Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co obserwuję u siebie i u kilku osób z mojego otoczenia - mianowicie, że afirmacje zdają się działać na niektórych szybciej niż na innych, i to nie zawsze zależy od regularności powtarzania. Robiłam afirmacje codziennie przez kilka tygodni i nic. Znajoma zaczęła w tym samym czasie, po dziesięciu dniach mówiła, że coś wyraźnie drgnęło w jej nastawieniu. Obydwie robiłyśmy podobne zestawy, podobna pora dnia. Czy ktoś miał podobnie i ma jakiś pomysł, z czego to może wynikać?
Mnie się wydaje, że duże znaczenie ma to, jak bardzo ktoś wierzy w to, co mówi podczas afirmacji. Jeśli powtarzasz 'jestem pełna energii i siły' i gdzieś w środku coś mówi 'nieprawda', to te warstwy się gryzą. Słyszałam, że im mniej oporu wewnętrznego, tym szybciej. Ale to trochę błędne koło, bo jak masz opór, to właśnie przyszłaś po pomoc do afirmacji. Nie wiem, jak to przerwać praktycznie.
Też chciałam zapytać o to samo! Ja powtarzam afirmacje od miesiąca i szczerze nie czuję żadnej zmiany. Czytałam, że trzeba minimum 21 dni, ale już je minęłam i nic. Czy to znaczy, że afirmacje po prostu na mnie nie działają, czy robię coś źle?
Moim zdaniem decyduje czakra gardła. Jeśli jest zablokowana, słowa dosłownie nie przebijają się do energetycznej warstwy ciała i afirmacje pozostają tylko dźwiękiem. Widziałam to u klientek wielokrotnie - kiedy najpierw przepracowałyśmy piątą czakrę, afirmacje zaczęły działać w ciągu kilku dni. Bez tego można mówić miesiącami bez efektu.
A ja mam konkretne pytanie: czy jest jakiś sposób, żeby przyspieszyć ten cały proces? Bo nie chcę czekać miesięcy. Coraz bardziej się niecierpliwię i zaczynam myśleć, że to nie dla mnie.
Ten wątek dotyka czegoś, o czym rzadko się mówi wprost. Z mojej obserwacji - i mam tu sporo lat pracy z różnymi technikami - różnice w szybkości efektów są jak najbardziej realne, ale mają kilka możliwych źródeł naraz. Po pierwsze, typ dominującego systemu reprezentacji: ktoś, kto myśli obrazami, może potrzebować wzmocnienia afirmacji wizualizacją. Ktoś, kto jest bardzo kinestetyczny, potrzebuje cielesnego zakotwiczenia - ruchu, oddechu, postawy. Samo mówienie do siebie zdań jest efektywne głównie dla tych, którzy naturalnie przetwarzają przez język wewnętrzny. To nie jest kwestia wiary ani czakr, raczej dopasowania metody do sposobu, w jaki dany umysł przetwarza informacje.
Ja to rozumiem tak, że każda osoba ma inną energię bazową i nie da sie tego przeskoczyć. Jedni mają bardziej 'przepuszczalny' umysł, inni - bardziej oporny i tyle. Horoskop też chyba ma tu coś do powiedzenia - znaki ognia i powietrza szybciej adoptują nowe wzorce myślowe, znaki ziemi i wody potrzebuja więcej czasu. Widziałam to u znajomych i u siebie (mam Barana w ascendencie i mi naprawdę szybko idzie jak już sie zabiore do pracy). Może ktoś inaczej to widzi?
Przepraszam, że może głupie pytanie, ale - czy afirmacje trzeba koniecznie mówić na głos, czy myślenie nimi też działa? Bo nie zawsze mam warunki żeby mówić i zastanawiam się, czy przez to mogę tracić na efektywności.
Ale przecież mocna, zdecydowana afirmacja ma właśnie działać na podświadomość przez ten opór - musi być wystarczająco wyraźna, żeby 'przebić się'. Dlatego właśnie tak się je formułuje, w czasie teraźniejszym i pewnie. Moje klientki, które przechodziły na słabsze formy, miały gorsze efekty.
Dobra, to teraz jestem jeszcze bardziej zagubiona. Jedni mówią mocne afirmacje, drudzy miękkie. Jak w ogóle zdecydować co wybrać? Czy to jest po prostu kwestia przetestowania obu na sobie?
Słucham tej dyskusji i mam pytanie z trochę innej strony: czy ktoś próbował łączyć afirmacje z jakimś konkretnym momentem w cyklu dnia albo tygodnia? Mam na myśli nie tylko rano/wieczór, ale np. powiązanie z momentem, kiedy energia jest naturalnie wyższa. Astrologia tranzytów by tu coś wniosła, ale jestem ciekaw, czy ktoś to testował czysto obserwacyjnie, bez schematu.
Mam może trochę sceptyczne pytanie, ale z ciekawości - skąd wiadomo, że afirmacje w ogóle 'działają', a nie po prostu zmieniamy się z innych powodów, a afirmacje tylko temu towarzyszą? Bo przez te kilka stron dyskusji każdy opisuje coś trochę innego i zastanawiam się, jak to odróżnić.
Wróciłam do tego wątku, bo miałam kilka dni przerwy od afirmacji - nieplanowanej, po prostu o tym zapomniałam. I teraz nie wiem, czy to ma znaczenie. Czy przerwa cofa efekty, czy po wznowieniu można kontynuować od miejsca, w którym się skończyło?
Słucham całej tej dyskusji i zastanawiam się, czy nie omijamy jednej rzeczy - motywacji. Nie tej deklarowanej 'chcę się zmienić', ale tej głębszej: dlaczego naprawdę chcę, żeby ta afirmacja stała się prawdą. Bo mam wrażenie, że osoby, u których afirmacje działają szybciej, często mają bardzo konkretny i emocjonalnie ważny powód stojący za tą zmianą. Nie 'bo wyczytałam, że warto', ale 'bo to zmienia coś, co naprawdę mnie boli albo bardzo pragnę'. Czy ktoś ma inne doświadczenie?
Zgadzam się z tym i myślę, że to jest jeden z tych czynników, o których rzadko się mówi wprost. Emocja nadaje afirmacji 'ciężar' - bez niej to jest tylko zdanie powtarzane mechanicznie. Ale tu jest pułapka: intensywna emocja to nie zawsze intensywna motywacja w dobrym kierunku. Widziałam osoby, które były bardzo emocjonalnie zaangażowane w afirmację i właśnie dlatego efekty były odwrotne - bo emocja była oparta na strachu albo desperacji, nie na pragnieniu.
Mam pytanie do tego wątku o emocje przy afirmacji - czy ktoś próbował pracować z afirmacjami w połączeniu z wizualizacją, nie tylko z samym powtarzaniem? Bo mam wrażenie, że gdy dołączam obraz do słów, emocja pojawia się znacznie łatwiej. Zastanawiam się, czy to jest po prostu mój styl poznawczy, czy wizualizacja rzeczywiście pomaga w tym połączeniu słów z uczuciem.
Ale jak w ogóle przejść z tego 'stanu braku' do czegoś innego, zanim ta zmiana jeszcze nie nastąpiła? Bo to brzmi jak kolejne błędne koło - mam być w stanie obfitości, zanim cokolwiek się zmieni, a jak niby to zrobić, kiedy nic jeszcze się nie zmieniło?
Wracając do tematu różnic indywidualnych - bo trochę odpłynęliśmy - czy ktoś zauważył, że na różnych ludzi działają różne formaty afirmacji? Mam na myśli konkretnie: na jednych lepiej słowo pisane, na innych mówione, na jeszcze innych właśnie ta wizualizacja. Zastanawiam się, czy to jest kwestia indywidualnych preferencji sensorycznych, czy czegoś głębszego.
Mam pytanie trochę z boku tego sporu - czy pisanie afirmacji ręcznie jest naprawdę inne niż pisanie na klawiaturze? Pytam, bo nie mam nawyku pisania ręcznego i zastanawiam się, czy warto go specjalnie budować na potrzeby afirmacji, czy to nie ma aż takiego znaczenia.
Pisanie ręką vs klawiatura - jest tu pewna różnica, ale nie wynika ona z żadnego mistycznego charakteru pisma odręcznego. Chodzi o spowolnienie. Kiedy piszesz ręką, fizycznie nie możesz pisać tak szybko, jak myślisz. To wymusza przetworzenie słów, zanim je zapiszesz. Przy klawiaturze możesz pisać mechanicznie, prawie bez udziału uwagi. Czy to znaczy, że warto budować nawyk pisania ręcznego? Jeśli pytasz o efektywność afirmacji - raczej tak, ale nie jest to warunek konieczny. Jeśli piszesz na klawiaturze wolno i uważnie, efekt może być podobny.
A co z sytuacją, gdy to 'ale' pojawia się zawsze, przy każdej afirmacji, bez wyjątku? Bo u mnie tak jest. Cokolwiek sformułuję, zawsze jest jakaś część, która natychmiast odpowiada 'ale to nieprawda'. Czy to znaczy, że afirmacje po prostu mi nie pasują, czy że trzeba jakoś inaczej zaczynać?
Wracam do kwestii formatów, bo myślę, że nie zostało powiedziane coś ważnego. Pracuję z kobietami, które przez miesiące próbowały pisać i mówić afirmacje bez efektu, a dopiero kiedy zaczęły je śpiewać - dosłownie, na prostą melodię - coś się zmieniło. Śpiew angażuje ciało inaczej niż mówienie. Oddech, rezonans, wibracja. Czy ktoś tu miał podobne doświadczenie?
Ja nigdy nie próbowałam śpiewać, ale mam wrażenie że to może być po prostu krępujące dla wielu osób i przez to zablokuje zamiast otworzyc. Nie każdy z nami lubi śpiewać, nawet sam dla siebie. To chyba też jest ten element indywidualny - co dla jednej osoby otwiera, dla drugiej zamknie.
Pytanie do całej dyskusji o formatach i skupieniu - czy nie jest tak, że szukamy coraz bardziej skomplikowanych metod, żeby obejść podstawowy problem? Jeśli w afirmację się nie wierzy, to żaden format jej nie naprawi. Może efektywność afirmacji u konkretnej osoby to po prostu kwestia tego, na ile ta osoba w ogóle jest otwarta na zmianę - i to jest właśnie ta różnica indywidualna, o którą chodzi w tytule wątku.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam wrażenie, że wyłania się z niej coś konkretnego: różnice indywidualne w tym, jak szybko afirmacje działają, to nie jest jedna zmienna, tylko kilka naraz. Dystans między afirmacją a aktualnym przekonaniem, zdolność do skupienia, format, poziom otwartości na zmianę - to wszystko składa się na 'podatność' danej osoby. Czy ktoś z was próbował świadomie pracować nad którymś z tych elementów osobno, zamiast zmieniać całą praktykę jednocześnie?
Właśnie to próbowałem zrobić - najpierw przez kilka tygodni pracowałem tylko nad skupieniem, bez zmiany treści afirmacji. I rzeczywiście coś się zmieniło, ale nie byłem w stanie stwierdzić, czy to efekt lepszego skupienia, czy po prostu minęło więcej czasu. To jest chyba największa trudność w obserwowaniu własnej praktyki - nie wiadomo, co jest zmienną, a co po prostu upływem czasu.
I właśnie to mnie zastanawia - czy da się w ogóle oddzielić te zmienne w praktyce? Ty piszesz o kilku czynnikach naraz, ale w realnym doświadczeniu one chyba nie działają niezależnie. Skupienie wpływa na przekonanie, przekonanie wpływa na gotowość do próby, format wpływa na skupienie. To jest raczej splot niż lista. Jak ty to rozplątywałaś, pracując nad tym przez te tygodnie?
