Forum

Asystent AI
Afirmacje a sprzecz...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje a sprzeczność z przekonaniami religijnymi

Strona 1 / 2

Wpisy: 225
Rozpoczynający temat
(@bibianna)
Połączone: 11 miesięcy temu

Mam trochę niekomfortowe pytanie, bo wiem, że tu są osoby z różnych tradycji. Chodzi o afirmacje i wiarę. Jestem wychowana katolickiej i zawsze czułam, że afirmacje trochę "kłócą się" z moją wiarą, bo to jakby stawianie siebie w centrum zamiast Boga. Z drugiej strony czytałam, że np. modlitwa różańcowa działa podobnie jak mantra czy afirmacja - przez powtarzanie. Czy ktoś przez to przechodził? Czy da się to pogodzić, czy raczej trzeba wybrać jedno albo drugie?


Odpowiedz
152 odpowiedzi
Wpisy: 367
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

To napięcie, które opisujesz, zna chyba każda osoba praktykująca cokolwiek poza głównym nurtem swojej religii. Sama przez lata próbowałam pogodzić kilka rzeczy naraz. Kluczowe pytanie brzmi tak: czy afirmacja to modlitwa skierowana do siebie, czy raczej forma skupienia uwagi? Bo jeśli to drugie, to konflikt jest o wiele mniejszy, niż się wydaje na pierwszy rzut oka.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@telepata84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 137

@Obsydianka Właśnie, i tu się zaczyna problem z definicją. Bo w większości tradycji chrześcijańskich modlitwa jest dialogiem z Bogiem, a afirmacja zakłada, że już teraz mam to, o co proszę, lub że sam sobie to daję. To jest dla niektórych osób fundametalnie sprzeczne z pokorą, którą zakładają np. katolickie, prawosławne czy protestanckie podejście do duchowości.


Odpowiedz
(@bibianna)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 225

@Telepata84 No właśnie, i o to mi chodziło. Ale jak to rozwiązać praktycznie? Bo afirmacje działają - widzę to po sobie, chociaż dopiero zaczynam. Ale tego kłującego poczucia, że robię coś nie tak, nie mogę się pozbyć.


Odpowiedz
Wpisy: 160
(@zielarz68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Powiem Ci, że znam kilka osób głęboko wierzących, które używają afirmacji i nie mają z tym żadnego konfliktu. Kluczowe jest dla nich sformułowanie. Zamiast "Jestem bogaty i szczęśliwy" mówią np. "Otwiera się na łaskę obfitości, którą Bóg mi przeznaczył". Zmiana jednego słowa potrafi całkowicie zmienić to, jak dana formuła pasuje z przekonaniami religijnymi. Nie wiem, czy to Twoja ścieżka, ale widziałem, że u wielu ludzi właśnie tak to działa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Zielarz68 To interesujące, tylko mam jedno zastrzeżenie do takiego podejścia. Czy wtedy to jeszcze afirmacja, czy już modlitwa prośby? Bo granica zaczyna się bardzo rozmywać. Nie mówię, że to złe, bo może właśnie taki hybrydowy format jest dla niektórych lepszy. Ale warto to nazwać po imieniu, bo inaczej pojęcia się mieszają.


Odpowiedz
Wpisy: 385
(@alusia83)
Połączone: 4 miesiące temu

Podrzucę jeszcze jeden kąt, bo mi się nasuwa. W tradycji żydowskiej są tzw. kawanot, czyli intencje wypowiadane przed modlitwą lub rytuałem. Brzmi to bardzo podobnie do afirmacji - skupiasz myśl, formułujesz ją ustnie, powtarzasz. A jednak jest to głęboko osadzone w tradycji religijnej. Więc może kategorie nie są tak szczelne, jak zakładamy?


Odpowiedz
Wpisy: 388
(@stokrotunia)
Połączone: 6 miesięcy temu

A jak to wygląda u osób, które praktykują inne religie niż chrześcijaństwo? Słyszałam, że w hinduizmie czy buddyzmie afirmacje są właściwie wbudowane w samą praktykę, ale nie wiem, czy to prawda, czy moje uproszczenie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Stokrotunia W tradycjach wedyjskich masz mantrę, która jest czymś między afirmacją a modlitwą a zaklęciem - w zależności od tego, jak jest używana. Mantra nie jest prośbą kierowaną do bóstwa, lecz aktywowaniem wibracji, która już istnieje w rzeczywistości. Pod tym względem to zupełnie inny model myślenia niż w religiach abrahamowych. W nordyckiej praktyce, którą znam bliżej, galdr - śpiewane lub recytowane runy - działa podobnie: nie prosisz, ty nazywasz, ty przyciągasz. Ale to wymaga innego rozumienia tego, czym jest rzeczywistość i czy można na nią wpływać własnym głosem.


Odpowiedz
(@bibianna)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 225

@Berkana A to znaczy, że dla osoby wychowanej w katolicyzmie takie podejście byłoby po prostu nie do przyjęcia, czy to kwestia indywidualnego sumienia?


Odpowiedz
Wpisy: 652
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest pytanie do teologa, nie do mnie. Mogę Ci powiedzieć, jak to wygląda w tradycjach pogańskich lub przedchrześcijańskich, ale co wolno lub nie wolno w sumieniu katolika - nie jestem w stanie tego oceniać. Wiem tylko, że widziałam osoby, które łączyły różne rzeczy i były z tym w zgodzie, i takie, które nie potrafiły. To chyba bardzo indywidualne.


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Chcę wrócić do tego, co powiedział Zielarz68 o zmienianiu sformułowań. To faktycznie działa, ale mam wrażenie, że czasem to są tylko kosmetyczne poprawki, które nie rozwiązują fundamentalnego napięcia. Jeśli komuś przeszkadza sama idea, że możesz wpływać na rzeczywistość własną myślą lub słowem, to żadne przeformułowanie nie pomoże. I tu nie chodzi o poziom magicznego zaawansowania, tylko o głęboki światopogląd.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Obsydianka Ale czy to napięcie nie wynika czasem z uproszczonego rozumienia obu stron? Bo zarówno afirmacje, jak i modlitwa bywają sprowadzane do "magii życzeń", tymczasem w obu tradycjach - jeśli sięgnąć głębiej - chodzi raczej o zmianę siebie niż o zmuszanie rzeczywistości do spełnienia zachcianek. Przynajmniej tak to rozumiem po latach czytania.


Odpowiedz
(@zielarz68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 160

@Caroletta Dokładnie to chciałem powiedzieć, tylko Ty to ujęłaś lepiej. Ta zmiana siebie - nastawienia, sposobu postrzegania - to jest punkt wspólny. I właśnie dlatego uważam, że formuły neutralne religijnie są możliwe. Np. "Jestem otwarty na to, co mi przynosi życie" nie zakłada żadnego modelu metafizycznego - ani że sam sterujesz wszechświatem, ani że robi to Bóg. To po prostu zdanie o Twoim nastawieniu.


Odpowiedz
Wpisy: 246
(@halinka55)
Połączone: 4 dni temu

Mam pytanie może trochę z boku, ale mnie nurtuje. Czy afirmacje trzeba wierzyć w to, co się mówi, żeby działały? Bo jeśli mówię "jestem spokojna" a w środku się trzęsę, to nie czuję, żeby mi to pomagało. Czy to kwestia czasu, czy robię coś źle?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wozka90)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 465

@Halinka55 Dokładnie to samo pytanie zadawałam sobie przez pierwsze miesiące. Z tego, co czytałam i co sama zauważyłam: afirmacja w pierwszej fazie nie musi być wiarygodna emocjonalnie. Ona ma być częstsza niż Twój wewnętrzny głos, który mówi coś przeciwnego. Z czasem ten nowy głos zaczyna "nakrywać" stary. Ale jeśli mówisz afirmację raz dziennie i przez resztę dnia myślisz odwrotnie, to efekt będzie minimalny.


Odpowiedz
(@bibianna)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 225

@Wozka90 A ile razy dziennie to wystarczająco? Słyszałam o 21 dniach i o tym, żeby rano i wieczorem, ale nie wiem, czy to nie mit.


Odpowiedz
Wpisy: 465
(@wozka90)
Połączone: 2 lata temu

Liczba 21 dni to mocno uproszczona wersja badań Maxwella Maltza, który w sumie mówił o minimum 21 dni, a nie o dokładnie 21. Nowsze badania dotyczące nawyków mówią o zakresie od 18 do ponad 200 dni, zależnie od osoby i złożoności nawyku. Więc rano i wieczorem to dobry start, ale ważniejsza jest regularność niż godzina.


Odpowiedz
Wpisy: 137
(@telepata84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wróćmy może do wątku religijnego, bo mi się kręci jedno pytanie w głowie. Czy ktoś zna przykład tradycji, która wprost zakazuje afirmacji albo czegoś podobnego? Bo z tego, co słyszę, większość napięć wynika z interpretacji, a nie z konkretnych zakazów.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Telepata84 W niektórych nurtach konserwatywnego protestantyzmu afirmacje są wiązane z ruchem New Age i przez to odrzucane jako duchowo niebezpieczne. To samo dotyczy niektórych środowisk tradycjonalistycznych w katolicyzmie. Ale to nie są oficjalne zakazy instytucji, tylko stanowisko konkretnych teologów lub środowisk. Znam opisy z lektur, gdzie pastorzy wprost przestrzegali wiernych przed technikami wywodzącymi się z Human Potential Movement. Więc tak, takie głosy istnieją.


Odpowiedz
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Telepata84 Konserwatywny protestantyzm to jeden przykład, ale warto dodać, że to nie jest monolitu. W ramach tego samego nurtu znajdziesz zbory, które afirmacje traktują jak herezję, i takie, które prowadzą warsztaty z pozytywnego myślenia zakorzenionego w Piśmie. To pokazuje, że zakaz jest raczej kulturowy niż doktrynalny.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Obsydianka I to jest chyba sedno całego problemu. Napięcie nie wynika z samej afirmacji jako techniki, ale z tego, co konkretna wspólnota uznaje za dozwolony sposób wpływania na rzeczywistość. Dla jednych modlitwa to jedyna dopuszczalna forma, dla innych intencja wypowiedziana na głos to po prostu intencja.


Odpowiedz
Wpisy: 246
(@halinka55)
Połączone: 4 dni temu

A ja mam pytanie, bo może coś pominęłam. Czy jak ktoś mówi afirmacje, które zaczynają się od 'Bóg mi daje' albo 'Z Bożą pomocą', to to jest jeszcze afirmacja, czy już coś zupełnie innego? Bo chciałabym spróbować, ale słowo 'Jestem' jako sam początek mnie blokuje.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@zielarz68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 160

@Halinka55 Technicznie to pytanie do językoznawcy albo teologa, ale z praktycznego punktu widzenia - jeśli forma działa na Ciebie i nie wywołuje wewnętrznego oporu, to nie ma znaczenia, jak to nazwiemy. Afirmacja, modlitwa afirmatywna, intencja - granica jest umowna.


Odpowiedz
(@wozka90)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 465

@Halinka55 Dodam tylko, że forma 'Bóg mi daje' jest w literaturze o afirmacjach opisywana jako afirmacja teistyczna. To pełnoprawna odmiana, stosowana zresztą przez część coachów, którzy pracują ze środowiskami religijnymi. Nie musisz wybierać między wiarą a techniką.


Odpowiedz
(@telepata84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 137

@Wozka90 Tylko że to nadal zakłada pewien rodzaj aktywnego sprawczego myślenia - że moje słowa mają wpływ na to, co mi Bóg da. I to właśnie ta założona sprawczość może być dla kogoś problemem teologicznym, nie sama forma gramatyczna.


Odpowiedz
Wpisy: 225
Rozpoczynający temat
(@bibianna)
Połączone: 11 miesięcy temu

No właśnie, to co Telepata84 pisze trafia dokładnie w to, co mnie gryzie. Nie problem ze słowami, tylko z tym przekonaniem, że ja coś tym sprawiam. Jakbym przejmowała kontrolę, która nie jest moja.


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale czy modlitwa nie zakłada dokładnie tego samego? Że Twoje słowa mają wpływ na to, co się wydarzy? Różnica jest głównie w tym, do kogo je kierujesz i kto ma wykonać tę pracę - Ty czy Bóg. Przy afirmacji sprawcą jest Twoja psychika. Przy modlitwie - transcendencja. Ale sam akt wypowiadania intencji jest identyczny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@alusia83)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 385

@Obsydianka Zgadzam się, ale to uproszczenie może nie trafić do osoby z silną formacją religijną. Dla niej ta różnica - kto jest sprawcą - jest absolutnie centralna. Więc zamiast mówić 'to to samo', może warto szukać języka, który nie wymaga od niej rezygnacji z własnej teologii.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Alusia83 Właśnie. I tu wróciłabym do tego, co wcześniej pisał Zielarz68 - formuły otwarte, neutralne religijnie. Coś w rodzaju 'Otwieram się na...' albo 'Jestem gotowa przyjąć...'. Nie zakładają sprawczości ani pasywności, po prostu opisują nastawienie.


Odpowiedz
Wpisy: 388
(@stokrotunia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mam pytanie, bo jestem ciekawa, czy ktoś próbował takich neutralnych formuł i co z tego wyszło. Bo czytam różne opinie i jedni mówią, że bez silnego 'Jestem' afirmacja traci siłę, a drudzy, że forma to drugorzędna sprawa. Kto ma rację?


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Stokrotunia Z mojego doświadczenia - siła nie leży w gramatyce, tylko w ładunku emocjonalnym i regularności. Widziałam osoby, które mówiły 'Proszę o spokój' z pełnym skupieniem i działa to na nie lepiej niż mechaniczne 'Jestem spokojna' bez żadnego wewnętrznego zaangażowania. Forma jest wtórna wobec intencji.


Odpowiedz
(@halinka55)
Połączone: 4 dni temu

Wpisy: 246

@Berkana To jest dla mnie naprawdę pomocne, dziękuję. Bo ja właśnie mam problem z tym, żeby poczuć te słowa, gdy mówię je po raz trzydziesty z rzędu. Rutyna chyba je zabija.


Odpowiedz
(@wozka90)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 465

@Halinka55 To jest znany mechanizm - habituacja. Mózg po prostu przestaje reagować na bodźce, które pojawiają się zbyt regularnie w tej samej formie. Dlatego część praktykujących zmienia sformułowania co kilka tygodni albo dodaje do afirmacji obraz, ruch, jakiś gest.


Odpowiedz
(@telepata84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 137

@Wozka90 A to nie burzy wtedy całej idei powtarzania? Bo chyba całe założenie jest takie, że powtarzasz to samo, żeby to weszło głębiej. Jeśli co chwilę zmieniasz, to czy to jeszcze działa jako przeprogramowanie?


Odpowiedz
(@wozka90)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 465

@Telepata84 Rdzeń może być ten sam, zmienia się forma. 'Jestem spokojna', 'Czuję spokój w ciele', 'Spokój jest moim naturalnym stanem' - to trzy wersje tej samej intencji. Powtarzasz ideę, a nie słowa dosłownie. Przynajmniej tak to rozumiem.


Odpowiedz
(@bibianna)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 225

@Wozka90 To mi bardzo pomaga. Bo ja dotąd myślałam, że jedno słowo zmienione to już inna afirmacja i muszę zaczynać od nowa. Czyli mogę trochę eksperymentować z brzmieniem i to nie zniszczy efektu?


Odpowiedz
Wpisy: 160
(@zielarz68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Myślę, że tak, pod warunkiem, że nie zmieniasz kierunku - np. nie przechodzisz od afirmacji spokoju do afirmacji pewności siebie w środku cyklu, bo to już jest rozproszenie. Ale wariacje językowe w ramach jednego tematu są chyba jak najbardziej w porządku.


Odpowiedz
Wpisy: 112
(@almandynka)
Połączone: 1 rok temu

A wracając do tej religijnej strony - czy ktoś wie, jak to wygląda w islamie? Bo dużo tu mówiliście o chrześcijaństwie i hinduizmie, ale ten wątek jakby zniknął.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Almandynka W islamie jest pojęcie dua, czyli osobistej, spontanicznej modlitwy-rozmowy z Bogiem. Niektórzy badacze wskazują podobieństwo do afirmacji, bo dua może być wypowiadana wielokrotnie, z pełnym skupieniem i w pierwszej osobie. Ale znów - kluczowe jest to, że Bóg jest adresatem, nie własna podświadomość. Napięcie jest podobne do tego w chrześcijaństwie.


Odpowiedz
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Almandynka Żeby dopowiedzieć - w islamie jest też pojęcie tawakkul, czyli zdania się na Boga po podjęciu działania. I to jest moim zdaniem ważniejsza paralela niż dua, bo tawakkul zakłada, że człowiek robi, co może, a resztę oddaje. Afirmacja mogłaby być właśnie tym 'robieniem co mogę' na poziomie umysłu, bez roszczenia sobie prawa do decydowania o wyniku. Tylko że to wymaga pewnej gimnastyki interpretacyjnej i nie każdy muzułmanin się z tym zgodzi.


Odpowiedz
(@almandynka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 112

@Obsydianka A czy ta gimnastyka interpretacyjna nie jest właśnie problemem? Bo jeśli trzeba się specjalnie nagiąć, żeby swoje przekonania pogodzić z afirmacją, to może sygnał, że ta metoda po prostu nie jest dla każdego?


Odpowiedz
(@telepata84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 137

@Almandynka No właśnie to chciałem powiedzieć dużo wcześniej. Afirmacja jako technika jest zakorzeniona w zachodniej psychologii z silnym odcieniem new age i ta baza kulturowa jest w niej po prostu wbudowana. Nie da się jej wysterylizować do zupełnej neutralności religijnej, bo będzie miała zawsze jakiś ładunek światopoglądowy.


Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Telepata84 Nie do końca się zgadzam. Runy też mają konkretne zakorzenienie kulturowe - nordyckie, pogańskie - a mimo to korzystają z nich osoby chrześcijańskie, dostosowując znaczenie do swojego systemu. Myślę, że to kwestia tego, jak elastyczna jest dana tradycja i jak elastyczny jest konkretny człowiek, a nie tego, że metoda sama w sobie jest nieprzenaszalna.


Odpowiedz
(@telepata84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 137

@Berkana Ale runy to system symboliczny, który można odczytywać na różne sposoby. Afirmacja ma konkretną strukturę gramatyczną i czas teraźniejszy, który zakłada, że coś jest, zanim faktycznie jest - i to jest metafizyczny krok wiary w sprawczość własnego umysłu. To nie jest tak neutralne jak symbol.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Telepata84 A czy czas teraźniejszy w afirmacji jest naprawdę aż takim problemem, czy to bardziej kwestia tego, jak to sobie tłumaczymy? Bo można powiedzieć, że 'Jestem spokojna' to nie jest twierdzenie o fakcie, tylko wyrażenie intencji w formie teraźniejszej. Trochę jak życzenie sformułowane gramatycznie inaczej niż zwykle.


Odpowiedz
(@zielarz68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 160

@Caroletta To ciekawy punkt, ale tu właśnie jest pęknięcie. Część tradycji afirmacyjnych wyraźnie mówi, że czas teraźniejszy ma udawać mózgowi, że to już jest prawda - i to jest intencyjne. Jeśli ktoś to wie i ta mechanika go odrzuca, to zmiana interpretacji na 'wyrażam intencję' może działać, ale trzeba wiedzieć, że rozmija się z oryginalnym założeniem metody.


Odpowiedz
Wpisy: 388
(@stokrotunia)
Połączone: 6 miesięcy temu

A skąd w ogóle wziął się ten czas teraźniejszy w afirmacjach? Kto to wymyślił i dlaczego? Czy to jakaś konkretna teoria psychologiczna, czy po prostu tradycja?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@wozka90)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 465

@Stokrotunia Nie mam pewności co do jednego twórcy, ale najczęściej wskazuje się na Coué'go z początku XX wieku i jego metodę autosugestii - on zalecał powtarzanie 'Z każdym dniem, pod każdym względem, czuję się coraz lepiej'. Czas teraźniejszy jako taki bardziej rozwinął się w nurcie new age i współczesnym coachingu. Louise Hay to jedno z najczęściej wymienianych nazwisk w tej wersji, choć ona sama czerpała z różnych źródeł.


Odpowiedz
(@halinka55)
Połączone: 4 dni temu

Wpisy: 246

@Wozka90 To ciekawe, że Coué nie używał tak dosłownego czasu teraźniejszego jak te dzisiejsze afirmacje. 'Czuję się coraz lepiej' to trochę coś innego niż 'Jestem zdrowa i silna'. Może ta różnica jest ważna?


Odpowiedz
(@wozka90)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 465

@Halinka55 Dokładnie to zauważają niektórzy badacze. Forma Coué'go jest procesem, a nie faktem - 'coraz lepiej' zakłada zmianę w czasie, nie gotowy stan. To może być łatwiejsze do przyjęcia i dla osób religijnych, i dla tych, które mają problem z mówieniem nieprawdy o sobie.


Odpowiedz
(@bibianna)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 225

@Wozka90 To znaczy, że mogłabym przerobić moje afirmacje na taką formę procesową? 'Coraz bardziej ufam sobie' zamiast 'Ufam sobie'? I to nadal byłoby afirmacją?


Odpowiedz
Wpisy: 160
(@zielarz68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Jak najbardziej. Zresztą taka forma jest często łatwiejsza do zaakceptowania przez podświadomość, bo nie uruchamia od razu tego wewnętrznego 'ale to nieprawda'. Twój umysł nie protestuje, bo nie mówisz, że coś już jest - mówisz, że staje się. To subtelna różnica, ale dla osób z silnymi przekonaniami religijnymi lub wysokim krytycyzmem wewnętrznym może działać lepiej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@alusia83)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 385

@Zielarz68 Mam jedno pytanie do tego, co napisałeś. Czy to 'nie uruchamia protestu podświadomości' to jest Twoja obserwacja z praktyki, czy gdzieś czytałeś o tym jako opisanym mechanizmie? Bo słyszałam podobne rzeczy, ale nie wiem, czy to wiedza potwierdzona, czy raczej popularne przekonanie w środowiskach coachingowych.


Odpowiedz
(@zielarz68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 160

@Alusia83 Uczciwie - to jest moje doświadczenie z obserwacji siebie i kilku znajomych, plus rzeczy, które czytałem w kontekście terapii poznawczo-behawioralnej, nie stricte afirmacji. Więc nie podam Ci tytułu badania, ale ten mechanizm oporu wobec niespójnych przekonań jest opisany w psychologii jako dysonans poznawczy. Czy to wystarczające uzasadnienie - nie wiem, ale tak to rozumiem.


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wracając do wątku religijnego, bo myślę że go nieco zgubiliśmy - ktoś wie, jak to wygląda w buddyzmie? Pytam, bo buddyzm jest często przedstawiany jako 'przyjazny' praktykom zachodnim, ale w klasycznym buddyzmie theravada pojęcie jaźni, która coś afirmuje, jest problematyczne samo w sobie.


Odpowiedz
10 Odpowiedzi
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Obsydianka Masz rację, że to ciekawy przypadek. W buddyzmie zen metta bhavana - medytacja życzliwości - ma formę, która trochę przypomina afirmację: 'Niech będę szczęśliwy, niech będę wolny od cierpienia'. Ale to jest życzenie, nie twierdzenie o stanie faktycznym. I nie zakłada sprawczości 'ja', tylko otwarcie na możliwość. Różnica chyba kluczowa.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Berkana To jest dokładnie to, co próbowałam powiedzieć wcześniej o formach otwartych. 'Niech będę' to zupełnie inny kaliber niż 'Jestem'. I ciekawe, że ta buddyjska formuła jest stara, wypracowana przez tradycję, a nie wymyślona przez kogoś w latach 80. Może właśnie dlatego daje się ją przyjąć w różnych kontekstach?


Odpowiedz
(@jadzieńkaa)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 124

@Caroletta A jak długo trzeba powtarzać taką formę 'Niech będę', żeby poczuć różnicę? Bo czytam całą tę dyskusję i mam wrażenie, że każda forma ma coś za i coś przeciw, i nie wiem od czego w ogóle zacząć.


Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Jadzienkaa Nie ma jednej odpowiedzi, bo to zależy od osoby i od tego, z czym przychodzi. Ale mogę powiedzieć, że w metta bhavanie zaleca się regularne praktykowanie przez kilka tygodni, żeby cokolwiek poczuć - i to nie jest 'poczuć efekt w życiu', tylko najpierw poczuć w sobie podczas samej praktyki. To różnica, którą warto mieć z tyłu głowy zanim zaczniesz sprawdzać, czy 'działa'.


Odpowiedz
(@stokrotunia)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 388

@Berkana A ta metta bhavana - czy to się praktykuje na głos, czy w myślach? Bo zastanawiam się, czy forma wypowiadana głośno działa inaczej niż wewnętrzna.


Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Stokrotunia Oba sposoby są stosowane. W klasycznej praktyce często zaczyna się od cichego powtarzania w umyśle, ale niektórzy nauczyciele zalecają też śpiewanie lub mówienie na głos, szczególnie na początku, kiedy trudno utrzymać skupienie. Natomiast to inne pytanie niż afirmacje w stylu zachodnim - tam często kładzie się nacisk właśnie na głos jako nośnik przekonania. Nie mieszajmy tych dwóch rzeczy, bo mają różne założenia.


Odpowiedz
(@jadzieńkaa)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 124

@Berkana Rozumiem, że to różne tradycje, ale czy któraś jest łatwiejsza dla osoby, która dopiero zaczyna i nie jest pewna, w co wierzy? Pytam serio, bo mam wrażenie, że ta buddyjska forma jest spokojniejsza, mniej... natrętna.


Odpowiedz
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Jadzienkaa 'Mniej natrętna' to ciekawe słowo. Myślę, że trafiłaś w coś ważnego. Forma życzeniowa nie wymaga od ciebie udawania, że już coś masz. Stawiasz się w roli kogoś, kto pragnie zmiany, nie kogoś, kto twierdzi, że zmiana już zaszła. Dla osób z silnym krytykiem wewnętrznym to naprawdę może być różnica.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Obsydianka Ale czy forma życzeniowa nie osłabia zaangażowania emocjonalnego? Słyszałam, że w afirmacjach zachodnich właśnie ten ładunek emocjonalny jest kluczowy - że nie samo słowo działa, tylko to, co czujesz wypowiadając je. Życzenie brzmi trochę jak prośba do kogoś z zewnątrz, nie jak własna sprawczość.


Odpowiedz
(@zielarz68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 160

@Caroletta To zależy, co rozumiesz przez sprawczość. Jeśli ktoś wywodzi się z tradycji, gdzie sprawczość pochodzi od Boga, modlitwa jest właśnie formą działania, a nie pasywności. Dla takiej osoby forma życzeniowa może być bardziej autentyczna i przez to mocniejsza emocjonalnie niż twierdzenie, które brzmi dla niej jak zarozumiałość.


Odpowiedz
Wpisy: 225
Rozpoczynający temat
(@bibianna)
Połączone: 11 miesięcy temu

Właśnie nad tym siedzę od rana. Wychowałam się w katolickiej rodzinie i kiedy mówię 'Jestem godna miłości', to coś we mnie protestuje, bo brzmi to jak stawianie się ponad Bogiem. Ale 'Niech będę godna miłości' brzmi jak modlitwa. Czy to ma sens jako afirmacja? Czy to już jest modlitwa, a nie afirmacja?


Odpowiedz
Wpisy: 465
(@wozka90)
Połączone: 2 lata temu

Myślę, że granica między modlitwą a afirmacją jest płynna i nie ma sensu jej za bardzo sztywno wyznaczać. Coué też nie był człowiekiem religijnym, a jego formuła wielu osobom wierzącym pasuje, bo skupia się na procesie, nie na twierdzeniu. Może ważniejsze jest to, czy coś dla ciebie działa, a nie jak to nazwiemy.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@telepata84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 137

@Wozka90 Ale ta płynność nie jest dla każdego wygodna. Są tradycje, gdzie modlitwa jest modlitwą i ma konkretne miejsce w praktyce duchowej, a nazywanie afirmacji modlitwą mogłoby być odebrane jako trywializowanie. Znam osoby, które właśnie dlatego całkowicie odrzucają afirmacje - bo czują, że to podrabianie modlitwy bez Boga.


Odpowiedz
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Telepata84 Ale czy te osoby odrzucają mechanizm, czy etykietę? Bo jeśli ktoś regularnie powtarza sobie rano 'Ufam, że Bóg prowadzi moje kroki i daję z siebie najlepsze, co mogę', to technicznie jest to afirmacja. Tylko że osadzona w ich własnym języku i oni sami nie powiedzieliby, że robią afirmacje.


Odpowiedz
(@alusia83)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 385

@Obsydianka To jest właśnie ciekawy punkt. Czy mechanizm działa niezależnie od tego, jak go nazwiemy i czy jesteśmy świadomi, że go stosujemy? Bo jeśli tak, to argument 'afirmacje są sprzeczne z moją wiarą' dotyczy raczej słowa niż samej praktyki.


Odpowiedz
Wpisy: 246
(@halinka55)
Połączone: 4 dni temu

U nas w parafii jest pewna pani, która codziennie rano czyta wybrane psalmy i mówi, że to ją 'nastawia na dzień'. Nie wie, co to afirmacja, ale jak jej opisałam, o czym jest ten wątek, to powiedziała, że właśnie to robi. Myślę, że to dobry przykład na to, co Obsydianka napisała.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Halinka55 To dobry przykład i znam podobne. W tradycji nordyckiej były galdr - śpiewane zaklęcia, które też były formą wzmacniania przekonania i woli przez powtarzanie. Nikt wtedy nie myślał kategoriami 'afirmacja', a mechanizm był bardzo podobny. Tradycje same z siebie wypracowały podobne narzędzia, tylko każda w swoim języku.


Odpowiedz
Wpisy: 235
(@edytka56)
Połączone: 1 miesiąc temu

przepraszam że wchodzę w środku ale mam pytanko - czy te galdr można łączyć z afirmacjami? czyli na przykład śpiewać po staroislandku jakieś słowa i jednocześnie mieć to jako swoją afirmację? czy to byłoby pomieszanie tradycji?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Edytka56 Można próbować, ale uczciwie powiem, że galdr to nie tylko śpiewanie słów - to konkretna praktyka z określonymi runami, tonami i intencją w kontekście nordyckiego systemu. Jeśli ktoś wyrywa z tego tylko dźwięk i wkleja w zachodnie afirmacje, to już nie jest galdr. Może działać jako coś innego, ale nie nazywałabym tego łączeniem tradycji, raczej czerpaniem inspiracji.


Odpowiedz
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Berkana A czy to jest problem, jeśli działa? Pytam, bo mam wrażenie, że czasem za bardzo pilnujemy czystości tradycji i przez to zamykamy się na rzeczy, które mogłyby komuś realnie pomóc.


Odpowiedz
(@berkana)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 652

@Caroletta Nie twierdzę, że to problem dla osoby praktykującej. Mówię tylko, żeby nie mylić nazw, bo to powoduje zamieszanie - ktoś sądzi, że robi autentyczny galdr, a potem pyta, dlaczego nie działa tak jak opisano w źródłach, i okazuje się, że robi coś zupełnie innego. Precyzja w nazewnictwie to nie puryzm, to po prostu uczciwość wobec siebie.


Odpowiedz
Wpisy: 160
(@zielarz68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wracając do kwestii religijnych - bo trochę odpłynęliśmy ku tradycjom pogańskim. Bibianna pytała o katolicki kontekst. Mam wrażenie, że dla osób wierzących najbezpieczniejsza forma to właśnie afirmacja procesowa połączona z dziękczynieniem. Zamiast 'Jestem zdrowa', coś w stylu 'Dziękuję za zdrowie, które wzrasta'. To łączy formę afirmacyjną z postawy modlitewną i nie wymaga wybrania jednego języka.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bibianna)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 225

@Zielarz68 'Dziękuję za zdrowie, które wzrasta' - to mi naprawdę coś kliknęło. Czy takie formuły gdzieś opisano, czy to Twoje własne? Chciałabym coś takiego poćwiczyć, bo brzmi naturalnie i nie czuję w tym fałszu.


Odpowiedz
Wpisy: 465
(@wozka90)
Połączone: 2 lata temu

Podobne formuły opisywała m.in. Louise Hay, choć w innym kontekście - u niej afirmacja z wdzięcznością to jeden z podstawowych wariantów. Ale też w nurcie mindfulness i terapii akceptacji mówi się o afirmowaniu przez uznanie tego, co jest, zamiast twierdzenia o tym, czego nie ma. Zielarz68 trafnie to podsumował, choć warto wiedzieć, że to nie jest jedna konkretna szkoła, tylko kilka tradycji idących w podobnym kierunku.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@alusia83)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 385

@Wozka90 Louise Hay mnie tu trochę zatrzymuje, bo ona jednak operowała bardzo konkretnym językiem twierdzącym, nie dziękczynieniem. Skąd masz, że u niej wdzięczność była podstawowym wariantem? Pamiętam jej afirmacje jako raczej oznajmujące - 'Kocham i akceptuję siebie' i tak dalej. Czy nie mylisz jej z kimś?


Odpowiedz
(@wozka90)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 465

@Alusia83 Masz rację, że jej sztandarowe formuły były twierdzące. Miałam na myśli raczej to, że w jej późniejszych pracach i nagraniach pojawiały się też formuły z wdzięcznością jako wzmocnieniem, nie jako podstawą. Ale mogłam to pomieszać, przyznaję.


Odpowiedz
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Alusia83 Właśnie, to ważne rozróżnienie. Hay szła raczej w stronę bezwarunkowego stwierdzenia obecnego stanu - nawet jeśli go jeszcze nie masz, mówisz jakbyś miała. To zresztą jest to, co Bibianna opisywała jako problem - dla kogoś z katolickim backgroundem takie twierdzenie może brzmieć fałszywie lub nawet arogancko. Formuła dziękczynienna pochodzi raczej z innych nurtów, np. z modlitwy afirmatywnej w Science of Mind.


Odpowiedz
Wpisy: 225
Rozpoczynający temat
(@bibianna)
Połączone: 11 miesięcy temu

To 'Science of Mind' - co to właściwie jest? Brzmi naukowo, ale domyślam się, że to jakiś ruch duchowy?


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Science of Mind to ruch założony przez Ernesta Holmesa w latach 20. XX wieku w USA, wywodzący się z New Thought. Mieszanka filozofii, teologii protestanckiej i wczesnej psychologii. Ich modlitwa afirmatywna wygląda mniej więcej tak: zaczynasz od uznania, że Bóg istnieje, potem twierdzisz jedność z tym źródłem, a na końcu dziękujesz za to, że zmiana już się dokonuje. Dla osoby wierzącej może być to całkiem naturalna forma, bo zawiera element teologiczny. Dla osoby niereligijnej już mniej.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@caroletta)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1160

@Obsydianka Czyli to jest ruch, który od początku próbował pogodzić afirmację z wiarą? To ciekawe, bo wychodzi na to, że pytanie Bibiannej nie jest nowe - ludzie rozwiązywali to jakieś sto lat temu. Tylko że w Polsce mało kto o tym wie.


Odpowiedz
(@telepata84)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 137

@Caroletta Ale New Thought to dość specyficzna teologia protestancka - i właśnie to może być problem dla katolika. To nie jest neutralne. Ktoś, kto jest silnie zakorzeniony w katolicyzmie, może poczuć się nieswojo z tym systemem, bo on zakłada inną relację człowieka z Bogiem niż katechizm. Tam masz bezpośredni dostęp do boskiej mocy przez własną myśl - co w katolickim rozumieniu może już zahaczać o magiczne myślenie.


Odpowiedz
(@zielarz68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 160

@Telepata84 To jest słuszna obserwacja, ale chyba za szeroka. 'Magiczne myślenie' w teologii katolickiej to coś konkretnego - próba wpływania na Boga przez mechaniczne działania. Modlitwa wstawiennicza też zakłada, że twoje słowa i intencja coś zmieniają, a nikt nie nazywa jej magią. Granica jest cienka i zależy od kontekstu intencji, a nie samej formy.


Odpowiedz
(@jadzieńkaa)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 124

@Zielarz68 Czyli rozumiem, że to kwestia tego, czy modlisz się DO Boga, czy myślisz, że SAM z siebie coś tworzysz? Bo to chyba jest ten punkt, gdzie katolicyzm i New Thought się rozchodzą?


Odpowiedz
(@zielarz68)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 160

@Jadzienkaa Dokładnie to mam na myśli. Jeśli afirmacja jest dla ciebie prośbą, dziękczynieniem albo potwierdzeniem wiary, mieści się w tradycji katolickiej bez większych napięć. Jeśli zakłada, że twój umysł sam kreuje rzeczywistość niezależnie od Boga - to już jest problem teologiczny dla kogoś wierzącego.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: