Czyli rozumiem, że żeby afirmacje działały, to trzeba dość dobrze rozumieć siebie - skąd pochodzi dany przekonanie, jak głęboko siedzi, jaką mam reaktywność na dane zdania. To brzmi jak wymóg dość wysokiej samoświadomości. A co, jeśli ktoś tej samoświadomości jeszcze nie ma?
A czy są jakieś afirmacje, których lepiej nie robić? Pytam, bo gdzieś czytałam, że niektóre mogą się obrócić przeciwko nam, jeśli są źle sformułowane. Czy to prawda, czy to przesada?
A co z długością afirmacji? Bo widziałam listy z dziesięcioma zdaniami naraz i czytałam też, że jedno zdanie wystarczy. Co jest skuteczniejsze?
Ale skąd wiesz, które jedno zdanie wybrać, jeśli pracujesz nad kilkoma obszarami naraz? Pewność siebie, finanse, relacje - to nie zawsze da się zamknąć w jednym.
Mam jeszcze pytanie, które mi chodziło po głowie od początku tej dyskusji - czy afirmacje powinny być dopasowane do pory roku, cyklu księżyca albo czegoś zewnętrznego? Czy to jest bez znaczenia i działa tak samo w środku zimy jak w środku lata?
A wracając do tego, co Komecik pisała o księżycu - to znaczy, że samo dopasowanie afirmacji do rytmu zewnętrznego nie wystarczy, jeśli nie mam kontaktu z treścią? Że to zaangażowanie jest ważniejsze niż to, kiedy?
Kilka tygodni? Serio tyle trzeba czekać, żeby w ogóle zobaczyć jakiś efekt? Bo wszystko co czytam mówi o dwudziestu jeden dniach, ale to wciąż sporo.
A ja mam pytanie, bo cały czas chodzi mi po głowie - mówiłyście o tym, żeby afirmacje były w czasie teraźniejszym. Ale co, jeśli ktoś jest w naprawdę trudnym miejscu i powiedzenie 'jestem szczęśliwa' brzmi jak kpina? Czy nie można pisać w przyszłości, np. 'będę szczęśliwa'?
Ten środek, o którym piszesz - 'zaczynam czuć', 'coraz bardziej' - to jest właśnie ta przestrzeń między konkretną a ogólną afirmacją, prawda? Nie twierdzisz, że już masz, ale też nie zostawiasz tego gdzieś w nieokreślonej przyszłości.
Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i mam takie wrażenie, że to jest bardzo subtelne - trzeba wyczuć, które zdanie jest na granicy między 'odczuwam opór' a 'czuję spokój'. Jak ktoś ma do tego zupełnie zgrane ucho, a ktoś inny - nie? Czy można się tego nauczyć?
A czy jest jakaś różnica między tym oporem, o którym piszecie, a zwykłą niechęcią do robienia czegokolwiek rano, bo człowiek jest niewyspany? Bo ja regularnie nie wiem, czy nie chce mi się mówić afirmacji, bo coś jest z nimi nie tak, czy po prostu dlatego, że nie chce mi się wstawać.
A co z afirmacjami, które dotyczą czegoś bardzo konkretnego, jak pieniądze? Bo ogólna 'jestem w obfitości' brzmi dla mnie abstrakcyjnie, ale 'zarabiam pięć tysięcy miesięcznie' znowu mocno wiąże do konkretnej liczby. Jak to ugryźć?
Ja do tej pory myślałam, że im bardziej konkretna afirmacja, tym lepsza, bo wiesz dokładnie, o co prosisz. A ta dyskusja pokazuje, że to jest zupełnie inaczej skonstruowane.
To ciekawe, co mówisz o tym self-deception, bo ja się właśnie zastanawiam - czy da się w ogóle sprawdzić, czy się samemu siebie nie oszukuje? Bo jeśli ktoś skutecznie zagłuszył opór, to skąd ma wiedzieć, że to nie jest prawdziwy spokój?
Chcę tu coś dodać, bo ta rozmowa trochę zaczyna iść w stronę, jakby afirmacje działały wyłącznie przez ciało i oddech. A tu jest coś ważniejszego - kontekst całego dnia. Jedno napięte ramię po afirmacji o pieniądzach nic nie mówi, jeśli rano miałeś trudną rozmowę z szefem. Obserwacja ciała ma sens, ale wymaga minimum neutralnego kontekstu, inaczej interpretujesz szum jako sygnał.
Przepraszam, że wchodzę trochę z innej strony, ale czy ktoś tu próbował pisać afirmacje zamiast mówić? Bo ja mam wrażenie, że jak mówię to mi coś umika, ale jak piszę ręcznie, to bardziej to czuje. Albo mi się tylko wydaje?
Zapis ręczny angażuje inne obszary niż samo mówienie - to nie jest placebo. Kiedy piszesz, zwalniasz, a wolniejsze tempo daje czas na to, żeby zdanie 'weszło' zamiast przeleciało. Ale w kontekście tematu tego wątku pojawia się pytanie: czy zapis działa tak samo przy konkretnych i ogólnych afirmacjach? Z mojego doświadczenia - przy konkretnych zapis bywa trudniejszy, bo widzisz zdanie i natychmiast zaczynasz je analizować wzrokiem, zamiast czuć.
A to logiczne, dzięki. Czyli może dla konkretnych mówienie jest lepsze, bo nie widzisz tego czarno na białym? Takie moje przypuszczenie, nie wiem czy mam racje.
Ja przepraszam, ale ta rozmowa robi się bardzo skomplikowana. Zaczęło się od prostego pytania, kiedy konkretna, kiedy ogólna - a teraz gadamy o kortyzolu i audytorach wewnętrznych. Czy ktoś może po prostu powiedzieć: zacznij od ogólnej, a jak poczujesz się lepiej to przejdź do konkretnej? Czy to jest złe uproszczenie?
Mam takie wrażenie, słuchając tego wszystkiego, że te ogólne afirmacje są trochę jak koło ratunkowe, a konkretne jak cel na horyzoncie. I że trzeba umieć pływać, zanim zaczniesz płynąć w stronę celu. Czy to jest mniej więcej właściwe rozumienie?
Dobra, ale jak długo ma to trwać? Bo rozumiem, że to proces, ale ile czasu na ogólne, zanim przejdę do konkretnych? Tydzień, miesiąc, rok? Czy to naprawdę zawsze tak indywidualne, że nie da się powiedzieć nawet orientacyjnie?
To co Anahata mówi o regularności jest kluczowe, ale chcę dodać inny kąt widzenia. Myślimy o afirmacjach jakby to był jeden typ praktyki, a tak nie jest. Afirmacja mówiona rano na czczo, afirmacja pisana wieczorem w skupieniu i afirmacja powtarzana mechanicznie w głowie przy zmywaniu naczyń - to trzy różne rzeczy, które mogą dać trzy różne efekty. Czy ktoś tu świadomie różnicuje te tryby?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może trochę z boku - czy w takim razie można mieć dwie afirmacje naraz? Jedną ogólną 'w tle' i jedną konkretną w skupieniu? Albo to się kłóci ze sobą?
To co Komecik mówi o korzeniu - to mi przypomina to, o czym czytałam przy czakrach, że jeśli pracujesz z podstawą, to wyższe poziomy same się stabilizują. Czy afirmacje mogą działać podobnie, tzn. ogólna adresuje głębszy poziom a konkretne to jakby wyższe piętro?
Dobra, ale jak to się ma do konkretności w sensie celu? Bo to co mówi Komecik i Anahata to brzmi jak praca z przekonaniami, ale temat był o tym czy afirmacja powinna być konkretna co do celu np. 'mam pracę za X złotych' czy ogólna 'mam świetną pracę'. Czy to jest to samo co teraz omawiamy?
To co Anahata mówi o podświadomości - to mi trochę brzmi jak coś, o czym zupełnie nie myślałem. Zawsze traktowałem afirmacje jak takie automotywacyjne zdania, które sobie powtarzam żeby się nakręcić przed trudnym dniem. A tu wychodzi, że to jest coś głębszego?
Słucham tej rozmowy i zaczynam rozumieć, dlaczego moje afirmacje nie bardzo działały. Robiłam dokładnie to co Natka75 opisała - byłam bardzo konkretna, tak jak w poradnikach, i czułam ciągły opór. To chyba było właśnie to, o czym mówi Anahata - weryfikacja każdego słowa i odmowa. Ciekawe, że złagodzenie formy mogłoby tu pomóc.
