To co Ravenna mówi zgadza się z tym, co wcześniej padło o dystansie między afirmacją a aktualnym stanem. Ale chciałem dopytać - czy ten opór jest zawsze zły? Może czasem jest sygnałem, że idziemy w dobrą stronę, czyli w kierunku czegoś, czego nam brakuje, i właśnie dlatego boli?
I tu wracamy do pytania Storczyk - ona nie wiedziała, czego szuka, a Janeczka.x wie, ale ma opór. Obie nie dostają efektu. Ale z różnych powodów. To właśnie sugeruje, że nie ma jednej odpowiedzi na 'dlaczego afirmacje nie działają' - u każdej osoby może to być inny mechanizm.
Właśnie to chciałam powiedzieć, choć trochę z innej strony. Kiedy pracuję z osobami w kontekście energetycznym, często widzę, że opór przy afirmacji idzie razem z napięciem w konkretnym obszarze ciała. To nie jest tylko psychologiczne - to się fizycznie odczuwa. I dopóki to napięcie jest, afirmacja odbija się jak od ściany.
Mam podobne odczucie. U mnie to jest tak, że afirmacja wypowiedziana rano, kiedy jestem jeszcze trochę półprzytomna, daje zupełnie inny efekt niż ta sama w środku dnia. Może właśnie dlatego - że rano ciało jest jeszcze rozluźnione i ten ścisk nie zdążył się zbudować.
To ciekawe, bo wraca tu kwestia, którą Jola postawiła na początku - czy podatność to cecha stała, czy zmienna. Wandzisia mówi, że u siebie w ciągu dnia widzi różnicę. To sugeruje, że nawet u tej samej osoby podatność się zmienia, nie tylko między ludźmi, ale też w czasie.
Właśnie na to czekałam, żeby ktoś to ujął. Bo jak zaczęłam ten wątek, miałam na myśli różnice między osobami, ale teraz myślę, że to jest nierozłączne - bo ta zmienność wewnątrz jednej osoby może być nawet większa niż różnice między osobami. Może dlatego tak trudno mierzyć, czy afirmacje 'działają' albo nie działają na kogoś - bo odpowiedź brzmi: zależy kiedy i w jakim stanie.
Ale to trochę trudne do przyjęcia. Bo jeśli efekt afirmacji zależy od pory dnia, od tego, czy jestem rozluźniona, od tego, czy mam opór, od tego, czy afirmacja jest moja czy z listy - to jak w ogóle zacząć, żeby cokolwiek sprawdzić? Mam poczucie, że warunki nigdy nie będą idealne i zawsze znajdzie się jakiś powód, dlaczego akurat teraz to nie zadziała.
To znaczy, że w ogóle nie ma jak porównywać efektów między sobą? Każdy ocenia po swojemu i to nie wychodzi poza indywidualne wrażenie?
To, co Wandzisia mówi o powracaniu afirmacji w trudnych momentach, jest ważne. Jak zdanie samo się przypomina bez wysiłku, to znaczy, że weszło głębiej - już nie siedzi tylko w głowie, ale zaczyna działać na poziomie energetycznym. To jest właśnie moment przełomu, tylko ludzie go często nie zauważają, bo szukają czegoś bardziej dramatycznego.
Mam pytanie do tego wątku o kryterium. Jola na początku pytała o różnice między osobami - ale teraz rozmawiamy głównie o tym, jak mierzyć efekt. Czy ktoś ma wrażenie, że niektórzy ludzie po prostu szybciej wchodzą w ten stan, gdzie afirmacja 'chwyta'? Niezależnie od metody i mierzenia?
Właśnie o to mi chodziło od początku. I po tej całej rozmowie mam wrażenie, że odpowiedź brzmi: tak, są różnice, ale nie wiemy dobrze, co je powoduje. Może podatność na sugestię, może stan ciała, może to, czy afirmacja jest nasza czy cudza. Każde z tych wyjaśnień tłumaczy jakiś kawałek.
Przepraszam, że się wtrącam, ale mam pytanie do całej tej rozmowy. Mówicie o oporze, o kryterium, o porze dnia - ale czy w takim razie dla kogoś, kto dopiero zaczyna, jest jakaś jedna rzecz, od której warto zacząć? Żeby nie zgubić się w tych wszystkich zmiennych na starcie?
Wracając do pytania o różnice między osobami - czy ktoś zauważył, że tempo zmienia się nie tylko między ludźmi, ale też u tej samej osoby w różnych okresach życia? Bo mam wrażenie, że są momenty, kiedy afirmacja 'wchodzi' błyskawicznie, i okresy, kiedy nic nie działa, choć technicznie robię to samo. Zastanawiam się, czy to kwestia ogólnego stanu psychicznego, czy czegoś więcej.
