Mam taki problem, że kompletnie blokuję się w towarzystwie. Nie chodzi mi o wielkie sytuacje, ale o te małe - że ktoś spojrzy i już mi się nogi trzęsą, bo myślę co o mnie myśli. Czytałam, że afirmacje mogą pomóc na strach przed oceną innych. Czy ktoś z was to stosował i czy w ogóle ma to sens przy takim lęku? Bo sama nie wiem, od czego zacząć.
Ten temat jest mi bardzo bliski, bo sama przez to przechodziłam. Zaczęłam od prostych zdań, dosłownie kilku słów - 'moje zdanie jest ważne', 'czuję się swobodnie wśród ludzi'. Powtarzałam rano po przebudzeniu, zanim mózg zdążył wejść w tryb zamartwiania się. Pierwsze efekty poczułam po jakichś trzech tygodniach, ale to było subtelne, nie żaden przełom.
Trzy tygodnie to realny czas jeśli człowiek jest konsekwentny. Ale chcę zapytać o jedną rzecz, bo widzę to często - czy podczas tych afirmacji naprawdę wierzysz w to co mówisz, czy po prostu mechanicznie recytujesz? Bo jeśli w środku masz 'no tak, ale to i tak nieprawda', to efekt będzie bardzo słaby albo żaden. Mózg nie jest głupi i nie da się go oszukać pustymi słowami.
to jest bardzo częsty błąd i cieszę się, że o tym mówisz. Nie zaczynaj od stwierdzeń, w które kompletnie nie wierzysz - mózg to odrzuci jak ciało odrzuca przeszczep. Zamiast 'jestem pewna siebie' spróbuj 'zaczynam czuć się coraz pewniej' albo 'uczę się być sobą wśród innych'. To zdania, które są prawdziwe nawet na początku drogi. Nie musisz twierdzić, że już jesteś w miejscu, do którego dążysz.
Dorzucę swoje trzy grosze. Pracowałam kiedyś z tym tematem i odkryłam, że samo powtarzanie to za mało. Dobrze działa połączenie afirmacji z jakimś gestem albo oddechem. Zaczerpnięcie powietrza przed zdaniem i powolny wydech po nim - to nie jest mistyka, to po prostu fizjologia. Układ nerwowy trochę się wycisza i zdanie ma większą szansę przebić się przez ten wewnętrzny szum.
Może to głupie pytanie, ale co właściwie sprawia, że to działa? Czy to tylko autosugestia, czy jest w tym coś więcej? Nie rozumiem mechanizmu i dlatego trudno mi w to uwierzyć.
Powiem szczerze - mam mieszane odczucia wobec samych afirmacji jako techniki izolowanej. Znam ludzi, którzy powtarzali je latami i nie zmienili nic, bo lęk przed oceną ma często głębsze korzenie - wcześniejsze doświadczenia, środowisko, schematy wyniesione z domu. Afirmacja bez pracy nad tym podłożem to jak smarowanie maścią złamanej kości. Działa jako uzupełnienie, nie jako główna metoda.
A czy ktoś wie, czy lepiej afirmacje pisać czy mówić? Widziałam gdzieś, że pisanie ręcznie ma dodatkowy efekt, bo angażuje inne obszary mózgu. Nie wiem, czy to prawda.
To ciekawe co piszesz o uwadze. Bo ja jak powtarzam na głos, to po chwili moje myśli są zupełnie gdzie indziej, a usta mówią same. Jak temu zaradzić? Może krótsze zdania?
Krótsze zdania tak, ale też mniejsza liczba afirmacji na raz. Widzę często, że ludzie robią sobie listę piętnastu zdań i powtarzają hurtem. Efekt jest taki, że żadne nie trafia głębiej. Lepiej jedno albo dwa, ale z pełną uwagą i przez dłuższy czas - kilka tygodni minimum. Jak poczujesz zmianę, możesz dołożyć następne.
I jeszcze jedno, bo mi to kiedyś mocno pomogło - zanim zaczniesz mówić afirmację, na chwilę przypomnij sobie jakąś sytuację, kiedy naprawdę czułaś się swobodnie wśród ludzi. Choćby drobną, nieważną. To daje ciału punkt odniesienia i afirmacja nie trafia w próżnię, tylko zaczepia się o coś realnego. Jak nie masz takiego wspomnienia - wyobraź sobie scenę. Mózg i tak traktuje wyobrażone jak przeżyte, jeśli jest wystarczająco żywe.
Jedno pytanie do Szeptucha, bo rozumiem logikę z tym przeszczepem, ale co to znaczy w praktyce, że mózg 'zmienia tor myślenia'? Czy to jest tak, że po prostu zaczynam inaczej interpretować te same sytuacje, czy naprawdę zmienia się jakaś reakcja fizyczna?
A co znaczy 'regularna praca'? Raz dziennie? Dwa razy? Bo w różnych miejscach czytam różne rzeczy i nie wiem co jest prawdą.
To co Wieslaw pisze trochę mnie zmrozi. Bo właśnie o to mi chodzi - chcę się przestać bać, ale na razie właśnie unikam. Czy to znaczy, że afirmacje mi nie pomogą, dopóki nie zacznę wychodzić na konfrontację z tymi sytuacjami?
nie, nie znaczy to, że ci nie pomogą. Znaczy to, że afirmacja działa najlepiej jako przygotowanie do działania, nie zamiennik za nie. Używaj jej przed sytuacją, nie zamiast sytuacji. Powiedz sobie zdanie i wyjdź. Nawet jeśli trzęsą się nogi.
Rozumiem to z tym działaniem, ale co jeśli ktoś dosłownie nie wie od czego zacząć? Tzn. jakie afirmacje konkretnie działają na strach przed oceną? Bo czytałam różne listy i jedna się wyklucza z drugą.
Ja bym dodała do tego wątek z numerologią, bo liczba dźwięków w zdaniu też coś znaczy - zdania z liczbą syllab dzielącą się przez trzy brzmią bardziej rytmicznie i łatwiej je zapamiętać. Nie wiem czy ktoś to badał, ale u mnie tak działa.
Wróćmy do czegoś, co pisała wcześniej Agatowa o wspominaniu sytuacji, kiedy czułaś się swobodnie. Ja to stosuję, ale mam problem: moim przywołanym wspomnieniem jest zwykle sytuacja z bardzo bliską osobą, a strach przed oceną mam w stosunku do obcych. Czy to ma sens czy powinnam szukać wspomnienia z obcymi?
A co jak ktoś w ogóle nie ma takich wspomnień? Tzn. zawsze czuł ten lęk i nie pamięta żadnego momentu bez niego?
To jest moje pytanie też, serio. Bo jak sięgam pamięcią, to ten strach był zawsze. Nie mam dobrego wspomnienia, do którego mogłabym sięgnąć.
i Jaryla - to ważne, co mówicie, bo myślę, że wiele osób jest w tej samej sytuacji. Jeśli nie ma wspomnienia bez lęku, to nie szukamy wspomnienia. Szukamy odczucia - choćby ułamkowego. Może to był moment pod prysznicem, może w środku nocy, może przy czymś zupełnie banalnym. Nie musi być wielkie ani długie. Nawet pół minuty spokoju wystarczy jako punkt wyjścia.
Dobra, ale ja mam inne pytanie. Nie wiem czy to głupie, ale: skoro afirmacja ma działać na poziomie ciała, to dlaczego w ogóle jest ważne CO mówimy? Czy samo spokojne mruczenie czegokolwiek nie dałoby podobnego efektu?
Właśnie - to 'nie boję się' to klasyczny błąd i sama go robiłam przez długi czas. Zmieniłam na 'czuję się swobodnie wśród ludzi' i od razu było inaczej, choć nie umiem powiedzieć czy to dlatego, co Agatowa pisze, czy po prostu zdanie lepiej mi leżało w ustach.
A jak długo konkretnie trzeba czekać żeby zobaczyć czy dana afirmacja w ogóle działa? Bo zaczynam się bać, że będę miesiącami powtarzać coś co i tak mi nie pasuje.
Ja mam dokładnie tak jak Augurka52. I tu wracam do tego, co pisał Wieslaw wcześniej, że afirmacja bez ekspozycji to tylko połowa. Ale jak zacząć tę ekspozycję, skoro sam pomysł jest paraliżujący?
małe kroki. Nie zaczynaj od sytuacji, której się najbardziej boisz. Zrób listę od najmniej do najbardziej stresujących - i zacznij od dołu. Napisz komentarz pod artykułem. Powiedz zdanie do kogoś obcego w sklepie. Nie musisz od razu stać na scenie.
Ja mogę dorzucić że mi pomogło też pisanie - zanim wyszłam gdzieś gdzie się bałam, pisałam afirmację ręcznie kilka razy. Nie wiem czy to ma sens, ale angażowanie ręki jakoś inaczej działało niż samo mówienie.
