A czy ktoś próbował pisać afirmację w formie pytania zamiast twierdzenia? Coś w stylu 'dlaczego coraz łatwiej mi przyjmować swoje błędy' zamiast 'akceptuję swoje błędy'. Czytałem gdzieś, że to obchodzi mechanizm, który mózg włącza przy stwierdzeniach, które czuje jako fałszywe. Ciekawe czy ktoś to sprawdził przy przepraszaniu siebie.
Czy przy tej metodzie pytań odpowiadasz na to pytanie, czy tylko je piszesz? Bo jeśli piszesz pytanie i zostawiasz je bez odpowiedzi, to jak to działa?
Zacząłem pisać pytania zamiast twierdzeń jakieś trzy tygodnie temu, właśnie przy materiale o starych błędach. Na razie nie mam jednoznacznej oceny, ale jest coś - mniej poczucia że kłamię. To może tyle i aż tyle.
Wiktor, to brzmi jak coś konkretnego. Masz poczucie że to pytanie jakoś zmienia tempo pisania? Ja kiedy piszę twierdzenie, to piszę szybko jakbym chciała to odhaczyć. Zastanawiam się czy przy pytaniu jest inaczej.
Tak, jest inaczej. Piszę wolniej. Przy twierdzeniu rzeczywiście jest ten tryb odhaczania - jakbyś to trafnie nazwała. Przy pytaniu muszę chwilę pobyć przy nim, zanim ręka zacznie się ruszać. Nie wiem czy to lepsze, ale jest inne.
To co Astralna napisała uderzyło mnie, bo przez długi czas myślałam, że właśnie powtarzanie afirmacji MA doprowadzić do przebaczenia. Że jak wystarczająco często powiem sobie 'wybaczam sobie', to w końcu to stanie się prawdą. A tu wychodzi, że może być odwrotnie - najpierw coś musi się zmienić, a potem afirmacja.
Słuchając tej wymiany między Astralną i Energetyczką - obie mówią o czymś różnym. Energetyczka mówi o procesie, Astralna o warunku wstępnym. Czy to się wyklucza? Bo mam wrażenie, że można mieć rację i tak, i tak, w zależności od człowieka.
Wracając do wątku pisane kontra obrazkowe - bo chyba trochę odpłynęliśmy. Wszystko co tu piszemy o oporze, ciężarze zdania, pytaniach zamiast twierdzeń - czy to przekłada się jakoś na obrazek z afirmacją? Tam przecież nie ma tej dynamiki pisania ręką, nie ma spowolnienia, nie ma momentu w którym wiesz że kłamiesz w połowie zdania.
To zmienia trochę moje myślenie o obrazkach, bo zawsze je traktowałam jako 'mocniejsze' - bardziej wizualne, bardziej zostają w pamięci. A tu wychodzi, że ta siła obrazka może być właśnie przeszkodą gdy materiał jest zbyt surowy. Za duży skok naraz.
Dokładnie tak to czuję z własnego doświadczenia. Robiłam obrazki z afirmacjami do różnych rzeczy i przy tych lżejszych - pewność siebie w pracy, codzienne nastawienie - działały dobrze. Ale raz próbowałam zrobić wizualizację z tekstem o wybaczeniu sobie jednej dawnej decyzji i patrzyłam na ten obrazek i nic. Papier.
To co Marcysia opisała jest chyba ważniejsze niż cały podział na formaty. Ręczne pisanie otwiera coś, co przy obrazku jest szczelnie zamknięte. I nie chodzi o magię pisma - chodzi o to, że nie możesz skoczyć do końca zdania zanim je zaczniesz.
Właśnie to mnie zastanawia od początku tego wątku - czy format w ogóle jest kwestią drugorzędną i liczy się tylko to, czy człowiek jest przy tym obecny? Bo i obrazek można oglądać uważnie, i pisanie można robić mechanicznie.
Coś w tym jest. Znam osoby, które piszą afirmacje po pięćdziesiąt razy i myślami są zupełnie gdzie indziej. I znam osoby, które siedzą z jednym obrazkiem przez kwadrans i coś się w nich naprawdę rusza. Format to nie wszystko, ale przy trudnym materiale - jak właśnie przepraszanie siebie - pisanie częściej wymusza obecność niż obrazek.
To jest problem z oceną tych metod w ogóle - nie da się wyizolować jednej zmiennej. Coś się dzieje w życiu, coś się dzieje w głowie, coś piszesz na kartce i nie wiadomo co na co wpłynęło.
Wracając jeszcze do obrazków - bo nie do końca oddałem rację Energetyczce wcześniej. Czy obrazki w formie wizualizacji, a nie tylko tekstu na tle, mogą coś zmieniać przy tej konkretnej pracy? Na przykład obraz siebie sprzed lat, kiedy się popełniło błąd, jako dziecko albo młodszy człowiek?
Chyba nie zastanawiałam się wcześniej nad tym, że 'obrazek z afirmacją' to może być kilka zupełnie różnych rzeczy - sam tekst wizualny, tekst na tle zdjęcia, własne zdjęcie z tekstem, wizualizacja prowadzona. Mówimy o tym samym przez całą rozmowę?
Dobre pytanie, bo chyba nie. Ja rozumiałam przez 'obrazkowe' głównie te gotowe grafiki z cytatami, które się udostępnia na Instagramie i temu podobne. A to zupełnie inne sposób niż praca z własną wizualizacją.
To rozróżnienie, które zrobiła Stokroteczka, jest kluczowe i chyba powinniśmy byli to powiedzieć dużo wcześniej. Przez całą rozmowę mieszaliśmy przynajmniej trzy różne formaty pod jedną nazwą. Gotowy obrazek z Instagrama, własne zdjęcie z napisanym tekstem i wizualizacja prowadzona to są zupełnie różne praktyki - różny poziom zaangażowania, różny stopień obecności, różne możliwe efekty. Który z tych trzech kogokolwiek tutaj naprawdę interesuje w kontekście przepraszania siebie?
To co mówi Energetyczka dużo tłumaczy. Czyli format nie jest neutralny - może przyspieszyć coś, na co człowiek jeszcze nie jest gotowy. Pytanie czy to jest argument przeciwko temu formatowi, czy argument za tym, żeby podchodzić do wyboru formatu bardziej świadomie?
Format to sygnał, który dajesz sobie o skali tego, co zamierzasz zrobić. Gotowy obrazek z cytatem mówi: to jest lekkie, bezpieczne, możesz to odłożyć. Własne zdjęcie z tekstem mówi: to jest o tobie konkretnie. Pisanie ręką mówi: siedzisz z tym teraz, tutaj, bez wyjścia. Nie ma złego formatu, ale trzeba wiedzieć, na co się decydujesz.
A czy nie jest tak, że to znieczulenie, o którym mówi Astralna, to właśnie efekt wielokrotnego powtarzania tych samych afirmacji bez zaangażowania? Czyli człowiek sam sobie robi to znieczulenie mechanicznym powtarzaniem i potem format nic już nie pomoże?
Wracając do podziału na formaty - bo chyba trochę odeszliśmy. Jest jeszcze coś, czego nie ruszyliśmy: sama treść afirmacji do przepraszania siebie. Czy 'wybaczam sobie' i 'rozumiem, dlaczego to zrobiłam' to są dwie różne afirmacje, czy jeden jest krokiem do drugiego? Bo Marcysia wcześniej napisała, że ręka sama poszła w stronę zrozumienia. Zastanawiam się, czy to jest przypadek czy coś ważniejszego.
Właśnie to mnie uderzyło w tej rozmowie. Zaczęłam temat od pytania o format - napisane czy obrazkowe - a coraz bardziej myślę, że to jest pytanie o gotowość i kolejność kroków, a nie o format. Format jest może ostatni na liście rzeczy, które trzeba przemyśleć.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i chcę zapytać o jedną rzecz. Czy ktoś próbował łączyć oba formaty - zacząć od obrazka jako impulsu i potem usiąść z kartką? Nie jako system, tylko po prostu tak wyszło. Ciekawi mnie, czy przejście z jednego formatu w drugi w ramach jednej sesji coś zmienia.
A może właśnie taki obrazek - szczery, niedokończony, na etapie rozumienia - byłby bardziej uczciwy niż gotowe 'wybaczam sobie' z ładną czcionką na tle zachodu słońca? Nie każda afirmacja musi być twierdzeniem skończonym. Niektóre mogą być pytaniem albo procesem zapisanym w czasie teraźniejszym.
I właśnie tu jest coś, co mnie zatrzymuje. Wolchw napisał, że afirmacja może być pytaniem albo procesem - ale czy pytanie w ogóle działa jako afirmacja? Nie mówię, że nie, po prostu nie wiem jak to ma działać w praktyce. Jeśli zamiast 'wybaczam sobie' piszę 'czy jestem gotowa wybaczyć sobie?' - to jest praca z tym tematem, tak, ale czy to jest afirmacja?
Dobre pytanie i nie mam pewnej odpowiedzi. Afirmacja w klasycznym rozumieniu to twierdzenie, nie pytanie. Ale to rozróżnienie pochodzi z podejścia bardzo mechanicznego - powtarzasz, mózg przyjmuje. Jeśli wyjdziemy poza to, to pytanie skierowane do siebie z intencją może robić podobną robotę, tylko inaczej. Nie wiem, czy to wciąż afirmacja czy już coś innego.
