Dobra, ale wracam do sedna, bo trochę zeszliśmy. Rozmawiamy o formułowaniu afirmacji, a pytanie Whisper dotyczyło losowości. Czy ktoś próbował pracować afirmacyjnie z czymś naprawdę nieprzewidywalnym, gdzie nawet postawa nie daje żadnej przewagi? Mam na myśli coś jak losowanie, losowa kolejność, wynik meczu. Tam nie ma decyzji, którą podejmujesz. Czy tam też coś zmienia się po afirmacji?
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie, które nie dawało mi spokoju. Czy jest w ogóle różnica między afirmowaniem spokoju wobec losowości a po prostu... akceptacją? Bo jak słucham co tu piszecie, to brzmi to trochę jak stoicyzm przepisany na język afirmacji. Może się mylę, bo to nie moja działka.
Dziękuję za tę całą rozmowę, naprawdę dużo mi rozjaśniła. Mam jedno małe pytanie na koniec, bo może ktoś to przerabiał: jak długo mija zanim człowiek zaczyna czuć, że afirmacja nastawienia naprawdę coś robi? Bo rozumiem, że nie ma punktu końcowego jak przy afirmacji wyniku, ale czy jest jakiś moment gdzie mówisz 'ok, to działa'?
Gabrysia postawiła to bardzo dobrze i myślę, że to jest właśnie sedno całego wątku. Zaczynałem od pytania, czy można afirmować coś nieprzewidywalnego, i gdzieś po drodze wyszło, że pytanie było nie o to. Nie afirmujesz nieprzewidywalnego zdarzenia, afirmujesz siebie w kontakcie z tym, co nieprzewidywalne. I ta zmiana w sobie jest trudno uchwytna, bo nie ma daty ważności ani numerku wygranej. Nadal nie wiem, czy to 'działa' w sensie, który miałem na początku. Ale chyba już to inne pytanie mnie bardziej zajmuje.
I tu jest chyba najuczciwsze zamknięcie tego wątku, choć pewnie nie ostatnie słowo. Whisper na początku pytał o losowość, a doszliśmy do tego, że afirmacja nie jest dla losowości, jest dla człowieka, który z tą losowością siedzi. Czy to zmienia wyniki losowe, nie wiem i raczej nie zmienia. Czy zmienia człowieka wobec tych wyników, tu jest więcej do powiedzenia. Ciekawe czy ktoś ma jakiś przykład z życia, gdzie naprawdę pracował nad tym przez dłuższy czas i coś się faktycznie zmieniło w tym jak przeżywa niepewność.
A jak długo trzeba pracować żeby to nastawienie było prawdziwe a nie tylko takie nałożone na chwilę? Bo rozumiem że to nie jest kwestia jednej afirmacji rano, ale nie mam pojęcia czy to tydzień czy rok.
Ja przez jakiś czas zapisywałam w notatniku jak się czułam przed i po różnych sytuacjach. Nie w sensie dziennika, tylko krótko. I rzeczywiście po kilku miesiącach zobaczyłam różnicę jak czytałam od początku. Wcześniej pisałam rzeczy w stylu 'znowu to samo, nic się nie zmienia', a późniejsze wpisy były spokojniejsze.
Słucham tego od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że rozmowa trochę odeszła od pytania Whisper o losowość. Wróćmy na chwilę - czy ktoś próbował afirmować konkretnie przed czymś, gdzie wynik był naprawdę czysto losowy? Nie przed rozmową kwalifikacyjną, tylko przed czymś gdzie nie ma żadnej decyzji po twojej stronie?
Właśnie to pytanie mnie zaczęło. Konkretna sytuacja była taka, że czekałem na wynik losowania miejsca w pewnej kolejce i złapałem się na tym, że i tak mentalnie próbuję 'chcieć' dobrego numeru. I zastanowiłem się, czy to ma jakikolwiek sens, czy to po prostu ludzki odruch szukania kontroli tam gdzie jej nie ma.
No właśnie, bo ja tak samo reaguję. Jak czekam na jakiś losowy wynik to i tak zaczynam coś tam powtarzać w głowie. I nie wiem czy to działa czy to tylko mój mózg, który nie umie siedzieć bezczynnie.
To co opisał Romek - to mózg szukający sprawczości - mi się wydaje kluczowe dla całego tego tematu. Bo jeśli mózg robi to odruchowo, to może afirmacja to tylko ten sam odruch, tylko świadomie uruchomiony? I w takim razie co właściwie robimy inaczej kiedy 'świadomie' afirmujemy przed losowym zdarzeniem?
Różnica jest w tym, że odruch to reakcja na sytuację. Świadoma afirmacja to coś, co robisz zanim sytuacja się pojawi. Jedno jest reaktywne, drugie proaktywne. Przy czystej losowości to rozróżnienie nabiera szczególnego znaczenia, bo proaktywna praca nie zmienia wyniku - zmienia ciebie jako odbiorcę wyniku.
Mam inne pytanie do Blanka_D, bo wróćmy do tej granicy między odruchem a świadomą pracą. Mówiłaś że świadoma afirmacja to coś co robisz zanim sytuacja się pojawi. Ale co jeśli ktoś praktykuje afirmacje ogólnie od dłuższego czasu, nie pod konkretne zdarzenie? Czy wtedy przy losowym zdarzeniu też ma ten bufor, o którym pisałaś?
Właśnie to z tym zapisywaniem, o którym mówiłam wcześniej, dało mi do myślenia. Jak zaczęłam notować, to zobaczyłam że moje afirmacje przed losowymi rzeczami nie dawały lepszych wyników. Dawały to, że mniej mi zależało na tym konkretnym wyniku. I to było coś.
Obserwuję ten wątek od początku i mam wrażenie, że rozmijamy się przy jednym założeniu. Pytanie w tytule brzmi 'czy można afirmować coś nieprzewidywalnego' i większość odpowiada 'nie, bo nie zmienisz wyniku'. Ale afirmacja nie jest magiczną różdżką zmieniającą rzeczywistość zewnętrzną - nigdy tak nie była w klasycznym sensie tej praktyki. Jest pracą z tym co wewnętrzne. Więc pytanie powinno brzmieć inaczej: co konkretnie chcemy wewnętrznie zmienić względem sytuacji losowych?
To co mówi Eleonorka56 o stosunku do losowości to coś o czym nie myślałem. Czy ktoś z was robił afirmacje konkretnie pod to? Nie pod wynik, ale pod to żeby lepiej znosić brak kontroli?
