Dziękuję za tę rozmowę, naprawdę dużo mi to daje. Mam jedno pytanie do Teodozji albo Blanka_D, bo nie mogę się zdecydować, od czego zacząć. Jeśli nie wiem, czy mam lęk przed niepewnością, czy przekonanie o niedostępności szczęścia, czy lepiej zacząć od bardziej ogólnych afirmacji i zobaczyć, gdzie pojawia się opór, czy od razu próbować dotrzeć do przekonania?
To znaczy, że cały ten wątek prowadzi do wniosku, że afirmowanie czegoś nieprzewidywalnego jest możliwe, ale pośrednio, przez pracę z przekonaniami o sobie, a nie przez wpływ na sam wynik. To jest uczciwa konkluzja, ale zastanawiam się, czy ludzie, którzy przychodzą do tematu z nadzieją na zmianę szczęścia w losowaniu, w ogóle są gotowi na tak długą drogę?
No właśnie, i to jest chyba rdzeń całego tematu, który od początku kręci się w kółko. Czy afirmacja na szczęście w losowości to jest praca z sobą, czy próba wpłynięcia na zewnętrzny świat? Bo jeśli to pierwsze, to badania Steele'a są jak najbardziej na miejscu. Jeśli to drugie, to wchodzimy w zupełnie inny rejon.
Zastanawiam się, czy nie ma tu jeszcze jednej warstwy. Kiedy mówimy o afirmacjach na szczęście w losowości, zakładamy, że losowość jest czymś, co dzieje się poza nami. Ale może część tego, co odbieramy jako 'przypadek', to jednak efekt tego, jak się zachowujemy, jakie drzwi otwieramy, na co zwracamy uwagę. I wtedy praca z przekonaniami naprawdę ma sens, bo zmienia te mikrodecyzje.
a skąd wiadomo, gdzie kończy się wpływ naszych zachowań, a zaczyna prawdziwa losowość? Jak kupisz jeden los na loterii, to żadna afirmacja nie zmieni matematyki. Ale jak chodzi o spotkanie odpowiedniej osoby albo trafienie na dobrą okazję zawodową, to tam zachowanie rzeczywiście gra rolę. Czy można to w ogóle traktować jako jeden temat?
A co z intuicją? Czy afirmacje mogą ją wyostrzyć tak, że 'wyczuwasz' lepsze momenty na działanie? Czytałem gdzieś, że regularna praca z podświadomością otwiera na sygnały, których normalnie nie zauważamy. Czy to się wiąże z tym, co mówi Whisper o mikrodecyzjach?
Wracając do tego, co powiedziała Lipowa00 o energii, mam pytanie bardziej ogólne. Czy ktoś tutaj faktycznie doświadczył czegoś, co uznał za efekt afirmacji w kontekście losowości, i jest w stanie to opisać bez odwoływania się do mechanizmów, które są niesprawdzalne? Nie pytam złośliwie, naprawdę jestem ciekaw, jak to wygląda od środka.
A jak długo trzeba tak obserwować, żeby w ogóle coś zauważyć? Bo miesiące to dla mnie za długo, żeby nie wiedzieć, czy to działa.
Ten wątek z pytaniem zamiast twierdzenia jest według mnie bardzo niedoceniany. Sam tak zaczynałem, bo twierdzenia brzmiały pusto, a pytania uruchamiały coś innego. Mózg zaczyna szukać odpowiedzi zamiast odrzucać sprzeczność. Nie wiem, czy to 'ezoteryczne', ale działa na poziomie praktycznym.
Ale czy to nie jest po prostu coaching albo terapia pod inną nazwą? Pytania sokratejskie, praca z przekonaniami, zmiana narracji. To jest psychologia, nie magia. Czy tu w ogóle jest coś specyficznie ezoterycznego?
Mnie zastanawia coś innego. Cały czas mówimy o afirmacjach jako o czymś, co robimy rano i wieczór. A co z momentami, kiedy coś się dzieje nagle i nie ma czasu na żadną praktykę? Czy wtedy jakieś wcześniejsze 'przeprogramowanie' w ogóle wchodzi do gry?
Ale właśnie o to mi chodziło wcześniej. Blanka mówi o zmianie narracji, Edmund o nawykach, Teodozja o pytaniach zamiast twierdzeń. To wszystko brzmi jak psychologia poznawcza. Gdzie w tym jest element, który jest specyficznie ezoteryczny? Serio pytam, nie złośliwie.
Słuchajcie, trochę się zgubiłem. My rozmawiamy o afirmacjach na szczęście, a skończyliśmy przy filozofii świadomości. Czy ktoś może powiedzieć wprost: afirmować losowość tak czy nie, i co konkretnie mówić?
To co mówi Edmund jest dla mnie najsensowniejszym wyjaśnieniem w tym wątku. Nie że afirmacja 'przyciąga' zielone światło, tylko że spokojniejszy człowiek jedzie inaczej i przez to trafia na inne sekwencje. Ale czy to nie jest trochę rozczarowujące jako wyjaśnienie?
A czy jest jakaś różnica między tym, że afirmujesz 'jestem gotowy na dobre niespodzianki', a tym że po prostu starasz się być bardziej pozytywny? Bo mi się wydaje, że efekt byłby ten sam, więc po co te konkretne słowa?
To pytanie Igorka jest według mnie jednym z ważniejszych w tej rozmowie. I odpowiedź, którą znalazłem u siebie, jest taka: słowa dają kierunek. 'Staram się być pozytywny' to wysiłek. 'Jestem gotowy na dobre niespodzianki' to już pewien obraz. Mózg inaczej przetwarza obraz niż intencję. Ale to jest moje doświadczenie, nie twierdzenie ogólne.
Wracając do głównego pytania tego wątku, bo trochę odpłynęliśmy: czy w ogóle da się afirmować coś nieprzewidywalnego? Mam wrażenie, że dyskusja pokazuje, że tak, ale nie bezpośrednio. Afirmacja nie zmienia wyniku rzutu kością. Ale może zmienić to, jak interpretujesz wynik i co zrobisz dalej. Czy to nie jest właśnie ta granica?
A mnie zastanawia coś innego. Cały czas mówimy o afirmowaniu swojego nastawienia do losowości, ale wątek zaczął się od pytania, czy można afirmować samo szczęście w losowości. To jest inna rzecz chyba? Bo Whisper na początku pytał właśnie o to, czy losowość może być obiektem afirmacji. Czy już uznaliśmy, że nie może?
Czyli właściwie cały czas wracamy do tego samego: afirmacja działa na człowieka, nie na zdarzenie. Chcę się upewnić, czy dobrze rozumiem, czy ktoś w tym wątku faktycznie uważa inaczej. Bo mam wrażenie, że nikt tu nie twierdzi, że afirmacja zmienia wynik loterii wprost.
To by wyjaśniało, czemu moje afirmacje na powrót pewnej osoby chyba nie dawały efektu. Pisałem je bardziej z bólu niż z pewności. Ale nie wiem, może to zbyt osobiste.
To, co mówi Romek, jest chyba najlepszym przykładem napięcia w tym wątku. Afirmacja z bólu kontra afirmacja z gotowości to nie jest tylko różnica słów. Dla mnie przełom był, kiedy przestałem afirmować wynik, a zacząłem afirmować siebie jako kogoś, kto radzi sobie niezależnie od wyniku. Wtedy napięcie trochę odpuściło. Nie wiem, czy coś się 'przyciągnęło', ale stan się zmienił.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i zastanawiam się, czy to rozróżnienie, o którym piszecie, że afirmujesz siebie, a nie zdarzenie, nie sprawia, że afirmacje na szczęście w losowości to trochę myląca nazwa. Bo de facto afirmujesz odporność, nie szczęście.
Dziękuję wszystkim za tę rozmowę, bo wreszcie rozumiem, czemu moje afirmacje przed ważnymi egzaminami nigdy nie brzmiały dla mnie przekonująco. Próbowałam afirmować wynik zamiast siebie. Czy ktoś mógłby podać jakiś przykład afirmacji, która dobrze oddaje to 'bycie gotowym' zamiast 'chcę żeby wyszło'?
Swarog trafił w sedno tego, co mi chodziło po głowie, kiedy stawiałem to pytanie. Zacząłem od niejasnego intuicyjnego przeczucia, że coś jest na rzeczy ze szczęściem i afirmacjami, a dopiero ta rozmowa mi pokazała, że miałem w głowie te dwie rzeczy pomieszane. Nadal nie wiem, czy to wystarczy, żeby powiedzieć 'tak, można afirmować szczęście w losowości', ale chyba rozumiem teraz, co miałbym właściwie afirmować.
Ta rozmowa mnie trochę zaskoczyła, bo myślałam, że będzie więcej dyskusji o konkretnych formułach afirmacji, a wyszło coś głębszego. Mam jedno pytanie do tych, którzy praktykują regularnie: czy wy sami jak zaczęliście pracować z afirmacjami, wiedzieliście od razu, co afirmujecie, siebie czy wynik? Bo ja przez długi czas robiłam jedno myśląc, że robię drugie.
Wchodzę trochę z boku, bo czytam wątek od dawna. Zastanawiam się, czy nie ma tu jeszcze jednego poziomu. Poza afirmacją wyniku i afirmacją postawy jest jeszcze coś, co można by nazwać afirmacją gotowości, czyli nie 'jestem spokojny niezależnie od wyniku', tylko 'jestem gotowy zareagować na to, co przyjdzie'. To jest bardziej dynamiczne i chyba lepiej pasuje do losowości, bo losowość wymaga właśnie elastyczności, nie tylko spokoju.
Wracając do pytania Whisper z początku wątku. Przeczytałem wszystko jeszcze raz i mam wrażenie, że zbiorowo doszliśmy do odpowiedzi, tylko nikt jej nie powiedział wprost. Czy mogę spróbować? Można afirmować coś nieprzewidywalnego, ale trzeba afirmować swoją relację z nieprzewidywalnością, a nie sam wynik. Czy ktoś miałby z tym zdanie inne niż 'tak mniej więcej'?
