Wracając do wątku o pisaniu kontra mówieniu, bo Glozka i Nikodem się trochę posprzeczali i ta część urwała się w pół. Czy ktoś faktycznie doświadczył różnicy między pisaniem afirmacji a mówieniem ich na głos, właśnie przy pracy z zawiścią albo inną trudną emocją?
Właśnie to mnie tutaj zastanawia od początku. Zobaczyłam opór, rozpoznałam zawiść, siedzę z nią chwilę. I co dalej? Czy wracam do afirmacji, czy jest jakiś krok między 'siedzeniem z emocją' a powrotem do pozytywnego zdania?
To jest najważniejsze pytanie w tym wątku. Między siedzeniem z emocją a afirmacją jest krok, który rzadko się opisuje wprost. Chodzi o jakieś małe przyzwolenie. Nie 'ok, już nie czuję zawiści', tylko 'ok, rozumiem czego chcę i mogę tego chcieć'. Afirmacja przychodzi po tym przyzwoleniu, nie zamiast niego. Bez tego kroku afirmacja rzeczywiście skacze ponad emocję.
Właśnie to mnie też zatrzymuje. Siedziałam z tą zawiścią i w pewnym momencie powiedziałam sobie 'ok, chcę tego co ona ma i mam prawo tego chcieć'. Ale czy to było naprawdę przyzwolenie, czy tylko kolejna afirmacja w innym opakowaniu?
Czyli właściwie chodzi o to, żeby nie uciekać od bólu przy tym zdaniu? Że przepracowanie nie polega na tym, żeby ból znikł, tylko żeby nie bać się go nazwać wprost?
A ja mam inne pytanie, bardziej praktyczne. Ile w ogóle trzeba siedzieć z tą emocją zanim się przejdzie do afirmacji? Bo czytam tu o przepracowaniu i przyzwoleniu i to wszystko brzmi jakby to były tygodnie pracy, a nie pięć minut przed wyjściem do pracy.
Mam podobny problem co Gabryś, tylko z innej strony. Siedzę z emocją, rozpoznaję ją, ale potem przy afirmacji mam wrażenie że 'udaję'. Jakbym mówił coś, w co nie wierzę i to uczucie udawania nie przechodzi nawet po kilku dniach. Czy to normalny etap?
Ja mam to samo co Romcia86. I dlatego w ogóle zaczęłam się zastanawiać czy afirmacje są dla mnie. Może są osoby, które tak mają i po prostu afirmacje ich nie biorą?
Dorzucę inną perspektywę. Może uczucie udawania bierze się też stąd, że afirmacja jest sformułowana zbyt daleko od aktualnego stanu. 'Jestem pełna miłości do ludzi' przy silnej zawiści to jest kosmiczny dystans. 'Zaczynam rozumieć skąd bierze się moja zawiść' to zdanie, które może być prawdziwe już teraz. To różne punkty startowe.
Mogą działać niezależnie, oczywiście. Nie twierdzę, że bez pracy z czakrami afirmacje są bezużyteczne. Ale przy zawiści, która siedzi głęboko, te stopniowe afirmacje trafiają moim zdaniem w pewną ścianę, jeśli nie ma żadnej pracy z samym ciałem i energią. Słowa to jeden poziom, energia to inny. Można obie rzeczy robić równolegle.
Wracając do tego, co mówiłem wcześniej o uczuciu udawania. Próbowałem tej metody stopniowania o której pisał Bolek i faktycznie jest inaczej. Zamiast 'jestem wolny od zawiści' powiedziałem sobie coś w stylu 'zaczynam przyglądać się temu, czego mi brakuje'. I nie czułem się tak bardzo jak kłamca. Ale nie wiem, czy to jest praca z zawiścią czy tylko jej przemianowywanie.
Ale to trochę wygląda jakbyśmy doszli do wniosku, że afirmacje same w sobie są może mało skuteczne przy zawiści i potrzebne jest jeszcze coś innego. Czy to jest wniosek tej rozmowy, czy ja to źle czytam?
A macie w ogóle przykłady, że ktoś przepracował zawiść właśnie przez afirmacje i coś się realnie zmieniło? Nie chodzi mi o to że się poczuł lepiej przez tydzień, tylko o trwałą zmianę w tym jak reaguje na sukcesy innych ludzi.
Mnie właśnie ta niepewność blokuje. Nie wiem czy coś działa bo jest za mało danych, i rezygnuję za wcześnie. A może gdybym była bardziej cierpliwa, to byłoby widać. Jak wy w ogóle decydujecie kiedy dać metodzie szansę, a kiedy powiedzieć że ona po prostu nie jest dla mnie?
Mam wrażenie, że ta rozmowa pokazuje coś, od czego zaczęłam temat, tylko teraz to widzę wyraźniej. To nie jest pytanie 'afirmacje działają czy nie działają na zawiść', tylko 'jak je stosować żeby nie tłumić'. I właściwie wszyscy tu mówimy o tym samym, że klucz jest w tym, żeby nie uciec od zawiści tylko ją zobaczyć zanim pójdzie się dalej.
I to jest odpowiedź na pytanie z tytułu. Ale ja nadal nie wiem jak to rozpoznać u siebie w praktyce, czy widzę emocję czy tylko mi się wydaje że widzę. Czy jest jakiś sygnał, który pokazuje że to drugie?
Ja też mam ten problem z rozróżnianiem. Bo u mnie każda afirmacja o zawiści wywołuje opór, tylko nie wiem skąd on pochodzi. Może po prostu nie lubię tego ćwiczenia?
A czy to nie jest tak, że same afirmacje nigdy nie były po to, żeby pracować z trudnymi emocjami, tylko żeby budować nowe przekonania? Bo może my tu próbujemy użyć ich do czegoś, do czego nie zostały stworzone.
To właśnie jest mój problem. Wzięłam kilka gotowych zestawów afirmacji na zawiść i żadna nie pasuje do tego, co faktycznie czuję. Może muszę napisać własne? Ale jak mam napisać własną, skoro nie wiem co właściwie czuję?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie do wszystkich, bo chyba nie padło wprost: czy ktoś tu ma doświadczenie z tym, że afirmacja wywołała coś nieoczekiwanego? Nie chodzi mi o to że zadziałała lub nie, tylko że po jej stosowaniu coś się zmieniło, ale zupełnie inaczej niż planowałaś?
Mnie się zdarzyło, że po kilku dniach powtarzania afirmacji o zawiści zrobiłem się bardziej drażliwy na tematy sukcesu u innych, nie mniej. Wtedy przestałem. Ale teraz z tej rozmowy nie wiem, czy to był sygnał że dotknąłem czegoś prawdziwego, czy że robiłem to źle.
Tylko że jak mam pisać co czuję, to wychodzi mi chaos. Raz piszę że jestem zła, raz że smutna, raz że wstydzę się że w ogóle zazdroszczę. Jak to potem zebrać w jakąś sensowną afirmację?
Właśnie tego się bałam że to bardziej skomplikowane niż myślałam. Ale mam pytanie do całej tej rozmowy - czy ktoś ma doświadczenie z tym, że ta praca z afirmacjami i zawiścią faktycznie coś zmieniła długoterminowo? Nie w ciągu tygodnia, tylko naprawdę po czasie?
Mogę odpowiedzieć, bo mam za sobą kilka miesięcy takiej pracy, choć nie tylko afirmacje. U mnie zmiana była stopniowa i w ogóle jej nie zauważyłam, dopóki nie porównałam jak reaguję teraz na konkretną osobę a jak reagowałam pół roku temu. To nie jest moment oświecenia, tylko cicha zmiana sposobu myślenia.
Czyli wychodzi na to, że afirmacja sama z siebie to za mało i zawsze trzeba czegoś więcej? To po co w ogóle zaczynać od afirmacji, skoro i tak trzeba szukać innych metod?
To zupełnie zmienia to co rozumiałam przez afirmacje. Myślałam że to jest metoda, a tu wychodzi że to raczej uzupełnienie do metody. Trochę czuję że byłam wprowadzona w błąd przez te wszystkie kursy online.
A ja w sumie nie rozumiem jednej rzeczy - jeśli afirmacja ma utrzymać kierunek, to jak mam wiedzieć jaki kierunek chcę utrzymać, zanim w ogóle zacznę? Bo przy zawiści to nie jest takie oczywiste, co chcę zamiast tego czuć.
