Wracając do początku - zakładałam ten temat z pytaniem o sygnały. I teraz po tej rozmowie zastanawiam się, czy pierwszym sygnałem, że afirmacja działa, nie jest właśnie to, że zaczynasz te rzeczy w ogóle zauważać. Że coś cię zatrzymuje i myślisz 'hej, to było inne'.
Dokładnie to. U mnie tak to wyglądało - moment, w którym zdałam sobie sprawę, że afirmacja działa, był jednocześnie momentem, w którym zrozumiałam, że działała już wcześniej, tylko tego nie widziałam. Coś jak efekt z opóźnieniem.
Mam pytanie może trochę z boku - czy to oznacza, że te sygnały mogą być też po prostu przeoczone całkowicie przez długi czas i przez to człowiek myśli, że nic się nie dzieje?
Właśnie to z pamięcią jest ważne. Jak coś zaczyna być dla ciebie normalne, przestajesz to traktować jako zmianę. I potem mówisz 'nic się nie zmieniło', bo nowy stan jest już punktem odniesienia.
ale wtedy pojawia się pytanie - jak długo trzeba w ogóle to robić zanim jest sens oceniać? Bo mi mówią: trzy tygodnie za krótko, miesiąc za krótko - to kiedy właściwie?
Ale to dziwne - czyli opór to dobry znak? To zupełnie odwrotnie niż myślałam. Zakładałam że jak coś idzie sprawnie i bez tarcia to znaczy że trafiło w dobre miejsce.
Mam wrażenie że cały ten wątek krąży wokół jednej rzeczy - że sygnały działania afirmacji są bardzo indywidualne i nie da się zrobić z tego prostej listy. Ale może właśnie to jest ta odpowiedź na pytanie z tytułu? Że rozpoznajesz działanie po tym, że zaczynasz widzieć co jest dla ciebie sygnałem?
Czyli notatki jednak pomagają? Bo wcześniej Apolonia.x o tym mówiła i jakoś to przeszło bokiem, ale teraz jak Talizmana też to mówi to zaczynam myśleć że to może być kluczowe.
okej ale to juz brzmi jak kolejna praktyka do utrzymania przy tej afirmacji - same powtarzanie, notatki, obserwacja... ile to ma trwac dziennie zanim człowiek w ogole zobaczy sens?
A mnie interesuje jedno - czy ktoś miał taki moment, w którym naprawdę wiedział: to jest ten sygnał, afirmacja zadziałała, nie ma wątpliwości? Nie coś subtelnego, tylko takie wyraźne 'no tak, to to'?
U mnie był taki moment. Pracowałam długo z afirmacją o zaufaniu do siebie i pewnego dnia ktoś bliski zaczął mnie namawiać na coś i zamiast jak zwykle pójść w zaparte albo się zgodzić wbrew sobie, po prostu spokojnie powiedziałam nie. I potem siedziałam i myślałam - to skąd to było? I wtedy dotarło. Nie wiem czy to 'wyraźny sygnał' w sensie jakim pytasz, ale dla mnie był nieomylny.
To znaczy że afirmacja działa najlepiej wtedy, kiedy o niej nie pamiętasz? Trochę jak z jazdą na rowerze - jak myślisz o tym jak pedałujesz, to się wywracasz.
Dobra, ale jak długo trzeba czekać na tę automatyczność? Bo to co opisuje Mistralia to brzmi super, ale mam wrażenie że to jest jakiś odległy cel a nie coś co przyjdzie za tydzień czy dwa.
U mnie pierwsze takie zachowanie przyszło po może sześciu tygodniach codziennej pracy. Ale to nie był jakiś dramatyczny moment. Bardziej zdziwiłam się po fakcie niż w trakcie. I nie byłam do końca pewna czy to zasługa afirmacji czy po prostu miałam dobry dzień.
Ale właśnie - ta powtarzalność to klucz. I dlatego notatki, o których mówiłyśmy wcześniej, mają sens. Bo bez zapisu człowiek nie zobaczy wzorca, tylko serię 'chyba przypadków'.
dobra to mam pytanie bo troche sie zgubiłam - to sygnałem działania jest konkretne zachowanie jak u Mistralii, czy wzorzec w notatkach jak mówi Rezeda, czy cos jeszcze innego? bo to jakby różne odpowiedzi na to samo pytanie z tytułu wątku
To się robi coraz bardziej skomplikowane. Zachowanie, notatki, sny, opór przy powtarzaniu... Czy nie ma jakiegoś prostszego sygnału który można poczuć wcześniej, jeszcze zanim to wszystko nastąpi? Coś w stylu zmiany nastroju po praktyce albo zwykłego spokoju?
Słucham tej rozmowy i zaczynam myśleć że może szukamy za dużo jakiegoś jednego wyraźnego sygnału, a to co faktycznie daje odpowiedź to zbieranie wielu małych obserwacji przez czas. Może pytanie z tytułu wątku nie ma jednej odpowiedzi, tylko jest inne dla każdego.
Rozumiem frustrację, ale 'to zależy' nie jest wymówką tylko rzeczywistością. Natomiast jest jeden sygnał, który jest dość powtarzalny niezależnie od osoby: moment kiedy przestajesz liczyć dni od kiedy zacząłaś. Brzmi banalnie, ale to konkretna zmiana w relacji z praktyką. Zamiast 'dziś 14. dzień, kiedy wreszcie coś poczuję' - po prostu robisz i nie sprawdzasz kalendarza. Czy to się u ciebie jeszcze nie pojawiło?
To co opisujesz to jest trochę jak obserwowanie garnka czy się zagotuje. Sam akt sprawdzania zmienia to co obserwujesz - bo zamiast po prostu żyć z afirmacją, skupiasz się na 'czy już działa'. I siłą rzeczy każde 'nie widzę efektu' wzmacnia przekonanie że coś jest nie tak.
A ja mam pytanie do Apolonii - jak praktycznie rozróżnić te dwa rodzaje obserwacji? Bo to co mówisz brzmi logicznie, ale jak siadam wieczorem i myślę 'hm, byłam dzisiaj spokojniejsza' to automatycznie zaraz przychodzi myśl 'to może afirmacje zaczynają działać'. Trudno to rozdzielić.
okej ale to brzmi jak dodatkowa praca na codzień - notatki bez kategoryzowania, obserwowanie bez sprawdzania, liczenie bez liczenia 🙂 ile czasu dziennie wam to zajmuje realnie? bo zaczynam mieć wrażenie że sama praktyka afirmacji to jest małe, a dookoła niej robi sie coraz więcej
To co opisujecie ze snami jest zgodne z tym jak działa konsolidacja pamięci. Mózg w nocy porządkuje to co przyswajał w dzień - jeśli systematycznie powtarzasz coś z ładunkiem emocjonalnym, to zaczyna to pojawiać się w snach jako sceny testowe. To nie jest mistyczny sygnał, ale jest sensownym wskaźnikiem że materiał trafia głębiej. Nie każdy to będzie miał, bo nie każdy dobrze pamięta sny.
Słucham tego i zaczynam się zastanawiać czy w ogóle zauważyłabym taki sygnał gdyby się pojawił, skoro cały czas skupiam się na sprawdzaniu efektów zewnętrznych. Może dlatego mam wrażenie że nic się nie dzieje, bo szukam w złym miejscu.
I to jest właśnie ten moment kiedy coś zaczyna do ciebie docierać. Nie mówię że od teraz wszystko będzie inaczej, ale to pytanie które właśnie zadałaś - o szukanie w złym miejscu - to nie jest pytanie osoby która nie widzi żadnych zmian. Brzmi jak ktoś kto zaczyna przestawiać perspektywę.
a to jakie pytanie według was jest tym 'innym pytaniem'? bo siedzę i próbuję ale nie wiem od czego zacząć żeby nie wpaść w te same kółka co Janeczka
Właśnie to mnie dręczy od początku. Jak rozróżnić że nic się nie dzieje od tego że coś się dzieje ale tego nie widzę? To jest trochę bez wyjścia.
