Robię afirmacje już od jakichś trzech tygodni, codziennie rano przed lustrem, i szczerze? Nie wiem, czy cokolwiek się dzieje. Czytałam, że niby powinno być jakieś uczucie, że 'coś drgnęło', ale ja nic takiego nie czuję. Skąd w ogóle wiadomo, że to działa? Czekam na jakiś konkretny znak, jakieś zdarzenie, a tu cisza. Czy ktoś miał podobnie na początku?
Trzy tygodnie to tak naprawdę bardzo mało, żeby oczekiwać widocznych zmian w życiu zewnętrznym. U mnie pierwsze rzeczy, które zauważyłam, to nie były żadne zdarzenia - to było to, że przestałam automatycznie zaprzeczać afirmacji w głowie. Znaczy, wcześniej mówiłam sobie 'jestem spokojna i skupiona' i od razu gdzieś z tyłu leciało 'no tak, jakby'. I w pewnym momencie ten wewnętrzny sprzeciw po prostu... ucichł. Dla mnie to był pierwszy sygnał.
Wracając do pytania z początku - ja rozróżniam dwie warstwy sygnałów. Pierwsza, wewnętrzna: łatwiej mi wykonać rzeczy, które wcześniej blokowały. Nie ma nagle motywacji z kosmosu, ale opór jest mniejszy. Druga, zewnętrzna: zaczynam inaczej zachowywać się w rozmowach, i to czasem inni zauważają wcześniej niż ja. Mnie ktoś bliski powiedział 'coś w tobie się zmieniło' zanim sama miałam pewność.
Właśnie tu jest sedno. Afirmacje nie działają jak przełącznik - nie ma jednego momentu, gdzie możesz powiedzieć 'o, teraz to jest efekt'. To raczej powolne przesunięcie środka ciężkości. I dlatego tak trudno to uchwycić w czasie, gdy to się dzieje. Łatwiej zobaczyć z perspektywy kilku miesięcy, patrząc wstecz.
Właśnie to mnie interesuje, co powiedział Hilek79 o snach. Ostatnio śnię inaczej niż zwykle - bardziej spokojnie, mniej gonitwy. Czy to może być właśnie taki sygnał, że coś w głowie się przesuwa? Zaczynam coraz częściej myśleć, że ciało i podświadomość reagują wcześniej niż nasza świadomość.
Czytam i zastanawiam się - a co jeśli ktoś nie czuje zupełnie nic przez długi czas? Żadnego zminiejszonego oporu, żadnych innych snów, nic. To znaczy, że robi coś nie tak, czy że afirmacje po prostu nie działają na każdego?
Zgadzam się z Teodorem, ale dodam jeszcze jedno. U mnie ważną rolę odgrywa to, w jakiej chwili powtarzam afirmacje. Rano, zaraz po przebudzeniu, kiedy umysł nie jest jeszcze w trybie krytycznym - to wchodzi zupełnie inaczej niż w środku dnia, gdy głowa jest pełna bieżących spraw. To nie jest tylko rytual dla rytualności, to ma znaczenie dla przenikania.
Nie mam na to żadnej magicznej liczby minut 🙂 U mnie działało tak, że po powtórzeniu zostałam chwilę w ciszy - nie analizowałam, nie sprawdzałam telefonu. Kilka spokojnych oddechów. Nie wiem czy to 'zostaje' w jakiś mierzalny sposób, ale po takim spokojnym zakończeniu dzień faktycznie szedł inaczej. Próbowałaś kiedyś dopisać do tego jakąś krótką chwilę bezruchu?
Mam inne pytanie, bo czytam tę rozmowę i zastanawiam się nad czymś innym. Mówicie o sygnałach wewnętrznych i zewnętrznych, ale czy nie jest tak, że jak bardzo chcesz zobaczyć, że działa, to i tak to zobaczysz? Znaczy - może te 'sygnały' to po prostu efekt tego, że zwracamy uwagę na inne rzeczy niż wcześniej, i to nam się wydaje zmianą?
A czy katastrofizowanie to w ogóle dobry wskaźnik? Pytam, bo to zależy chyba bardzo od dnia, od zmęczenia, od stu innych rzeczy. Nie wiem, jak oddzielić efekt afirmacji od zwykłego 'dziś miałam dobry dzień'.
U mnie to są trzy zdania: co zrobiłam, jak zareagowałam na coś trudnego, i jedno słowo o ogólnym nastroju. Bez oceniania, bez interpretowania. Dopiero po kilku tygodniach patrzę na to całościowo.
Wracając do tego, co pisał Hilek79 o reakcji otoczenia - mnie to się zdarzyło dosłownie. Koleżanka spytała, czy zmieniłam fryzurę albo coś innego zewnętrznego, bo 'jakoś inaczej wyglądasz'. Nie zmieniłam nic fizycznie. Wtedy pomyślałam, że może coś naprawdę się przesuwa.
Czytam to i mam wrażenie, że wszyscy szukają sygnałów zewnętrznych, jakby to, co czujemy w środku, nie wystarczyło jako dowód. Czy nie jest tak, że te zewnętrzne oznaki tylko potwierdzają to, co i tak już wiemy wewnętrznie?
A czy jest jakiś sygnał, który mówi wyraźnie, że afirmacja jest zła i trzeba ją zmienić? Bo mam wrażenie, że robię poprawnie, ale zamiast spokoju mam jakiś dziwny niepokój po powtarzaniu.
Ten opór zaraz po powtórzeniu to według mnie jeden z ważniejszych sygnałów, tylko nie w sensie 'coś nie gra', ale raczej 'tu jest coś do przepracowania'. Mam podobnie z afirmacjami o pieniądzach - jak tylko mówię coś w stylu 'mam wystarczająco', to natychmiast słyszę w głowie kontrargument. Nie wiem, czy to znaczy, że afirmacja nie działa, czy że właśnie dotknęła czegoś, co blokuje.
A czy w ogóle pora dnia ma znaczenie dla tego, czy afirmacja zaczyna działać? Myślałam, że to kwestia regularności, a nie kiedy dokładnie.
Czyli jeśli dobrze rozumiem - to że czuję się gorzej z afirmacją rano, nie znaczy że jest zła, tylko że wtedy mam słabsze filtry i wszystko jest intensywniejsze? To trochę zmienia perspektywę.
Wracam do tematu wątku, bo trochę odeszliśmy - mnie pierwotnie chodziło o to, jak poznać, że afirmacja zaczęła działać, a nie jak ją poprawnie budować. Czy ktoś ma jakiś konkretny moment, kiedy powiedział sobie 'o, to chyba coś robi'? Nie ogólne poczucie, tylko coś bardziej namacalnego?
U mnie był bardzo konkretny moment. Dostałam krytyczny komentarz od kogoś w pracy i... nie zareagowałam tak jak zwykle. Zazwyczaj przeżywałam to godzinami. Tamtym razem pomyślałam 'no dobra' i przeszłam dalej. Dopiero wieczorem, jak pisałam w swoim skrócie, dotarło do mnie, że to była inna reakcja niż zawsze. Nie wiedziałam wtedy, czy to afirmacje, zmęczenie, czy po prostu ten dzień był łatwiejszy - ale powtórzyło się kilka razy.
Czyli sygnałem, że afirmacja działa, może być właśnie brak reakcji, której się spodziewałeś? Że zamiast coś się pojawia, coś znika?
Słucham tej rozmowy i mam swoje doświadczenie w tym temacie. U mnie pierwszym sygnałem było to, że zaczęłam inaczej reagować na sytuacje, w których wcześniej automatycznie myślałam źle o sobie. Nie że przestałam te myśli mieć, tylko jakby był między nimi a mną jakiś odstęp. I dopiero z tego odstępu widziałam, że to stary schemat, a nie prawda. Nie wiem, jak to nazwać inaczej.
Ale jak wtedy odróżnić cofnięcie od tego, że afirmacja po prostu nie działa na to, co chcesz zmienić? Pytam, bo sama nie wiem, czy to co robię idzie w dobrym kierunku, czy całkowicie chybiam temat.
Ale jak można mieć pewność, że to efekt afirmacji, a nie po prostu zły dzień tego kolegi i akurat nie wzięłaś tego do siebie? Nie staram się podważać, naprawdę pytam, bo sama mam problem z odróżnieniem co jest efektem praktyki, a co po prostu... życiem.
Właśnie o to mi chodziło kiedy zakładałam ten temat - czy w ogóle można to jednoznacznie przypisać afirmacji. I wydaje mi się po tej rozmowie, że nie można. Ale może to nie jest problemem? Jeśli zmiana następuje, to zmiana następuje, nieważne czy 'zasługa' to afirmacja, czas, czy po prostu to że zaczęłam zwracać uwagę na siebie.
no właśnie, ale to trochu podważa sens całej praktyki nie? Jeśli nie wiemy czy afirmacja to robi, to może cokolwiek innego by też zadziałało? Nie mówię że to bez sensu, ale jakoś chce mi sie upewnić że to nie jest placebo.
A co z zaangażowaniem emocjonalnym, jak afirmacja właśnie dotyczy czegoś, czego nie czujesz? Jak mam mówić 'jestem spokojna' z przekonaniem, jak czuję dokładnie odwrotnie? Wydaje mi się, że właśnie wtedy emocje idą pod prąd treści.
To brzmi jakbyśmy musieli cały czas monitorować same siebie. Trochę wyczerpujące, nie? Mam wrażenie, że im bardziej się obserwuję, tym bardziej się blokuję i zaczyna to być sztuczne.
