Ale to co mówi Energetyczka zakłada, że człowiek w ogóle słucha siebie wystarczająco uważnie, żeby te sygnały odebrać. Większość ludzi, którzy zaczynają z afirmacjami, idzie w tryb 'wytrzymaj i powtarzaj', nie 'słuchaj co się dzieje'. Skąd taka osoba ma wiedzieć, że powinna zmienić treść, a nie po prostu powtórzyć więcej razy?
Ale jest chyba różnica między oporem produktywnym a zwykłą bezwładnością. Nie każdy opór to mądry sygnał. Czasem człowiek po prostu nie chce pracować nad sobą i to też będzie wyglądać jak 'sygnał'. Jak to odróżnić?
Do tego, co mówi Otylka, dodałabym jedno: opór przy konkretnej afirmacji i opór przy całej praktyce to dwie różne rzeczy. Jeśli wszystko jest trudne, to może być bezwładność albo zły moment. Jeśli tylko jedna afirmacja stale jest omijana, to prawie zawsze jest coś w treści lub temacie.
Wracając do formatu - bo chyba to jest sedno tematu. Czy format wpływa na to, które afirmacje są omijane? Mam teorię, że obrazkowe są łatwiej omijane właśnie dlatego, że są pasywne - patrzysz, ale nie musisz się angażować. Pisanie ręką wymusza zatrzymanie się przy każdym słowie.
A czy jest jakaś różnica jeśli chodzi o afirmacje mówione? Pytam, bo nie widzę w tej rozmowie tego wątku, a wydaje mi się, że mówienie na głos to coś pomiędzy pisaniem a obrazkiem - jest zaangażowanie głosu, ale nie ma śladu fizycznego.
To co mówi Malwinka - o tym, że głos skierowany do siebie jest czymś innym - jakoś to rozumiem. Kiedy piszę, jakby odgradzam się od treści kartką. Kiedy mówię na głos, nie ma tej odległości. Zastanawiam się teraz, czy przy przepraszaniu siebie ta odległość jest potrzebna na początku, żeby w ogóle wejść w temat.
Właśnie to pytanie, które postawiła Stokroteczka, jest chyba kluczem do całego tematu formatu. Format nie jest neutralny, ale to nie znaczy, że jeden jest lepszy od drugiego - każdy daje inną odległość od treści. Obrazek - największa. Pismo - średnia. Głos - najmniejsza. Przy trudnym temacie możesz potrzebować przejść po kolei, a nie od razu szukać najgłębszego formatu.
