To ciekawe, bo przy wzorcu sabotowania sukcesu mam wrażenie, że często nie wiadomo, że się go właśnie aktywuje - widać to dopiero po fakcie. Jak pracować z afirmacją na coś, co rozpoznajesz za późno?
Mam wrażenie, że w tej rozmowie za mało mówimy o samych afirmacjach - o konkretnych sformułowaniach. Bo Ludwinia pisała, że ogólne są powierzchniowe. To jak powinna wyglądać afirmacja skrojona pod konkretny wzorzec? Mam na myśli dosłownie składnię, czas, formę. Czy 'przerywam wzorzec X' to dobra forma, czy lepiej 'kiedy czuję X, wybieram Y'?
To jest sedno. Forma 'przerywam wzorzec X' może być za abstrakcyjna, bo umysł nie wie, co ma zrobić zamiast tego. Lepsza jest forma warunkowa - 'kiedy czuję X, wybieram Y' - bo daje konkretnemu bodźcowi konkretną odpowiedź. Mózg łatwiej przyswaja sekwencje niż deklaracje. Pytanie tylko, czy wiesz, co jest twoim X.
A czy można mieć kilka różnych X i pisać osobne afirmacje do każdego? Bo u mnie wyzwalaczem raz jest krytyka, raz cisza od kogoś ważnego, raz widok własnego sukcesu. To jakby trzy różne wejścia do tego samego wzorca. Czy to ma sens jako jeden wzorzec, czy to trzy osobne?
To co mówi Ludwinia o afirmacji przejściowej zmienia mi całe podejście do tego tematu. Bo ja zawsze budowałam afirmacje jako cel - 'jestem, mam, czuję' - a teraz widzę, że może lepiej zacząć od 'pozwalam sobie', 'uczę się', 'wybieram'. Czy to znaczy, że klasyczna forma w czasie teraźniejszym jest błędna?
Mam pytanie do całej rozmowy - czy ktoś z was zauważył, że dana afirmacja najpierw pogarszała samopoczucie, zanim zaczęła pomagać? Bo czytałam gdzieś, że to może być znak, że trafiła w coś prawdziwego. Ale nie wiem, czy to nie jest po prostu racjonalizacja tego, że coś nie działa.
A jak w ogóle rozróżnić, które napięcie jest które? Bo to brzmi logicznie, ale w praktyce nie wiem, jak miałabym to rozpoznać u siebie.
Wracając do tego, co Tadek97 mówił wcześniej o formie 'uczę się' kontra 'jestem' - czy jest jakiś moment, kiedy się przechodzi z jednej formy do drugiej? Bo nie chcę utknąć w 'uczę się widzieć siebie bez wyroku' na zawsze, skoro to ma być praca, a nie stan docelowy.
Mam pytanie trochę z boku - mówimy cały czas o afirmacjach powtarzanych świadomie, na głos albo w myślach. Ale czy to ma znaczenie, o jakiej porze dnia? Słyszałam, że rano i wieczorem to najlepszy czas, bo umysł jest bardziej otwarty. Czy ktoś to sprawdzał na sobie?
Tutaj mam wątpliwość - czy ktoś jest w stanie w momencie, kiedy wzorzec się aktywuje, w ogóle sięgnąć po afirmację? Bo z mojego doświadczenia, jak już jestem w środku reakcji, to ostatnią rzeczą, o której myślę, jest powtarzanie zdania. To raczej gaśnica po pożarze.
Mnie to, co mówi Edek, wydaje się bardzo realne. Sama miałam z tym problem - dlatego zaczęłam pisać afirmację na kartce i trzymać w widocznym miejscu. Nie żeby ją czytać w momencie reakcji, ale żeby po fakcie, kiedy trochę ostygłam, mieć gotowe zdanie pod ręką. Nie wiem, czy to metoda przez kogoś polecana, ale u mnie działa lepiej niż zapamiętywanie tekstu.
Ja robię podobnie, ale odkryłam, że jeśli napiszę afirmację własnym charakterem pisma i zostawię na stole wieczorem, to rano jest dla mnie bardziej 'moja', niż gdybym ją wpisała w telefon. Nie wiem, czy to placebo, ale coś w tym jest.
Mam wrażenie, że trochę odpłynęliśmy od sedna tego wątku. Bo tytuł jest o przerywaniu cykli - a te afirmacje 'od pięciu procent' to raczej praca nad poczuciem własnej wartości w ogóle, nie konkretnie nad wzorcami, które się powtarzają. Czy ktoś ma afirmacje, które są pisane właśnie z myślą o tym, że rozpoznałam schemat i chcę go zatrzymać? Np. w związkach, w wyborach zawodowych, w reagowaniu na konkretne sytuacje?
Właśnie, Kunisia97 trafia w sedno. Mnie też brakowało w tym wątku czegoś bardziej konkretnego pod przerywanie cykli. Używam od jakiegoś czasu zdania: 'widzę ten wzorzec i decyduję inaczej'. Brzmi prosto, ale wymaga, żebyś naprawdę wiedziała, jaki wzorzec masz na myśli - inaczej to puste słowa. Jak to sformułujesz ogólnie, to wzorzec się nie identyfikuje i afirmacja go nie łapie.
A skąd wiesz, że twoje zdanie trafia w konkretny wzorzec, a nie w wyobrażenie o nim? Bo mi się wydaje, że czasem myślę, że wiem, jaki mam wzorzec, a potem życie pokazuje, że myliłam się co do przyczyny. Czy to afirmacja mi wtedy nie przeszkadza, bo pracuję na złym materiale?
Wracając do pytania Kunisi97 o konkretne afirmacje pod przerywanie cykli - ja korzystam z czegoś, co sam nazwałem afirmacją progową. Nie jest to stwierdzenie o sobie, tylko o momencie: 'kiedy pojawia się ten schemat, mam wybór'. Krótkie, ale zmienia nastawienie z 'to mnie ogarnia' na 'to jest coś, co mogę zobaczyć'. I właśnie to 'zobaczyć' jest pierwszym krokiem przerywania, nie samo zatrzymanie reakcji.
To rozróżnienie między 'gruntem' a 'momentem' wydaje mi się ważne, ale zastanawiam się - czy jest jakaś kolejność? Tzn. czy najpierw trzeba zbudować grunt, żeby afirmacja sytuacyjna miała się na czym oprzeć, czy można zacząć od tej sytuacyjnej i zobaczyć, co się dzieje?
Mam pytanie, bo czuję się trochę zagubiona w tym rozróżnieniu - jak rozpoznać, czy jestem na etapie, kiedy powinnam zacząć od gruntu, czy już mogę próbować tej sytuacyjnej? Bo chętnie bym próbowała tej drugiej, ale nie wiem, czy mam tę uważność, o której Ludwinia53 mówi.
Zastanawiam się nad czymś, co gdzieś w tym wątku umknęło. Rozmawiamy o przerywaniu cykli, ale cały czas zakładamy, że wiemy, co jest cyklem. A co jeśli to, co uznajemy za negatywny wzorzec, jest reakcją na coś głębszego, o czym nie mamy pojęcia? Afirmacja może wtedy tylko przykrywać objaw.
Właściwie to, co pisze Ludwinia53, zgadza się z moim doświadczeniem. Zaczęłam od afirmacji i to właśnie przez nie zaczęłam zauważać opór - a opór wskazał mi, gdzie leży głębszy problem. Afirmacja była nie tyle rozwiązaniem, co diagnozą. Ciekawe, że nikt wcześniej tego tak nie nazwał.
To znaczy, że jak czuję opór przy afirmacji, to zamiast go zwalczać, powinnam go badać? Bo ja do tej pory traktowałam opór jako przeszkodę, którą trzeba 'przegadać' kolejnymi powtórzeniami.
A jak rozróżnić opór, który jest sygnałem do zbadania, od oporu, który jest po prostu lenistwem albo unikaniem niewygodnej pracy? Bo to dwa zupełnie różne zjawiska, a z zewnątrz wyglądają tak samo.
A czy jest jakaś zasada, jak długo powtarzać afirmację, zanim uznam, że nie działa? Bo czytałam, że 21 dni, ale gdzieś indziej widziałam, że minimum 66. Nie wiem, która wersja jest trafniejsza.
Wracając do tego, co mówiła Irenka.1 o afirmacji jako diagnozie - to mnie zatrzymało. Bo jeśli afirmacja służy przede wszystkim do pokazania, gdzie jest opór, to czy nie jest tak, że samo sformułowanie afirmacji ma mniejsze znaczenie niż to, co czujemy, kiedy ją powtarzamy?
A jak sformułować afirmację do przerywania cyklu, który rozpoznajesz, ale nie rozumiesz skąd się bierze? Bo mam wzorzec, który widzę wyraźnie - wycofuję się w ważnych momentach - ale nie mam pojęcia, gdzie ma korzenie.
Mnie zastanawia jedna rzecz - rozmawiamy o przerwaniu cyklu, ale cykl to coś, co się powtarza dlatego, że na jakimś poziomie spełnia jakąś funkcję. Afirmacja może chcieć go przerwać, ale jeśli ta funkcja nadal istnieje, to czy nie pojawi się nowy cykl zamiast starego?
Przepraszam, że wchodzę z innym pytaniem, ale czy są jakieś konkretne afirmacje sprawdzone właśnie przy wzorcu wycofywania się? Bo Kunisia97 mnie trochę opisała i nie wiem, od czego zacząć.
