Siedzę od jakiegoś czasu nad jednym pytaniem i nie mogę znaleźć satysfakcjonującej odpowiedzi. Afirmacje rozumiem jako pracę z przekonaniami, okej. Ale co z rzeczami, które z definicji są losowe? Mam na myśli np. wygraną w totka, trafienie na wolne miejsce parkingowe akurat wtedy, kiedy spieszy, albo to, że akurat trafiasz na kogoś znajomego w nieoczekiwanym miejscu. Czy można afirmować coś, na co nie masz żadnej kontroli? Próbowałem afirmacji w stylu 'szczęście mnie otacza' i raz czy dwa miałem wrażenie, że coś się zgrywa. Ale nie wiem, czy to efekt afirmacji, czy po prostu moja uwaga była bardziej wyostrzona i zacząłem zauważać to, czego wcześniej nie widziałem. Czy ktoś świadomie pracował afirmacyjnie z losowością i widział realne różnice?
To pytanie mnie zatrzymało, bo sama się nad tym zastanawiałam. Moim zdaniem jest tu pewna pułapka: kiedy zaczynamy afirmować 'jestem szczęśliwa', zaczyna nam się wydawać, że więcej rzeczy idzie po naszej myśli. Ale czy to dlatego, że zmieniliśmy energię wokół siebie, czy dlatego, że przestaliśmy liczyć niepowodzenia? Nie wiem, jak to odróżnić. Ale ciekawi mnie jedno: czy afirmacja ma działać na poziomie zewnętrznym, czyli przyciągać zdarzenia, czy raczej na poziomie wewnętrznym, czyli zmieniać nasze reakcje na to, co i tak się zdarza?
Ale co to zmienia w praktyce? Kupuję losy, afirmuję od miesiąca i nadal nic. Czy to znaczy, że afirmacje po prostu nie działają na losowość, czy że za krótko?
Wtrącę się, bo to ciekawe. Znam historię faceta, który wygrał na loterii dwa razy. Dziennikarze go pytali o sekret i powiedział, że po prostu kupuje więcej losów niż przeciętny człowiek. Żadnych afirmacji. Więc może Blanka_D ma rację z tą statystyką.
Mam inne podejście do tego. Praktykowałem przez jakiś czas afirmacje połączone z medytacją i zauważyłem, że zmieniło się nie tyle to, co mi się trafiało, co moje nastawienie do tego, co się nie trafiało. Przestałem się denerwować na czerwone światła i korki. Nie wiem, czy to szczęście, czy spokój wewnętrzny, ale codzienne tarcia zaczęły mnie mniej kosztować energetycznie. Czy to zalicza się do 'szczęścia w losowości'? Bo może nie chodzi o to, żeby trafiać na zielone światła, tylko żeby czerwone przestały być problemem.
i myślę, że to jest pytanie, na które uczciwa odpowiedź brzmi: nie wiemy. Nie ma solidnych badań, które potwierdziłyby, że afirmacje zmieniają zewnętrzną rzeczywistość. Są badania, które pokazują, że zmieniają zachowanie i percepcję. A to drugie może prowadzić do tego pierwszego, ale przez zupełnie ludzki mechanizm, nie energetyczny.
Z mojego doświadczenia jest jedna rzecz, której w tej dyskusji brakuje. Kiedy przez dłuższy czas pracuję z afirmacją dotyczącą otwartości czy szczęścia, zaczynam inaczej podejmować decyzje w sytuacjach, które wcześniej mijałam bez zastanowienia. Wchodzę w rozmowy z obcymi, akceptuję zaproszenia, na które normalnie bym powiedziała nie. I potem te 'przypadkowe' sytuacje mnożą się, bo sama je stwarzam. Nie wiem, czy to magia, czy psychologia, ale efekt jest realny.
A czy te afirmacje powinny być konkretne, np. 'wygrywam drobne sumy', czy ogólne, np. 'jestem szczęśliwy'? Bo czytałem gdzieś, że mózg lepiej przyjmuje konkretne komunikaty.
Dziękuję za ten wątek, naprawdę dużo tu wartościowych rzeczy. Mam pytanie do Lipowa00, bo to już trzeci raz, gdy powołujesz się na konkretne teorie i badania. Czy możesz polecić jakąś książkę albo źródło po polsku, od którego warto zacząć? Bo trochę gubię się między tym, co jest psychologią a tym, co jest już po prostu praktyką duchową.
Mam wrażenie, że ta dyskusja kręci się wokół jednego nierozwiązanego pytania: czy afirmacje działają 'na zewnątrz' czy 'do wewnątrz'. I nie wiem, czy da się to rozstrzygnąć bez przyjęcia jakiegoś założenia na starcie. Jeśli ktoś wierzy, że myśl wpływa na materię, odpowiedź jest jedna. Jeśli ktoś tego nie zakłada, odpowiedź jest inna. Może warto określić, z jakiego założenia wychodzimy, zanim zaczniemy porównywać doświadczenia?
I tu wracam do pytania z tytułu, bo myślę, że zostało trochę zepchnięte na bok. Czy można afirmować coś nieprzewidywalnego? Moje zdanie: tak, ale nie afirmując samego zdarzenia, tylko siebie jako kogoś, kto jest w stanie to zdarzenie przyjąć, zauważyć i wykorzystać. 'Jestem gotowa na szczęśliwe zbieżności' to zupełnie inny komunikat niż 'wygram na loterii'. I z mojego doświadczenia to pierwsze ma realny efekt, bo zmienia, jak funkcjonujesz, nie co ci się trafia.
Wracając do pytania Teodozji, bo to mi nie daje spokoju. Ona mówi, że afirmuje siebie jako kogoś gotowego na przyjęcie zdarzenia, a nie samo zdarzenie. Ale czy to nie jest przypadkiem dokładnie to samo, co Edmund mówił wcześniej o zmianie percepcji? Bo jeśli tak, to wciąż zostajemy przy tym, że afirmacje działają 'do wewnątrz', nie 'na zewnątrz'. I pytanie z tytułu wątku nadal wisi w powietrzu.
To znaczy że jak ktoś afirmuje wygraną, to tak naprawdę zmienia tylko to, jak patrzy na losy, a nie na samą wygraną? Jeśli tak, to po co w ogóle kupować losy?
Mam pytanie, które mi nie daje spokoju od początku tego wątku. Jeśli afirmacje zmieniają uwagę i decyzje, to jak odróżnić efekt afirmacji od zwykłego efektu placebo? Wszystko, w co wierzysz wystarczająco mocno, zmienia twoje zachowanie. Nie potrzeba do tego żadnej konkretnej techniki.
Chcę wrócić do tego, co mówiłam wcześniej o uczuciu 'kłamię' przy powtarzaniu afirmacji. Lipowa00 nazwała to efektem odbicia. Ale mam pytanie, które mi zostało: czy jest jakiś sposób na sprawdzenie przed pracą z afirmacją, czy będzie ona działać na mnie przez opór, czy przez przyjęcie? Bo to by bardzo ułatwiło dobór afirmacji.
A skąd wiadomo, że ten 'stopień niżej' to wystarczająco dużo? Tzn. czy jest jakaś granica między afirmacją za słabą, żeby cokolwiek zmienić, a afirmacją za mocną, żeby nie generować oporu?
I tu dochodzimy do sedna. Afirmowanie czegoś nieprzewidywalnego, jak szczęście w losowości, wymaga chyba najpierw pracy z przekonaniami o tym, czy w ogóle zasługuję na dobrą passę. Bo jeśli głęboko nie wierzę, że 'mi się trafia', to każda afirmacja o szczęściu będzie się rozbijać o ten jeden głębszy opór. Spotkałam się z tym u siebie.
tak, mniej więcej tak to wygląda. Nie robiłam tego metodycznie na papierze, ale naturalnie wychodziło mi, że jak jedna afirmacja zaczyna być neutralna zamiast trudna, to przechodzę do kolejnej, bardziej konkretnej. Nie wiem, czy to ma jakąś nazwę w psychologii, ale tak to odczuwam.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie, które mi chodzi po głowie. Teodozja i Edmund mówią o własnych doświadczeniach, a Lipowa cytuje badania. Ale jak te doświadczenia mają się do badań? Tzn. czy jest gdzieś opisane, że to warstwowe podejście do afirmacji ma potwierdzenie poza osobistą obserwacją?
A jeśli ktoś w ogóle nie wie, jakie ma głębsze przekonanie na temat szczęścia, bo nigdy się nad tym nie zastanawiał? Jak w ogóle zacząć? Bo ta rozmowa zakłada dużą samoświadomość, a co z kimś, kto dopiero zaczyna i nie ma pojęcia, gdzie szukać tych przekonań.
To mnie ciekawi od strony zupełnie praktycznej. Czy te sygnały ciała są powtarzalne? Tzn. czy jak zrobię ten test z tą samą afirmacją po tygodniu, to dostanę ten sam wynik, czy to się zmienia zależnie od nastroju?
Ja robiłam coś podobnego intuicyjnie i rzeczywiście wzorzec był wyraźny. Pewna afirmacja rano, tuż po przebudzeniu, zawsze wywoływała u mnie coś w rodzaju wewnętrznego 'no tak, ale...', a wieczorem ta sama afirmacja brzmiała neutralnie. Przez długi czas myślałam, że to kwestia nastroju, ale potem zaczęłam się zastanawiać, czy rano jestem po prostu bliżej tego, co naprawdę myślę, zanim głowa zdąży wszystko ułożyć.
A to w ogóle jest tak, że afirmacje na szczęście w losowości mają działać od razu, czy trzeba na to czekać tygodniami? Bo ja rozumiem tę całą warstwowość, ale jeśli to trwa miesiącami zanim cokolwiek się zmieni, to brzmi jak coś, co nie ma sensu przy np. jednorazowym losowaniu.
Wracam do Romka, bo jego pytanie wydaje mi się ważne dla całego tematu wątku. Jeśli losowość jest z definicji nieprzewidywalna, to co właściwie afirmujemy? Nie wynik, nie czas, nie konkretne zdarzenie. Może afirmujemy samą relację z niepewnością, czyli coś w rodzaju 'jestem w porządku z tym, że nie wiem, co się zdarzy, i mimo to działam'?
to zdanie mnie zatrzymało. 'Jestem w porządku z tym, że nie wiem' to brzmi bardziej jak afirmacja dla kogoś z lękiem przed niepewnością niż dla kogoś, kto chce 'przyciągnąć szczęście'. Czy nie mieszamy tu dwóch różnych celów?
Mam pytanie może głupie, ale jakoś wcześniej nikt nie zadał. Czy afirmacja 'jestem gotowa na dobre niespodzianki' to jest afirmacja na szczęście w losowości, czy to jest afirmacja otwartości? Bo mam wrażenie, że cały czas rozmawiamy o jednym albo drugim i nie do końca wiem, gdzie jest granica.
A co jeśli ktoś jest naturalnie otwarty, nie ma lęku przed niepewnością, a mimo to przez lata nic mu nie 'wychodzi' losowo? Czy wtedy afirmacje w ogóle mają sens, czy może problem leży zupełnie gdzie indziej?
