U mnie zadziałało, ale nie od razu i nie tak jak myślałam. Wzorzec, który przerywałam - wycofywanie się za każdym razem, gdy coś zaczynało iść dobrze - nie zniknął przez samą afirmację. Znikał powoli, kiedy zaczęłam jednocześnie zauważać moment, w którym się odpala, i nie działać automatycznie. Afirmacja była dla mnie sposobem na zatrzymanie się w tym momencie, nie na eliminację wzorca.
To co opisujesz - moment zatrzymania - czy to przychodziło samo po jakimś czasie powtarzania, czy musiałaś do tego coś dodać osobno? Bo mam wrażenie, że sama afirmacja mi tego nie daje.
Czyli ten moment uważności po afirmacji to był osobny krok czy raczej cześć tej samej praktyki? Bo zastanawiam się, czy to nie jest tak, że afirmacja bez tego elementu jest po prostu niepełna - że bez uważności to zostaje tylko słowo.
A czy można w ogóle pracować z afirmacjami, jeśli jest się sceptykiem? Bo słucham was i mam wrażenie, że żeby to działało, trzeba jakoś wierzyć, a ja mam z tym problem - nie wiem, czy bardziej wierzę, czy bardziej się łudzę.
Słucham tej rozmowy i mam inne skojarzenie. Pracowałam jakiś czas z afirmacjami przy wzorcu wycofywania się z relacji - i to, co w końcu zrobiło różnicę, to nie była treść afirmacji, tylko moment jej użycia. Zamiast rano, rutynowo - zaczęłam używać afirmacji dokładnie w tej chwili, kiedy wzorzec chciał się odpalić. Tuż przed tym, jak miałam coś powiedzieć i czułam, że zaraz się zamknę. Czy ktoś jeszcze próbował tego rodzaju podejścia - afirmacja jako przerywnik w konkretnej chwili, nie jako codzienna praktyka?
U mnie było podobnie jak u Feli - afirmacja sama nie stworzyła odstępu, ale stała się kotwicą w momencie, gdy odstęp już trochę był. Kiedy zaczęłam używać afirmacji dopiero, gdy zauważyłam, że zaraz się wycofam - ona działała jak przypomnienie, że mam wybór. Bez tej chwili świadomości afirmacja wcześniej nic nie robiła, leciała przez głowę i znikała.
Wychodzi na to, że spora część tej rozmowy kręci się wokół jednej rzeczy - że afirmacja sama z siebie nie przerywa wzorca, tylko działa, gdy masz już jakiś wgląd w moment jego pojawienia się. Czy to znaczy, że dla kogoś, kto dopiero zaczyna i nie ma jeszcze tej obserwacji, afirmacja jest po prostu za wcześnie? Czy jednak warto zacząć od afirmacji i liczyć, że przy okazji pojawi się ta uważność?
Ale jak długo można czekać na efekt, żeby stwierdzić, że to działa? Bo słucham, że 'kilka tygodni obserwacji', 'długo', 'po jakimś czasie' - i zaczynam się zastanawiać, czy ktokolwiek wie, kiedy powinno się zobaczyć coś konkretnego. Mam wzorzec, z którym pracuję od miesięcy i nadal nie wiem, czy idę w dobrym kierunku, czy po prostu tracę czas.
Właściwie ta rozmowa zmienia mi trochę perspektywę. Zaczęłam czytać ten wątek z pytaniem 'jakie konkretne afirmacje działają na wzorce', a teraz wychodzi mi, że pytanie powinno raczej brzmieć 'kiedy i jak je stosować'. Czy to znaczy, że sama treść afirmacji jest drugorzędna wobec sposobu jej użycia?
Mam pytanie do Irenki albo kogokolwiek, kto pracował z konkretnym wzorcem - jak formułowałaś afirmację tak, żeby była naprawdę celna? Bo mam wrażenie, że moje afirmacje są za szerokie i dlatego nie trafiają. 'Jestem wystarczająca', 'zasługuję na sukces' - to brzmi jak plakat motywacyjny, nie jak coś, co mówi wprost do mojego wzorca.
To 'brzmienie jak kłamstwo' jest w tej pracy etapem, nie błędem. Wielu ludzi w tym miejscu rezygnuje, bo myśli, że skoro nie czuje prawdziwości afirmacji, to znaczy, że coś źle robi. A to jest właśnie moment, gdy coś się zaczyna - bo mózg dostaje sygnał niezgodności z dotychczasowym przekonaniem. Gdyby od razu brzmiała jak prawda, to znaczyłoby, że albo i tak już w to wierzysz, albo afirmacja jest za słaba i nie dotyka niczego realnego.
Czyli irytacja przy afirmacji może być informacją, a nie tylko dyskomfortem? To zupełnie zmienia to, jak na nią reagowałam. Dotąd jak się irytowałam, to po prostu odkładałam i mówiłam sobie, że ta metoda nie jest dla mnie.
Do tego, co pisze Ludwinia - ja dodałabym jeszcze jedno rozróżnienie. Irytacja na afirmację, która dotyka wzorca, jest inna jakościowo niż irytacja na afirmację, która po prostu nie pasuje. Ta pierwsza ma takie 'a idź ty', ta druga - po prostu obojętność albo znużenie. Uczyłam się je rozróżniać przez pewien czas i to nie jest proste, ale daje się.
Przepraszam, że wchodzę w środek - czytam cały ten wątek i trochę mi się kręci w głowie. Czy ktoś mógłby powiedzieć wprost: od czego w ogóle zacząć, jeśli jestem na samym początku i nawet nie wiem, jak nazwać swój wzorzec? Czy jest jakiś krok zerowy przed formułowaniem afirmacji?
Wracając do wątku z irytacją i sygnałami - mam wrażenie, że ta rozmowa pokazuje coś, o czym rzadko się mówi przy afirmacjach: że to nie jest praktyka, przy której można być pasywnym. Wymaga aktywnego śledzenia własnych reakcji, rewizji, zmiany afirmacji. Czy ktoś z was miał moment, że musiał całkowicie wyrzucić afirmację, którą pracował tygodniami, i zacząć od nowa?
Czytam ostatnie posty i zastanawiam się - czy ktoś z was zauważył, że zmiana afirmacji w połowie pracy może wykolejić cały proces? Tadek pisał o tym, że po miesiącu zmienił afirmację, bo stała się mechaniczna. Mnie to pasuje, ale jednocześnie boję się, że zbyt często zmieniałam i dlatego wzorzec u mnie jest wyjątkowo uparty.
To jest ważne rozróżnienie. Zmiana afirmacji z powodu mechaniczności to co innego niż zmiana z powodu dyskomfortu. Pierwsza jest uzasadniona - coś wyeksploatowałaś i potrzebujesz głębiej. Druga może być ucieczką przed wzorcem, który właśnie zaczął się ruszać. Jak opisałabyś swoje zmiany - to był mechanizm obronny czy faktyczne wyczerpanie tematu?
Właśnie to. Irytacja przy afirmacji i mechaniczność to dwa różne sygnały prowadzące w przeciwnych kierunkach. Mechaniczność mówi: 'przekroczyłaś już ten poziom, zejdź głębiej'. Irytacja mówi: 'trafiłaś, nie uciekaj'. Jeśli myliłaś jedno z drugim i przy irytacji zmieniałaś - to faktycznie mogłaś co chwilę zdejmować nogę z pedału tuż przed przyspieszeniem.
Do tego, co pisze Heniek - warto dodać, że przerwa diagnostyczna to nie to samo co rezygnacja. To świadoma obserwacja, co wraca bez podtrzymywania. Mnie to wcześniej w ogóle nie przychodziło do głowy, a teraz wydaje się oczywiste. Ale rozumiem, że ktoś, kto dopiero zaczyna, może się tu zgubić i pomyśleć, że przerwa usprawiedliwia każde porzucenie praktyki.
Chcę się tu zapytać o coś konkretnego, bo trochę gubię się w tej dyskusji. Piszecie o wzorcach, o irytacji, o przerwie diagnostycznej - ale czy ktoś mógłby powiedzieć, ile afirmacji naraz ma sens stosować przy pracy z jednym wzorcem? Czy to jedna, dwie, czy to bez znaczenia?
Mam wrażenie, że ta rozmowa coraz bardziej schodzi w kierunku bardzo indywidualnej pracy i to jest dobre, ale chciałam zapytać o coś, co mnie od początku tego wątku intryguje. Irenka pisała na samym początku o konkretnych afirmacjach na przerywanie wzorców. Czy ktoś ma takie, które rzeczywiście sprawdziły się przy wzorcach relacyjnych - bo właśnie przy takich mam największy problem z sformułowaniem czegoś, co nie brzmi jak banał?
To jest naprawdę inne podejście niż to, co widziałam do tej pory w artykułach o afirmacjach. Te zwykle idą w stronę ogólnych stwierdzeń o wartości. Mam pytanie - jak to sformułować, gdy sama nie wiem dokładnie, co wzorzec mi każde robić? Bo rozumiem, że wzorzec to coś, co powtarza się, ale jeszcze nie potrafię go nazwać jednym zdaniem.
Wrócę jeszcze do pytania Kunisi - bo wzorce relacyjne mają to do siebie, że często aktywują się tylko w konkretnym kontekście, a poza nim jesteśmy spokojni i myślimy, że wzorzec nie istnieje. Dlatego afirmacja na taki wzorzec musi być ćwiczona właśnie wtedy, gdy kontekst jest aktywny, a nie tylko rano przy kawie. To zmienia całą logistykę praktyki.
Słucham tej rozmowy i coraz bardziej mam wrażenie, że praca z afirmacjami na wzorce to jest jednak coś zupełnie innego niż to, co się zwykle rozumie pod słowem 'afirmacja'. Ja myślałam, że chodzi o powtarzanie pozytywnych zdań rano przed lustrem. A tu mówicie o obserwacji ciała, oknach czasowych, rozróżnianiu narracji od odczucia. Skąd się tego nauczyłyście?
Duża część tego, co tu piszemy, to po prostu wnioski z prób i błędów. Przez długi czas też robiłam to 'przed lustrem' i efekt był zerowy - bo powtarzałam zdania, które mój umysł od razu odrzucał jako nieprawdziwe. Przełom był wtedy, gdy zaczęłam łączyć afirmację z konkretnym stanem, który rozpoznawałam w ciele. Nie przeczytałam tego nigdzie w jednym miejscu - to się złożyło z kilku różnych źródeł i z obserwacji.
A co z afirmacjami, które się kiedyś 'działały', a potem przestały? Miałam kilka takich, które przez jakiś czas naprawdę coś ruszały, a teraz mówię je mechanicznie i nic. Czy to znaczy, że wzorzec jest przepracowany, czy że po prostu się do nich znieczuliłam?
Mam poczucie, że cały czas mówimy o wzorcach relacyjnych - ale czy afirmacje na przerywanie wzorców działają tak samo przy wzorcach zawodowych albo finansowych? Mnie na przykład bardziej ciągnie do pracy z wzorcem sabotowania własnych sukcesów niż do relacji. Czy mechanizm jest ten sam?
