Mam pytanie może naiwne, ale czy to znaczy, że przez długi czas powtarzam coś, w co nie wierzę? Bo to trochę brzmi jak okłamywanie siebie. Skąd wiadomo, że to w końcu zadziała, a nie zostanie pustym rytuałem?
Wracając do tego co Alusia83 powiedziała o etapach - czy jest jakiś punkt, w którym w ogóle nie potrzebujesz już afirmacji? Czy to jest praktyka na stałe, czy dochodzisz do momentu, kiedy przekonanie jest już utrwalone i afirmacja staje się zbędna?
To co Anahata napisała o zachowaniu jako sprawdzianie - czy to znaczy, że jeśli nic w moim zachowaniu się nie zmienia po kilku tygodniach, to afirmacja po prostu nie działa? Albo że robię to źle?
No właśnie, 'kilka tygodni za mało' - to jak długo ma trwać, zanim będzie wiadomo? Bo słyszałam o 21 dniach, o 40 dniach, o 90 dniach. Każde źródło mówi co innego i nie wiem, które z tych liczb mają w ogóle jakieś oparcie.
Mnie ta rozmowa o czasie trochę uspokaja, bo myślałam, że coś jest ze mną nie tak, skoro po miesiącu nic. Ale mam inne pytanie - czy konkretność afirmacji wpływa na to, jak szybko widać efekty? Tzn. czy bardzo ogólna afirmacja działa wolniej, bo mózg nie bardzo wie, co ma zmienić?
Ale czy to nie jest problem z ogólnymi afirmacjami, ze w sumie nie wiesz kiedy cel jest osiągnięty? Jak mówisz 'coraz lepiej mi idzie' to to nie ma końca, zawsze można coraz lepiej. Jak się wtedy mierzyc z postępem?
