Zaczęłam ostatnio używać afirmacji właśnie po to, żeby przepracować zawiść, którą czuję do koleżanki z pracy. Mówię sobie codziennie rano coś w stylu 'cieszę się sukcesami innych' albo 'mam wszystko, czego potrzebuję'. I tu mam wątpliwość, bo po jakimś czasie zaczęłam się zastanawiać czy ja naprawdę coś zmieniam w środku, czy tylko zaklejam coś na wierzchu. Ktoś miał podobnie?
To bardzo uczciwe pytanie i cieszę się, że je zadajesz, bo niewielu ludzi w ogóle się nad tym zastanawia. Moim zdaniem różnica tkwi właśnie w tym, czy afirmacja idzie w parze z jakimś wewnętrznym rozpoznaniem emocji, czy zamiast niego. Jeśli przed powtórzeniem 'cieszę się sukcesami innych' nie ma żadnego momentu, w którym się przyznasz, że ta zawiść w ogóle istnieje, to wtedy faktycznie może to być tylko tynk.
Zgadzam się z Hortensją, ale dodam jeszcze jedną rzecz. Zawiść to emocja związana z zablokowaną czakrą solarną albo sercową, więc sama afirmacja słowna bez pracy z tymi centrami energetycznymi może być niewystarczająca. Polecam równolegle zieloną świecę przy medytacji i kamień pomocny przy czakrze serca, np. awenturyn.
Wracając do samego pytania otwierającego ten wątek, bo kamienie to osobna rozmowa. Mnie bardziej ciekawi ta granica między przepracowaniem emocji a jej tłumieniem przez afirmacje. Myślę, że to zależy nie tyle od treści afirmacji co od tego, w jakim stanie emocjonalnym zaczynasz powtarzanie. Jeśli czujesz zawiść, a powtarzasz 'nie czuję zawiści', to tłumisz. Jeśli czujesz zawiść, przyznajesz się do tego, i mówisz 'uczę się akceptować swoje emocje', to to jest inna jakość.
Ja czytałem gdzieś, że powtarzanie afirmacji działa już samym mechanizmem, nawet jeśli się nie czuje tego co się mówi. Podobno po jakimś czasie mózg zaczyna to przyjmować jako prawdę. Czy to nieprawda?
Przepraszam, że wchodzę, ale mam pytanie trochę z boku. Skąd w ogóle wiadomo, czy efekt po kilku tygodniach afirmacji to zasługa afirmacji, a nie po prostu tego, że czas mija i emocje naturalnie słabną? Jak to rozróżnić?
Ja mam inną obserwację. Pracowałem przez jakiś czas z afirmacjami i mój błąd polegał na tym, że skupiałem się wyłącznie na warstwie słownej. Powtarzałem mechanicznie i nic się nie zmieniało. Zmiana nastąpiła dopiero kiedy zacząłem dodawać wizualizację i świadome oddychanie przed samą afirmacją. To nie była magia, to było po prostu wprowadzenie ciała w stan gotowości na przyjęcie nowej treści.
Rozumiem mniej więcej o czym piszecie, ale mam pytanie podstawowe. Czy te afirmacje przy zawiści powinny być skierowane ogólnie, np. do wszystkich ludzi, czy może konkretnie do tej jednej osoby, której się zazdrości? Czy to robi różnicę?
Wracając do mojego pierwotnego pytania, bo tu pada dużo ciekawych rzeczy. Rozumiem już, że kluczowe jest to, czy najpierw przyznam sobie do tej emocji, czy od razu próbuję ją nakrywać afirmacją. Ale mam jeszcze jedno: co jeśli samo przyznanie się i skupianie na zawiści ją wzmacnia? Czytałam gdzieś, że skupianie uwagi na emocji ją karmi.
To jest popularne uproszczenie i tu trzeba być ostrożnym. Skupianie się na emocji z pozycji obserwatora, bez utożsamiania się z nią, nie wzmacnia jej, wręcz przeciwnie. Problem pojawia się kiedy zamiast obserwować, zaczynasz przeżuwać, czyli wracasz w kółko do tej samej narracji, do historii o tym dlaczego masz rację, że zazdroszczysz. To jest ruminacja i to rzeczywiście wzmacnia emocję. Samo zauważenie i nazwanie jej, bez dodatkowej opowieści, jest neutralne albo wyzwalające.
Dobrze, to chyba zaczynam rozumieć. Ale wróćmy do mojego pytania z wcześniej, bo Hortensja go nie dokończyła. Jeśli skupiam się na emocji i ją obserwuję, to kiedy właściwie przechodzę do afirmacji? Po minucie? Po godzinie? Czy jest jakiś sygnał, że 'teraz mogę'?
To nie jest kwestia czasu, tylko stanu. Sygnałem jest moment, kiedy emocja trochę traci ostrość. Nie znika, ale przestaje cię całkowicie pochłaniać. Dopiero wtedy afirmacja ma grunt pod sobą. Jeśli wchodzisz w nią kiedy jesteś w samym środku zawiści, to ona i tak nie przenika, mózg ją odrzuca jako niezgodną z aktualnym stanem.
Dorzucę coś do tej rozmowy, bo mnie to akurat dotyczyło. Przez długi czas myślałem, że zawiść którą czuję to problem moralny, że jestem złym człowiekiem i trzeba to usunąć. I to podejście sprawiało, że afirmacje działały jak tłumik, a nie jak praca. Zmiana nastąpiła kiedy przestałem traktować tę emocję jak wroga, a zacząłem traktować ją jak informację. Wtedy afirmacja zaczęła coś znaczyć.
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że pomijamy jeden aspekt. Jeśli zawiść jest naprawdę silna i długotrwała, to może być też kwestia zablokowanego przepływu energii. Sama praca słowna i mentalna to jedno, ale równoległa praca z ciałem, na przykład przez oddech czy uziemienie, może przyspieszyć cały proces. Sama tak robiłam i widziałam różnicę.
Mam pytanie trochę z boku tej rozmowy. Mówicie o obserwowaniu emocji i nieidentyfikowaniu się z nią. Czy to jest to samo, co mindfulness? Bo słyszałem, że mindfulness pomaga przy emocjach, ale nie rozumiem jak to się przekłada konkretnie na afirmacje.
No dobra, ale w tej rozmowie wszyscy mówią 'zanim zaczniesz afirmację, zrób to i tamto'. Czyli właściwie afirmacje same w sobie są na końcu długiej listy przygotowań? Czy nie po to są afirmacje, żeby były proste i dostępne? Bo zaczynam czuć, że to bardziej skomplikowane niż mi się wydawało.
Właśnie, to jest chyba mój problem. Nie wiem czy moja zawiść jest 'poważna' czy nie. Czuję ją od jakiegoś czasu do koleżanki z pracy i nie umiem ocenić, czy to coś wymagającego głębszej pracy, czy po prostu mogę zacząć od afirmacji i zobaczyć co się stanie.
To jest właśnie to pytanie, które warto sobie zadać. Nie chodzi o to, czy zawiść jest 'poważna' obiektywnie, tylko czy ona cię blokuje. Czy przez nią unikasz tej osoby, nie cieszysz się własnymi sukcesami, myślisz o niej kompulsywnie? Jeśli tak, to sygnał, że sama afirmacja może nie wystarczyć na start.
Mnie w tej rozmowie zastanawia jedno. Mówimy ciągle o zawiści jako o czymś, co trzeba 'przepracować', zanim dotkniemy afirmacji. Ale są szkoły, które twierdzą, że samo regularne powtarzanie pozytywnych stwierdzeń powoli podmywa negatywną emocję od dołu, bez bezpośredniej z nią konfrontacji. Nie mówię że to jedyna droga, ale dlaczego od razu zakładamy, że konfrontacja jest konieczna?
Ja to rozumiem tak: jeśli po afirmacji czujesz ulgę, to dobry znak. Jeśli po afirmacji czujesz, że jakoś zagadałaś samą siebie, ale zawiść nadal tam siedzi cicho, to może być znak, że coś zakrywasz. Choć nie wiem czy to jest jakaś sprawdzona metoda rozróżnienia, czy po prostu moje odczucie.
A jak to jest z tymi afirmacjami pisanymi kontra mówionymi na głos? Czytałem gdzieś, że pisanie własną ręką działa inaczej na mózg niż samo powtarzanie w głowie. Czy to ma jakieś znaczenie przy takim temacie jak zawiść?
To zmienia trochę moje myślenie o tym całym temacie. Zaczynałam pytać czy afirmacje tłumią emocje, a wychodzi na to, że zależy jak się je stosuje. Czy jest jakaś afirmacja, która konkretnie nadaje się do pracy z zawiścią, czy to naprawdę trzeba dobrać indywidualnie?
Indywidualnie zawsze lepiej, ale są pewne struktury zdań, które przy zawiści działają ostrożniej niż klasyczne 'mam wszystko czego potrzebuję'. Na przykład zdania zaczynające się od 'pozwalam sobie chcieć więcej' albo 'mój sukces nie wyklucza sukcesu innych' są mniej konfrontacyjne z emocją, bo nie zaprzeczają wprost temu co czujesz.
Dodam że wiele zależy od słownictwa w afirmacji. Forma 'jestem' przy silnej emocji bywa kontrskuteczna, bo umysł od razu to kwestionuje. Forma 'wybieram' albo 'uczę się' jest łagodniejsza i mniej wyzwala wewnętrzny opór. Nie mówię żeby rezygnować z 'jestem', ale na początku pracy z zawiścią to może być za duży krok.
Dobra, ale w praktyce to jak długo trzeba czekać żeby zobaczyć czy afirmacja działa czy tłumi? Bo czytam tutaj dużo teorii o oporze i uldze, ale nadal nie wiem ile czasu dać sobie zanim to ocenię.
Jest jeszcze jeden wymiar który tu pomijamy. Zawiść często jest powiązana z jakimś konkretnym obszarem, kariera, wygląd, relacje. Afirmacja generalna 'cieszę się sukcesami innych' może nie dotknąć tego konkretnego miejsca, które boli. Tu zgadzam się z tym co Bolek pisał wcześniej o doborze słownictwa, ale dodam że ważna jest też precyzja tematu.
A czy ktoś próbował łączyć afirmacje z medytacją i kamieniami? Czytałam że cytrynem przy wizualizacji można wzmocnić poczucie własnej wartości, które jest tym co tak naprawdę kryje się pod zawiścią. Czy to ma sens przy takim temacie?
