawia jedno - czy to ma znaczenie, w jakiej pozycji ciała się to robi? Stojąc, siedząc, leżąc? Pytam, bo zauważyłem, że jak stoję prosto i mówię coś do siebie, to czuję się inaczej niż jak leżę i mruczę to pod nosem.
Słyszę w tej rozmowie dużo o technikach, ale mało o tym, skąd wiadomo, że afirmacja jest w ogóle dobrana do właściwego problemu. Bo można idealnie nagrać, wybrać świetną pozycję, odpowiedni czas dnia - i pracować miesiącami nad nie tym, co trzeba.
To brzmi jak coś, co łatwo zacząć i ciężko skończyć, bo można schodzić coraz głębiej bez końca. Czy jest jakiś moment, w którym mówisz: OK, tu jest źródło, to adresuję?
A ile czasu to właściwie zajmuje, zanim afirmacje zaczną realnie działać? Bo czytam o tych kilku tygodniach, ale już trzeci tydzień i nie czuję żadnej różnicy.
Właśnie - to wróci do początku całej dyskusji. Bibianna ma wyniki po trzech tygodniach zerowe, ale nie wiemy, czy problem jest z tym, że afirmacja jest za ogólna, czy za konkretna, czy w ogóle nie adresuje właściwego przekonania. Jak to ocenić z zewnątrz bez znajomości treści?
Ale jak mówisz 'jestem pewna siebie', a wiesz, że to nieprawda, to czy mózg nie odrzuca tego automatycznie? Czytałam, że jak afirmacja jest za daleko od rzeczywistości, to wywołuje wewnętrzny sprzeciw i działa odwrotnie.
O, to właśnie ta technika z pytaniami o której pisałam wczesnij może tu pomoc? Zamiast 'jestem pewna siebie' pytasz 'dlaczego czuje się tak pewna siebie?' i mózg nie sprawdza czy to prawda, tylko szuka odpowiedzi?
Właśnie tu widzę największy problem z gotowymi zestawami afirmacji z internetu. Ktoś je pisze dla ogółu, a ogół ma różne punkty startowe. Jedna osoba startuje z lekkiego zwątpienia, inna z bardzo głębokiego przekonania, że jest nikim. I te same zdania dla obu działają zupełnie inaczej.
