Powtarzam afirmacje od jakichś trzech miesięcy, codziennie rano przed lustrem. "Jestem wartościową osobą", "zasługuję na miłość", kilka innych. I wiecie co? Przez pierwsze minuty po tym czuję się nieco lepiej, ale jak tylko wychodzę do pracy i ktoś na mnie spojrzy krzywo albo szef coś skomentuje, to od razu z powrotem spada. Jakby to nic nie budowało naprawdę, tylko taki chwilowy zastrzyk. Czy to znaczy, że robię coś źle, czy może po prostu za krótko? Nie rozumiem, bo czytałam, że powinno działać.
To, co opisujesz, jest bardzo powszechne i nie znaczy, że coś robisz źle. Chodzi o to, że afirmacja wypowiedziana na głos to jedno, a to, co masz głębiej wgrane, to drugie. Kiedy powtarzasz "jestem wartościowa", a gdzieś w środku siedzi przekonanie, że nie jesteś, to mózg traktuje afirmację jako fałszywą informację i ją odrzuca. Dlatego efekt jest krótki. Próbowałaś kiedyś pisać zamiast mówić? Przy pisaniu dłużej utrzymujesz uwagę na jednej myśli i trudniej uciec w automatyzm.
Ja mam podobny problem co autorka tego tematu, tylko u mnie jest jeszcze gorzej, bo jak powtarzam te afirmacje, to po chwili zaczynam się śmiać albo czuję się głupio. Jakby jakiś wewnętrzny głos mówił "no coś ty, sam w to nie wierzysz". To normalne czy coś jest nie tak z moim podejściem?
Ten wewnętrzny głos to właśnie jest twój blok energetyczny. Musisz go najpierw przepracować zanim zaczniesz z afirmacjami, bo inaczej te afirmacje nie mają jak wejść. Najlepiej zacząć od afirmacji o neutralnym zabarwieniu, nie od razu "jestem super", tylko np. "pozwalam sobie na zmianę". To jest łatwiejsze do przyjęcia dla podświadomości.
Ja próbowałam tej metody z pytaniami i muszę powiedzieć, że coś w tym jest. Ale mam pytanie do Blanki - jak długo to stosowałaś, zanim zauważyłaś realną zmianę w tym jak się czujesz w sytuacjach społecznych, nie tylko zaraz po sesji? Bo mi się wydaje, że u mnie zmiany są mega powolne i nie wiem czy to kwestia cierpliwości czy czegoś innego.
A co ma być połączone z tymi afirmacjami? Bo czytałam że czakra splotu słonecznego odpowiada za poczucie własnej wartości i może praca z nią równolegle coś da? Kamienie jak cytryn albo tygrysie oko? Pytam, bo wydaje mi się to logiczne, ale nie wiem czy to nie jest za dużo rzeczy naraz.
Trochę inaczej podejdę do tego wątku. Kiedy ktoś pyta czy robi coś źle, bo afirmacje nie trzymają efektu, to pierwsze pytanie powinno być - po co ona te afirmacje powtarza? Jeśli chodzi o to, żeby poczuć się lepiej przez kwadrans, to zadziała i dobrze. Jeśli chodzi o realną zmianę w tym jak siebie postrzega, to afirmacja wypowiedziana na głos jest jednym z końcowych kroków, nie pierwszym. Przed afirmacją powinno być rozpoznanie, skąd w ogóle pochodzi to przekonanie, że się jest mało wartym. Bez tego powtarzasz słowa nad nieodkrytą przyczyną.
Wiedza o źródle to naprawdę tylko początek. Sam insight nic nie leczy. To co realnie pomaga, to przeżycie tej dawnej emocji w nowych warunkach - to jest praca, której afirmacja nie zrobi za ciebie. Afirmacja może natomiast stopniowo budować nową ścieżkę skojarzeń, ale tylko jeśli towarzyszy jej jakieś rzeczywiste, nawet małe, doświadczenie, które to potwierdza. Bez potwierdzenia z zewnątrz - choćby drobnego - mózg ciągle wraca do starego wzorca. Dlatego same słowa nie wystarczą.
Czytam ten wątek i mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony to co Malinowa pisze brzmi rozsądnie, z drugiej strony mam wrażenie, że jak ktoś jest w dołku i szuka jakiegoś punktu oparcia, to powiedzenie mu "afirmacje to nie wszystko, musisz przepracować dzieciństwo" jest mało pomocne tu i teraz. Afirmacje mogą być mostem, który pozwala jakoś funkcjonować w czasie kiedy robi się głębszą pracę. Nie trzeba tego sprowadzać do zera.
To jak według was powinna wyglądać minimalna, sensowna praktyka - co poza afirmacją jest potrzebne żeby to miało jakiś sens? Pytam konkretnie, bo mam ograniczony czas i nie będę robić pięciu różnych rzeczy dziennie.
Czytam to wszystko i mam jedno pytanie, które chodzi mi po głowie od początku - czy afirmacje powinny być w pierwszej osobie i czasie teraźniejszym? Bo widziałam różne wersje i jedni mówią "jestem", inni mówią "staję się", jeszcze inni "wybieram". To robi jakąś realną różnicę czy to kwestia preferencji?
Właśnie, bo forma 'staję się' otwiera przepływ energii do manifestacji, nie blokuje jej. Afirmacja w czasie teraźniejszym przy niskiej wibracji może wręcz odpychać to, czego chcemy, bo wysyłamy sprzeczne sygnały w pole morfogenetyczne.
Wracając do pytania Eremitki sprzed kilku postów - wiedza o źródle przekonania to punkt wyjścia, nie metoda. Co dalej? To zależy od tego, o jakim przekonaniu mówimy. Jeśli to 'nie zasługuję na miłość', to afirmacja sama w sobie będzie walczyła z doświadczeniem, które to przekonanie zbudowało. Ale jest jeden konkretny krok pośredni, który pomaga - zanim zaczniesz afirmować nowe, najpierw zakwestionuj stare. Nie zamień, tylko zapytaj: skąd wiem, że to prawda? Jakie mam dowody? Jeden kontrprzykład wystarczy żeby zacząć pęknięcie.
dobre pytanie i uczciwe. Tak, można robić to powierzchownie. Kluczowe jest to, żeby szukać kontrprzykladu, który naprawdę poczujesz, a nie tylko intelektualnie przyjmiesz. Różnica jest taka - jeśli mówisz sobie 'byłam dobra dla przyjaciółki rok temu' i nic nie czujesz, to znaczy że to tylko myśl. Jeśli przypomnienie sobie tej sytuacji budzi coś w ciele, jakiś cieplejszy impuls, to znaczy że dotknęłaś czegoś prawdziwego. Z tym możesz pracować.
A to co Malinowa pisze o ciele - to znaczy, że jak afirmuję i nic nie czuję w ciele, to tracę czas? Bo ja zazwyczaj powtarzam te zdania i czuję po prostu pustkę, ani oporu, ani przyjemności, po prostu nic.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie techniczne - czy ktoś próbował łączyć afirmacje z medytacją czakry manipura, ale nie po to żeby 'wzmocnić wibrację', tylko po to żeby mieć po prostu lepszy kontakt z ciałem przed samą afirmacją? Bo to co Anusia pisze o kontakcie ze sobą - wydaje mi się, że to jest właśnie ten brakujący krok u wielu osób.
Wróćmy jeszcze do tego czasu gramatycznego, bo Blanka powiedziała że 'staję się' jest dla opornych, a 'jestem' mocniejsze. Ale czy jest jakaś zasada co do długości takiej afirmacji? Bo widziałam jedne o pół zdania, inne długie na trzy linijki. Co jest lepsze dla poczucia własnej wartości konkretnie?
Wróciłam do tego wątku, bo Blanka napisała coś, co mnie zatrzymało - że afirmacja powinna kończyć się emocją, a nie faktem. Ale jak mam zbudować zdanie, które kończy się emocją? Czy chodzi o to, żeby dołożyć na końcu jakieś słowo jak 'spokojnie' albo 'z ulgą'? Przykład by mi pomógł.
To co Blanka mówi o schodzeniu niżej - właśnie o to mi chodzi od początku tego wątku. Że ja powtarzam 'jestem wystarczająca' i dosłownie w tej samej sekundzie czuję, że to nieprawda. Więc może moje afirmacje po prostu zaczynają za wysoko? Jak wyznaczyć ten właściwy poziom dla siebie, żeby nie trafiać w ścianę przy każdym zdaniu?
Właśnie to jest clue całego problemu z poczuciem własnej wartości i afirmacjami. Większość osób zaczyna od zdań, które brzmią jak cel końcowy, a nie jak krok. Eremitka, spróbuj czegoś prostego - zanim wybierzesz afirmację, powiedz ją na głos raz i obserwuj, czy oddech ci się skrócił. Jeśli tak, zdanie jest za duże. Szukaj takiego, przy którym oddech zostaje spokojny.
Ja bym jeszcze dodała, że warto wtedy zwrócić uwagę na czas doby kiedy pracujemy z afirmacjami. Rano, zaraz po przebudzeniu, kiedy mózg jest w stanie alfa, afirmacje wchodzą głębiej, bo nie ma jeszcze tyle codziennego szumu. Wieczorem też jest okienko, tuż przed snem. W ciągu dnia przy pełnej aktywności to jest najtrudniejsze.
A ja mam inne pytanie do całego wątku - bo dużo mówimy o tym jak afirmować, w jakiej formie, kiedy, jak czuć ciałem. Ale czy ktoś w ogóle pomyślał, że może problem nie leży w technice, tylko w tym, że afirmacje po prostu nie są właściwą metodą dla wszystkich? Nie każdy działa przez słowo mówione do siebie.
Pisanie odręczne to naprawdę inna sprawa niż mówienie czy pisanie na klawiaturze. Jest kilka badań pokazujących, że pisanie ręczne angażuje więcej obszarów mózgu. Eremitka, jeśli czujesz że tak lepiej pracujesz, to spróbuj - ale nadal z tym samym kryterium: zacznij od zdania, przy którym nie czujesz oporu, nie od końcowego celu.
To mnie trochę otwiera - bo ja zawsze myślałam, że afirmacja to jest to konkretne zdanie, które się powtarza. A z tej rozmowy wynika, że bardziej chodzi o to, żeby znaleźć coś, co jesteś w stanie przyjąć. Ale jak to wygląda u kogoś, kto naprawdę ma bardzo niskie poczucie wartości? Czy jest jakieś zdanie tak minimalne, że zawsze zadziała?
A ja się zastanawiam, czy w ogóle powinnam testować to samo zdanie tygodniami. Może problem polega na tym, że trzymam się jednej afirmacji za długo i ona po prostu przestaje na mnie działać? Czy powinnam w ogóle zmieniać zdania, czy trzymać się jednego?
Nie ma jednej reguły co do zmiany zdania. Ale jeśli pytasz o własną wartość konkretnie - to jest temat na tyle pojemny, że można go rozkładać na mniejsze kawałki. Zamiast pracować miesiącami na jednym zdaniu, można je dzielić tematycznie. Inne zdanie do relacji, inne do pracy, inne do ciała.
Czytam ten wątek od początku i mam wrażenie, że schodzimy coraz głębiej i to dobrze. Ale mam pytanie do ogólnie - czy ktoś kiedyś próbował łączyć afirmacje z czymś wizualnym? Na przykład pisać je i obok rysować coś, co to zdanie dla ciebie znaczy? Słyszałam że angażowanie różnych zmysłów pomaga.
