Forum

Asystent AI
Afirmacje na zaufan...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje na zaufanie do procesu - gdy nie widzisz wyników

Strona 2 / 3

Wpisy: 213
(@selena)
Połączone: 1 rok temu

To, co mówi Obsydianka, ma sens jako kwestia kolejności. Najpierw: zbyt krótki czas i brak widocznych zmian to norma, nie wyjątek. Zmiany przekonań są powolne, bo przekonania budowały się latami. Tydzień, dwa tygodnie, nawet miesiąc to za mało na weryfikację skuteczności. Potem można rozmawiać o formulacji.


Odpowiedz
Wpisy: 189
Rozpoczynający temat
(@albitka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Cieszę się, że Obsydianka to powiedziała, bo właśnie tego szukałam w tym wątku na początku. Nie wiem, ile czasu 'powinnam' czekać, żeby w ogóle wiedzieć, że afirmacje działają lub nie działają. Bo jak robię coś przez dwa tygodnie i nic nie czuję, to się zastanawiam, czy nie tracę czasu.


Odpowiedz
Wpisy: 319
(@otylijka89)
Połączone: 12 miesięcy temu

Dwa tygodnie to za mało na ocenę skuteczności, ale nie za mało na obserwację. Pytanie nie brzmi 'czy już mam wynik', tylko 'czy cokolwiek się lekko zmieniło w tym, jak reaguję na sytuacje, do których się odnoszę'. Jeśli absolutnie nic, nawet w tle, to warto zmienić formulację. Jeśli jest jakiś ruch, choćby minimalny, to kontynuować.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Otylijka89 A jak odróżnić 'minimalny ruch' od zwykłego dobrego dnia, który zdarzyłby się i bez afirmacji?


Odpowiedz
(@selena)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 213

@Drozdzia Nie zawsze można odróżnić i to jest uczciwa odpowiedź. Nie każda zmiana jest mierzalna i przypisywalna do jednej przyczyny. Ale jeśli dobre dni zaczynają się pojawiać regularniej niż wcześniej, to już jest jakiś sygnał. Prowadzenie krótkiej notatki przez kilka tygodni bardzo ułatwia zobaczenie wzorca.


Odpowiedz
Wpisy: 345
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Ja akurat prowadzę notatki od jakiegoś czasu i to naprawdę zmienia perspektywę. Bez notatek wydaje mi się, że nic się nie zmienia. Jak patrzę wstecz, to widzę, że jednak coś przesunęło się minimalnie. Problem polega na tym, że w środku procesu tego nie widać.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@balbinka_n)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 130

@Heliosa Jakie notatki prowadzisz? Bo jak pomyślę o dodaniu kolejnej rzeczy do robienia każdego dnia, to mam poczucie, że to mnie jeszcze bardziej przytłoczy zamiast pomóc.


Odpowiedz
Wpisy: 345
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Nie musisz prowadzić dziennika. Ja zaczęłam od jednego zdania dziennie, nic więcej. Wieczorem, przed snem, zapisuję jedno zdanie o tym, co tego dnia poczułam inaczej niż zwykle. Nie musi być związane z afirmacją wprost. Chodzi o to, żeby mieć cokolwiek do porównania po kilku tygodniach.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Heliosa A jak nic nie poczułaś inaczej? Bo mam dni, gdy naprawdę nie ma czego wpisać i to samo w sobie zaczyna działać demotywująco.


Odpowiedz
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 345

@Drozdzia Wtedy piszę 'nic inaczej' albo pomijam ten dzień. Nie chodzi o to, żeby codziennie mieć jakiś przełom. Chodzi o to, żeby przez miesiąc zobaczyć ile było takich dni i czy ich proporcja się zmienia.


Odpowiedz
(@otylijka89)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Drozdzia Dni bez zauważalnej zmiany są normalne i nie zaprzeczają temu, że coś się dzieje. Zmiana przekonań nie przebiega linearnie. Są plateaus, które mogą trwać kilka dni, i to nie jest zastój, to jest integracja. Problem jest wtedy, gdy po dłuższym czasie nie pojawia się w ogóle żaden moment, nawet chwilowy, gdy jakaś sytuacja zostaje przyjęta spokojniej niż wcześniej.


Odpowiedz
Wpisy: 130
(@balbinka_n)
Połączone: 1 rok temu

A jak długo to 'dłuższy czas'? Bo ciągle mówicie 'za krótko' albo 'dłuższy czas', ale nikt nie powiedział żadnej konkretnej liczby. Dwa tygodnie, miesiąc, trzy miesiące?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@dadzbog-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 648

@Balbinka_N Rozumiem potrzebę konkretnej liczby, ale nie ma jednej odpowiedzi, bo to zależy od tego, jak głęboko zakorzenione jest przekonanie, które chcesz zmienić. Coś, co budujesz od dzieciństwa, nie zmieni się w miesiąc. Coś, co dotyczy świeżej sytuacji, może dać pierwsze sygnały szybciej. Badania nad neuroplastycznością pokazują okna od 21 do 66 dni przy regularnej praktyce, ale to dotyczy nawyków, nie przekonań. Przekonania są strukturą głębszą. Jeśli masz potrzebę ramowania czasowego, traktuj pierwsze 6 tygodni jako etap obserwacji, nie oceny.


Odpowiedz
(@cosmia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 188

@Dadzbog.x To z tą neuroplastycznością jest trochę naciągane jako argument za afirmacjami. Te 21 dni pochodzi z obserwacji Maxwella Maltza u pacjentów po amputacji i było wielokrotnie przekształcane aż do postaci, którą teraz każdy cytuje jako fakt. Nie mówię, że afirmacje nie działają, ale ten konkretny argument jest trochę za często używany jako naukowe uzasadnienie czegoś, co naukowego uzasadnienia jeszcze nie ma w takiej formie.


Odpowiedz
(@dadzbog-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 648

@Cosmia Zgadzam się co do źródła tego mitu. Maltz rzeczywiście nigdy nie mówił o 21 dniach jako minimum na zmianę nawyku, to była jego obserwacja kliniczna dotycząca przyzwyczajenia do nowego obrazu ciała. Cytowałem ramy czasowe jako punkt orientacyjny, nie jako twardą granicę. Niemniej badania Phillippy Lally z UCL z 2010 roku sugerują 18 do 254 dni jako zakres w zależności od złożoności zachowania. Zakres jest olbrzymi, co samo w sobie odpowiada na pytanie Balbinki.


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Chwilę. Czy ta dyskusja o neuroplastyczności i badaniach naukowych jest w ogóle pomocna dla kogoś, kto przyszedł tu z pytaniem 'tracę wiarę po dwóch tygodniach'? Bo mam wrażenie, że to poziom rozmowy, który oddala się od praktycznego problemu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@selena)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 213

@Obsydianka Masz rację co do kierunku, ale myślę, że jest jeden powód, dla którego to tu pasuje. Osoby, które tracą wiarę po krótkim czasie, często robią to właśnie dlatego, że nie mają żadnej ramki, która pomaga im ocenić, czy to za wcześnie. Kontekst naukowy może być taką ramką, nawet jeśli jest niedoskonały.


Odpowiedz
(@mieczowaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 282

@Selena To rozumiem, ale chyba ważniejsze jest pytanie: co robić, żeby nie tracić wiary w trakcie, gdy jeszcze nic nie widać? Bo ramka czasowa mówi 'czekaj', ale nie mówi jak czekać.


Odpowiedz
Wpisy: 189
Rozpoczynający temat
(@albitka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Właśnie to. Mnie nie chodzi o to, ile czekać. Chodzi o to, że w trakcie czekania pojawia się taki głos 'to i tak nie zadziała, to głupie, po co w ogóle'. I nie wiem, jak reagować na ten głos. Przerywać afirmację i robić coś innego? Siłą go zagłuszać? Zapisać i zostawić?


Odpowiedz
Wpisy: 319
(@otylijka89)
Połączone: 12 miesięcy temu

To jest jedno z najważniejszych pytań w tym wątku i cieszę się, że w końcu zostało powiedziane wprost. Ten głos nie jest przeszkodą w procesie, on jest jego częścią. Opór, który pojawia się podczas afirmacji, to często echo przekonania, które próbujesz zmienić. Nie chodzi o to, żeby go wyciszyć. Chodzi o to, żeby zauważyć, co konkretnie mówi, bo to jest informacja o tym, gdzie jest rzeczywisty problem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Otylijka89 Czyli mam zapisywać, co ten głos mówi? I potem co z tym zrobić?


Odpowiedz
(@otylijka89)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Drozdzia Zapisanie to dobry pierwszy krok. Potem warto sprawdzić, czy ta myśl jest faktem, oceną czy przekonaniem. 'Minęły dwa tygodnie i nic' to obserwacja. 'To znaczy, że to nie działa' to już interpretacja. 'To znaczy, że mnie to nie dotyczy' to przekonanie. Każde z tych zdań wymaga innej odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 230
(@mistique)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ja słyszałam, że najlepiej na te blokujące myśli stosować afirmacje napisane w drugiej osobie, bo wtedy mózg odbiera je jakby przychodziły z zewnątrz i nie uruchamia tych samych mechanizmów obronnych. Zamiast 'ufam procesowi' mówisz 'ty ufasz procesowi'. Podobno działa lepiej przy głębokim oporze.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@dadzbog-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 648

@Mistique To ciekawy kierunek, ale wymaga doprecyzowania. Rzeczywiście jest kilka badań, głównie Etozura Kross'a i zespołu z Uniwersytetu Michigan, które wskazują, że mówienie do siebie w trzeciej osobie albo po imieniu podczas trudnych emocji zmniejsza intensywność przeżywania. Ale to nie jest to samo co afirmacje w drugiej osobie jako technika. Tamte badania dotyczą regulacji emocjonalnej w trudnych momentach, a nie przeprogramowywania przekonań. Nie mieszałbym tych dwóch rzeczy.


Odpowiedz
(@mistique)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 230

@Dadzbog.x No ale jeśli zmniejsza intensywność oporu, to może właśnie o to chodzi? Żeby w momencie, gdy pojawia się ten głos 'to nie zadziała', przestawić na drugą osobę i przynajmniej na chwilę ten opór osłabić?


Odpowiedz
(@cosmia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 188

@Mistique Jako technika doraźna to może mieć sens. Jako zamiennik afirmacji raczej nie. Pytanie tylko, czy nie utkniesz w trybie zarządzania oporem zamiast rzeczywiście z nim pracować. Bo zmniejszanie intensywności i rozwiązywanie źródła to dwie różne rzeczy.


Odpowiedz
Wpisy: 345
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Wracam do tego, co powiedziała Albitka, bo to mnie dotyczyło bezpośrednio. Ten głos 'po co w ogóle' najsilniej pojawiał się u mnie nie w trakcie afirmacji, ale kilka godzin po. Jakby opór nie chciał się ujawnić od razu, tylko czekał, aż przestanę być skupiona. Zapisywanie tego, kiedy i przy jakiej okazji się pojawia, dało mi więcej niż analiza samej treści afirmacji.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Heliosa To ciekawe, że u ciebie ten głos przychodził z opóźnieniem. Bo ja mam odwrotnie, on pojawia się dokładnie w trakcie. Jak zaczynam mówić afirmację, to w połowie zdania już słyszę w głowie 'no tak, ale...' i potem reszta brzmi jak kłamstwo.


Odpowiedz
(@otylijka89)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Drozdzia To 'no tak, ale' w połowie zdania to klasyczny znak, że afirmacja jest za daleko od aktualnego stanu przekonania. Mózg nie jest głupi, on to łapie natychmiast. Jeśli afirmacja brzmi 'całkowicie ufam procesowi', a ty nie ufasz w żadnym stopniu, to właśnie ta sprzeczność generuje ten głos. Zamiast walczyć z nim, można spróbować zejść o krok niżej, do zdania, które jest prawdziwe albo przynajmniej możliwe. 'Uczę się ufać procesowi' albo 'jestem otwarta na to, że to może zadziałać' są bliżej twojego aktualnego stanu i przez to mniej prowokują opór.


Odpowiedz
Wpisy: 189
Rozpoczynający temat
(@albitka)
Połączone: 10 miesięcy temu

No właśnie, ale czy wtedy to jeszcze jest afirmacja? Bo afirmacja to ma być pozytywne stwierdzenie, a nie 'uczę się'. To brzmi jak wyznanie słabości, nie jak zmiana nastawienia.


Odpowiedz
Wpisy: 282
(@mieczowaa)
Połączone: 2 lata temu

Mam to samo pytanie co Albitka. Zawsze myślałam, że siła afirmacji polega właśnie na tym sformułowaniu w czasie teraźniejszym i pewnym, jakby to już było. 'Ufam', nie 'uczę się ufać'. Czy ta zasada to mit, czy jest jakaś logika za tym?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@cosmia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 188

@Mieczowaa Zasada 'mów jakby to już było' pochodzi głównie z tradycji prawa przyciągania, nie z psychologii. I jest dokładnie tym, co Otylijka opisała jako problem, bo wywołuje natychmiastowy opór u większości ludzi. To nie jest tak, że jedna wersja jest zawsze lepsza. Chodzi o to, która brzmi dla ciebie wiarygodnie. Afirmacja, której nie możesz wypowiedzieć bez wewnętrznego 'ale kto ty oszukujesz', nie zmienia niczego, bo angażuje cię w sprzeczność, a nie w nowe przekonanie.


Odpowiedz
Wpisy: 130
(@balbinka_n)
Połączone: 1 rok temu

To to trochę zaprzecza całej idei afirmacji. Jeśli mówię coś w co i tak już wierzę, to po co to mówić? A jeśli mówię coś, w co nie wierzę, to pojawia się opór. Gdzie jest ten złoty środek?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@dadzbog-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 648

@Balbinka_N Złoty środek to strefa, którą w psychologii poznawczej można by opisać jako 'możliwe, choć jeszcze nie pewne'. Afirmacja nie ma odzwierciedlać rzeczywistości, ma otwierać przestrzeń na inną możliwość niż ta, którą zakłada obecne przekonanie. 'Być może potrafię zaufać' jest stanem przejściowym, który nie wyzwala sprzeczności, a jednocześnie przesuwa domyślne pytanie z 'dlaczego nie ufam' na 'co sprawiłoby, że mógłbym ufać'. To subtelna, ale istotna zmiana w kierunku myślenia. Nie chodzi o to, żeby mówić coś nieprawdziwego jako pewnik, ale o to, żeby regularnie mieć kontakt z innym wariantem narracji o sobie.


Odpowiedz
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Dadzbog.x Dobra, ale skąd mam wiedzieć, czy moja afirmacja jest w tej 'strefie możliwego', czy jednak za daleko? Mam to jakoś testować czy to jest po prostu feeling?


Odpowiedz
(@dadzbog-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 648

@Drozdzia Najprostszy test, jaki znam: wypowiedz afirmację i zanotuj pierwszą spontaniczną reakcję ciała. Ścisk w klatce piersiowej, napięcie w gardle, impuls do zrolowania oczami, to sygnały, że afirmacja jest poza strefą. Spokój albo choćby neutralność, to zazwyczaj dobry znak. To nie jest żadna mistyka, to po prostu obserwacja własnej reakcji somatycznej, która jest szybsza niż świadoma ocena.


Odpowiedz
Wpisy: 345
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Mogę coś dodać do kwestii, którą Drozdzia poruszyła wcześniej o głosie w środku zdania. Przez jakiś czas próbowałam afirmacji pisanych, nie mówionych, i ten głos był znacznie cichszy. Nie wiem, czy to dlatego, że pisanie jest wolniejsze i mam czas coś zaobserwować, zanim opór się włączy, czy po prostu inny kanał zmniejsza intensywność. U mnie działało. Ale nie wiem, czy to się sprawdza u innych.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@mistique)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 230

@Heliosa Czytałam o tym, że pisanie afirmacji ręcznie aktywuje inne obszary mózgu niż mówienie i dlatego jest skuteczniejsze. Chyba ma to związek z kinestezją, że ręczne pisanie angażuje ciało bardziej niż samo mówienie, więc przekaz jest głębszy.


Odpowiedz
(@otylijka89)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Mistique Kinestezja ma tu minimalne znaczenie. To, co faktycznie może robić różnicę przy ręcznym pisaniu, to spowolnienie procesu i wyższy poziom świadomej uwagi, bo pisanie jest wolniejsze niż mówienie czy myślenie. Mózg ma po prostu więcej czasu na przetworzenie treści. Nie ma jednak rzetelnych badań, które wskazywałyby, że pisanie ręczne afirmacji jest skuteczniejsze niż inne formy. Jeśli Heliosie pomagało, to super, ale mechanizm jest prawdopodobnie inny niż kinestezja.


Odpowiedz
(@mistique)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 230

@Otylijka89 Okay, może nie kinestezja jako taka, ale czy samo spowolnienie nie jest właśnie tym, o co chodzi? Że mam czas zauważyć opór, zanim on mnie zdominuje?


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

I znowu robimy z afirmacji problem do analizy zamiast praktyki. Albitka pytała o to, jak nie tracić wiary w trakcie czekania, a od kilku postów rozmawiamy o tym, który kanał sensoryczny jest właściwszy. Mam wrażenie, że tu wchodzimy w ten sam schemat, który opisała, szukamy odpowiedzi zamiast po prostu trwać w praktyce.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@selena)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 213

@Obsydianka Masz rację, ale myślę, że to jest dokładnie to, co Albitka robi na co dzień. Ona analizuje zamiast praktykować, bo analiza daje poczucie kontroli wtedy, gdy wyniki nie są widoczne. I my tu robimy to samo. Może zamiast pytać o to, jak czekać lepiej, warto zapytać: co ci pomogło nie rzucić tego w połowie, kiedy jeszcze nic nie widziałaś?


Odpowiedz
(@albitka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 189

@Selena Właściwie nic konkretnego. Po prostu mi żal było rezygnować, bo włożyłam w to kilka tygodni. Ale to chyba zły powód, żeby kontynuować. Nie chcę trwać w tym z inercji.


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@cosmia)
Połączone: 1 rok temu

Żal rezygnowania to nie jest zły powód. To po prostu uczciwy powód. Wiara, motywacja i wytrwałość rzadko są romantyczne, częściej są właśnie takie, nie chcę wyrzucić tego w kosz, bo już zaczęłam. To działa lepiej niż czyste przekonanie, bo jest zakorzenione w czymś realnym, w czasie i energii, które już poświęciłaś.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@mieczowaa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 282

@Cosmia To trochę jak z inwestycją. Problem w tym, że w inwestowaniu mówi się, żeby nie trzymać czegoś tylko dlatego, że już włożyłaś pieniądze. Skąd wiadomo, kiedy to uczciwy powód, żeby trwać, a kiedy to po prostu błąd potwierdzenia, że skoro już tyle zrobiłam, to musi mieć sens?


Odpowiedz
(@otylijka89)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Mieczowaa Dobre pytanie. Różnica jest chyba w tym, że przy afirmacjach, w przeciwieństwie do inwestycji, koszt kontynuacji jest zazwyczaj niski, kilka minut dziennie, i nie pogłębia straty. Jeśli ktoś jest dwa tygodnie po starcie i jeszcze nic nie widzi, to kontynuacja kolejnych dwóch tygodni nie jest ryzykowna. Błąd potwierdzenia jest poważniejszy, gdy kontynuowanie czegoś naprawdę szkodzi. Tu zwykle nie szkodzi, więc argument 'żal mi rezygnować' jest wystarczający na tym etapie.


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ale co jeśli afirmacje nie tylko nie działają, ale aktywnie pogarszają nastrój? Bo u mnie czasem po sesji jest gorzej niż przed. Nie wiem, czy mam to traktować jako 'opór, który jest częścią procesu' czy jako sygnał, że ta metoda po prostu nie jest dla mnie.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@dadzbog-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 648

@Drozdzia To jest ważne rozróżnienie i dobrze, że to mówisz. Jeśli po sesji afirmacyjnej czujesz się gorzej niż przed, pierwsze pytanie brzmi: czy to pogorszenie pojawia się w trakcie wypowiadania, czy po? Bo to są dwa różne mechanizmy. Pogorszenie w trakcie to klasyczny opór poznawczy, o którym już mówiliśmy. Ale pogorszenie po zakończeniu sesji, kiedy siedzisz ze sobą w ciszy, może oznaczać, że afirmacja dotknęła czegoś, co chciałabyś mieć, a czego brak boli. To nie jest sygnał, że metoda nie działa. To sygnał, że dotknęłaś właściwego miejsca, tylko bez gotowości na to, co tam jest.


Odpowiedz
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Dadzbog.x Raczej po. W trakcie jest okej, jakby neutralnie, ale po tym jak skończę i siedzę chwilę, to przychodzi takie... nie wiem, jak to nazwać. Coś pomiędzy smutkiem a złością. Jakby ktoś mi pokazał coś, czego nie mam.


Odpowiedz
(@otylijka89)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Drozdzia To, co opisujesz, ma nawet swoją nazwę w psychologii pozytywnej. To 'kontrast afektywny'. Kiedy wizualizujesz lub powtarzasz coś pożądanego, mózg automatycznie generuje obraz aktualnego stanu dla porównania. I ten kontrast jest tym, co boli. Gabriele Oettingen badała to przez lata i jej wniosek był zaskakujący: samo pozytywne myślenie bez konfrontacji z przeszkodami często demotywuje, a nie motywuje. Opisujesz klasyczny wynik tej samej dynamiki.


Odpowiedz
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 259

@Otylijka89 Czyli afirmacje mogą działać odwrotnie niż powinny? To po co w ogóle ten temat istnieje?


Odpowiedz
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Drozdzia Nie odwrotnie, tylko inaczej niż zakładasz. Nikt tu chyba nie twierdził, że afirmacje to zero wysiłku i czysta przyjemność. Pytanie Albitki na początku było o to, jak nie tracić wiary, gdy nie widać wyników. I to, co ty opisujesz, jest dokładnie tym brakiem wyników, tyle że inaczej go odczytujesz. Dla mnie ten smutek po sesji to właśnie wynik, nie brak wyników.


Odpowiedz
(@selena)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 213

@Obsydianka Zgadzam się, ale tu jest pułapka dla kogoś na początku drogi. Jeśli każdy dyskomfort tłumaczymy sobie jako 'to jest wynik, to działa', to gdzie jest granica? Bo przy tej logice żaden sygnał nie może świadczyć o tym, że metoda faktycznie nie jest dla danej osoby. I to jest trochę nieuczciwe wobec siebie.


Odpowiedz
(@cosmia)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 188

@Selena Masz rację, że ta pułapka istnieje. Ale jest różnica między 'czuję się źle, więc to działa' jako magicznym myśleniem a 'czuję kontrast między tym, czego chcę, a tym, co mam, i to jest informacja'. Pierwsza wersja jest ślepa. Druga wymaga od ciebie uczciwości wobec siebie, czy to, czego chcesz, jest w ogóle tym, czego szukasz.


Odpowiedz
Wpisy: 189
Rozpoczynający temat
(@albitka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Zastanawiam się nad tym, co Obsydianka napisała. Że smutek po sesji to wynik. Nigdy tak nie patrzyłam na to, co czuję po. Zawsze traktowałam to jako dowód, że coś robię źle albo że to nie działa.


Odpowiedz
Wpisy: 282
(@mieczowaa)
Połączone: 2 lata temu

Wróćmy chwilę do Albitki, bo mi się wydaje, że jej pytanie z początku wątku do tej pory nie dostało jednej rzeczy: co konkretnie ma robić w tych momentach, kiedy wiara spada? Mamy całą teorię o kontraście, o strefach możliwego, o pisaniu versus mówieniu, ale co się robi w środku wtorku, kiedy po prostu odpuszcza?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 345

@Mieczowaa Ja mam na to coś, co sprawdziło się u mnie. Nie walczę wtedy z afirmacją, tylko zapisuję dokładnie to, co czuję. Nie zamiast afirmacji, tylko przed. Dwie, trzy linijki. 'Dziś mi nie idzie. Nie wierzę w to co za chwilę powiem.' I potem mówię afirmację. Dystans między tym, co zapisałam, a tym, co mówię, jakoś rozbija opór. Nie wiem, czy to ma sens psychologicznie, ale działa w praktyce.


Odpowiedz
(@albitka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 189

@Heliosa A nie masz wrażenia, że takim zapisem 'nie wierzę w to' programujesz siebie jeszcze bardziej w to zwątpienie? Mnie się wydaje, że skupianie się na tym, że nie wierzę, umacnia właśnie to.


Odpowiedz
Wpisy: 345
(@heliosa)
Połączone: 1 rok temu

Też tak myślałam. Ale to co do mnie dotarło po czasie: próba zignorowania zwątpienia nie sprawia, że ono znika. Ono i tak jest. Tylko tłumione. Zapisanie go na papierze to nie jest skupianie się na nim, to jest uznanie, że istnieje, i przejście dalej. Coś jak zamknięcie drzwi zamiast udawania, że ich nie ma.


Odpowiedz
Wpisy: 230
(@mistique)
Połączone: 11 miesięcy temu

Czytałam kiedyś, że prowadzenie takiego dziennika przed afirmacją aktywuje lewą półkulę, odpowiedzialną za logikę, i przez to afirmacja trafia do prawej, emocjonalnej, z mniejszym oporem. Chyba to jest ten mechanizm.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@otylijka89)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 319

@Mistique To jest uproszczenie, które krąży po internecie, ale neuronaukowo jest nieprecyzyjne. Lateralizacja mózgu nie działa tak prosto, lewa półkula nie jest 'od logiki' a prawa 'od emocji'. To mit popularyzatorski. To, co faktycznie może tu działać, jest zgodne z tym, co Heliosa opisała intuicyjnie: werbalizacja trudnego stanu emocjonalnego obniża jego intensywność, bo angażuje korę przedczołową. To ma pokrycie w badaniach, choć mechanizm jest inny niż 'półkule'.


Odpowiedz
(@mistique)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 230

@Otylijka89 Okej, przekonałaś mnie. Ale efekt jest podobny, tylko droga inna?


Odpowiedz
Wpisy: 130
(@balbinka_n)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie trochę z boku. Wy mówicie o tych technikach tak, jakby każda osoba miała tygodnie na eksperymentowanie. A co z kimś, kto jest w środku trudnej sytuacji i potrzebuje czegoś, co da jakiś efekt szybko? Czy afirmacje w ogóle są wtedy odpowiednim sposóbm, czy to raczej coś na spokojniejszy czas?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dadzbog-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 648

@Balbinka_N Zależy, co rozumiesz przez 'efekt szybko'. Jeśli chodzi o zmianę okoliczności zewnętrznych, to nie. Jeśli chodzi o zmianę stanu wewnętrznego w danej chwili, to afirmacja może zadziałać nawet w kilka minut, ale tylko jeśli jest skrojona pod aktualny poziom wiary, nie pod docelowy. W sytuacji kryzysowej zbyt ambitna afirmacja pogłębi dyskomfort. Prosta, bliska prawdy, na przykład 'jestem teraz w trudnym miejscu i to jest tymczasowe', może rzeczywiście coś przestawić.


Odpowiedz
Wpisy: 189
Rozpoczynający temat
(@albitka)
Połączone: 10 miesięcy temu

To co Dadzbog.x napisał brzmi bardziej jak pocieszanie siebie niż afirmacja. Nie oceniam, bo sama tego nie wiem, ale ta granica mi się zaciera.


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@cosmia)
Połączone: 1 rok temu

Ta granica jest rozmyta celowo, bo afirmacja to nie jest gatunek literacki z definicją w słowniku. To przekonanie, które powtarzasz świadomie. Czy 'to jest tymczasowe' to pocieszenie czy afirmacja? Jedno i drugie, i to nie jest problem. Problem zaczyna się, kiedy pocieszasz się zdaniem, w które absolutnie nie wierzysz, bo wtedy twój umysł traktuje to jako kłamstwo i zamyka drzwi.


Odpowiedz
Wpisy: 259
(@drozdzia)
Połączone: 11 miesięcy temu

No ale 'to jest tymczasowe' to jest zdanie, które mogę powiedzieć, nawet gdy nie wiem, czy to prawda. Co jeśli nie jest tymczasowe?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@selena)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 213

@Drozdzia Wtedy masz inne pytanie do siebie, nie o afirmacje, ale o to, co chcesz zmienić i czy afirmacja jest tu właściwą dźwignią. Bo afirmacja pracuje z nastawieniem, nie z sytuacją. Jeśli sytuacja wymaga konkretnego działania, sama afirmacja niczego nie zmieni, tylko ewentualnie nastrój.


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@obsydianka)
Połączone: 11 miesięcy temu

I tu wracamy do meritum tematu. Albitka mówiła o tym, że nie widzi wyników po kilku tygodniach. Pytanie, które tu nie padło wprost: jakich wyników oczekujesz? Czy zewnętrznych zmian, czy wewnętrznych? Bo to są dwa zupełnie różne zegarki.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@albitka)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 189

@Obsydianka Chyba obydwu, ale nie umiałam tego rozdzielić. Myślałam, że jeśli zmienię nastawienie, to zmiany zewnętrzne same przyjdą. Tak to rozumiałam.


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: