Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy papier, na którym piszemy afirmacje, ma jakieś znaczenie. Używałam zwykłego notesu z Biedronki, potem kupiłam taki gruby bullet journal z kremowym papierem i... nie wiem, czy to placebo, ale pisanie na tym lepszym papierze sprawia, że traktuję to poważniej. Czy ktoś świadomie wybierał materiał i zauważył różnicę? Mówię o papierze, okładce, gramaturze - o fizycznej stronie rzeczy, nie o tym co się pisze.
Dokładnie to samo mam. Tani notes = traktuję afirmacje jak listę zakupów. Gruby, porządny zeszyt = siadam do tego z innym nastawieniem. Ale zastanawiam się, czy chodzi o papier sam w sobie, czy o to, że droższy przedmiot zmusza nas do skupienia. Bo kupując coś droższego, już przed pierwszym wpisem decydujemy, że to ważne.
Tylko że ta 'kotwica behawioralna' to jest po prostu przekonstruowane placebo podane w bardziej naukowym opakowaniu. Nie mówię, że nie działa - działa, bo placebo działa. Ale żeby nie mydlić sobie oczu, że to papier 'trzyma intencję'. Trzyma intencję twoja głowa, nie celuloza.
Wrócę do samego pytania, bo schodziliśmy na pobocze. Z mojego doświadczenia - i dużo pisałam w różnych zeszytach przez lata - kilka rzeczy ma realny wpływ na praktykę. Gramatura papieru: zbyt cienki papier przy piórze lub ciągłych mazakach rozmazuje i irytuje, co piszesz szybciej, mniej świadomie. Kremowy papier jest łagodniejszy dla oka niż śnieżnobiały, co dosłownie zmniejsza zmęczenie przy dłuższych sesjach. Okładka twarda kontra miękka to kwestia komfortu pisania bez podkładki. Ale czy to wpływ 'energetyczny'? Powiem tak - jeśli materiał sprawia, że siadasz do pisania chętniej i zostajesz przy tym dłużej, to pośrednio działa na efekt. Nie ma skrótu, który omija regularność.
Ja przez chwilę używałam właśnie takiego szarego recyklingowanego i szybko przestałam. Nie przez żadne energetyczne powody, po prostu pismo wyglądało nieczytelnie, kontrast był słaby i przy słabym oświetleniu dosłownie nie widziałam, co napisałam. Wróciłam do kremowego. Ale widziałam osoby, które przy szarym papierze używają białego pióra albo kredki i wygląda to naprawdę pięknie - i pewnie to dla nich działa lepiej niż dla mnie czarny długopis na kremowym.
A czy ktoś próbował pisać afirmacje na kartach, które potem odkładał w konkretne miejsce? Mam na myśli luźne kartki, nie zeszyt. Czytałam coś o zapisywaniu na kawałkach papieru i chowaniu ich pod poduszką albo w specjalnym pudełku. Czy to inaczej działa niż notes?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale... co to jest sigil? Słyszałam to słowo, ale nie do końca rozumiem, czy to ma związek z tym, o czym mówimy.
Słuchajcie, a czy ktoś brał pod uwagę numerologię przy wyborze zeszytu? Liczba stron, data rozpoczęcia notesu, kolor okładki - to brzmi może dziwnie, ale jak wybieram zeszyt do czegoś ważnego, to patrzę na te rzeczy. Nie wiem, czy to zmienia efekt samych afirmacji, ale zmienia moje podejście do całości.
A co z liniowaniem? Pytam, bo mam dwa zeszyty - jeden w linie, jeden w kropki - i w tym w kropki piszę zupełnie inaczej. Bardziej swobodnie, mniej sztywno. Nie wiem, czy to ma jakieś głębsze znaczenie, ale zauważyłam to u siebie.
Wracając do pytania o papier ekologiczny - trochę czekałam na więcej głosów. Marchewka94 wspomniała o czytelności, Leontyna o gramaturze. Ale mnie zastanawia jeszcze coś innego: czy ktoś zwracał uwagę na zapach papieru? Stare, kremowe kartki pachną inaczej niż świeże, białe. I nie wiem dlaczego, ale przy tych kremowych jakoś mi się spokojniej pisze.
O zapachu nie myślałam, ale teraz jak piszesz - mam jeden stary notes z grubym papierem i faktycznie ma taki specyficzny zapach. I rzeczywiście sięgam po niego rzadziej, jakby był 'za ważny' na codzienne użycie. Może to blokuje, a nie pomaga?
Żeby jednak wrócić do głównego pytania tematu - bo trochę odpłynęliśmy. Materiał ma znaczenie, ale pytanie jest o to, jakie znaczenie i na jakim poziomie. Fizyczny: gramatura, ślizganie się pióra, kontrast tuszu. Praktyczny: czy chce ci się po nim sięgać, czy go unikasz. I ewentualnie symboliczny: czy czujesz, że to coś wyznacza. Wszystkie trzy warstwy są prawdziwe, ale działają na różnych ludzi różnie. Trudno tu o jedną odpowiedź.
Przepraszam za podstawowe pytanie - a czym różni się zeszyt do afirmacji od zwykłego dziennika? Chodzi o to, jak się z nim obchodzić, czy po prostu wpisuje się te zdania jak notatki?
Przy wracaniu do wpisów daty są kluczowe. Ja zawsze notuję dzień, miesiąc i rok przy każdym wpisie. Nie tylko dlatego, że to porządek - po jakimś czasie widzę wyraźnie, kiedy pisałam częściej, kiedy robiłam przerwy i jak to się miało do tego, co się działo w moim życiu. Zeszyt bez dat jest dla mnie bezużyteczny jako sposób analizy, nawet jeśli ładny.
Mam takie pytanie - pisałam wcześniej o tych luźnych kartkach. Jak je potem przechowywać, żeby nie zniszczyć? Mam na myśli te, które trzymam dłużej, nie te do spalenia. Bo notes sam się nie rozleci, a luzem te kartki mam porozrzucane i jakoś mi to przeszkadza.
A wracając do liniowania, bo to mnie nie opuszcza - czy ktoś próbował pisać afirmacje pionowo albo po przekątnej? Czytałem gdzieś, że zmiana osi pisania aktywuje inne obszary uwagi. Nie wiem, na ile to prawda, ale jestem ciekawy, czy ktoś to testował.
Słuchałam tej rozmowy o kierunku pisania i zastanawiam się, czy nie jest to trochę zbyt daleko od materiału samego zeszytu. Wróćmy może do papieru - czy ktoś z was kupował specjalnie papier do drukarki i przepisywał na niego afirmacje ręcznie? Albo drukował gotowe szablony? Pytam, bo widziałam takie podejście u kilku osób i nigdy nie wiedziałam, co o tym myśleć.
Drukowałam kiedyś gotowe szablony z ładnymi ramkami. Przestałam po miesiącu, bo czułam, że to bardziej jak wypełnianie formularza niż pisanie. Ręka nie myśli przy uzupełnianiu gotowych linii tak samo jak przy pisaniu od zera. Ale może ktoś inny ma odwrotne doświadczenie?
Wracam do tego, co Shangie napisała kilka postów wyżej - że kluczowe jest traktowanie miejsca przechowywania jako czegoś znaczącego. To mnie trochę zatrzymało. Czy to nie jest dokładnie ten sam mechanizm co z drogim notesem? Czyli znów skupiamy się na zewnętrznych warunkach zamiast na treści i regularności. Gdzie kończy się zdrowe tworzenie rytuału, a zaczyna szukanie pretekstu, żeby nie pisać?
Ja właśnie tak miałam z tym pudełkiem, o którym mówiłam wcześniej. Zanim je znalazłam, kartki leżały wszędzie i w ogóle do nich nie wracałam. Odkąd mam jedno miejsce, sięgam po nie częściej. Więc dla mnie to nie był pretekst, tylko coś, co realnie zmieniło nawyk. Ale rozumiem, że nie każdy tak działa.
To co mówi Inwokacja potwierdza stary argument o kontekście fizycznym. Mózg dość dobrze reaguje na miejsca i pojemniki jako sygnały kontekstowe. Szuflada z rachunkami mówi 'obowiązki'. Pudełko wydzielone tylko do jednego celu mówi coś innego. I to może być ważniejsze niż gramatura papieru, o której zaczęliśmy.
Pytanie z boku - czy ktoś pisał afirmacje na karteczkach samoprzylepnych? Kleję je od jakiegoś czasu na lustro w łazience i pytam, bo zastanawiam się, czy to 'liczy się' tak samo jak zeszyt, czy to za mało poważne.
To co mówi Rozyczka77 ma nawet swoją nazwę w psychologii - habituacja. Bodźce, które są stałe i niezmienne, mózg zaczyna ignorować jako nieistotne. Dlatego karteczki na lustrze po tygodniu przestają być zauważane. Jednym ze sposobów jest zmiana miejsca albo treści co kilka dni. Ale to znowu wychodzi poza samą kwestię materiału.
Wróćmy na chwilę do kwestii papieru, bo trochę odpłynęliśmy. Granacik pytała, czy karteczki 'liczą się tak samo' jak zeszyt. To jest ciekawe sformułowanie - co właściwie miałoby znaczyć 'liczyć się'? Jeśli chodzi o efekt, to zależy od tego, co konkretnie chcesz osiągnąć pisaniem. Jeśli chodzi o zaangażowanie ręki i umysłu - zeszyt wygrywa przez sam akt siadania i pisania. Karteczka jest skrótowa z definicji.
Przysłuchuję się tej dyskusji od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że wszyscy krążymy wokół jednej kwestii, której nikt wprost nie stawia. Czy papier, gramatura, oprawa - to są elementy praktyki, czy to jest estetyczny dodatek? Bo jeśli to jest tylko estetyka, to można pisać na chusteczce i będzie działać tak samo.
Mam pytanie, które mi się kręci w głowie od kilku postów. Wszyscy mówimy o zeszytach, kartkach, karteczkach. A co z pisaniem na luźnych kartkach, które potem się gdzieś odkłada albo nawet wyrzuca? Czy afirmacja, która nie jest przechowywana, w ogóle ma sens? Czy akt pisania wystarczy?
Czytam cały ten wątek i mam podstawowe pytanie, bo nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro materiał wpływa na to, jak piszesz, to co konkretnie polecacie na start? Zwykły notes z bookshopa, coś droższego, czy to naprawdę nie ma aż takiego znaczenia dla kogoś, kto dopiero zaczyna?
