Zastanawiam się nad czymś, bo ostatnio zaczęłam próbować afirmacji z partnerem i nie wiem, czy to ma w ogóle sens robić razem. Czytałam, że afirmacje działają, gdy są bardzo osobiste, dopasowane do konkretnej osoby. Jak możemy razem powtarzać coś, co ma trafić do naszego własnego umysłu? Czy ktoś w ogóle tak praktykuje z drugą połówką i co z tego wychodzi?
To dobre pytanie i rozumiem, skąd ta wątpliwość. Afirmacje wspólne i osobiste to dwie różne rzeczy, które nie wykluczają się nawzajem. Możecie mieć każde swoje, ale równolegle budować jakiś wspólny rytuał jako para. Pytanie, jaki cel macie jako para i co chcecie wzmocnić w relacji, bo od tego zależy, czy wspólna praktyka cokolwiek da.
A czy w ogóle jest jakaś zasada, jak często powinno się to robić razem? Codziennie, raz w tygodniu? Bo wyobrażam sobie, że codzienne siadanie i powtarzanie zdań razem z partnerem może po jakimś czasie brzmieć bardzo sztucznie.
U mnie z partnerem wychodziło to dziwnie, bo on się czuł trochę niepotrzebnie w tym siedząc i powtarzając coś czego nie czuł. Robiłam to przez pewien czas sama i miałam lepszy efekt niż jak próbowałyśmy razem. Myślę, że to musi wychodzić naturalnie od obojga, nie możesz kogoś do tego posadzić na siłę.
To jest kluczowa obserwacja. Wspólna praktyka, w której jedna osoba jest emocjonalnie nieobecna, nie buduje nic. Może warto najpierw porozmawiać z nim o tym, czego ty szukasz w tej praktyce, zamiast zakładać, że skoro uczestniczy, to rozumie intencję.
A czy to w ogóle jest coś typowego dla ezoteryki, te wspólne afirmacje par, czy bardziej pochodzi z psychologii i coachingu? Bo jak słucham tej dyskusji, to brzmi dla mnie bardziej jak ćwiczenie komunikacyjne niż duchowa praktyka.
Mam wrażenie, że spora część osób miesza dwie rzeczy: wspólną praktykę jako rytuał pary i po prostu siedzenie obok siebie z powtarzaniem tych samych zdań. To nie to samo. Rytuał wymaga jakiegoś przygotowania, intencji, przestrzeni. Samo "powiedzmy to razem rano przy kawie" to nie jest jeszcze wspólna praktyka. Czy macie jakiś konkretny rytuał otoczenia tej praktyki, czy po prostu mówicie teksty?
Dodam coś do tego, co pisała Elwirka92 o emocjonalnej obecności. Nawet jeśli oboje jesteście zaangażowani, to afirmacje, które macie każde osobno, wciąż są potrzebne. Wspólna praktyka nie zastępuje pracy indywidualnej. Para to dwa oddzielne systemy przekonań, które mogą się wspierać, ale każdy musi osobno przeprogramowywać swoje wzorce. Widziałam to po kilku znajomych parach, które robiły tylko wspólne afirmacje i potem się dziwiły, że ich własne bloki nadal siedzą na miejscu.
A co z sytuacją, kiedy partnerzy są na zupełnie różnym etapie? Jeden ćwiczy afirmacje od dawna i wie, jak to działa u niego, a drugi dopiero zaczyna albo jest sceptyczny? Czy w ogóle warto próbować wspólnej praktyki, zanim ten drugi trochę przepracuje to na własną rękę?
Mam pytanie może trochę z boku, ale wydaje mi się ważne. Czy jeśli wasze afirmacje dotyczą bezpośrednio relacji, na przykład "nasza miłość jest silna" albo "jesteśmy dla siebie bezpieczni", to czy powtarzacie je razem czy każde osobno? Bo intuicyjnie czuję, że takie zdania nabierają innego wymiaru, gdy mówi się je patrząc na partnera.
Rozumiem to co opisujesz. Właśnie ta różnica między mówieniem tego razem a mówieniem w samotności jest dla mnie najbardziej interesująca w tym temacie. Czy myślisz, że to co czujesz patrząc na niego to efekt afirmacji, czy po prostu efekt bycia z kimś bliskim w takiej chwili?
Ale chyba o to właśnie chodzi? Jeśli kontekst wzmacnia przeżycie, to ta granica nie jest aż tak ważna. Nasze mózgi i tak nie rozróżniają emocji 'prawdziwych' od wywołanych sytuacyjnie - obie zostawiają ślad.
A czy to nie jest trochę tak, że sami sobie komplikujemy coś, co może być po prostu miłym wspólnym rytuałem? Nie wszystko musi działać na poziomie przeprogramowania przekonań. Może dla niektórych par to jest po prostu chwila, kiedy oboje się zatrzymują i mówią sobie coś dobrego. I tyle.
Właśnie, bo ja zaczęłam to czytać i cały czas się zastanawiam - to jak w końcu to robić? Razem, osobno, a może jedno i drugie? Bo im więcej czytam, tym bardziej mi się miesza.
Chce się upewnić - jak mówicie o wspólnych afirmacjach, to naprawdę mówicie na głos razem, w tym samym momencie, te same zdania? Bo dla mnie to brzmi niesamowicie niezręcznie i nie wyobrażam sobie jak mój partner na to by zareagował.
Czytam tę dyskusję od początku i mam takie proste pytanie: czy ktoś próbował nagrać wspólne afirmacje i potem słuchać osobno? Zastanawiam się czy głos partnera w nagraniu robi inaczej niż własny głos.
To może trochę z innej strony. Numerologicznie każda para ma swoją wibrację jako całość i każde z osobna też ma swoją. Jeśli robisz afirmacje wyłącznie jako para, bez zadbania o własną wibracje, to jakbyś próbowała nakładać wzorzec na system który nie ma solidnych podstaw. Nie wiem czy ktoś o tym myślał przy ustalaniu wspólnej praktyki.
Przepraszam że wchodzę w to, ale chciałam zapytać coś bardzo podstawowego. Jak w ogóle rozpoznać, że afirmacje działają? Bo pracuję nad tym sama od jakiegoś czasu i nie jestem pewna, czy coś się faktycznie zmienia czy po prostu wciąż powtarzam słowa.
Wracam do wątku o tym, czy te wspólne afirmacje w ogóle mają sens jako praktyka dla relacji, bo trochę nam odpłynęło w stronę indywidualną. Mam wrażenie, że w tym temacie jesteśmy dość zgodni co do indywidualnej pracy, ale nigdy porządnie nie skończyliśmy dyskusji o tym, co par afirmacje dają samej relacji jako trzeciemu podmiotowi. Bo poza tym, co dają każdemu z osobna, może działają też na coś między nimi?
Bardzo mi się to rozróżnienie podoba. Zaczęłam ten temat dlatego, że sama nie wiedziałam jak to ugryźć z partnerem i ta dyskusja naprawdę dużo mi dała. Ale chcę zapytać jeszcze o jedno - co jeśli partner w ogóle nie jest zainteresowany żadną formą takiej praktyki? Czy da się robić cokolwiek samej w sposób, który ma znaczenie dla relacji, czy to już nie działa?
To chyba najczęstszy scenariusz ze wszystkich możliwych i myślę, że wiele osób tu czytających jest właśnie w tej sytuacji. Mam wrażenie, że kiedy jeden partner praktykuje, a drugi nie, to pojawia się ryzyko, że afirmacje zaczną być kierowane na relację bez wiedzy drugiej strony. I tu mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy afirmacje dotyczące relacji, wypowiadane przez jedną osobę, w ogóle mają sens bez zgody i udziału partnera?
Wracam do pytania Zlocien o partnera, który nie jest zainteresowany. Ja właśnie jestem w tej sytuacji, tyle że odwrotnie - to ja nie jestem zainteresowana, a partner chce żebym uczestniczyła. I nie wiem czy mówić mu wprost, że to nie jest coś, w co wierzę, czy po prostu siedzieć obok i milczeć. Czy ktoś był w podobnej sytuacji?
To co mówi Majka.ka jest ważne i w sumie wraca do meritum całego wątku. Zanim w ogóle zdecydujemy czy wspólna czy osobna praktyka - jest ten wcześniejszy krok, żeby w ogóle porozmawiać o tym, czego każde z was potrzebuje. I pytam: czy ktoś ma doświadczenie z tym, jak taką rozmowę w ogóle zacząć, kiedy temat afirmacji brzmi dla partnera dziwnie albo ezoteryczne?
Słucham tej dyskusji o wchodzeniu partnera w praktykę i zastanawiam się czy nie pomijamy czegoś. Co jeśli partner próbuje, ale kompletnie nie wchodzi w to emocjonalnie - powtarza słowa, ale widać że jest gdzie indziej myślami? Czy to może zaszkodzić praktyce tego, który jest zaangażowany?
Słucham tej dyskusji o afirmacjach i mam wrażenie, że zbyt mocno je psychologizujemy. Afirmacje to nie analiza lingwistyczna, to praca z podświadomością przez powtórzenie. Podświadomość i tak nie rozumie negacji, więc gramatyczne subtelności są mniej ważne niż obraz i emocja, które temu towarzyszą.
Wrócę jeszcze do tego co mówiła Majka.ka wcześniej o tym byciu obserwowanym. Mi się wydaje, że to tez kwestia stadiom relacji. Na początku oczywiście ciężko jest otworzyć się przy drugiej osobie nawet na coś takiego jak mówienie afirmacji. Ale po kilku latach wspólnego życia? Wtedy chyba ta samoprezentacja odpada w pewnym stopniu, no nie?
Czytam tę całą rozmowę i mam wrażenie, że nie ma jednej odpowiedzi na pytanie z tytułu. Czyli nie chodzi o to, czy wspólna czy osobna, tylko o to, na jakim etapie, z jaką intencją i czy oboje rozumieją co robią. Dobrze to podsumowuje? Bo trochę mi się to wszystko zlewa.
